Porady

Shortcuts — uruchamiane skrótów we wskazanej lokalizacji

Dla wszystkich użytkowników, którzy interesują się automatyzacją, premiera iOS 12 stała pod znakiem pojawienia się aplikacji Skróty. Następca doskonałego Workflow po wchłonięciu przez Apple wraca lepszy i sprawniejszy niż kiedykolwiek moglibyśmy się tego spodziewać. Możliwości, jakie daje ta aplikacja w połączeniu z Siri Shortcuts, są olbrzymie i niosą wręcz nieprzebrane możliwości w kontekście ułatwiania sobie codziennych zadań oraz wykonywania kolejek czynności. Muszę jednak przyznać, że do pełni szczęścia brakuje mi w niej jednej możliwości, a mianowicie wyzwalania akcji w zależności od lokalizacji, tak jak na przykład potrafi to uczynić aplikacja Dom.

Na szczęście na wszystko znajdzie się rozwiązanie, muszę jednak już na początku Cię uprzedzić, że nie jest w pełni automatyczne, a jedynie pozwala na przypomnienie i ułatwienie wykonania danej kolejki czynności w zależności od Twojego położenia. W większości przypadków, kiedy chcemy wykonać coś na podstawie lokalizacji, to następuje to w momencie, kiedy przybywamy lub opuszczamy daną lokalizację. W tym celu wykorzystuje się możliwości geofencingu, czyli wyznaczania pewnych stref, które stanowią wyzwalacz. Jak więc połączyć to z aplikacją Skróty? Z pomocą przychodzi narzędzie Launch Center Pro. Najlepsze przykłady jak zawsze podsuwa życie, więc korzystając z okazji, że kilka dni temu na Twitterze padło pytanie o możliwość wyłączania WiFi w iPhone po opuszczeniu miejsca zamieszkania postanowiłem opisać takie rozwiązanie.

W pierwszej kolejności potrzebny jest skrót w aplikacji Skróty 1, który pozwala wyłączyć sieć WiFi. Rzecz banalna, ponieważ potrzebuje zaledwie jednego elementu do działania, a mianowicie funkcji Ustaw sieć WiFi. Tworzymy więc nowy element i przy użyciu wyszukiwarki odnajdujemy wspomniany element. Później przy użyciu przycisku w kształcie dwóch suwaków wchodzimy we właściwości skrótu i definiujemy jego nazwę, która będzie niezbędna w kolejnym etapie. Nic nie stoi również na przeszkodzie, aby zdefiniować odpowiadającą nam ikonę. Poniższe wideo pokazuje tę czynność krok po kroku.

Po przygotowaniu wspomnianego skrótu możemy przygotować odpowiednią akcję LCP2, który będzie reagował na naszą lokalizację. Po jego dodaniu, we właściwościach należy wejść w opcję Location Triggers, skonfigurować obszar za pomocą funkcji Geofence oraz warunek wyzwolenia danej akcji w zależności, czy chcemy, aby uruchamiała się przy opuszczeniu, czy przybyciu do zdefiniowanego obszaru. Warto zwrócić też uwagę na możliwość wyboru dni, w których akcja ma być aktywna. W naszym przypadku, biorąc pod uwagę, że za każdym razem, kiedy wychodzimy z domu, chcemy wyłączyć działanie WiFi pozwalamy na jej działanie przez cały tydzień. Po określeniu miejsca jej działania wracamy do głównego ekranu konfiguracji. W tym miejscu musimy zdefiniować jaką akcję zamierzamy wykonać. W tym celu wybieramy przycisk Action Composer, wybieramy zakładkę All Supported Apps i wyszukujemy aplikację Shortcuts. Po jej zaznaczeniu wybieramy Run Shortcut. W tym miejscu nadajemy akcji nazwę oraz w polu Shortcut Name wpisujemy dokładną nazwę skrótu, który utworzyliśmy w pierwszym kroku. Poniżej wideo pokazujące cały proces.

