Wsparcie DDNS oraz zdalny dostęp do dysku Time Capsule

Pisząc artykuł o Wake On LAN minąłem się z prawdą. Nie wiem, czy wtedy dysponowałem starszą wersją firmware w Time Capsule, czy nie znalazłem tej opcji… Zresztą jeśli popełniłem błąd, to pokornie sypię głowę popiołem. W końcu nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Teraz to bez znaczenia, istotny jest natomiast fakt, że Time Capsule z oprogramowaniem w wersji 7.6.4 bez problemu wspiera serwisy DDNS.

Reasumując, jeśli nie posiadamy łącza ze stałym adresem IP, a chcielibyśmy mieć możliwość jakiegokolwiek dostępu do swojej sieci lokalnej z zewnątrz, możemy założyć darmowe konto np. w serwisie no-ip, przejściu podstawową konfigurację, dodać hosta i uzyskać domenę, do której będzie przypisywany uaktualniany, dynamiczny, publiczny adres IP naszego łącza do Internetu.

ddns_01

Oczywiście aby taka aktualizacja miała miejsce potrzeba albo komputera (który będzie uruchomiony przez cały czas) z zainstalowanym klientem Dynamic DNS Update, albo skonfigurować router wspierający taką usługę. W przypadku Time Capsule należy wprowadzić za pomocą Narzędzia AirPort odpowiednie dane, uzyskane podczas konfiguracji konta w serwisie. W tym celu wchodzimy w edycję konfiguracji stacji bazowej -> zakładka Internet -> przycisk Opcje Internetu…, zaznaczamy Użyj dynamicznej globalnej nazwy hosta, a w znajdujące się poniżej pola tekstowe wprowadzamy odpowiednie informacje:

ddns_02

Po zapisaniu nowych danych i uaktualnieniu Time Capsule, możemy już łączyć się zdalnie do swojej sieci podając zamiast adresu IP nazwę hosta. Najprościej sprawdzić to w Terminalu, wykorzystując np. SSH:

ddns_03

Skoro już mamy załatwioną sprawę adresu, to warto wykorzystać to w połączeniu z samym Time Capsule. Tworząc artykuł na temat alternatywy dla iTunes Match stwierdziłem, że fajnie byłoby mieć możliwość streamingu muzyki ze swojej prywatnej chmury. Odtwarzać zdalnie utwory zgromadzone na dysku wewnętrznym TC, który w moim przypadku ma prawie 1TB pojemności. Zatem sporo więcej niż darmowe dyski w chmurze. Ponadto za pomocą złącza USB możemy do TC podłączyć dysk zewnętrzny (sformatowany w systemie plików Mac OS X Extended kronikowanym). Okazuje się jednak, że zdalny dostęp do Time Capsule nie jest wcale taki prosty, dlatego postanowiłem opisać niżej dostępne możliwości i opcje.

Dostęp z innego Maca

Tu sprawa jest w dość prosta, mamy do wyboru dwie możliwości:

  • Wykorzystanie iCloud – Zdalnie na moim Macu, należy pamiętać o udostępnieniu dysku przez sieć WAN

tc_wan_access_01

  • Mapowanie portów – jeśli łączymy się z innego Maca, na którym nie zostało skonfigurowane konto iCloud, lub korzysta z innego Apple ID – pozostaje nam utworzenie odwzorowania portu IPv4 tak, aby z zewnątrz możliwe było dostanie się do dysku Time Capsule. W tym wypadku musimy dodać przekierowanie publicznego portu TCP (np. 8765) z Internetu na prywatny port TCP o numerze 548 (na którym działa protokół AFP). Prywatny adres IP to adres Time Capsule w sieci lokalnej.

tc_wan_access_02

Oczywiście, tak jak w poprzednim wypadku, należy zaznaczyć opcje udostępniania dysku prze sieć WAN, wybrać odpowiednie zabezpieczenie i ew. uprawnienia (Zapis i Odczyt, lub tylko Odczyt). Aby połączyć się z dyskiem należy znać zewnętrzny adres IP sieci w której znajduje się TC lub skonfigurować obsługę DDNS, co opisałem na początku artykułu. Następnie, aby połączyć się z komputera w Finderze, w menu Idź wybieramy opcję Połącz z serwerem… i wprowadzamy w polu adres serwera następujący łańcuch znaków:

afp://nazwa_hosta:8765

lub

afp://xxx.xxx.xxx.xxx:8765

gdzie xxx.xxx.xxx.xxx oznacza zewnętrzny, publiczny adres IP sieci w której znajduje się Time Capsule.

Dostęp z komputera z Windows

Muszę was rozczarować, nie da się dobrać do dysku Time Capsule z sieci WAN z peceta z windowsem. W celu udostępniania dysku po za siecią lokalną, TC wykorzystuje wyłącznie protokół AFP – Apple Filing Protocol, który nie jest rozumiany przez system Microsoftu. Teretycznie można w podobny sposób jak opisany wyżej, utworzyć odwzorowanie portów (nr 445) dla protokołu SMB i spróbować uzyskać pozytywny efekt. Bo przecież PC komunikuje się z Time Capsule w sieci lokalnej za pomocą tego protokołu. Jednak większość ISPów blokuje porty CIFS z powodów bezpieczeństwa, więc jeśli zdecydujecie się na ten krok (i uda się wam podłączyć zdalnie za pomocą smb://) musicie brać pod uwagę ewentualne ryzyko, związane z pozostawioną luką w bezpieczeństwie sieci.

