Konfigurujemy serwer SFTP na Macu (OS X 10.9) część 1/3

Pomimo dostępności wielu rozwiązań bazujących na „chmurze”, pozwalających na składowanie danych na dysku sieciowym (Dropbox, OneDrive, Cubby, itp.) zdarza się, że chcielibyśmy mieć możliwość udostępnienia przestrzeni dyskowej swojego komputera innym. W przypadku sieci lokalnej problem właściwie nie istnieje, bo w prosty i intuicyjny sposób możemy skonfigurować udostępnianie plików i folderów dzięki panelowi Preferencji systemowych. Nieco gorzej wygląda sprawa, gdy chcemy umożliwić to z Internetu. Oczywiście, dobrze w takim wypadku posiadać stały publiczny adres IP albo usługę DDNS. Możemy wtedy pomyśleć nad wykorzystaniem usługi VPN, dzięki której „oszukamy” komputer kliencki i będziemy mogli zdalnie korzystać z zasobów sieciowych tak jak byśmy byli w sieci lokalnej. W kolejnych artykułach zajmiemy się jednak czym innym: skonfigurujemy serwer SFTP na naszym komputerze.

Osoby pracujące nieco dłużej na komputerach Mac mogą pamiętać, że w starszej wersji systemu OS X (do 10.6 włącznie) w Preferencjach systemowych można było aktywować udostępnianie plików przy użyciu FTP. Od OS X w wersji 10.7, opcja ta zniknęła z panelu, choć nadal da się zastartować serwer FTP prostym poleceniem w Terminalu:

sudo -s launchctl load -w /System/Library/LaunchDaemons/ftp.plist

Aby zweryfikować działanie serwera wpisujemy:

ftp localhost

I jeśli nie mamy totalnie „rozjechanego” :) systemu, zobaczymy podobny do poniższego rezultat:

iMadlo:~ marek$ ftp localhost
Trying ::1...
Connected to localhost.
220 ::1 FTP server (tnftpd 20100324+GSSAPI) ready.
Name (localhost:marek):

Wykorzystując Terminal, Finder (opcja Połącz z serwerem… z menu Idź) lub dowolnego klienta FTP (ForkLift, Cyberduck, itd.) możemy uzyskać zdalny dostęp do swoich folderów i plików (z uprawnieniami zgodnymi z tymi które posiada zalogowany zdalnie użytkownik).

Aby wyłączyć serwer FTP wprowadzamy następujące wyrażenie:

sudo -s launchctl unload -w /System/Library/LaunchDaemons/ftp.plist

Apple porzuciło (czy raczej odrobinę utrudniło korzystanie z serwera FTP) na rzecz SFTP – podobnie jak w przypadku Telnet kontra Secure Shell – ze względów bezpieczeństwa. FTP wykorzystuje dwa połączenia TCP: dla poleceń oraz do transmisji danych (wymaga to zwolnienia dwóch portów na routerze/firewallu, port nr 21 oraz 20 dla trybu aktywnego i 21 oraz dowolny >1024 dla trybu pasywnego). Jednak najważniejszą wadą protokołu File Transfer Protocol jest fakt, że oba kanały komunikacyjne nie są szyfrowane, więc dość łatwo przechwycić hasło i dane. Oczywiście istnieje rozwiązanie – FTPS (FTP/S) protokół, w którym polecenia i dane są szyfrowane dzięki użyciu SSL.

Zdalne logowanie - Preferencje systemowe OS X

Jednak lepszym i nowocześniejszym rozwiązaniem jest SFTP, który korzysta z szyfrowanego protokołu SSH i używa jednego połączenia na tym samym porcie o numerze 22. Włączenie serwera SFTP w systemie OS X sprowadza się do zaznaczenia opcji Zdalne logowanie w panelu Udostępnianie w Preferencjach systemowych. W ten sam prosty sposób, tj. odznaczając tę opcję, wyłączamy SFTP (oraz SSH). Zdalny dostęp możemy oczywiście uaktywnić tylko wybranym użytkownikom.

