About Marek Telecki

http://www.applesauce.pl

test

Posts by Marek Telecki:

Rozważania na temat wydajności

Pamiętacie Wasze pierwsze doświadczenia z komputerami? Co to był za sprzęt, co potrafił, ile kosztował? Ja, nim zobaczyłem na własne oczy komputer osobisty i mogłem go dotknąć, poużywać, na ścianie wieszałem kalendarze i plakaty z „grafiką” tworzoną za pomocą znaków alfanumerycznych, tzw. ASCII-art drukowane na hałaśliwych drukarkach igłowych podłączonych do wielkich szaf pod nazwą: Odra :) Trochę późnej, mniej więcej w okolicach 1983-1984 roku dzięki rodzinnym kontaktom :P dostąpiłem zaszczytu spędzenia kilku popołudni i wieczorów w pracowniach komputerowych Technikum Elektronicznego, do którego później zresztą uczęszczałem. Co za cuda tam mieli? Między innymi volkswagena wśród mikrokomputerów, czyli popularnego przez jeszcze wiele lat gumiakaZX Spectrum 48K, ciut nowocześniejsze Timexy 2048 oraz chowane w pancernych sejfach Atari 800XL!

W 6-ej klasie szkoły podstawowej (dla wyjaśnienia: za moich czasów gimnazjum nie było a nauka w SP trwała 8 lat) moja wychowawczyni a zarazem nauczycielka fizyki przynosiła na lekcje hit wszech czasów: Commodore 64 – bakcyl został połknięty. Jak widać skutecznie i na lata. Oczywiście o zakupie prywatnego komputera nie było właściwie mowy. Raz, że podaż tychże na polskim rynku była praktycznie zerowa z uwagi ona obowiązujące embargo CoCom, dwa – cena takiej fanaberii była co najmniej zaporowa, ale nie ma co się dziwić, skoro komputery były przemycane… Legalnie zaś trafiały co najwyżej do instytucji, skrupulatnie ewidencjonowane. Dopiero nieco później, w sklepach CSH można było w cywilizowany sposób nabyć wymarzone pudełko. Skoro nie było sprzętu a był pęd ku nowej technologii, trzeba było kształcić się i ćwiczyć na sucho, dzięki przecierającej szlaki prasie komputerowej. Teraz półki w kioskach czy salonach prasowych uginają się pod ciężarem różnorodnych pism poświęconych komputerom. Wtedy był Bajtek. Ale ja nie zacząłem od Bajtka a od miesięcznika o wdzięczniej nazwie IKS – Informatyka, Komputery, Systemy. Dodatku do – jakby nie patrzeć  – propagandowej gazety, pt. Żołnierz Wolności.

Czemu serwuję Wam ten tekst rodem z epoki cyfrowego dewonu? Otóż nakłoniły mnie do tego: test Geekbench wykonany na moim iPhone 5 oraz zestawieniem wyników urządzeń pracujących pod kontrolą iOSa w artykule zamieszczonym na MyApple. Przecież smartfony i tablety to też komputery, prawda? W branży IT funkcjonuje tzw. prawo Moore’a, które mówi że co 18 miesięcy komputery podwajają swoją wydajność. Postanowiłem sprawdzić jak to wyglądało w przypadku moich stacjonarnych i przenośnych silikonowych maszyn nie-tylko-liczących.

Oczywiście skupiłem się – zarówno z przyczyn technicznych (brak testera Geekbench dla Amiga OS) jak i ideologicznych (zignorowałem te rzadkie okazy pecetów, które przewinęły się przez moją komputerowo wspomaganą egzystencję) – wyłącznie na Maczkach oraz mobilnych urządzeniach Apple, których użytkownikiem (prywatnie, bo zawodowo od 1996 roku) jestem od ponad dekady. Pierwszego iPhone przywiezionego w 2008 pominąłem również z uwagi na tę samą wydajność jaką szczyci się model 3G.

Najpierw mała tabelka zestawiająca modele urządzeń oraz uzyskanych rezultatów:

A teraz jak to się ma do przewidywań pana Moore’a? Spójrzcie na wykres (dla zwiększenia czytelności zastosowałem skalę logarytmiczną, choć rozkład wykładniczy bardziej odpowiadałby krzywym wzrostu wydajności).