Dostęp z iPhone/iPada

W przypadku iUrządzeń też sytuacja nie jest różowa, ponieważ w odróżnieniu od komputerów z OS X brak tutaj bezpośredniego wsparcia dla protokołu AFP. Ponadto implementacja iCloud nie zawiera funkcji Zdalnie na moim Macu. Aby więc uzyskać dostęp do dysków Time Capsule (bo z dostępem do danych składowanych na dyskach komputerów – praktycznie z dowolnym systemem – nie ma problemu), należy zaopatrzyć się w menedżer plików ze wsparciem AFP. Niestety chyba wszystkie tego typu programy są płatne, ze swojej strony polecam Files Connect oraz iFiles.

Wracając do streamingu: żaden z testowanych przez ze mnie w trakcie tworzenia wcześniejszego wpisu odtwarzaczy dla iOS, nie posiadał wsparcia dla protokołu AFP, więc jestem na 99% przekonany, że sensowne rozwiązanie na chwilę obecną nie istnieje. Gdybym się mylił – proszę o informacje w komentarzach.

Podsumowując: Apple ma spore pole do popisu i wiele rzeczy do nadrobienia. Przynajmniej ja chciałbym, aby przynajmniej część tych ograniczeń została wyeliminowana. Szkoda też, że Time Capsule nie ma wbudowanego serwera iTunes, bo o ile router jest urządzeniem działającym raczej bez przerwy, to  komputer często wyłączamy. Możliwość wykorzystania wbudowanej przestrzeni dyskowej (lub podłączonego przez USB napędu) tylko jako magazyn kopii zapasowych Time Machine oraz dysk sieciowy w sieci lokalnej to trochę mało, na pewno zbyt mało by skusić wielu użytkowników na zakup TC. Prędzej wybiorą AirPort Extreme plus NAS (jak np. WD My Cloud), lub kompletnie inny router pozbawiony ograniczeń Time Capsule, który dodatkowo np. pozwoli na uruchomienie klienta BitTorrent i pobieranie danych na podpięty dysk zewnętrzny.




SmartyPins – sprawdź swoją wiedzę na mapie Google

SmartyPins

Natknąłem się ostatnio na świetny quiz przygotowany przez Google, który nazywa się SmartyPins. Zabawa polega na zaznaczaniu na mapie miejsc, których dotyczą zadawane pytania. Dla przykładu „Gdzie znajduje się najbardziej znana rezydencja Elżbiety II?”. W tym przypadku odpowiedź jest banalna, jednak pojawiają się dużo trudniejsze łamigłówki.

Zasady są proste, otrzymujemy limit kilometrów, który zmniejsza się w przypadku złej odpowiedzi. Obniżenie następuje o tyle kilometrów, o ile dalej zaznaczyliśmy lokalizację, która w naszej opinii jest prawidłowa. Oczywiście za dobre odpowiedzi otrzymujemy dodatkowe 15 kilometrów. Dodatkowo, możemy wybrać kategorię, z której chcemy otrzymywać zagadki. Domyślnie będą one mieszane.

smarty_pins_screen

W mojej opinii świetna zabawa. Nie dość że testuje naszą wiedzę, to potrafi usystematyzować położenie co ciekawszych lokalizacji na mapie świata. Ciekaw jestem ile odpowiedzi uda Wam się udzielić zanim Wasz limit ulegnie wyzerowaniu. Koniecznie dajcie w tej kwestii znać!

Google SmartyPins – LINK

Tania alternatywa dla iTunes Match – Cloud Player

cloud_player_01

Przez rok korzystałem z usługi iTunes Match i muszę przyznać, że jest świetne rozwiązanie, choć nie pozbawione wad. Koszt rozwiązania jest według mnie stosunkowo niewielki, a wygoda jak i sama idea, przez wielu użytkowników nie doceniane. Największy problemem stanowi pełna synchronizacja utworów znajdujących się w naszej fonotece i dopasowanie ich do zbiorów w sklepie iTunes. Nawet poprawne opisane albumy, zripowane bezpośrednio z oryginalnch płyt CD, nie zawsze były trafne rozpoznanie. Być może teraz sytuacja wygląda lepiej, ja zrezygnowałem z iTunes Match niedługo po pojawieniu się Spotify. Mimo to, z uwagi na fakt, że oferta serwisów streamingowych nie jest kompletna, a w swoich zbiorach posiadam dość rzadkie utwory, bootlegi i inne rarytasy, to rozważam powrót do usługi Apple.