Po skonfigurowaniu, w sytuacji, kiedy będziemy opuszczali dany obszar, LCP wyświetli powiadomienie, którego dotknięcie spowoduje uruchomienie skrótu wyłączającego WiFi w iPhone’ie. Nie jest to do końca ergonomiczne rozwiązanie, ale jeżeli zależy nam na wykonaniu pewnych czynności w odniesieniu do lokalizacji, to na tą chwilę jest to najwygodniejsza opcja. Mam nadzieję, że geolokalizacja docelowo pojawi się jako jedna z opcji dostępnych w aplikacji skróty. Myślę jednak, że nie nastąpi to zbyt szybko. Tymczasem, Launch Center Pro jako wyzwalacz jest w stanie pełnić funkcję odpowiedniego zamiennika. Na podstawie opisanego rozwiązania możecie dowolnie konfigurować swoje skróty. Ciekaw jestem, jakie pomysły drzemią w Waszych głowach. Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach.

  1. Doskonale zdaję sobie sprawę jak niedorzecznie to brzmi, jednak trudno inaczej skomponować takie stwierdzenie.
  2. Launch Center Pro

Przywracanie klasycznego działania przycisków multimedialnych w High Sierra

Nowy system operacyjny od Apple porządnie rozgościł się już na naszych Makach. Pomijając wszelkie problemy wieku dziecięcego, które w przypadku tej odsłony macOS dają mi się szczególnie we znaki jedna zmiana, jaką otrzymaliśmy irytowała mnie szczególnie. Jak zapewne sami zauważyliście, przyciski służące obsłudze multimediów zmieniły swój sposób działania. Dotychczas niezależnie od otwartych aplikacji pozwalały one na sterowanie tym, co dzieje się aktualnie z iTunes. Jest to o tyle ważne, że w moim przypadku jest to domyślny odtwarzacz, który pompuje muzykę w trakcie pracy przez 90% czasu.

W High Sierra wspomniane klawisze mają przełożenie na aktualnie otwarte okno. Przykładowo, kiedy odpala się film na YouTube, będą one zatrzymywały i uruchamiały oglądane wideo. Mnie zawsze służyły do zatrzymywania aktualnie słuchanej muzyki, żeby skupić się na tym, co chcę obejrzeć. Po aktualizacji systemu wymagało to dodatkowego przełączania się pomiędzy uruchomionymi aplikacjami. Jak się zapewne już domyśliliście, nie wzbudzało to mojej radości.

Na szczęście istnieje sposób, aby powrócić do klasycznego działania tych przycisków. Rozwiązaniem jest mała aplikacja o nazwie High Sierra Media Key Enabler. Znajdziecie ją na stronie programisty, który ją przygotował. Po pobraniu wystarczy ją uruchomić i działanie klawiszy multimedialnych wróci do starego modelu działania. Sam program gości w górnym pasku menu. Autor udostępnia kod źródłowy na GitHub, więc można być spokojnym o niepożądane działanie aplikacji. Nie mniej nie posiada on certyfikatu Apple więc aby uruchomić to narzędzie, musicie w ustawieniach zabezpieczeń jednorazowo na to zezwolić.

Mam nadzieję, że w przyszłości macOS pozwoli na powrót do standardowego działania klawiszy multimedialnych, aktualny model ich działania zupełnie nie odpowiada moim preferencjom. Na szczęście pojawiła się ta mała aplikacja, która oszczędza mi sporo frustracji przy codziennej pracy na macOS. Swoją drogą ciekaw jestem, jak to wygląda z Waszej perspektywy.

Przygotowanie dysku USB z instalatorem macOS High Sierra

Część z Was na pewno będzie miała w zamiarze czystą instalację najnowszej wersji systemu macOS. Oczywiście jest to możliwe, przy użyciu odpowiednio spreparowanego pendrive’a. Aby móc to zrobić należy wykonać kilka kroków.

1. Pobierz instalator macOS High Sierra z App Store

System jest polecany przez Apple w sklepie, więc nie będziecie mieli problemu z jego odnalezieniem. Należy jednak potwierdzić chęć pobrania całego instalatora, domyślnie system będzie chciał przeprowadzić aktualizację.