Legenda:

  • Maczki oznaczone są kolorem niebieskim
  • iPhone’y oraz iPad – kolorem zielonym
  • krzywa wzrostu wg prawa Moore’a dla komputerów – kolor żółty
  • krzywa wzrostu wg prawa Moore’a dla sprzętów mobilnych – kolor czerwony

Jakie macie spostrzeżenia, hm? Jeśli o mnie chodzi to muszę przyznać rację panu Moore’owi – jak by nie patrzeć, postęp technologiczny (przynajmniej ten, który odbywa się na naszych oczach, na przestrzeni kilkunastu lat) odbywa się prawie idealnie wg sformułowanego prawa. A my, użytkownicy nawet nie mamy chyba świadomości tempa w jakim ewoluują nasze maszyny. To co da się też zauważyć to fakt, że o ile w przypadku komputerów najczęściej wzrost mocy obliczeniowej uzyskuje się zwiększając taktowania procesora i innych podzespołów, to w przypadku urządzeń mobilnych, gdzie niebagatelne znaczenie ma czas pracy na baterii oraz problematyczne odprowadzanie ciepła – zwiększanie częstotliwości zegara to ślepa uliczka i producenci muszą wykazać się znacznie bardziej wyrafinowanymi pomysłami. Reasumując: śmiem postawić tezę, że to właśnie urządzeniom mobilnym, nie tylko rozruszano rynek aplikacji ale i nadano tempo całej sprzętowej stronie komputeryzacji.

Fajnie. Z drugiej strony gdy zastanawiam się, jak bardzo zmieniły się moje wymagania oraz czynności, które wykonuję na komputerze przez te kilkanaście lat, to stwierdzam, że nie aż tak bardzo. I zapewne gdyby nie wyższe rozdzielczości, gdyby nie większe ilości przetwarzanych informacji oraz lenistwo programistów, to mój pierwszy Maczek wciąż mógłby mnie wspierać… no dobrze, ja sam jako użytkownik-klient też ponoszę winę: próżność, chęć posiadania czegoś nowszego, lepszego – te sprawy też się przyczyniają do tego, że całkiem dobre komputery trafiają do lamusa.

Wpis ten zacząłem wspomnieniami, bo tęsknię to tamtych i trochę późniejszych czasów. Czasów kiedy hardware wystarczał dosłownie na lata, kiedy programiści optymalizowali programy i wyciskali z ograniczonych sprzętowo maszyn rzeczy, które do dziś budzą podziw. Czasów kiedy komputery nie były traktowane na równi ze sprzętem AGD, jako kolejny mebel w domu. Czasów kiedy  komputer był gotowy do pracy w kilka/kilkanaście sekund, system mieścił się na dyskietce, a do obliczeń wystarczyło CPU taktowane zaledwie kilkoma megahercami. Wreszcie, do czasów, w których ludzie mieli pokorę dla fachowej wiedzy i nie brali się za coś o czym nie mieli pojęcia. Zabrzmiało, tak jak bym się źle czuł w obecnych czasach, co? :) Nic z tych rzeczy, chciałem tylko zasygnalizować – zwłaszcza młodszemu pokoleniu – że przeszłość komputeryzacji ma swoje piękne momenty i warto do niej wracać, by ją bliżej poznać.

A przenieść się w komputerową przeszłość, wirtualnym wehikułem czasu można m.in. jutro i pojutrze, we Wrocławiu na imprezie Dawne Komputery i Gry.

AirPrint – suplemencik

W niedzielę opisywałem na applesauce swoje boje z bezprzewodowym drukowaniem z iPhone oraz iPada. Trochę z pośpiechu, a trochę z powodu ignorancji, pominąłem inne dostępne a przy tym – darmowe – rozwiązanie. Doszedłem jednak do wniosku, że byłbym wobec czytelników i siebie nie w porządku, gdybym nie wpomniał o tymże, co czynię w niniejszym uzupełnieniu.