W międzyczasie, postanowiłem sprawdzić, czy da się w miarę prosty i ekonomiczny sposób znaleźć alternatywę dla dla iTunes Match w podstawowym zakresie, tj. składowanie muzyki w chmurze i bezpośredni streaming z takiego źródła.

cloud_player_03

Większość z nas używa dziś powszechnie chmury. Dyski sieciowe takie jak Dropbox, Box, OneDrive, Google Drive, czy synchronizacja via iCloud to fajne rozwiązania, które umożliwiają nam dostęp do danych z dowolnego miejsca. Jedynym wymogiem jest dostęp do Internetu. Co prawda większość tych rozwiązań oferuje ograniczoną przestrzeń dyskową za darmo, ale obecne stawki abonamentowe stają się coraz bardziej przyjazne dla naszych portfeli, a ponadto istnieje wiele sposóbów na bezpłatne powiększenie takiego magazynu.

Ja preferuję trzymać dane, zwłaszcza te istotne, u siebie, na dysku lokalnym, lub w postaci archiwum na płycie DVD czy dysku zewnętrznym. Dyski sieciowe (w chmurze, nie NAS) wykorzystuję raczej sporadycznie, czemu by jednak nie zwolnić miejsca na dysku komputera i przerzucić całą muzykę na dysk w chmurze? Nawet jak ją stracę, to mam oryginalne nośniki, więc nie będzie problemu z ich odzyskaniem, prawda?

Podstawowa kwestia przy wyborze rozwiązania, to sposób w jaki chcemy do tej muzyki się dobrać, z komputera czy z iPhone/iPada? Dla mnie kluczowym jest to drugie, ponieważ częściej mam przy sobie iUrządzenia niż komputer. Ponadto iPhone/iPad wspierają AirPlay.

Kolejna rzecz to obsługiwane formaty. Myślę, że większość z nas nie będzie się bawić w przesyłanie wielu gigabajtów muzyki w formacie bezstratnym i zadowoli się .mp3 lub .aac z maksymalnym bitratem. Mimo to, postanowiłem zweryfikować wspierane formaty audio i moim ulubionym programem XLD skonwertowałem bazowy utwór zespołu Eagles – Hotel California (z referencyjnego dla mnie albumu Hell Freezes Over) w FLAC do poniższych:

cloud_player_02

Następnie tak przygotowane pliki wrzuciłem do folderu Muzyka utworzonego na każdym z posiadanych przeze mnie kont dysku w chmurze, tj. Dropbox, Box, OneDive oraz Google Drive, i rozpocząłem testy. Dodam tylko, że upload plików najszybciej nastąpił na Dropboksa, a najwolniej na Box. Nie korzystam z aplikacji pomocniczych instalowanych na komputerze, a konta obsługuję za pośrednictwem przeglądarki WWW (Safari).

Bezpośredni streaming w oknie przeglądarki zadziałał odpowiednio dla następujących formatów:

  • Dropbox: AAC, MP3, Apple Lossless i WAV
  • Google Drive: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV (wszystkie z wykorzystaniem webowego Music Player for Google Drive, w przypadku FLAC zasugerowano mi pośrednictwo CloudConvert z czego nie skorzystałem)
  • OneDrive: pomimo faktu rozpoznania większości plików jako ścieżki audio (ikonka z nutką), OneDrive w przeglądarce nie oferuje możliwości odtworzenia muzyki, za to można np. wygenerować kod HTML do osadzenia pliku na stronie WWW (ciekawa opcja)
  • Box: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV, FLAC, AIFF – przy czym po za .mp3 pozostałe formaty wymagały wcześniejszego zbuforowania utworów (Generating Preview…)

Reasumując: nie udało się w ogóle otworzyć plików Ogg Vorbis oraz WavPack.

Jak wspomniałem wcześniej, najwyższy priorytet ma odtwarzanie na urządzeniach przenośnych, więc logicznym krokiem było sprawdzenie, jak sobie z tym radzą oficjalne appki dla iOS. Wyniki są następujące:

  • Dropbox: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV i (o dziwo!) AIFF (wsparcie AirPlay z poziomu iOS)
  • Google Drive: żaden plik nie ma możliwości odtworzenia bez pomocy dodatkowej, zewnętrznej aplikacji!
  • OneDrive: AAC, MP3, Apple Lossless i WAV (wsparcie AirPlay z poziomu aplikacji)
  • Box: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV, FLAC, AIFF – buforowanie przebiegało sprawniej, przypuszczam więc, że tylko część pliku jest pobierana lokalnie przed odtwarzaniem (wsparcie AirPlay z poziomu iOS)

Postanowiłem więc przeszukać App Store pod kątem programu, który będzie potrafił nie tylko dobrać się do zasobów na wymienionych dyskach, ale również streamować przechowywaną na nich muzykę. Nie było to proste, bo znakomita większość appek to menadżery plików, które pozwalają na pobieranie i wysyłanie plików między iDevices <-> Cloud, i ewentualny podgląd dokumentów tekstowych, zdjęć itp. Natomiast multimedia są tu traktowane po macoszemu, i odtworzenie czegokolwiek w najlepszym przypadku wymaga wcześniejszego pobrania pliku do iPhone/iPada. Wiele programów jest niestety również płatnych, bez darmowych wersji demo, lub z poblokowanymi opcjami, bez których wykonanie testów było niemożliwe.

Po kilkunastu godzinach na polu bitwy zostały trzy aplikacje, w których zdecydowany prym wiedzie Cloud Player i na nim się dalej skupię.