2. Sformatuj pendrive

W pierwszej kolejności należy sformatować pendrive do formatu Mac OS Extented (Kronikowany). Użyj do tego Narzędzia dyskowego, które jest zainstalowane w systemie. Nadajcie nośnikowi nazwę HighSierraInstaller, co ułatwi późniejsze wydanie komendy w terminalu.

3. Stwórz nośnik instalacyjny

Kiedy już macie sformatowany i odpowiednio nazwany pendrive oraz ściągnięty instalator systemu, to możecie przystąpić do właściwej operacji. W tym celu należy uruchomić Terminal i wydać następującą komendę:

sudo /Applications/Install\ macOS\ High\ Sierra.app/Contents/Resources/createinstallmedia --volume /Volumes/HighSierraInstaller --applicationpath /Applications/Install\ macOS\ High\ Sierra.app

Po jej wywołaniu, zostaniecie poproszeni o podanie swojego hasła administratora i zostanie rozpoczęty proces przygotowywania nośnika instalacyjnego, który zajmie odrobinę czasu, jednak będziecie widzieli procentowy postęp operacji.

To wszystko, po ukończeniu działania komendy w terminalu otrzymacie gotowy nośnik z instalatorem systemu macOS High Sierra. Aby z niego skorzystać musicie nacisnąć Alt podczas uruchamiania Waszego Maca. Zanim jednak zaczniecie instalację nowego systemu lub aktualizacji pamiętajcie o stworzeniu kopii zapasowej danych!




Powiadomienia o podwyższonym tętnie w Apple Watch

Wśród nowości, jakie przynosi watchOS 4, moją uwagę przykuły powiadomienia o anomaliach w kontekście mierzonego przez zegarek tętna. Nie pamiętam, żeby była mowa o tym w trakcie WWDC i nie byłem użytkownikiem systemu w wersji beta. Nie mniej uważam, że to aktualnie jedna z najważniejszych funkcji tego urządzenia, która dla wielu osób może być czynnikiem decydującym o zakupie zegarka od Apple. Jak się jednak okazuje, funkcja ta nie jest domyślnie uruchomiona i trzeba ją samodzielnie skonfigurować.

W tym celu należy udać się do aplikacji Watch, która odpowiada za konfigurację zegarka. Odpowiednie ustawienie znajduje się w kategorii Powiadomienia i zakładce Tętno 1. W tym miejscu możemy funkcję zdefiniować i zgodnie z własnymi potrzebami ustawić próg wysokości tętna, który w momencie, kiedy będzie występował dłużej niż przez 10 minut w trakcie braku naszej aktywności, doprowadzi do wyświetlenie odpowiedniego ostrzeżenia.

Od tego momentu funkcja będzie aktywna i możemy być pewni, że w razie potrzeby otrzymamy odpowiedni alert w kontekście zaburzonej pracy naszego serca.

Uważam, że warto poświęcić te kilka sekund i uruchomić wspomniane powiadomienia na swoim Apple Watch. Jednocześnie mam nadzieję, że nikt z nas nie będzie otrzymywał alertu zbyt często i nasze serca są w dobrej kondycji. Najważniejsza jest świadomość, że to małe urządzenie czuwa i wzbogaciło się o kolejną możliwość, która może przynieść nam wiele dobrego i pomóc wyeliminować potencjalne zagrożenia dla naszego życia i zdrowia.

  1. Watch → Powiadomienia → Tętno

MacBook – komputer kompletny

Zakup nowego Maka bywa trudną decyzją. O ile doświadczeni użytkownicy zdają sobie sprawę z jego wartości, to nabywcy, dla których ma to być pierwszy komputer z logo nadgryzionego jabłka, często biją się z myślami. Nie ma w tym nic dziwnego. Ostatecznie kwota, jaką należy w takim przypadku wyłożyć, jest zdecydowanie wyższa niż koszt popularnych laptopów, które zalegają na sklepowych półkach. Czy w takim układzie warto wygospodarować dodatkową porcję gotówki, chcąc uzbroić się w sprzęt, który ma stanowić dla nas podstawowe narzędzie pracy? W mojej opinii zdecydowanie tak i postaram się Was do tego przekonać.