Chodzi o usługę Google Cloud Print, której próżno szukać w oficjalnym portfolio giganta, z uwagi na status beta. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie byście wpisali w przeglądarce adres:

http://www.google.com/cloudprint

a zostaniecie przekierowani do strony logowania. Bez tego nici z usługi. Na szczęście Google udostępnia system pomocy dla przyszłych i obecnych użytkowników Cloud Print.

Ja sam z Google Cloud Print nie skorzystam. Z kilku powodów – najważniejszy to fakt, że aby móc skonfigurować drukarkę należy zainstalować na komputerze przeglądarkę Chrome, po to by w niej „włączyć łącznik Google Cloud Print”… Co jak co, ale mi osobiście ta przeglądarka nie leży, nie zachwyca ani prędkością, ani estetyką, ani ergonomią ani specyficznym podejściem do bezpieczeństwa. Z premedytacją i zadowoleniem korzystam do przeglądania stron www Safari, więc miast dublować aplikacje wolę dedykowany serwer druku. Kolejna sprawa to to, z jakich aplikacji dla iOS można drukować korzystając z Google Cloud Print, otóż z… aplikacji PrintCentral Pro (osobne wersje dla iPhone/iPod Touch oraz iPad) , z Google apps „na komórkę”, korzystając z KODAK Email Print (?) oraz z przeglądarki internetowej – ale tylko wtedy, gdy: „na stronie internetowej zauważysz przycisk Drukuj z logo Google Cloud Print”. Pełna lista wspieranych aplikacji i systemów tutaj.

 …It seems that I am not

Dziękuję, wolę handyPrint.

Jedna klawiatura by nimi rządzić

Wpis ten nie będzie zbyt odkrywczy, ponieważ przedstawione rozwiązania są dość stare ale w większości przypadków i konfiguracji nadal winny funkcjonować, umożliwiając wygodną kontrolę/obsługę komputerów i innych urządzeń z poziomu pojedynczej klawiatury i/lub myszy. Myślę więc, że są osoby, które wcześniej opisywanych programów nie używały a znajdą dla nich zastosowanie w swoim codziennym workflow. Co więcej – wczoraj, gdy opracowywałem ów wpis – na AntyWeb pojawił się artykuł opisujący nową klawiaturę Logitecha, sposoby podane przeze mnie poniżej są zdecydowanie tańsze! ;)

1Keyboard

Ten niewielki (~600 KB) programik to wirtualna bezprzewodowa klawiatura dla systemu OS X w wersji 10.7 (Lion) lub nowszej. Umożliwia wykorzystanie klawiatury USB podłączonej do Maca (lub tej wbudowanej w przypadków MacBooków) do pisania bezprzewodowo na innych komputerach (platformy: OS X, Windows, Linux), smartfonach i tabletach pracujących pod Androidem, najpopularniejszych konsolach (PlayStation, XBox), wybranych platformach Smart TV (niestety nie chodzi o rozwiązanie Samsunga) oraz – co ważniejsze – na urządzeniach mobilnych Apple, takich jak: iPhone, iPod oraz iPad! Połączenie odbywa się za pośrednictwem Bluetooth a Mac oraz urządzenie na którym chcemy popisać muszą być sparowane.

OneKeyboard.app sprawdziłem z iPhone 5 i działa! :) Przyznać muszę, że już wcześniej próbowałem ten program wykorzystać z iPhone 4, ale nie zadziałało – nie wiem czy to kwestia urządzeń czy wersji systemów, nie pamiętam teraz konkretnych wersji OS X na iMacu oraz iOS na iPhone 4, ale rozwiązanie to działa znakomicie dla tandemu: OS X 10.8.2 oraz iOS6.

Można się zastanawiać nad przydatnością takiej zdalnej klawiatury do iUrządzeń, bo przecież i tak uruchamiamy appki palcem, tak samo wskazujemy pola tekstowe, itp. jednak są sytuacje, w których pisanie na klawiaturze fizycznej pozwoli na zdecydowanie szybsze wykonanie zadania. Jeszcze nie tak dawno w sklepie Apple można było zakupić klawiaturę z dockiem jako dedykowane akcesorium dla iPada/iPhone.