Weryfikacja działania serwera SFTP – w Terminalu wpisujemy:

sftp localhost

Przy pierwszym połączeniu zostanie wygenerowany klucz RSA i zostaniemy poproszeni o hasło. Dalej już z górki :) Gdy korzystamy z komunikacji w Terminalu wpisanie słowa help wyświetli listę dostępnych opcji, natomiast bye zakończenie połączenia.

Odwzorowanie portu na routerze - SFTP

W przypadku łączenia się z Internetu nie powinniśmy zapomnieć o dodaniu przekierowania portu w ustawieniach routera/zapory ogniowej.

Powyższa konfiguracja SFTP ma pewne niedoskonałości. Po pierwsze: na komputerze musi istnieć profil użytkownika, który będzie się zdalnie łączył. Tworzymy go zakładając konto w panelu Użytkownicy i grupy w Preferencjach systemowych. Po drugie: taki zdalny użytkownik ma uprawnienia identyczne z użytkownikiem zalogowanym lokalnie na komputerze. Ma do dyspozycji cały swój katalog domowy, może również przeglądać zawartość większości folderów systemowych. To zdecydowanie wada, którą zajmiemy się w następnym wpisie dotyczącym konfiguracji serwera SFTP już jutro.

Keyboard Maestro – Testowanie łącza internetowego

Przetestowanie łącza internetowego to jedna z najczęstszych czynności jakie wykonuje się podłączając do nowej sieci, lub testując te dobrze już znane. Oczywiście faworytem w kategorii narzędzi używanych w tym celu jest Speedtest. Dla mnie jednak irytujące było odpalanie strony internetowej i klikanie odpowiednich przycisków. Z tego względu postanowiłem wykorzystać w tym celu Terminal. Oczywiście cel został osiągnięty, a sposób na to znajdziecie TUTAJ. Polecam, ze względu na szybkość i sprawność tego rozwiązania. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc każdorazowe uruchamianie terminala w celu przeprowadzenia testu szybko przestało mnie satysfakcjonować. W tym momencie pojawiła się myśl o wykorzystania w tym celu skrótu klawiaturowego, który pozwoli Keyboard Maestro wyręczyć mnie w tej kwestii.

Postanowiłem, że rozwiązanie musi spełniać poniższe warunki:

  • test uruchamia się bez użycia terminala – w tle
  • po wykonaniu otrzymam wynik w formie powiadomienia OS X
  • wynik wraz z nazwą sieci z której przeprowadzony był test zostanie zapisany w pliku, który będzie służył mi za archiwum przeprowadzonych pomiarów
  • plik z logiem będzie zawierał link do graficznej prezentacji testu na portalu Speedtest

Do dzieła. W pierwszej kolejności potrzebujemy skryptu, który umożliwia wykonanie testu szybkości łącza przy użyciu CLI. Ja postanowiłem, że dla porządku umieszczę go w katalogu, w którym będę zbierał wyniki jego działania. W tym celu w moim katalogu domowym stworzyłem katalog Logs, a w nim Speedtest. Po czym wrzuciłem tam skrypt, który znajdziecie w tym miejscu. Od tego momentu jesteśmy gotowi do skonfigurowania Makra w Keyboard Maestro. Będzie ono wyzwalane skrótem klawiaturowym:

shift+ctrl+alt+cmd+S (⌂+⌃+⌥+⌘+S)

Pierwszą akcją jaką wykonujemy jest odpalenie skryptu Shell, którego wynik zapiszemy do zmiennej speed_test. Dodatkowo, są w nim zawarte argumenty i polecenia mające na celu sformatowanie wyniku testu do formy przyjaznej oku. Pamiętajcie, aby zmienić ścieżkę dostępu do skryptu, zgodnie z tym gdzie go umieściliście. W tym celu wystarczy przeciągnąć pliczek z Findera w odpowiednie miejsce składni.