O ile wybór modelu MacBooka jest, o tyle podchwytliwy, że należy zastanowić się nad tym, ile mocy obliczeniowej jest nam rzeczywiście potrzebne, to nie na tym aspekcie wyboru chciałbym się tutaj skupić. Ta kwestia to zupełnie inny temat i wymaga co najmniej osobnego artykułu. Ja chciałbym udowodnić Wam, że Mac stanowi kompletne narzędzie. Znakomite rozwiązanie, które już w momencie wyjęcia z pudełka zapewni pełną gotowość do pracy. Ostatecznie, chyba większość z użytkowników ma doświadczenia z komputerami uzbrojonymi w system Windows, który wymaga instalacji sporej liczby dodatkowych aplikacji i niejednokrotnie sterowników, aby stanowić w pełni funkcjonalne środowisko pracy. System operacyjny macOS powoduje, że tego typu problemy sprowadzone są do absolutnego minimum. Zawiera on w sobie wszystko, co stanowi podstawę dla większości standardowych zadań, do których wykonania wymagany jest komputer.

Absolutna podstawa to szybka i bezpieczna przeglądarka internetowa. Tutaj z pomocą przychodzi natywne i zintegrowane z systemem Safari. Bez problemu można je zestawić z konkurencyjnymi produktami. W najnowszej odsłonie, która trafiła do macOS Sierra, została ona udoskonalona i korzystanie z niej stało się jeszcze przyjemniejszym doświadczeniem. Współpraca z urządzeniami uzbrojonymi w iOS, też nie pozostaje bez znaczenia. Ostatecznie zsynchronizowana i zawsze dostępna lista zapisanych zakładek czy kart, które aktualnie są otwarte niezależnie od platformy to trudny do przecenienia dodatek. Dzięki tym funkcjom pracę czy przegląd potrzebnych informacji możemy kontynuować w każdej sytuacji. Wystarczy, że pod ręką znajduje się urządzenie od Apple.

Podobnie sytuacja wygląda w kwestii klienta poczty. Systemowy Mail zapewnia wszystko, czego można wymagać w tej dziedzinie. Sam korzystam z tej natywnej aplikacji, mimo że na przestrzeni lat testowałem różne rozwiązania. Myślę, że dla większości użytkowników stanowi ona w pełni funkcjonalne narzędzie i kompletnie nie wymaga poszukiwania alternatyw. Flagowanie wiadomości, sortowanie według wątków czy współpraca z serwerami Exchange, czy Gmail na pewno wystarczą znakomitej większości użytkowników do wygodnego panowania nad natłokiem przychodzących maili.

Poza tymi podstawowymi aplikacjami macOS zawiera narzędzia niezbędne do przeglądania i edycji plików wszelkiego rodzaju. Niezależnie czy jest to dokument PDF, czy zdjęcia, system oferuje aplikację Podgląd, która umożliwia przegląd najpopularniejszych typów dokumentów. Dodatkowo w najnowszych wersjach systemu zostały udostępnione narzędzia pozwalające na ich edycję. To powoduje, że wszelkie adnotacje czy notatki na dostępnych plikach można wykonywać bez kłopotliwego otwierania dokumentów w aplikacjach firm trzecich, co zdecydowanie ułatwia i przyspiesza pracę z dokumentami.

Oczywiście jednym z najczęstszych pytań jest: co z dokumentami pakietu Office? Tutaj Apple oferuje swój zestaw aplikacji pod nazwą iWork. Posiada on pełną kompatybilność w kwestii odczytu i zapisu dokumentów zgodnych z pakietem biurowym od Microsoft. Warto przetestować to rozwiązanie, jako że posiada czytelny i prosty interfejs. Co prawda, pewne przyzwyczajenia z konkurencyjnych aplikacji mogą przez jakiś czas stanowić pewną blokadę w trakcie korzystania z pakietu iWork, jestem jednak przekonany, że dla większości użytkowników będzie to całkowicie wystarczające rozwiązanie. Oczywiście, w sytuacji, kiedy pakiet Microsoft Office jest niezbędny do pracy, można go bez problemu dokupić w wersji dedykowanej dla komputerów Mac.