Warto pamiętać by na iUrządzeniu w preferencjach dotyczących klawiatury wybrać właściwy układ klawiatury sprzętowej, inaczej PLiterki mogą nie pojawić się po wciśnięciu odpowiednich klawiszy ;)

W przypadku korzystania z 1Keyboard z iPhonem/iPadem sugeruję przekierowywać wyłącznie klawaturę. Co prawda auto eksperymentalnie zaimplementował obsługę myszy, ale w przypadku iGadżetów nie skorzystamy z tego dobrodziejstwa.

Nie mam klawiatury Apple w wersji BT, więc trudno mi powiedzieć jak się sprawi 1Keyboard z taką właśnie. Co prawda Apple Wireless Keyboard możemy sparować bezpośrednio np. z iPadem, ale wtedy jednym szybkim skrótem nie przełączymy się spowrotem do komputera…

1Keyboard wciąż w wersji 1.0 (beta), dostępny jest na stronie domowej autora Eyala Wienera. Nie wiadomo co będzie dalej z tym fajnym programem, ostatni wpis na blogu pochodzi z lata zeszłego roku, ale archiwum z programem było aktualizowane w czerwcu 2012, więc jest szansa, że autor będzie rozwijać swój projekt dalej – oby!

PS. Przetestowałem 1Keyboard z iPadem 2 generacji, z zainstalowanym iOS6 – działa! :)

Teleport

Z tego genialnego programu, instalującego się na komputerach w postaci dodatkowego panelu Preferencji systemowych korzystałem w czasach gdy poza iMakiem posiadałem MacBooka. Teleport współpracuje wyłącznie z Maczkami, ale jego możliwości, integracja z systemem i elegancja powodują, że chylę czoła przez autorem Julienem Robert (abyssoft). Nie dość, że możemy jedną klawiaturą (wbudowaną, przewodową i bezprzewodową) oraz myszą (a także np. touchpadem!) kontrolować inne Maczki, to obsługuje schowek (clipboard) oraz pozwala nawet na kopiowanie plików między komputerami za pomocą prostego drag&drop. Można więc przyjąć, że Teleport zastąpi też AirDrop, nie dostępny dla wszystkich komputerów i wersji OS X.

W przeciwieństwie do 1Keyboard Teleport korzysta z komunikacji opartej na protokole TCP, więc działa po WiFi oraz oczywiście połączeniu Ethernet. Autor odpowiedzialnie podszedł do kwestii bezpieczństwa, więc Teleport wspiera zarówno szyfrowanie SSL jak również autoryzację – tzw. zaufane hosty. Na szczęście autor „potajemnie” dba o to by Teleport działał na nowych wersjach systemu Apple – ostatnia aktualizacja do wersji 1.1.2 pochodzi z końca czerwca b.r.

Polecam oba rozwiązania, zwłaszcza wszystkim, którzy mają rozbudowany „park maszynowy” pod swoim dachem. Mimo, że zarówno 1Keyboard jak i Teleport są dostępne za darmo – warto wesprzeć ich autorów choćby symbolicznym datkiem.

Krótka historia gier komputerowych

Bez obaw, nie porywam się na żadne naukowe studium traktujące o tym jak powstały, skąd się wzięly ani jak ewoluowały gry. Nie muszę, na rynku obecne są ciekawe pozycje księgarskie. Latem 2010 roku, jeszcze na łamach bloga iPodzik.info popełniłem recenzję najnowszego opracowania poruszającego kwestię gier na komputerach i konsolach, książki pt.: „Cyfrowe marzenia” autorstwa Piotra Mańkowskiego. Cały czas polecam ten tytuł, bo to naprawdę obszerna i rzetelna publikacja.

Pisząc ponad dwa lata temu tę recenzję byłem przekonany, że to pierwsza i jedyna polska praca poruszająca tytułowy temat. A jednak byłem w błędzie! Ostatnio, zupełnie przypadkiem natrafiłem na „Dawno temu w grach” Bartłomieja Kluski. Niestety nakład tej wydanej przez Samizdat Orka w 2008 książki został praktycznie wyczerpany, ale autor udostępnił ją w wersji elektronicznej (format PFD oraz MOBI) w Internecie za darmo!