Keyboard_Maestro_SpeedTest_1

Kolejnym krokiem jest zapisanie efektu działania skryptu do odpowiedniego pliku. W tym miejscu przygotowałem wymaganą w moim przypadku składnię, która spowoduje że log będzie prezentował dane w sposób pełny i czytelny. Zwróćcie uwagę, że pobieramy tutaj nazwę sieci lokalnej do której jesteśmy podłączeni. Zdecydowanie ułatwi to późniejszą analizę testów wykonanych w przeszłości. Co ważne, musicie pamiętać o zdefiniowaniu odpowiedniej ścieżki, gdzie przebiegał będzie zapis pliku. Ja zdecydowałem się na zwykły format .txt.

Keyboard_Maestro_SpeedTest_2

Na koniec pozostaje przygotowanie odpowiedniego powiadomienia systemowego z wynikami. Tutaj również wykorzystujemy zmienną speed_test. Jest to ostatni krok, jaki musimy podjąć w celu spełnienia wszystkich przyjętych wymagań. Poniżej możecie spojrzeć na gotowe makro w pełnej krasie.

Keyboard_Maestro_SpeedTest

W efekcie otrzymujemy mechanizm, który wyzwolony skrótem klawiaturowym wykona dla nas test łącza, zachowa jego wynik w odpowiednim pliku oraz powiadomi nas o nim przy użyciu centrum powiadomień OS X. Nie trzeba zbyt długo się zastanawiać, żeby określić ilość czasu, którą w ten sposób zaoszczędzimy. Serdecznie polecam Wam to rozwiązanie. Jest to kolejny element, który pokazuje potęgę automatyzacji osiągalną przy użyciu Keyboard Maestro.

W tym miejscu możecie pobrać gotowe makro, które z łatwością zaimportujecie u siebie. Polecam jednak samodzielne jego stworzenie. Pamiętajcie, praktyka czyni mistrza.

Konkurencja dla AirPort Express – D-Link DCH-M225

W ostatnim czasie, znany wam zapewne producent sprzętu sieciowego, wprowadził do swojej oferty urządzenie, które może w sporym zakresie konkurować z opisywanym przeze mnie AirPort Express. Pewnie, gdyby D-Link miał to swoje pudełeczko w czasie gdy szukałem rozwiązania, to właśnie ten „WiFi Audio Extender” spełniałby rolę repeatera i źródła sygnału dla głośników Edifier R2600.

Wygląda jednak na to, że póki co w naszym kraju, oficjalnymi kanałami dystrybucji DCH-M225 (urocza nazwa, zapada w pamięć jak nic innego…) się nie da zakupić. Za to np. w sklepie Amazon już jak najbardziej, za przyzwoitą cenę $49.99. Oczywiście wersję z wtyczką „hamerykańską”, zasilaną napięciem 110 V. Radzę więc zaczekać :)

DCH M225 Side Right

Obstawiam, że cena w Polsce będzie się kształtować w zakresie: 179 – 199 zł. W porównaniu do kosztu APEx (ok. 429 zł), ten poziom może zagwarantować spore zainteresowanie. Kolejna sprawa, która przekona wielu potencjalnych klientów, to wsparcie dla protokołu DLNA. Tak, D-Link nie tylko wspiera AirPlay, ale również technologię popularną w świecie nie-Apple.

Specyfikacja urządzenia jest w porządku:

  • praca w sieciach 802.11b/g/n do 300 Mbps (niestety tylko w paśmie 2,4 GHz),
  • dwie wewnętrzne anteny,
  • zabezpieczenia WPA/WPA2, WEP 64/128 bitów oraz WPS,
  • wyjście audio – 3,5 mm jack.
  • waga: ok. 82 g,
  • wymiary: 54 x 42 x 54,5 mm,
  • obsługa i konfiguracja przez interfejs webowy oraz z poziomu aplikacji QRS (Quick Router Setup) dostępnych dla iOS oraz Androida.

