Transloader dla OS X – KONKURS!

transloader_00

Kilkanaście dni temu opisywałem na applesauce ciekawe rozwiązanie pozwalające na zdalne pobieranie plików z sieci. Transloader działa na zasadzie nadajnika, którym jest aplikacja dla iOS (darmowa) oraz odbiornika – program dla OS X. Transloader dla Maca kosztuje sporo, bo €4,49 ale dzięki uprzejmości autora – Matthiasa GansrigleraEternal Storms Software mamy dla was trzy kody do zrealizowania w Mac App Store!

Zasady konkursu są takie same jak wcześniej, tj. aby wziąć udział należy:

  • polubić profil applesauce na Facebooku i/lub dodać konto @applesaucepl do obserwowanych na Twitterze,
  • w wybranej sieci społecznościowej zostawić poniższą informację z odnośnikiem do tego wpisu, a następnie w komentarzu podać miejsce i wkleić link do opublikowanej wiadomości.
  • treść informacji konkursowej:

Gram o licencję programu Transloader firmy Eternal Storms Software na blogu @applesaucepl – https://www.applesauce.pl/?p=6059 #konkurs

Konkurs trwa od dziś do piątku 29.08.2014, do godziny 23:59. Listę zwyciężców ogłosimy następnego dnia.

Wyciąganie obrazów, grafik oraz ikon z aplikacji dla OS X oraz iOS

Preview

Recenzując programy często po za zrzutami ekranowymi, w celu uzupełnienia i uatrakcyjnienia wpisu dodaję np. ikonę aplikacji, lub inny element graficzny związany z opisywanym produktem. Z idealną sytacją mam do czynienia, gdy autor udostępnia na swojej witrynie tzw. press kit. Zwykle jednak takich pomocy brak, a  wyszukiwarka obrazów Google, nie zawsze zwraca pliki w odpowiedniej jakości (przeźroczyste tło) czy rozdzielczości.

Myślę, że wiele osób wie o tym, że systemowy Podgląd umożliwia zobaczenie zawartości programu oraz ekstrakcję wybranego elementu graficznego.

image_extract_01

W przypadku aplikacji dla OS X sprawa jest trywialnie prosta – przeciągamy ikonkę interesującego nas programu na ikonę Podglądu (który rezyduje u mnie standardowo w Doku) i w tym ostatnim załączamy w menu Widok -> Miniaturki. Dzięki czemu po lewej stronie ujrzymy najprawdopodobniej wszystkie obiekty graficzne dostępne w aplikacji. Niektóre z nich są pogrupowane, dlatego warto taki zbiór rozwinąć klikając na trójkącik przed nazwą grupy (w poniższym przykładzie rozwinięta jest grupa Calculator.icns). Teraz już tylko zaznaczamy pożądaną grafikę i z menu kontekstowego wybieramy opcję Eksportuj jako… i w otwartym oknie dialogowym wskazujemy gdzie i pod jaką nazwą chcemy ją zapisać. Istotne jest tu wybranie formatu graficznego, np. PNG.

Do graficznych zasobów możemy dostać się też z poziomu Findera. Wystarczy, że zaznaczymy aplikację a z menu kontekstowego wybierzemy opcję:

image_extract_02

Teraz wchodzimy do folderu Resources (w tym przypadku dla aplikacji Kalkulator, pełna ścieżka wygląda tak: /Applications/Calculator.app/Contents/Resources)

image_extract_03

Niektóre programy w folderze Resources mogą mieć dodatkowe archiwa .zip z elementami graficznymi, więc warto najpierw skopiować je np. na Biurko (oczywiście dbając o to by nie zniknęły z inwigilowanej aplikacji :)). Ponadto możemy znaleźć tu czasem kolejną aplikację, np. w przypadku programu Keyboard Maestro będzie to Keyboard Maestro Engine.app – do którego też możemy zajrzeć (lub upuścić na ikonkę Podglądu).

Sam system operacyjny OS X zawiera sporo przydatnych elementów graficznych. Wiele z nich znajdziemy po wejściu do folderów Resources znajdujących się w następujących ścieżkach:

/System/Library/CoreServices/CoreTypes.bundle/Contents/Resources

oraz:

/System/Library/PrivateFrameworks/LoginUIKit.framework/Versions/A/Frameworks/LoginUICore.framework/Versions/A/Resources

Wystarczy, że z menu Idź w Finderze wybierzemy opcję Idź do katalogu… i wkleimy powyższe ścieżki.