Byście nie musieli korzystać z pomocy wujka „Don’t be evil” Google, umieszczamy „Dawno temu w grach” w wersji PDF poniżej (klikajcie okładkę! :)) – mam nadzieje, że autor nie będzie miał mi za złe…

 

Wczoraj pochłonąłem dzieło Bartłomieja jednym tchem i powiem Wam, że mimo wcześniejszego przeczytania „Cyfrowych marzeń”, dowiedziałem się wielu interesujących ciekawostek, których pan Piotr Mańkowski nie zawarł. Myślę, że wynika to przede wszystkim z różnic charakterologicznych autorów, innego spojrzenia na temat – wszak pan Kluska jest z zawodu historykiem.

Mimo „ostrzeżenia” zamieszczonego przez autora na wstępie:

„Dawno temu w grach” jest zbiorem publikowanych tu i ówdzie artykułów o przeszłości gier komputerowych. Temat ten w naszym kraju nie doczekał się póki co żadnego poważnego opracowania. Moja próba to zaledwie krótkie szkice z historii, rekonesans badawczy, przetarcie szlaków: najciekawsze wydarzenia, postaci, tytuły… Mam jednak cichą nadzieję, że ta barwna mozaika ułoży się Czytelnikom w obraz fascynującej całości. Jeśli kogoś zainteresuje i zachęci do dalszych poszukiwań, będę usatysfakcjonowany. Przeszłość elektronicznej rozrywki kryje w sobie jeszcze mnóstwo opowieści.

książka jest dość spójna i czyta się ją naprawdę dobrze.

Obie przytoczone tu pozycje książkowe doskonale się uzupełniają i zachęcam Was do przeczytania „Dawno temu w grach” nawet jeśli gry to ostatnie rzeczy, które uruchamiacie na swoich komputerach…

PS. Czekam na swój egzemplarz książki pt.: „Bajty polskie” pióra Bartłomieja Kluski oraz Mariusza Rozwadowskiego. Po przeczytaniu podzielę się wrażeniami.

AirPrint czyli drukujemy z iOS’a

Minęły prawie dwa lata od chwili, kiedy Apple wraz z aktualizacją systemu iOS do wersji 4.2 udostępniło posiadaczom iPhone’ów, iPodów Touch oraz iPadów (tak, tablet był dostępny na rynku już pół roku!) możliwość bezprzewodowego drukowania. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i aby móc korzystać z tej opcji trzeba było zakupić wspierającą AirPrint drukarkę. Trudno powiedzieć czy brak zaimplementowania w iOS uniwersalnego sterownika pozwalającego wykorzystać dowolną „maszynę drukującą” naruszał jakieś patenty, czy firma HP z premedytacją zapewniła sobie pierwszeństwo w dostarczeniu przystosowanych urządzeń – zdaje się, że pod koniec 2010 roku AirPrint wspierało „aż” 6 (no… może z 10) modeli. Tak czy inaczej, do dnia dzisiejszego bez spełnienia pewnych warunków, nie wydrukujemy niczego z iUrządzeń. (więcej…)

Tapatalk czyli „pukana gadana” – mini recenzja

Ktoś kiedyś powiedział: „jestem za seksem grupowym pod warunkiem, że grupa sklada się z dwóch osób”. Coś w tym jest, prawda? Podobno największe ryzyko w seksie grupowym to sytuacja, w której zostało się… pominiętym :) Nie liczcie jednak na to, że ten wpis będzie związany z erotycznymi igraszkami, co to to nie. Lubicie Facebooka? Tak, do dobrze, ja jednak nie przepadam za tym i podobnymi mu, portalami społecznościowymi. Nie lubię tłumów, wolę kameralne miejsca i spotkania, przedkładam prywatność nad „sieciowym ekshibicjonizmem”. Nie mam potrzeby informować ogółu, że właśnie wstałem z łóżka czy poszedłem po bułki, albo skaleczyłem się w mały palec. Wolę wybrane osoby zaprosić do prywatnego strumienia zdjęć niż wystawiać gdzieś publicznie galerię swoich fotografii. Z tego samego powodu preferuję instant messaging nad chatroomy i inne publiczne Hyde Parki. Ale ja to ja a Wy to Wy :)