W porównaniu do starego (jakby nie patrzeć) AirPort Express, brakuje w D-Linku złącza Ethernet, wsparcia dla pasma 5 GHz oraz wyjścia optycznego dźwięku…

Czy urządzenie D-Linka działa jak należy? Czy zasięg, opóźnienia i inne rzeczywiste parametry będą akceptowalne? Nie będę ferować wyroków, dopóki nie dostanę tego urządzenia w swoje ręce – jak tylko wersja europejska pojawi się w rodzimej dystrubucji, zamierzam pomęczyć dostawców o udostępnienie tego maleństwa do testów. Czekam również na AirPort Express z portem sieciowym GBit oraz wsparciem dla 802.11ac.

Swoją drogą pierwszy AirPort Express (z obsługą AirTunes) pojawił się ponad 10 lat temu! A dopiero teraz alternatywy pojawiają się na rynku…

Sztuczki na ekranie logowania OS X (3) – język interfejsu oraz terminal

Kolejna część tricków związanych z ekranem/oknem logowania przed nami. Najpierw zajmiemy się kwestią języka, w jakim komunikuje się z nami komputer na etapie logowania. Nie ma tu tego wiele, chodzi o podpowiedzi w polach Nazwa oraz Hasło, etykiety przycisków Uśpij, Uruchom ponownie, Wyłącz, Anuluj i Przełącz użytkownika oraz informacje wyświetlane w górnym prawym narożniku (kliknijcie kilkukrotnie myszką na godzinę to zobaczycie to i owo).

Język główny komputera wybieramy podczas instalacji systemu OS X lub pierwszego uruchomienia Maca. Później możemy oczywiście zmienić język dla każdego konta użytkownika niezależnie, ale wcześniej określony język główny będzie zawsze użyty na ekranie logowania. Możemy go jednak łatwo zmienić, wpisując w Terminalu następujące polecenie:

sudo languagesetup

Po potwierdzeniu klawiszem Enter i podaniu hasła wyświetlona zostanie lista dostępnych języków – angielski jest oczywiście dostępny pod numerem 1, natomiast polski pod 18 (przynajmniej taką pozycję ma w OS X Mavericks). Wystarczy podać numer, zatwierdzić i gotowe! (Dokument Apple Knowledge Base z wyjaśnieniem jak dokonać zmiany języka również w starszych wersjach systemu znajdziecie tutaj).

Kolejna sztuczka to fakt, że jeśli ekran logowania mamy tak skonfigurowany, że obok lub zamiast kont pozostałych użytkowników wyświetlone jest konto Inne…(*), to gdy je wybierzemy i w polu tekstowym Nazwa wprowadzimy poniższe wyrażenia to okaże się, że mamy do dyspozycji kilka dodatkowych opcji (pole Hasło pozostawiamy puste!):

>sleep – jak się domyślacie wpisując to i zatwierdzając uśpimy komputer,

>restart – j.w. tyle, że nastąpi ponowne uruchomienie komputera.

>shutdown – zamknięcie systemu i wyłączenie komputera.

Powyższe komendy działają pod warunkiem, że w Preferencjach systemowych > Użytkownicy i grupy > Opcje logowania – nie wyłączyliśmy opcji „Pokazuj przyciski Uśpij, Uruchom ponownie i wyłącz”. Zatem przydaje się to w sytuacji gdy nie działa myszka/touchpad, lub przyciski te zakryte są np. tapetą. Oczywiście, jeśli na komputerze zalogowani są inni użytkownicy, to przy próbie restartu/wyłączenia pojawi się stosowny monit.

loginscreen_console

Jest jeszcze jedna komenda dostępna w oknie logowania:

>console – która spowoduje wyświetlenie pełnoekranowego okna konsoli, czyli wiersza poleceń, w którym działa chyba większość komend terminalowych. Oczywiście pomimo niezalogowania się do konta w interfejsie graficznym, bez podania loginu i hasła nie zrobimy tu wiele. Musimy też najpierw się zalogować by móc wprowadzić polecenie exit, po którym wrócimy do ekranu logowania w trybie graficznym.

___

(*) – możemy też w Preferencjach systemowychUżytkownicy i grupy > Opcje logowania dla opcji Pokaż okno logowania jako: wybrać „pola z nazwą i hasłem” zamiast „listy użytkowników”.