Cloud Player – Music Player for Dropbox, Box, OneDrive, Google Drive to appka uniwersalna, która w wersji darmowej posiada ograniczenie do maksymalnie 3 zasobów sieciowych, wyświetla sporadyczne reklamy. Cloud Player Pro jest do nabycia wewnątrz aplikacji za marne €0,89. Po kilku chwilach z programem nie zastanawiałem się długo nad zakupem. Tym bardziej, że większość oferty App Store była brzydsza i droższa.

Cloud Player pozwala na streaming muzyki, tworzenie playlist i to w oparciu o utwory znajdujące się na różnych dyskach!, na pobieranie plików do pamięci iPhone/iPad i wysyłanie do chmury. Wspiera również AirPlay, umożliwia tworzenie i usuwanie, przenoszenie, zmianę nazwy folderów i plików. W ustawieniach odtwarzacza można określić wielkość bufora na dane muzyczne czy ilość prób otwarcia pliku.

cloud_player_04

Obsługiwane przez Cloud Player formaty to: AIFFApple Lossless, AAC, MP3 i WAV niezależnie od wybranego konta dysku w chmurze.

Cloud Player posiada też zaimplementowaną obsługę okładek, jednak działa to dość nieprzewidywalnie, tzn. te same pliki, które na komputerze posiadają okładki, w odtwarzaczu już nie mają. Z drugiej strony utwory, które w folderze na komputerze nie miały okładek, na iUrządzeniu zostają wzbogacone o pobraną z Internetu. Wydaje mi się, że ma tu znaczenie format pliku audio, dopasowanie okładki odbywa się prawdopodobnie dla najpopularniejszego rozszerzenia, czyli .mp3 (dzięki informacjom zawartym w tagu ID3).

cloud_player_05

Nie wiem jak wy, ale ja przyzwyczajony jestem do organizacji fonoteki w iTunes, czyli hierarchiczny porządek i możliwość sortowania według albumu lub wykonawcy. Tutaj tego nie ma i trzeba się nieco przestawić… Oczywiście wyszukiwanie działa, pod warunkiem, że najpierw utwory z każdego konta dyskowego wrzucimy do biblioteki Songs.

cloud_player_08

Niestety gdy dodamy wszystko na raz, to zrobi się misz-masz, więc lepszym – choć nieco żmudnym – rozwiązaniem jest dodawanie utworów albumami jako osobne playlisty. Biblioteka Songs automatycznie powiększa się o każdy odegrany choćby w części utwór, pozycje można usuwać pojedyńczno przesuwając paluch w lewo, lub wszystkie na raz, po wejściu w Settings -> Delete songs library.

cloud_player_06

Oczywiście utwory możemy zapętlić lub włączyć odtwarzanie losowe. Działa też opcja Teraz grane (Now Playing), a program nie przerywa odtwarzania podczas pracy w tle.

cloud_player_07

Wcześniej wspomniałem o tym, że Cloud Player był jedną z trzech appek, które zaskarbiły sobie moją przychylność. Pozostałe dwie to:

  • Air Beats Pro – Cloud Manager for Dropbox and Google Drive, który póki co jest jeszcze dostępny za darmo. Oferuje streaming tylko z tych dwóch dysków w chmurze. Natomiast nie ogranicza się wyłącznie do utworów muzycznych, obsługuje streaming plików wideo w wybranych formatach oraz podgląd dokumentów różnych typów: tekstowe, prezentacje, arkusze kalkulacyjne, PDFy, itp.
  • VLC for iOS, rownież darmowe rozwiązanie, które pozwala na chwilę obecną na streaming z Dropboksa, choć wsparcie dla Google Drive jest (jednak pliki przed odtworzeniem muszą być najpierw pobrane na urządzenie). VLC radzi sobie za to pięknie z formatami FLAC, OGG i WV (nie wspominając  pozostałych), oraz obszernym zbiorem kodeków wideo. Co też warto dodać, po instalacji VLC Streamera na komputerze, VLC for iOS stanowi świetną alternatywę dla płatnych Air Video i StreamToMe.

Gdy wyżej wymienione serwisy w chmurze wam nie wystarczą możecie spróbować appki AudioBox, która pozwala (rzekomo) na dużo więcej. Tylko, że w wersji darmowej nie wiele da się sprawdzić, natomiast obsługa magazynów sieciowych związana jest z abonamentem. To i tak pikuś. Aby dokonać płatności za subskrybcję panowie deweloperzy oczekują podania danych karty kredytowej, ew. zdjęcia karty z kompletem danych..! Dziwne, że ten proceder uszedł uwadze zespołu dopuszczającego aplikacje w Apple. Ja na pewno nie zaryzykuję takiego sposobu dokonywania transakcji.

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca to gratuluję i życzę miłego streamingu waszych zbiorów muzycznych z internetowej chmury!

Photoshop zdetronizowany. Manipulacje obiektami 3D na zdjęciach!

Image processing, czy – jak to w naszym języku zwykło się mało precyzyjnie określać – obróbka obrazu, to działania mające na celu wszelakie poprawianie rzeczywistości, błędów operatora aparatu, warunków towarzyszących rejestrowaniu zdjęcia. Popularność programów typu Adobe Photoshop, GIMP czy appek dla iOS takich jak Hipstamatic, Instagram tylko potwierdza naszą rządzę do upiększania i oszukiwania.