Mimo wszystko człowiek jest z natury zwierzęciem stadnym i podświadomie szuka podobnych do siebie, by móc z nimi dzielić zainteresowania, pasje czy wręcz po to by mieć z kim rywalizować w jakiejś konkretnej dziedzinie. Potrzeba kontaktu i zbliżania „pokrewnych dusz” spowodowała, że wraz z nadejściem ery Internetu powstały takie twory jak Usenet a dzięki popularyzacji WWW oraz rozwojowi technologicznemu dawniejsze kluby stały się forami dyskusyjnymi. To na nich właśnie można nawiązać przyjaźnie, znaleźć rozwiązania problemów, wymieniać poglądy. A co ważniejsze odbywa się to w grupie osób świadomie decydujących się na tę przynależność, zaś moderatorzy dbają o to by przestrzegano netykiety.

Koniec końców i tak aktywność w Sieci sprowadza się do udostępniania, wymieniania czy tylko pozyskiwania informacji. Jako, że tej informacji jest coraz więcej, a czasu – przy obecnym tempie życia – mamy coraz mniej (pozornie), to staramy się znaleźć narzędzia pozwlające nam na nie tylko szybszy kontakt czy dostęp do tychże, ale również na selektywny ich wybór. Stąd popularność wszelakich agregatorów treści, czytników RSS czy wreszcie rozwiązań takich jak Safari Reader. Chcemy szybciej znaleźć interesujące nas rzeczy i bezboleśnie przedrzeć się przez gąszcz reklam i innego szumu informacyjnego.

Jako, że bywam na różnych forach dyskusyjnych, nie lubię nachalnych reklam, preferuję skupienie na jednej konkretnej rzeczy w danej chwili i coraz częściej „konsumuję treści” na urządzeniach mobilnych, a dokladniej na iPhone oraz iPadzie – już dość dawno temu szukałem aplikacji, która powyższe oczekiwania spełni lub przynajmniej ułatwi ich realizację. Tak trafiłem na Tapatalk Forum App, występującą w wersji uniwersalnej, na oba iDevices. Oczywiście aby można było z tego dobrodziejstwa skorzystać, administrator danego forum musi zaimplementować obsługę aplikacji. Szczegółowe informacje są dostępne na stronie produktu, który oczywiście nie jest ograniczony wyłącznie do platform mobilnych opartych o iOS. Androidowcy i amatorzy jeżynek też mogą Tapatalk poużywać :)

[nggallery id=36]

Co tu się rozpisywać? Aplikacja pozwala praktycznie na wszystko to co możemy dokonać z poziomu przeglądarki internetowej, szybciej, wygodniej i bez reklam! Rzecz jasna system powiadomień iOS też obsługuje aplikację.

[nggallery id=37]

Czy są jakieś wady tego rozwiązania? Owszem. Przede wszystkim trzeba przekonać admina do dodania w mechaniźmie forum wsparcia dla Tapatalk. Kolejna sprawa to odświeżanie wątków – samo przeczytanie postów i powrót „piętro wyżej” nie zmieni statusu wątku, trzeba wrócić do strony głównej forum i pociągnięciem palca w dół wymusić odświeżenie wszystkich tematów. Bardzo często też zdarza się, że zdjęcia dodane w postach wyświetlają się nie w pełnej rozdzielczości lecz tylko jako miniaturki, nie mam pojęcia czemu się tak dzieje, ale zapewne powodem jest mnogość różnych serwisów hostujących fotografie oraz sposobów udostępniania tychże we wpisach. Trzeba się też przyzwyczaić do faktu, że po przeczytaniu danego wpisu z listy Najnowsze, przycisk Wróć spowoduje powrót do tej listy a nie do wątku czy kategorii, więc jak się nie zapamiętało tematu, może być ciężko odnaleźć interesujący nas post, ale this is not a bug it’s a feature, więc od czego mamy opcję: Szukaj (do czeskich/słowackich czytelników: chodzi o znalezienie tematu/wpisu ;)). Wadą może być też cena samej aplikacji oraz ew. dodatków In-app Purchase.