Dźwięk HiFi z Raspberry Pi

Dwa lata temu – niesamowite jak czas ucieka – Marek opisał na łamach applesauce swoje wrażenia dotyczące Raspberry Pi. Tekst pozostał aktualny, a samo urządzenie tworzy niesamowite możliwości. Stosunek cena/możliwości jest w tym przypadku zabójczy. Dla przykładu osoba z mojej rodziny wykorzystuje Malinkę do zarządzania i monitoringu swojego domu. Efekty są na tyle dobre, że mam w planach wykorzystać jego doświadczenia u siebie.

Raspberry_Pi_Logo

Wracając do tematu, to co Markowi nie do końca przypadło do gustu to jakość dźwięku jaki generuje to urządzenie. Okazuje się, że nie jest on w tej kwestii odosobniony. Wskazuje na to ciekawy projekt o nazwie Volumio. Jest to w skrócie system operacyjny stricte przygotowany do serwowania Wam najlepszej możliwej jakości dźwięku. Oczywiście nie chodzi tu o dźwięki systemowe, a o muzykę zarówno pochodzącą z plików, radia internetowego czy streamu. Opiera się on na historycznym już rozwiązaniu RaspyFi, wykorzystując wszystkie najlepsze cechy swojego starszego brata, który stał się fundamentem nowszego i lepszego produktu. Fakt, że system ten został całkowicie zoptymalizowany względem audio powoduje, że zdecydowanie warto przyjrzeć mu się bliżej.

Osobiście nie posiadam – jeszcze – Raspberry Pi, więc tym bardziej zachęcam Was do przetestowania opisanego projektu. Jeżeli jesteście fanami solidnej jakości audio to uważam, że poświęcenie pięciu minut – tyle według deweloperów trwa uruchomienie systemu – może okazać się strzałem w dziesiątkę. No i obowiązkowo podzielcie się z nami swoimi wrażeniami.

Tymczasem zapraszam Was ponownie do artykułu Marka: Malinowy król (?) – czyli sprawdzamy Raspberry Pi.

Godfire: Rise of Prometheus! – Recenzja

Nie jestem rasowym graczem, jeżeli chodzi o platformę iOS to najczęściej pogrywam w klasyczne tytuły logiczne oraz proste zręcznościówki osadzone w grafice 2D. Mimo to, kiedy na rynku pojawił się nowy tytuł Godfire: Rise of Promotheus! postanowiłem, że muszę go przetestować. Argumentem za był również fakt, że gra powstała w mojej rodzinnej Bydgoszczy, w studiach firmy Vivid Games, twórców znakomicie przyjętego Real Boxing.

godfire_1

Godfire: Rise of Promotheus! to rasowy przedstawiciel gatunku Hack and Slash. Twórcy wybrali ciekawy wątek główny w którym to, jak zapewne się domyśliliście, wcielając się w postać Prometeusza dane nam jest wywalczyć sobie drogę do zdobycia boskiej iskry. W całą historię wprowadza gracza rewelacyjnie zrealizowane intro. Schemat rozgrywki jest dość klasyczny, po trupach przemierzamy kolejne akty na które podzielona jest gra. Nie da się ukryć, że fabuła stanowi tu jedynie dopełnienie jatki jaką fundują nam kolejne etapy. Na końcu każdego z nich czeka na nas Boss, z czego każdy z tych największych miśków ma specyficzne rodzaje ataków, co powoduje że ich unicestwienie wymaga od nas przyjęcia odpowiedniej strategii. W tej kwestii trudno nie zauważyć silnej inspiracji Diablo 3. Nie jest to w żaden sposób wada, a jedynie czerpanie ze świetnych wzorców. Dodatkowo na różnych etapach natrafiamy na zagadki logiczne, które w mojej opinii mogłyby być bardziej skomplikowane. Część z nich jest wręcz banalna, z drugiej strony w tego typu grze wiadomo, że są to jedynie przerywniki mające uruchomić nasz mózg po długich sesjach bezmyślnego mordowania ;)