Ten podstawowy zestaw aplikacji i funkcji, który czeka na użytkownika już po pierwszym uruchomieniu Maca, stanowi, w mojej ocenie, właściwą wartość komputera. System, w swojej domyślnej formie, stanowi kompletne środowisko do pracy. Dopiero zaawansowane prace, które wymagają specjalistycznych narzędzi, powodują, że użytkownik musi rozpocząć poszukiwania dodatkowych aplikacji. Jak już wspomniałem, sam opieram się w dużej mierze na domyślnych aplikacjach i stanowią one dla mnie stabilne i niezwykle wygodne środowisko.

Dodatkowo warto pamiętać, że macOS jest wciąż rozwijany w kierunku idealnej współpracy w oparciu o chmurę iCloud, a kolejne wersje systemu pojawiają się cyklicznie jako darmowe aktualizacje. Co ważne zakup następnego urządzenia od Apple to dołożenie do ekosystemu kolejnego w pełni kompatybilnego elementu, który zapewni ciągłość działania i synchronizację pomiędzy urządzeniami. W mojej opinii jest to zdecydowanie jeden z najmocniejszych argumentów za tym, aby do swojej pracy wykorzystywać właśnie urządzenia z Cupertino.

Wszystkie te cechy powodują, że MacBook stanowi sprzęt kompletny. W przypadku kiedy planuje się zakup komputera, który ma stanowić postawę pracy, czy prowadzenia biznesu, to myślę, że warto zainwestować odrobinę większą ilość gotówki. Wszystkie udogodnienia, o których wspomniałem na pewno pozwolą szybko zapomnieć o poniesionym wydatku. Brak bólu głowy w przypadku problemów z systemem operacyjnym, doskonała współpraca pomiędzy urządzeniami i bogaty pakiet natywnych aplikacji stanowią podstawę do komfortowej pracy, która będzie stanowiła przyjemność, a nie bolączkę walki ze sprzętem i stabilnością aplikacji firm trzecich. Pozostaje mi jedynie powiedzieć: Get a Mac!


Artykuł ten pierwotnie ukazał się w Mój Mac Magazyn. Serdecznie zapraszam do subskrypcji do której możecie zapisać się w tym miejscu. Zdecydowanie polecam!

Zrzut ekranu macOS – okna bez cienia

Zrzut ekranu macOS

Wykonywanie zrzutu ekranu w systemie macOS najczęściej sprowadza się do użycia kombinacji cmd shift 4 i wybrania obszaru, który chcemy zachować. Osobiście często korzystam ze zrzutów całego aktywnego okna aplikacji, co wymaga przełączenia trybu wykonywania zrzutu za pomocą spacji. Nie będę tutaj silił się na opisywanie całego procesu, jako że strony wsparcia Apple doskonale opisują jak tworzyć zrzut ekranu w macOS. Warto pamiętać, że przy tworzeniu zrzutów całych okien, domyślnie są one „wzbogacane” przez macOS o cień, co nie dla każdego może być zaletą. Sam od dawna uważam, że to zbędny dodatek, jednocześnie niewiele zrobiłem, aby to zmienić. Do dziś… Okazuje się, że zmiana nie wymaga zbyt wiele zachodu i jak zawsze z pomocą przychodzi niezawodny Terminal. Co w takim razie musimy zrobić? Jeżeli chcecie, aby zrzuty ekranu zawierające całe okna były pozbawione tła w postaci cienia, w Terminalu należy wykonać następującą komendę:

defaults write com.apple.screencapture disable-shadow -bool true

Po jej zatwierdzeniu trzeba dodatkowo zrestartować usługę odpowiadającą za interfejs użytkownika przy użyciu polecenia:

killall SystemUIServer

Po wykonaniu tych komend zrzuty ekranu zawierające pełen obraz okna aplikacji nie będą już miały cienia. W mojej opinii czasy, kiedy ten dodatek nadawał atrakcyjności grafice, minęły. Może jednak Apple pozostawiło je domyślnie włączone jako hołd dla Scotta Forstala?