Interesujące znaleziska czekają na nas również gdy zerkniemy w zawartość pakietu instalatora systemu:

image_extract_04

W przypadku appek dla mobilnego systemu Apple – iOS sytuacja nieco się różni. Gdy pobierzemy aplikację z App Store, trafia ona do folderu /Music/iTunes/iTunes Media/Mobile Applications w naszym katalogu domowym. Appki posiadają rozszerzenie .ipa ale tak naprawdę to zzipowane pakiety, dlatego wystarczy zmienić rozszerzenie na .zip i już możemy rozpakować zawartość. Dla odmiany znajdziemy tu folder o nazwie Payload, natomiast w nim znajduje się właściwy program z rozszerzeniem .app, do którego oczywiście możemy zajrzeć korzystając z opcji menu kontekstowego lub pomocy Podglądu.

image_extract_05

Zauważyliście zapewne w rozpakowanym archiwum plik o nazwie iTunesArtwork. Jak się zapewne domyślacie, jest to ikona aplikacji używana przez iTunes. Oczywiście iTunes zajmuje się zaokrąglaniem narożników, dodawaniem refleksu. Gdy temu plikowi dodacie rozszerzenie .jpg zobaczycie, że to właśnie materiał źródłowy ikony aplikacji!

image_extract_06

Gwoli ścisłości, iTunesArtwork to plik JFIF.

Pewnie ciekawi jesteście, czy sztuczka ze zmianą rozszerzenia zadziała z plikami z systemem iOS. Gdy aktualizujemy np. iPhone podpiętego kablem USB do komputera, program iTunes pobiera dedykowany narzemu urządzeniu plik z rozszerzeniem .ipsw. Standardowo zapisywany jest w folderze:

  • w OS X:

~/Library/iTunes/iPhone Software Updates

  • w Windows XP:

Documents and Settings\<Użytkownik>\Application Data\Apple Computer\iTunes\iPhone Software Updates

  • w Windows Vista/Windows 7:

Użytkownicy\<Użytkownik>\AppData\Roaming\Apple Computer\iTunes\iPhone Software Updates

W przypadku iPada oraz iPoda foldery mają odpowiednio różne nazwy: iPad Software Updates oraz iPod Software Updates.

Nie ma oczywiście problemu by zdobyć taki plik samemu – znajdziecie do w wielu miejscach w sieci. Zmiana rozszerzenia z .ipsw na .zip kolejny raz pomoże w zobaczeniu zawartości archiwum. Niestety na tym koniec naszych zabaw. W środku znajdują się m.in. zaszyfrowane obrazy DMG, tzw. rootfs. Niestety bez pomocy dodatkowych narzędzi i klucza nie dostaniemy się do ich „wnętrzności”.

Jeśli wasze wymagania są jeszcze większe, i chcielibyście wyciągnąć innego rodzaju dane z programów, lub np. wydobyć obrazy z dokumentu w formacie PDF polecam program File Juicer.

LogMeIn nadal darmowe dla użytkowników aplikacji Ignition!

logmein_logo

Przez wiele lat korzystałem z usługi LogMeIn zarówno do pracy jak i rozwiązywania problemów z komputerami moich znajomych. Przełknąłem bez problemu sytuację, kiedy ograniczono liczbę podłączonych do konta maszyn, jednak moment kiedy całkowicie odcięto wersję darmową usługi, a bardziej sposób w jaki to zrobiono nieźle mnie wkurzył. Tak naprawdę, nie można mieć żalu do firmy o to, że postanowiła zaprzestać udostępniania swojego, notabene rewelacyjnego, narzędzia za darmo. Jednak ja osobiście wydałem kilkanaście euro na aplikację LogMeIn Ignition, która w krótkim czasie miała stać się bezużyteczna. Oczywiście osób takich jak ja były setki, jeżeli nie tysiące.

Na forach firmy powstała całkiem zasadna grupa użytkowników, w tym moja skromna osoba, którzy nie zamierzali puścić płazem straty swoich pieniędzy na – wkrótce bezużyteczną – aplikację. Co się okazuje, warto było przedstawić swój głos niezadowolenia, ponieważ aktualnie wszyscy, którzy zakupili i korzystali z Ignition mogą dalej korzystać za darmo z dobrodziejstw LogMeIn! Oczywiście zostaliśmy odcięci od dostępu do podłączonych maszyn przy użyciu serwisu WWW, jednak z poziomu aplikacji dla iOS wszystko działa jak należy.