godfire_2

To co mnie osobiście wręcz poraziło to jakość grafiki. Dzięki temu tytułowi na prawdę można uwierzyć, że nasze tablety i telefony depczą po piętach konsolom. Świetnie wyglądająca postać główna i przemyślani graficznie przeciwnicy powodują, że oko raduje się w każdym momencie obcowania z grą. Dodając do tego całkiem dobrą płynność działania i znikome nagrzewanie się iUrządzenia w trakcie gry możemy uznać że programiści odwalili kawał solidnej pracy w kwestii optymalizacji kodu i silnika gry. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie menu główne gry. Dbałość o szczegóły oraz jego intuicyjność to klasa sama w sobie. Nie przypadkowo pojawia się też w trakcie ładowania aplikacji logo firmy Platige Image, która odpowiadała za szatę graficzną gry. Klasą samą dla siebie są również dialogi i muzyka. Świetnie zrealizowane głosy postaci nadają całości klimatu a towarzysząca rozgrywce muzyka powoduje, że ani na moment nie tracimy przekonania, że nasza misja ma olbrzymie znaczenie – przynajmniej dla samego bohatera głównego. Odrobinę szkoda, że gra nie została wydana w rodzimym języku polskim, jest to jednak zrozumiałe. Polski rynek oprogramowania na iOS raczej nie przyniósłby zysku wystarczającego na pokrycie środków na ten cel potrzebnych.

godfire_3

Przejdźmy jednak do najważniejszego. To co dla mnie stanowi siłę w tego typu tytułach to grywalność. Często świetne gry tracą swoją magię po kilku godzinach rozgrywki. Z Godfire Wam to nie grozi. Twórcy w przemyślany sposób wprowadzili system levelowania oraz zdobywania ekwipunku. Część uzbrojenia otrzymujemy przechodząc akty na wyższych poziomach trudności, a to powoduje że najpierw musimy się dozbroić. Ostatecznie wstyd byłoby zostać pokrojonym na kawałki przez pierwszego lepszego łachudrę na początku przygody na podwyższonym poziomie trudności. Dodatkowo, dla niecierpliwych, istnieje możliwość wykupienia świetnego ekwipunku i punktów postaci przy użyciu App Store. Na szczęście wytrwali gracze nie muszą obawiać się tego, że bez wydania dodatkowych pieniędzy przejście tytułu będzie utrudnione. Tak właśnie powinien wyglądać model In App Purchase! Wszystko to powoduje, że gra zapewnia rozrywkę na wiele godzin wciąż oferując nowe nagrody i osiągnięcia za poświęcony jej czas.

godfire_4

Gwoździem programu jest system sterowania. Nie pamiętam już ile tytułów zdyskwalifikowałem ze względu na irytujące kontrolery. Tutaj wszystko jest tak jak powinno. Zarówno poruszanie się jak i system walki są na tyle intuicyjne i wygodne, że ani przez moment nie poczułem z ich powodu dyskomfortu. Ta cecha ma olbrzymi wpływ na grywalność. Ostatecznie lepiej być poirytowanym dziesiątą śmiercią z ręki Bossa niż kolejnym niezamierzonym ruchem. To co odrobinę mnie irytuje to fakt, że postać w trakcie walki jedynie kula się po obszarze, było by miło gdyby przemieszczał się też na swoich umięśnionych nogach. Rozumiem jednak, że wprowadzenie dodatkowego rodzaju ruchu niepotrzebnie skomplikowałoby sterowanie. Z tego względu łaskawie wybaczam twórcom ten brak ;) Świetną opcją jest również wprowadzenie śmiertelnego ciosu – czegoś na kształt znanego chyba wszystkim graczom z lat dziewięćdziesiątych Fatality. Odpowiedni przycisk pojawia się na moment i musimy wykazać się refleksem aby nasza postać wykonała kombinację kończących żywot przeciwnika ciosów.

godfire_5

Co mogę powiedzieć w podsumowaniu? Myślę, że już się domyślacie! Polecam Wam Godfire: Rise of Promotheus! z pełną odpowiedzialnością. Tak właśnie wyobrażam sobie przyszłość gier na iOS. Konsole z całą pewnością mogą poczuć oddech swoich mniejszych kolegów w postaci iUrządzeń na plecach. Zwłaszcza, kiedy za produkcję zabierają się takie firmy jak Vivid Games. Oczywiście znajdzie się kilka błędów i elementów, które można by poprawić jednak całokształt jest świetny.