Modyfikacja obiektów na zdjęciach ma swoje ograniczenia, można łatwo rzeczy usuwać, dodawać, natomiast ciężko już element widoczny na zdjęciu obrócić w trzeciej płaszczyźnie. Otóż to, optycznymi sztuczkami możemy oszukać oko i nadać głębi ujęciu, ale nie mamy takiej swobody jak w programach to tworzenia grafiki 3D. A gdyby tak połączyć zdjęcie z trójwymiarowymi obiektami i umożliwić ich manipulację?

Proszę Państwa, niemożliwe stało się możliwe! Dzięki zaangażowaniu i wysiłkom profesorów oraz uczniów uniwersytetów Carnegie Mellon i Kalifornijskiego (Berkeley) możemy nieodpłatnie poznać pakiet oprogramowania pozwalający na manipulowanie obiektami trójwymiarowymi dostępnych w bibliotece online, na kadrze fotograficznym.

Przykładowe efekty zobaczyć możecie na krótkim filmie:

To oczywiście wczesna wersja aplikacji z wyselekcjonowanymi opcjami i przykładami, opublikowana w celu przetestowania pomysłu przez użytkowników i z pewnością nie działa stabilnie. Póki co pliki wykonywalne dostępne są dla platformy Apple OS X. Według mnie zaprezentowany koncept ma ogromny potencjał. Ciekaw jestem czy program będzie oficjalnie dostępny za darmo, odpłatnie czy czasem nie zgłosi się chętny deweloper (jak np. Adobe), by wykupić prawa i zaimplementować tę technologię w swoim produkcie?

LightPaper – świetny darmowy edytor Markdown

Uproszczone do granic możliwości edytory tekstu, to od momentu zakupu iA Writer, moje ulubione narzędzie do tworzenia wszelkiej maści artykułów i innych piśmienniczych przedsięwzięć. Ich największą siłą jest oczywiście możliwość wykorzystywania składni Markdown. Dla mnie jest to w tej chwili nieodzowna technika formatowania tekstu, która maksymalnie upraszcza moją pracę i wprowadza upragniony standard do wszystkiego co tworzę. Od jakiegoś czasu próbuję przekonać do wspomnianej kategorii oprogramowania mojego redakcyjnego kolegę Marka, jednak podpierając się kilkoma argumentami skutecznie się wymigał. Teraz nie będzie miał odwrotu!

Ostatnio natrafiłem na rewelacyjne oprogramowanie LightPaper, które jest darmowe i oferuje wszystko co potrzebne do rozpoczęcia przygody ze składnią Makdown i prostymi edytorami tekstu. Pierwszą z ważnych cech tego programu jest fakt, że jego interfejs możemy podzielić na trzy kolumny. Pierwsza może służyć Wam za nawigator po strukturze plików – bardzo wygodne narzędzie w przypadku, kiedy będziecie chcieli sięgnąć do jakichś archiwalnych dokumentów. Środkowa to oczywiście pole edycji, gdzie powstaje nasz tekst. Trzecia odpowiada za podgląd tekstu, już sformatowanego według zastosowanej przez nas składni Markdown. Oczywiście poza środkowym polem pozostałe możemy dowolnie ukrywać.

LightPaper

Polecam Wam jednak pracę w trybie pełnego ekranu, w którym to właśnie tego typu edytory tekstu pokazują jak przyjemnym procesem może być pisanie. Dodatkowo, możemy uruchomić tryb wolny od rozproszeń, mój ulubiony, w którym to na ekranie monitora nie pozostaje nic oprócz białego tła i Waszego tekstu. Świetnym mechanizmem jest również automatyczne zamykanie znaczników. Wszelkie nawiasy, gwiazdki i tym podobne znaki będą automatycznie dublowane, po czym kursor umiejscowiony jest pomiędzy nimi. W mojej opinii bardzo przydatne. Jeżeli byłoby to dla Was utrudnienie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby funkcję wyłączyć. Mamy również do dyspozycji licznik użytych słów, który dla sporej liczby osób, starających się mieścić w określonych ramach, może być przydatny.

Osobiście, jestem użytkownikiem aplikacji iA Writer Pro i nie zamieniłbym jej na żadną inną. Nie da się ukryć, że jej cena nie należy do najniższych, jednak spełnia moje wymagania w 100%. Biorąc pod uwagę podstawowego iA Writer, nie wydałbym w tej chwili na niego pieniędzy. Macie tutaj doskonałą alternatywę, która w mojej opinii bije go na głowę. Od tej chwili nie macie wymówki. Jeżeli w jakikolwiek sposób byliście zainteresowani składnią Markdown i uproszczonymi edytorami tekstu, to drzwi są dla Was otwarte. Lepszego wstępu do tej kategorii oprogramowania niż LightPaper nie potrafię sobie wyobrazić. Polecam!