Overwatch na macOS? Nie przez Parallels.

Blizzard, nazwa która budzi we mnie emocje podobne do tych, które generuje Apple. Każda premiera gry, która powstała w tej firmie to moje małe święto. Na przestrzeni lat, ku mojej uciesze, wszystkie wychodziły ze wsparciem dla Maców. Wyjątkiem stała się najnowsza produkcja, która szturmem zdobywa serca graczy, a mianowicie Overwatch. Po raz pierwszy właściciele komputerów z logo nadgryzionego jabłka zostali pozbawieni możliwości zabawy z najnowszą produkcją Blizzarda. Sam, poirytowany tym faktem, nie kupiłem i nie zainstalowałem tego tytułu.

Jak się szybko okazało, nie tylko ja poczułem rozgoryczenie. W sieci wręcz roi się od komentarzy w tej kwestii. Blizzard odpowiada, że problem leży po stronie Apple i ze względów technicznych nie są w stanie przenieść swojego produktu, na tę platformę. Mimo wszystko ciężko mi w to uwierzyć, zwłaszcza że zdecydowanie bardziej wymagające tytuły trafiały już na Maca. Wystarczy spojrzeć na Steam, który oferuje multum produkcji wspierających macOS. Cóż, decyzja pozostaje do dziś niezmienna.

Światełko w tunelu pojawiło się w zeszłym roku. Otóż firma Parallels, słynąca z niezwykle udanego oprogramowania do wirtualizacji dla komputerów Apple, ogłosiła, że oficjalnie ich najnowsze oprogramowanie opatrzone numerem 12 umożliwia grę w Overwatch z poziomu systemu macOS. Owszem, z doświadczenia wiem, że mają dość dobrze rozwinięte wykorzystanie mocy karty graficznej na potrzeby goszczonego systemu operacyjnego, ale w ich zapewnienia, ciężko było mi uwierzyć. Nie zmieniło to faktu, że moja ciekawość i trudna do opanowania chęć zagrania w ostatni FPS od Blizzarda spowodowała, że musiałem sprawdzić jak to wygląda w rzeczywistości. Apetyt podsycił film prezentujący Overwatch, działające na maszynie wirtualnej.

Niestety moje testy pokazały, że owszem, gra się uruchamia, ale działa z tragiczną wręcz wydajnością. Są momenty, kiedy rzeczywiście da się utrzymać płynność działania, jednak przemieszczanie się po mapie powoduje, że szybko można odnieść wrażenie oglądania pokazu slajdów. Oczywiście zapewniłem maszynie wirtualnej maksymalny dostęp do zasobów, co nie zmieniło szybkości działania gry. Co prawda, mój MacBook Pro nie należy do najnowszych modeli, jednak posiada parametry, które umożliwiają komfortową grę1, przy ustawieniach grafiki na poziomie wysokim i rozdzielczości 2880×1800, w sytuacji kiedy na Macu zainstalowany jest system Windows przy użyciu Boot Camp.

Ostatecznie, jak już się zorientowaliście, zainstalowałem Windows 7, żeby zweryfikować jak mój sprzęt będzie sobie natywnie radził z Overwatch. Gra działa bez zarzutu i nie ma najmniejszych problemów z wydajnością. Dlatego, jeżeli chcecie skorzystać z Maca aby pograć w najnowszy tytuł od Blizzarda, to kompletnie odpuśćcie sobie zakup Parallels. Wydatek 69$ przyniesie Wam, w tym przypadku, jedynie przypływ frustracji. Musicie mieć świadomość, że wirtualizacja pozostanie wąskim gardłem i potencjał Waszego sprzętu nie zostanie wykorzystany.