Moja ocena: 4+/5

Aplikacja Godfire: Rise of Promotheus! jest dostępna za 4,49 € w App Store

Rozwiązywanie problemów z Pękiem kluczy w OS X

Moje ostatnie zabawy i konieczność zresetowania hasła spowodowały kolejny problem. Mianowicie nowe hasło było odmienne od tego, które zostało zapamiętane przez Pęk kluczy i jakakolwiek operacja próby zapamiętania nowych haseł kończyła się stosownym monitem o wprowadzenie hasła (starego), którego – po swoich beztroskich działaniach – nie znałem, a oczywiście nowe nie było akceptowane. Ba, znane są przypadki, że mimo stosowania przez użytkownika cały czas tego samego hasła, z nie wiadomych przyczyn przestaje być ono użyteczne…

Jeśli wykonacie operację resetowania hasła np. przy użyciu dysku instalacyjnego/funkcji odzyskiwania, prawdopodobnie doświadczycie podobnego problemu. Sytuacja taka może się również zdarzyć po dużej aktualizacji systemu OS X, np. z 10.8 do 10.9.

Niestety rozwiązanie tej kwestii spowoduje (jeśli nie pamiętamy pierwotnego hasła) utratę wszystkich danych zapisanych w Pęku kluczy. Oto lista kroków, które należy wykonać:

  1. W programie Dostęp do pęku kluczy wybierz opcję Preferencje z menu głównego.
  2. Kliknij przycisk Wyzeruj mój domyślny pęk kluczy, jeśli jest dostępny. Spowoduje to usunięcie pęku kluczy logowania i utworzenie nowego z podanym hasłem.
  3. Jeśli przycisk Wyzeruj mój domyślny pęk kluczy jest niedostępny, wybierz opcję Lista pęków kluczy z menu Edycja.
  4. Usuń pęk kluczy logowania.

Aby wykonać ostatni krok należy:

  1. Otworzyć Dostęp do pęku kluczy.
  2. Jeśli lista pęków kluczy nie została wyświetlona, wybrać Widok -> Pokaż pęki kluczy.
  3. Zaznaczyć pęk kluczy na liście.
  4. Wybrać Plik -> Usuń pęk kluczy (nazwa).

Jeśli chcemy usunąć także powiązane z pękiem kluczy pliki, klikamy w Usuń odwołania i pliki; w przeciwnym razie klikamy w Usuń odwołania. Usunięty pęk kluczy można przywrócić, np. gdy przypomnimy sobie stare hasło i odzyskać zachowane w nim rzeczy, wybierając Edycja -> Lista pęków kluczy i dodając go do listy.

keychain_01

Może się okazać, że pomimo wykonanych wyżej kroków nadal będziemy namolnie proszeni o podanie hasła do pęku kluczy zwanego Rzeczy lokalne. W takim wypadku trzeba sprawę rozwiązać „siłowo”, ale zgodnie z zaleceniami Apple:

  1. W Finderze wybierz kolejno opcje Idź -> Idź do katalogu (⇧⌘G).
  2. W wyświetlonym oknie wpisz następujący ciąg:

    ~/Biblioteki/Keychains/

  3. Kliknij przycisk OK.
  4. Poszukaj katalogu o nazwie podobnej do „8A302FA0-546C-5CF3-8FB1-64B370597BB5” (na każdym komputerze katalog ma unikatowy numer!).
  5. Przenieś ten katalog do Kosza.
  6. Uruchom ponownie komputer Mac.