Łączenie otwartych okien Safari w jedno

Komu z nas nie zdarzyło się mieć jednocześnie włączonych kilka okien przeglądarki internetowej Safari. Do czasu, kiedy ma to zamierzony cel, wszystko jest w najlepszym porządku. Co jednak w sytuacji, kiedy zaczynamy gubić się i zastanawiać gdzie znajdują się otwarte przed chwilą zakładki ze stronami WWW? Mi samemu, przyznaję, zdarzało się zastanawiać gdzie znajdę dopiero co przeglądaną witrynę. Ostatecznie okazywało się, że zaginiona strona rezyduje w drugim oknie Safari, które zostało zminimalizowane do Docka systemowego.

Tego typu sytuacje mają jedno proste rozwiązanie. Wystarczy wykorzystać opcję Safari znajdującą się w menu Okno, a mianowicie Złącz wszystkie okna.

safari_merge_1

Praktycznie rozwiązaliśmy poruszany problem. Wierzę jednak, że tak jak ja nie lubicie marnować czasu na klikanie i wolicie wykorzystać w tym celu skrót klawiaturowy. Niestety opcja ta nie posiada domyślnego skrótu w systemie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie aby go skonfigurować. W tym celu musicie udać się do Ustawień systemowych, gdzie wybieramy opcję Klawiatura. W tym miejscu wybieramy zakładkę Skróty i pozycję Skróty programu. Teraz możemy swobodnie dodać swój skrót do listy przez ikonkę z plusem. W oknie konfiguracji pozostaje nam wybranie aplikacji, którą chcemy obsłużyć i wpisanie dokładnej nazwy pozycji menu do uaktywnienia. W naszym przypadku będzie to wspomniane Złącz wszystkie okna. Ostatnim krokiem jest definicja skrótu, wystarczy wybrać odpowiednie pole i nacisnąć ten który nas satysfakcjonuje. Ja wybrałem kombinację Conrol+Alt+Command+M.

safari_merge_2

Osobiście, jak pewnie zdążyliście zauważyć czytając applesauce, nie korzystam z systemowego definiowania skrótów klawiaturowych. Całkowicie powierzyłem tego typu zadania aplikacji Keyboard Maestro. Jeżeli chodzi o definiowanie skrótów działających tylko w wybranej aplikacji odsyłam Was do mojego wpisu na ten temat. Oczywiście makro jest banalne, więc załączam je w formie graficznej. Zachęcam do własnej konfiguracji. Każda okazja jest dobra aby poćwiczyć pracę z Keyboard Maestro.

safari_merge_3

Mam nadzieję, że opisywana tutaj funkcja wraz z wywołującym ją skrótem klawiaturowym będzie dla Was przydatna. Nie jest to opcja do wykorzystywania na co dzień, myślę jednak że w odpowiednim momencie pracy może zaoszczędzić sporo frustracji.

Pomóż własnej produktywności, wyłącz powiadomienia poczty!

Eliminacja rozproszeń to jeden z najszybszych do osiągnięcia kroków w kierunku wzrostu produktywności. Sam staram się eliminować wszystkie powiadomienia, które tak naprawdę nie są krytyczne dla mojej pracy. Między innymi z tego względu postanowiłem jakiś czas temu otwierać klienta poczty o ściśle określonych porach. W mojej codziennej pracy, nie mam potrzeby odpowiadania na maile zaraz po ich otrzymaniu. Często robiłem to w przeszłości, odrywając się od bieżących zadań.

Z tego względu po zakończeniu pracy z pocztą staram się zamykać klienta przy użyciu skrótu klawiaturowego ⌘+Q. Często zdarzało mi się jednak, że minimalizowałem program i pozostawał on w systemowym docku. To prowadziło do sytuacji, kiedy i tak docierały do mnie informacje o przychodzących wiadomościach. Z tego względu postanowiłem wyłączyć wszystkie powiadomienia z nimi związane. Muszę Wam powiedzieć, że była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjąłem w celu polepszenia komfortu pracy. Zapewne myślicie teraz, że muszę otrzymywać całą masę poczty na moje skrzynki skoro odczułem tą zmianę tak mocno. Otóż, nie! Wcale nie jest tego tak sporo, jednak każda z nich potencjalnie ma w sobie coś co czeka na moją reakcję. Z tego względu nawet jedna nieodebrana wiadomość potrafi zaprzątać mój umysł i wpływać negatywnie na poziom skupienia na zadaniu, które aktualnie realizuje. Aktualnie dowiaduję się o nowych wiadomościach tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy mam na to ochotę i jednocześnie mam czas, żeby zaangażować się w odpowiednią agregację zadań. Nie zaprzątam sobie nimi głowy w żadnym pozostałym czasie spędzonym przed komputerem. Musimy zdać sobie sprawę, że poczucie obowiązku natychmiastowego reagowania na przychodzące informacje wynika głównie z naszego przekonania, a nie rzeczywistych potrzeb. Dotyczy to nie tylko poruszonego tutaj tematu, chociaż jest on w pewnym sensie sztandarowy.

Szczerze namawiam Was do spróbowania takiej metody pracy z pocztą elektroniczną. Możecie mi zaufać, nikt nie obrazi się jeżeli odpowiecie na jego wiadomość po kilku godzinach. Pewne jest za to, że forma odpowiedzi lub czynność, która wyniknie z jej treści będzie miała znacznie lepszą i przemyślaną formę. Oczywiście Wasze iUrządzenia też nie będą miały nic przeciwko, kiedy zwolnicie je z ciągłego obowiązku informowania o nowej poczcie.