Aktualnie pozostaje więc tylko jedna opcja. Jeżeli chcecie grać w Overwatch na swoich komputerach, musicie zgwałcić je Boot Campem innej opcji nie ma i nie dajcie się naciągać na inne rozwiązania. Ja wciąż trzymam kciuki za pojawienie się tej gry na macOS, tymczasem na moim komputerze pozostaje partycja z Windowsem i od czasu do czasu przełączam się między systemami, aby zrelaksować się w tej doskonałej grze.

  1. Poziom liczby klatek na sekundę nie spada poniżej 30.



Przeniesienie danych z Pocket do Instapaper

Z tego, co obserwuję, darmowy pakiet premium od Instapaper przekonał sporo użytkowników do przeniesienia się z konkurencyjnego Pocket. Sam dokonałem podobnej zmiany kilkanaście miesięcy temu. Postanowiłem wtedy wykonać „czysty start” i nie przenosiłem żadnych danych pomiędzy serwisami. Powodem były spore zaległości w kwestii nieprzeczytanych/obejrzanych materiałów, do których zapewne nigdy bym nie zajrzał.

Jestem jednak pewien, że dla wielu osób ważne jest zachowanie dotychczasowych danych. Na szczęście nie ma z tym większego problemu i przeniesienie zawartości z Pocket do Instapaper jest banalnie proste. W tym celu należy zalogować się na swoje konto i wejść w ustawienia. Odpowiednia opcja znajduje się pod nazwą użytkownika w prawym górnym rogu witryny. Po przejściu do tej zakładki wystarczy odnaleźć pozycję Export i wygenerować plik HTML, który będzie zawierał całą zawartość konta Pocket. Dla ułatwienia poniżej mała ściąga.

Pocket Export

Kolejnym krokiem jest uruchomienie witryny Instapaper i podobnie jak poprzednio przejście do ustawień. Tutaj znajdziecie pozycję Import. Wystarczy wybrać opcję Import from Pocket i wskazać wygenerowany wcześniej plik HTML.

Instapaper Export

W tych dwóch prostych krokach przejście z Pocket na Instapaper staje się zupełnie bezbolesne. Historia i wszystko, co udało nam się zgromadzić, staje się dostępne w nowym miejscu.

Wyłączenie publicznej bety macOS – rozwiązanie problemu

install-macos-sierra

Uczestnictwo w publicznych testach wersji beta systemu macOS to smakowity kąsek dla wszystkich fanów komputerów Apple. Sam, mimo świadomości ryzyka, jakie za tym płynie i możliwej utraty stabilnego środowiska pracy, kolejny rok z rzędu uczestniczyłem w tym programie. Oczywiście istnieje możliwość, aby zrezygnować z otrzymywania wstępnych wersji najnowszych aktualizacji. Jednak w moim przypadku i z tego, co udało mi się zaobserwować u kilku innych znanych mi użytkowników, zalecane kroki nie do końca zapewniały sukces w opuszczeniu grona testerów.

Ja swoim zwyczajem, po oficjalnej premierze systemu, postanowiłem, że wracam do stabilnej wersji dystrybuowanej przez App Store. Wyłączyłem więc dla swojego konta uczestnictwo w programie publicznych bet i w ustawieniach App Store dezaktywowałem opcję, która pozwala na pobieranie wstępnych wersji macOS. Ku mojemu zdziwieniu, po kilku dniach wśród aktualizacji zagościła pozycja macOS 12.1 Public Beta 1.

Oczywiście jeszcze raz zweryfikowałem czy rzeczywiście we właściwy sposób opuściłem program beta. Okazało się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Co się okazuje, sam system mimo odpowiednich zmian, wciąż sięgał do niewłaściwego repozytorium. Co w takiej sytuacji? Z pomocą przychodzi niezastąpiony Terminal. Należy wykonać w nim następującą komendę, potwierdzając ją swoim systemowym hasłem.

sudo softwareupdate --clear-catalog

Powoduje ona przywrócenie domyślnych wartości dla kanałów dystrybucji oprogramowania. Po jej wykonaniu App Store znów zaczął pokazywać stabilne i oficjalne najnowsze wersje aktualizacji systemu. Zmiana ta nie wymaga również ponownego uruchomienia macOS.