Być może Was zaskoczę, ale pierwszą rzeczą jaką musicie zrobić aby dalej korzystać z usługi to odinstalować z Waszych urządzeń Ignition. Nie jest już ona rozwijana i została w pełni zastąpiona przez aplikację, która nazywa się po prostu LogMeIn. Po jej zainstalowaniu wystarczy, że zalogujecie się do swojego konta i znów będziecie mieli dostęp do swoich zdalnych maszyn. Będziecie też mogli dodawać nowe za pomocą odpowiednio spreparowanego linku, który otrzymacie po wybraniu opcji zgodnie ze zrzutem ekranu poniżej.

LogMeIn

Musze przyznać, że jestem nad wyraz usatysfakcjonowany tym jak firma ostatecznie zdecydowała się rozwiązać kwestię użytkowników, którzy wydali na jej oprogramowanie nie małą kwotę. Ogólnie mało informacji na ten temat pojawiło się ze strony LogMeIn. Zapewne mają oni nadzieję, że większość osób nie pomyśli nawet o tym, że coś im się należy za to, że wcześniej kupili Ignition. Baza klientów się powiększy i wpływy wzrosną. Jeżeli jednak należycie, tak jak ja, do uprzywilejowanego grona to możecie się w pełni dalej cieszyć darmowym korzystaniem z LogMeIn, które w mojej opinii jest najlepszą usługą zdalnego dostępu na rynku. Osobiście z reguły muszę interweniować zdalnie w najmniej spodziewanym momencie, dlatego najczęściej wykorzystuję w tym celu iPhone’a. Z tego względu ograniczenie tylko do iOS w żaden sposób mnie nie ogranicza. Mam nadzieję, że Was również.

Emcee – nazwa odtwarzanego utworu w pasku menu

Emcee_Icon

Na co dzień korzystam z dwóch odtwarzaczy muzyki. Pierwszym z nich jest iTunes w którym przechowuję w wersji cyfrowej to, co fizycznie zgromadziłem na swoich półkach z płytami. Drugim jest Spotify, dzięki któremu mogę odsłuchiwać nowości i albumy wobec zakupu których się waham. Tak jak moją bibliotekę muzyki znam niemal na pamięć, tak często w Spotify uruchamiam funkcję radia i zdarza się, że nie potrafię ze słuchu odgadnąć wykonawcy czy nazwy utworu. W takich sytuacjach pomocą służy mi malutka aplikacja Emcee, którą chciałbym Wam dziś przybliżyć.

Emcee_Menu_Bar

Pewnie zastanawiacie się, po co mi dodatkowa aplikacja skoro mogę odpalić odtwarzacz i podejrzeć co aktualnie jest odtwarzane. Owszem, mogę, jednak w mojej opinii jest to mało ergonomiczne rozwiązanie. Jak zdążyliście już zauważyć staram się ignorować rozproszenia odrywające mnie od codziennej pracy. Z tego względu uważam za znacznie wygodniejsze to, co oferuje aplikacja Emcee. Umieszcza ona w górnym pasku menu krótką informację o wykonawcy i nazwie utworu. Autor zapewnił wsparcie dla iTunes i Spotify co w moim przypadku jest idealną i wystarczającą kombinacją. Wśród oferowanych, po rozwinięciu menu aplikacji, opcji otrzymujemy możliwość skopiowania do schowka wyświetlanych informacji, wyszukanie ich przy użyciu Google oraz możliwość uruchamiania aplikacji wraz ze startem systemu.

Jestem zwolennikiem jak najmniejszej ilości ikon na górnym pasku menu w czego uzyskaniu od dawna pomaga mi aplikacja Bartender. Muszę jednak stwierdzić, że informacje o aktualnie odtwarzanej muzyce w formie jaką prezentuje Emcee jest dla mnie do przyjęcia i nie burzy mojego poczucia estetyki.

Jeżeli tak jak ja czasami chcecie szybko podejrzeć, co aktualnie płynie z głośników podłączonych do Waszego Maca to jest to aplikacja dla Was. Serdecznie polecam.

Aplikację Emcee znajdziecie w AppStore w cenie 0,99 €.


AKTUALIZACJA

Niestety ze względy na zmiany wprowadzone przez Spotify, aktualnie oprogramowanie nie działa z tą usługą. Wyświetla jedynie utwory z iTunes.