Emulator konsoli Nintendo Game Boy Advance dla iOS – GBA4iOS

gba4ios_00

Emulatory to często jedyny sposób by móc odświeżyć wspomnienia, pokazać młodszym od siebie jak wyglądały kiedyś gry. Zdobycie oryginalnych konsol i komputerów z epoki, bywa trudne w realizacji i kosztowne. Do tego dochodzi kwestia oprogramowania, łatwiej znaleźć obraz ROMu w sieci, niż kartridż. W App Store nie ma przesadnie wielu aplikacji emulujących inne platformy i nic w tym dziwnego, gdyż wiele gier i programów objętych jest wciąż prawami autorskimi. Z tego właśnie powodu emulator GBA4iOS nie jest dostępny w sklepie, ale dzięki błędowi w systemie można go zainstalować prosto z witryny WWW. Aby tego dokonać należy przed pobraniem appki cofnąć datę, przynajmniej o dobę wstecz. Następnie, już po jej uruchomieniu możemy przywrócić poprawne ustawienia. Jeśli następnym razem GBA4iOS nie będzie się włączać, wystarczy znów dokonać wspomnianej modyfikacji (bez konieczności powtórnego pobierania).

gba4ios_01

GBA4iOS to w zasadzie emulator dwóch konsol: Game Boy Advance oraz Game Boy Color. Muszę przyznać, że dla mnie oba produkty są obce, osobiście bliższy kontakt miałem jedynie z konsolą NES.

Aby rozpocząć zabawę należy najpierw pobrać ROM gry, w tym celu wykorzystujemy wbudowaną w GBA4iOS przeglądarkę. Miejsc z takimi plikami jest w sieci wiele, dlatego nie zamierzam podawać adresów. Po dodaniu gry do biblioteki emulatora wybieramy interesujący tytuł i… gramy.

gba4ios_02

Zależnie od orientacji iUrządzenia, mamy do dyspozycji dwia sposoby wyświetlania:

  • cały ekran wypełniony obrazem gry, a na nim wyświetlane półprzeźroczyste przyciski pozwalające na sterowanie bohaterem gry i obsługę emulowanej konsoli,
  • ekran podzielony mniej więcej na pół, w górnej części obraz gry, poniżej panel z przyciskami.

Szybkość emulacji jest moim zdaniem wysoka, jednak jeśli gramy w wybitnie wymagający tytuł na starszym urządzeniu z iOS (wymagany jest system w wersji mi. 6.x), zawsze można w preferencjach zmienić parametry, aby wyeliminować ew. opóźnienia.

gba4ios_03

Oczywiście emulator pozwala na zapisanie stanu gry oraz większość innych operacji, możliwych do zrobienia na prawdziwej konsoli. Ponadto autorzy udostępniają samouczek, dzięki któremu można samemu zmienić np. „skórę” emulowanej konsoli.

Dla mnie GBA4iOS to przede wszystkim ciekawostka, z dwóch powodów:

  • możliwość uruchomienia znanych, starych tytułów i porównanie ich grywalności, oprawy graficznej oraz muzycznej z nowymi produkcjami
  • kwestia nieautoryzowanej instalacji oprogramowania spoza App Store – ciekawe czy inne oprogramowanie dałoby się w ten sposób zainstalować?

Tymczasem zachęcam do sprawdzenia GBA4iOS i życzę miłej zabawy.

Odtwarzanie filmów z torrentów – Popcorn Time

popcorn_time_01

W tym tygodniu już raz tematyka odtwarzania filmów bezpośrednio z torrentów się pojawiła. Rozwiązanie opisywane w tym wpisie to produkt trochę starszy i dojrzalszy. Popcorn Time oferuje dużo więcej niż TorrenTV:

  • katalog filmów i seriali z możliwością wyszukiwania i sortowania według gatunku
  • wbudowany VPN gwarantujący naszą anonimowość w sieci w trakcie pobierania fragmentów odtwarzanego materiału filmowego
  • wyświetlanie napisów w różnych językach oraz zmianę wielkości czcionki
  • wybór rozdzielczości filmu i informację o ilości dostępnych źródeł
  • aplikacje nie tylko na komputery, ale również na Androida a wkrótce rzekomo również dla iOS (ciekawe czy pojawi się oficjalnie w App Store, czy będzie jednak dostępna tylko w Cydii…?)
  • strumieniowanie do Chromecast i Apple TV (nie działają programowe odbiorniki AirPlay, takie jak: AirServer, Reflector, X-Mirage czy Splashtop Mirroring360)

Niestety nie wszystkie opcje dostępne są dla każdej ze wspieranych platform. Wybór języka interfejsu użytkownika, załączenie tunelowania VPN, czy przekazywanie strumienia danych do innego odbiornika działa w wersji dla Windows (choć akurat u mnie, streaming AirPlay z PC do Apple TV z niewiadomych przyczyn nie zadziałał – aplikacja nie znajduje odbiornika: „Searching Streaming devices…„; odtwarzanie filmu z iTunes dla Windows na Apple TV funkcjonuje bez problemu). Na OS X niestety póki co takich możliwości brak.