Warto dodać, że z poziomu terminala można również sprawdzić aktualnie dostępne aktualizacje przy użyciu komendy:

sudo softwareupdate --list

Mam nadzieję, że w Waszym przypadku opuszczenie programu beta przebiegło bez problemu i nie będziecie musieli podejmować podanych kroków. Warto jednak mieć świadomość, że rozwiązanie jest w gruncie rzeczy banalne i dostępne na wyciągnięcie ręki.

Kocham to! w Apple Music – skrót klawiaturowy iTunes

20150630itunes_12_2_icon

Przez większość dnia towarzyszy mi muzyka odtwarzana z serwisu Apple Music, za którego obsługę na Macu odpowiada iTunes. Z reguły interfejs aplikacji znajduje się w tym czasie na drugim monitorze w trybie Miniodtwarzacza. Mam również w zwyczaju, aby ulubione utwory oznaczać serduszkiem, czyli nadawać im znacznik „Kocham to”. Po ostatniej aktualizacji iTunes ten znacznik został w dużej mierze wyeliminowany z interfejsu i przeniesiony do menu kontekstowego. Co prawda od dawna korzystałem z odpowiednio przygotowanego skrótu klawiszowego, jednak dopiero teraz postanowiłem się nim z Wami podzielić. Mam nieodparte wrażenie, że nie tylko ja polubiłem tę funkcję i nie chcę marnować czasu na wędrowanie po pozycjach menu aplikacji, aby z niej skorzystać.

Samo Apple nie udostępniło domyślnego skrótu, co nie zmienia faktu, że oczywiście istnieje możliwość przypisania go samodzielnie do odpowiedniej pozycji menu w iTunes. Jednak w mojej opinii, skorzystanie z systemowego rozwiązania mija się zupełnie z celem. Dla mnie najważniejsza jest możliwość nadania znacznika „Kocham to” w trakcie odsłuchu bez odrywania się od bieżącej pracy, czy aplikacji. Z tego względu skrót klawiaturowy musi być globalny i działający w tle. Z tego względu wykorzystałem odpowiednią składnię AppleScript. Komenda, która wykonuje wymagane zadanie, wygląda następująco:

tell application “iTunes”
set loved of current track to true
end tell

Teraz pozostaje przypisanie wykonywania tego skryptu do odpowiedniego skrótu klawiszowego. Wykorzystanie w tym celu systemowego rozwiązania jest o tyle skomplikowane, że w mojej opinii niewarte zachodu. Ja jak zawsze wykorzystałem w tym celu niezawodne Keyboard Maestro. Całość sprowadza się do stworzenia makra, które po naciśnięciu skrótu klawiaturowego uruchamia odpowiednią składnię AppleScript, której treść podałem wcześniej. Całość wygląda następująco:

km_itunes_love

Dzięki temu rozwiązaniu proces jest zupełnie transparentny i skorzystanie ze skrótu klawiaturowego nie przerywa pracy, a jedynie nadaje utworowi status „Pokochanego”. Korzystam z tego rozwiązania kilka razy dziennie i zdecydowanie je polecam. Ostatecznie to kolejne zaoszczędzone kilka sekund i kliknięć.

Można się zastanawiać, po co w gruncie rzeczy oznaczać ulubione utwory. W moim przypadku pozwala to generować na bieżąco listę wszystkich utworów, jakie oznaczyłem jako „Ukochane”, przez co zawsze mogę przejrzeć te perełki, nawet jeżeli nie dodałem ich do swojej biblioteki muzycznej. Dodatkowo wykorzystanie tej funkcji powinno usprawnić rekomendacje, jakie otrzymuję na co dzień od Apple Music.

Ciekaw jestem czy również oznaczacie w ten sposób swoje ulubione utwory. Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

Pod tym linkiem znajdziesz więcej zastosowań dla Keyboard Maestro!