W tytule stoi – mini-recenzja, tak – to prawda, bo na tym etapie wpis o Tapatalk Forum App zakończę, ale obiecuję, że jeśli zdecyduję się na zakup dedykowanej tabletowi wersji Tapatalk HD for iPad to powstanie recenzja z prawdziwego zdarzenia!

PS. Zrzuty ekranowe robione na iPadzie oraz iPhone na iMadło a dokładniej do iPhoto trafiły ze Strumienia zdjęć – stąd niestety gorsza jakość…

iPhone 5 to cud (8-my?)

Właściwie to zamierzałem popełnić jakąś osobistą, subiektywną recenzję najnowszego smartfona Apple, jednak stwierdziłem, że upłynęło zbyt mało czasu, który z nim spędziłem by odkryć i zawrzeć kluczowe aspekty tego pięknego wytworu, tak więc za jakiś czas na pewno dedykowany wpis się pojawi. Dziś zacytuję tylko fragment jednej z ciekawszych recenzji, jednocześnie zachęcam do zgłębienia całego tekstu:

Farhard Manjoo:

All top-of-the-line smartphones on the market today do pretty much the same things. Since they’ve all got similar specs—superfast LTE networking, great cameras, great displays, app stores that carry most of the apps people want—the only reason you would choose one over the other is personal taste. If you like a wider screen, you might go with the Samsung Galaxy SIII. If you like Windows’ more informative start screen, you’d go with something made by Nokia. The iPhone’s unique comparative advantage is build quality: If you want a phone that is a pleasure to hold, one that just looks and feels better, there’s no equal on the market. No other phone is even close.

And it’s not like you’re sacrificing anything by choosing the iPhone 5 for the way it looks and feels in your hand. In addition to being beautiful on the outside, it’s also great on the inside. It’s the fastest phone you can buy. Its camera is fantastic. It’s got more apps than you’ll ever need. Its display is unbeatable. And so on and so on—on “function” alone, the iPhone is no slouch. But where it really kills is form.

Nic dodać nic ująć.

W skrócie, dla władających wszystkimi innymi językami tylko nie angielskim:

Wszystkie znaczące na rynku smartfony potrafią robić te same rzeczy. Mają zbliżone parametry – szybkie technologie sieciowe, niezłe aparaty, świetne wyświetlacze, sklepy z aplikacjami  spełniającymi oczekiwania większości użytkowników – więc jedynym powodem, dla którego wybieramy konkretny model smartfona jest nasz gust. Jeśli wolisz bardziej szeroki ekran możesz wybrać Samsunga Galaxy SIII. Jeśli preferujesz windowsowe kafle, wybierzesz coś z oferty Nokii. Przewagą iPhone jest jego unikalna precyzja wykonania: jeśli pragniesz telefonu, który wygląda najlepiej, który sprawia przyjemność już w chwili gdy go trzymasz, nie znajdziesz porównywalnego produktu na rynku. Żaden inny telefon tego nie oferuje.

Wybierając iPhone 5 dla jego wyglądu i sposobu jak leży w dłoni, z niczego nie musisz rezygnować, niczego poświęcać. Pięknu zewnętrznemu towarzyszy zaawansowane technologicznie wnętrze. To najszybszy smartfon jaki możesz kupić. Wbudowany aparat wymiata. Jest na niego, tzn. iPhone 5 więcej appek niż kiedykolwiek byś potrzebował. Wyświetlacz jest nie do pobicia.  Można tak wymieniać bez końca, iPhone jest naprawdę niezły. A to czym naprawdę zabija konkurencję to jego forma.

Napad z makiem w ręku, czyli MacHeist 4

Rzecz jasna napadać nikogo nie obędziemy ale dzięki inicjatywie pod nazwą MacHeist możemy się naprawdę nieźle obłowić w ciekawe programy dla naszych makówek. MacHeist pierwotnie była zwyklą paczką (ang. bundle) kilku interesujących aplikacji dostępnych w atrakcyjnej, dużo niższej od kwoty jaką trzeba było wyłożyć za każdą z osobna, cenie. 4 odsłona MacHeist to zupełnie nowe podejście do tematu. (więcej…)