popcorn_time_02

Samo korzystanie z Popcorn Time jest bardzo przyjemne. Katalog filmów ułatwia znalezienie interesującej pozycji, wyświetlane są informacje o czasie trwania filmu, okładka, ocena, gatunek i przycisk pozwalający na odtworzenie zwiastuna. Notabene, rozwaliło mnie polskie tłumaczenie „trailer” w wersji pecetowej -> „przyczepa”…

Nie trzeba więc wrzucać pliku .torrent w okno programu, ale co za tym idzie jeśli filmu nie ma w wideotece to go nie zobaczymy, nawet jeśli torrenta do niego posiadamy. Przypuszczam, że dostępność materiału w katalogu zależy od ilości seedów i peerów.

popcorn_time_03

Jakość zarówno obrazu jak i dźwięku jest świetna. Oczywiście końcowy efekt zależy od wybranej rozdzielczości, ilości źródeł, prędkości łącza i mocy obliczeniowej komputera. Z polskimi napisami nie ma problemu (o ile dla danej pozycji są dostępne), choć mogą zdarzyć się problemy z kodowaniem („krzaczki” w miejscu PLiterek).

popcorn_time_04

Dla mnie Popcorn Time stanie się aplikacją wartą uwagi dopiero po uzyskaniu wsparcia dla technologii AirPlay w wersji dla Maczków, której jestem wielkim fanem. Bardzo rzadko oglądam filmy na komputerze, wolę wygodnie zasiąść przez TV i wykorzystać pośrednictwo Apple TV. Według Internetowych źródeł nowa wersja Popcorn Time dla OS X obsługująca AirPlay ma się pojawić już w przyszłym tygodniu! Niemniej, nawet na obecnym etapie, jest to sprytne, przyszłościowe i zdecydowanie warte przetestowania rozwiązanie!

Shazam dla OS X a sprawa prywatności

Dziś w Mac App Store pojawiła się aplikacja Shazam. To program znany przede wszystkim z platform mobilnych, pozwalający (podobnie jak Sound Hound) na rozpoznawanie muzyki rejestrowanej przez mikrofon urządzenia. Często jest przecież tak, że czy to w radio czy w TV, np. podczas emisji reklamy, leci utwór, który łechce nasze uszy, a my nie wiemy kto jest wykonawcą. Nic dziwnego, że Shazam cieszy się zasłużoną popularnością. Wydawać by się mogło, że to pierwszy program umożliwiający taką zabawę na komputerze. Nic bardziej mylnego, już kilka lat temu sam często korzystałem z aplikacji Tunatic, a później pojawiły się serwisy online, jak np. Midomi, pozwalające na znalezienie przeboju po zaśpiewaniu lub wymruczeniu jego fragmentu.

shazam-logo

Wracając do Shazam dla OS X: jak zauważył na swoim blogu Boy van Amstel, Shazam nasłuchuje dźwięków otoczenia płynących do mikrofonu komputera, dlatego, że to właśnie wbudowany mikrofon stanowi domyślne wejściowe urządzenie dźwiękowe. Nie wiadomo w sumie co się dzieje z informacjami rejestrowanymi w ten sposób przez Shazam, gdzie są wysyłane i jak obrabiane. Wiadomo jednak, że ostrożności nigdy za wiele, po co świadomie umożliwić nasłuchiwanie naszych rozmów?

Dlatego aby wyeliminować taką ewentualność i sprawić by Shazam słyszał tylko to, co faktycznie na naszym Macu jest odgrywane (na głośnikach), należy zastosować pewną sztuczkę. Podczas instalacji opisywanego na applesauce programu Porthole system zostaje wzbogacony o rozszerzenie Soundflower, które tworzy wirtualne urządzenie dźwiękowe. Dzięki czemu to właśnie Soundflower a nie mikrofon zostanie źródłem informacji dla Shazam.

Kolejne kroki prowadzące do zwiększenia prywatności są następujące:

  • pobieramy aplikację Shazam
  • wychodzimy z Shazam jeśli w międzyczasie ją uruchomiliśmy
  • pobieramy program Porthole i go instalujemy
  • rozpoczynamy streaming w uruchomionym Porthole
  • włączamy Shazam

Zatrzymanie strumienia dźwięku w Porthole spowoduje, że Shazam nasłuchując wyjścia Soundflower będzie rejetrować ciszę. Zaletą rozwiązania, po za zwiększeniem naszej prywatności jest fakt, że słuchana muzyka dochodzi w krystalicznej jakości, dzięki czemu Shazam rozpozna ją szybciej.

Należy też pamiętać, że każdorazowe ponowne uruchomienie Shazam (lub włączanie programu przy starcie, czyli przed strumieniowaniem w Porthole) spowoduje, że znów mikrofon będzie domyślnym źródłem audio dla tej aplikacji.

Ciekawe, czy w przyszłości autorzy Shazam zablokują możliwość takiego obejścia, i wymuszą korzystanie wyłącznie z mikrofonu…