Pamiętajcie, że zawsze warto w przypadku jakichkolwiek problemów z hasłami/Pękiem kluczy zacząć (o ile jest to możliwe) od zastosowania opcji Pierwsza pomoc pęku kluczy, dostępnej w głównym menu programu. Aby działania naprawcze przyniosły rezultaty, opcje dostępne w Preferencjach programu Dostęp do pęku kluczy (zakładka Pierwsza pomoc) powinny być „zaptaszkowane”.

Podane wyżej recepty są opisane w Apple Knowledge Base, w następujących dokumentach: HT1631, TS1544 (zerowanie hasła Pęku kluczy w starszych systemach OS X), TS5362, PH13823 i PH7296. Mam nadzieję, że zebrane w jednym miejscu, skrócą Wasze „męki”. Sam spędziłem trochę czasu nad znalezieniem rozwiązania, Wy nie musicie :) Życzę by Wam, drodzy czytelnicy, nie były zbyt często potrzebne.

Suplement:

Od czasu wprowadzenia przez Apple usługi synchronizacji „w chmurze” – iCloud, również nasze zapamiętane tam hasła mogą sprawiać problemy. Póki co, nie stanąłem przed takim problemem, ale na wszelki wypadek polecam lekturę informacyjno-pomocniczą:




Kolejny wzrost sprzedaży płyt winylowych

W styczniu tego roku pisałem na temat wielkiego powrotu płyt winylowych. Zainteresowani pewnie już zerknęli pod link, dla tych mniej zainteresowanych krótko i zwięźle tłumaczę, że w roku 2013 sprzedaż płyt winylowych wzrosła o 32% względem roku 2012. Zawsze z miłą chęcią przyglądam się tym statystykom ze względu na to, że jestem wielkim pasjonatem czarnej płyty i wszystkiego co z nią związane.

Z tym większą radością natrafiłem na informację która mówi, że w bieżącym roku sprzedaż wzrosła o 38% względem poprzedniego analogicznego okresu. Uważam, że to imponujący wynik, który potwierdza zwrot miłośników muzyki do stricte analogowego źródła. Poniżej możecie spojrzeć jak to rozkładało się na przestrzeni lat.

Vinyl Sale 2014

źródło: http://www.digitalmusicnews.com

Wszystko wskazuje na to, że winyle przeżywają swoją drugą młodość. Mam nieodparte wrażenie, że za kilka lat ze sklepów znikną płyty CD a cyfrowa muzyka przeniesie się tylko i wyłącznie do dystrybucji w sklepach takich jak iTunes oraz do usług streamingowych. Ci, którzy płyty kolekcjonują w formie fizycznej będą polować na czarne krążki, a ja zdecydowanie będę w tej grupie. A Ty szanowny czytelniku, jeżeli nie do końca rozumiesz tą fascynację analogiem to zapraszam Cię do mojego artykułu „Zobacz synku z takich płyt kiedyś słuchało się muzyki…”

Porthole – wyniki konkursu

Za nami drugi wakacyjny konkurs! Tym razem do zdobycia były trzy kupony rabatowe uprawniające do bezpłatnego zakupu licencji osobistej na program Porthole, służący do przekierowywania audio z komputera Mac na wiele głośników bezprzewodowych jednocześnie. Chętnych było więcej niż w przypadku wcześniejszego konkursu – komentarzy było 6

Zatem laureatami zostają:

  • @sq2frd
  • @LukaszCzekaj
  • @supach

Zgodnie ze stadardową procedurą, z wyróżnionymi osobami skontaktuję się przez wiadomość prywatną i po uzyskaniu adresów e-mail, wyślę im kody rabatowe oraz instrukcję postępowania w celu ich realizacji.

Jak zwykle, zapraszamy wszystkich do obserwowania nas na blogu, Twitterze oraz profilu facebookowym, a my ze swojej strony obiecujemy wiele atrakcji, rzetelnych informacji oraz porad związanych z platformami OS X / iOS (i nie tylko!).