Zdalny pulpit Mac/PC na iUrządzeniach – Edovia Screens for iOS

edovia-tractor

Od wielu lat jestem zadowolonym użytkownikiem rozwiązania pozwalającego na zdalny dostęp do biurka komputera – LogMeIn. Niestety jakiś czas temu firma zdecydowała zrezygnować z wersji darmowej LogMeIn Free, która mimo swoich ograniczeń pozwalała w zupełności na realizację moich oczekiwań w kwestii zdalnego dostępu. Ostatnie pół roku dzięki wspaniałomyślności deweloperów, jako nabywca appki LogMeIn Ignition dla iOS (niedostępna już w App Store) mogłem korzystać z usługi w pełnym zakresie. Niestety ten okres właśnie mija, a ja już wcześniej postanowiłem poszukać rozwiązania alternatywnego. Sytuacja z LogMeIn nie jest jednak beznadziejna ani do końca spisana na straty, ale o tym dowiecie się wkrótce od Kuby.

Osobiście mam doświadczenia z aplikacjami Splashtop Remote Desktop, TeamViewer czy VNC Viewer, ale korzystając z okazji – promocji – nabyłem jeszcze inny produkt. Screens, bo nim dziś będzie mowa.

Najważniejszymi zaletami LogMeIn były: możliwość pracy w zasadzie w dowolnej przeglądarce na komputerze (lub dedykowanej aplikacji), brak konieczności dokonywania jakichkolwiek ustawień na routerach w sieci, stosunkowo wysoka szybkość działania nawet na słabych łączach, kopiowanie plików i zawartości schowka pomiędzy odległymi urządzeniami, przekazywanie zarówno obrazu jak i dźwięku, oraz możliwość zdalnego dostępu do komputera, na którym żaden użytkownik jeszcze się nie zalogował. Zwłaszcza ta ostatnia cecha jest dla mnie kluczowa, bo gdy komputer jest w jakiejś lokalizacji wystarczy poprosić kogoś o włączenie, a nie dodatkowo o zalogowanie – co wiązałoby się z ujawnieniem hasła.

screens_01
Screens w postaci klienta występuje w wersjach dla iOS oraz dla OS X. Natomiast dostęp możliwy jest do komputerów Mac, PC z Windowsem oraz PC z Linuksem. Konfiguracja Maków umożliwiająca połączenie z np. iPhone jest wręcz trywialnie prosta: w Preferencjach systemowych -> Udostępnianie zaznaczamy Współdzielenie ekranu lub – jeśli chcemy zestawić połączenie szyfrowane: Zdalne logowanie. Trzecia możliwość to zaznaczenie opcji Zdalne zarządzanie (która automatycznie aktywuje Współdzielenie ekranu). Oczywiście w każdym przypadku możemy, a nawet musimy określić kto ma uprawnienia do takiego dostępu, a w przypadku Zdalnego zarządzania – wybrać, co konkretnie zdalny użytkownik może zrobić (obserwacja, pełna kontrola, kopiowanie, chat, ponowne uruchomienie/wyłączenie komputera i inne).

screens_02

Należy też pamiętać o tym, by systemowa zapora sieciowa (o ile jest załączona) zezwalała na połączenia przychodzące dla tych usług.

To wszystko wystarczy, jeśli potrzebujemy zdalny dostęp w sieci lokalnej. Do umożliwienia dostępu z Internetu potrzeba trochę więcej zachodu i dostępne są (nie dla wszystkich jednak) dwie opcje – Screens Connect (również dla PC z Windows) oraz ręczna konfiguracja.

Instalacja Screens Connect jest szybka i bezbolesna. Rezultatem jest nowy panel w Preferencjach systemowych, a interakcja użytkownika sprowadza się do stworzenia Screens ID i wprowadzania tych danych (ID/Hasło) w odpowiednich miejscach panelu.

screens_04W przypadku PC, instalator Screens Connect dodaje programy (serwery) TightVNC i freeSSHd (jeśli nie zainstalowaliśmy ich lub odpowiedników wcześniej). Są one wymagane do zestawienia zdalnego połączenia.

Konfiguracja ręczna to kilka kroków i warto tu dodać, że jeśli nie dysponujemy stałym adresem IP (od czego zwalnia nas Screens ID), warto skorzystać z usługi darmowego DDNS, np. w sposób opisany tutaj.

Kolejne etapy manualnego dostosowania Maca to:

  • statyczne zaadresowanie komputera, do którego chcemy się łączyć (Preferencje systemowe -> Sieć i tu wybieramy dla Konfiguruj IPv4 – używając DHCP z ręcznie przydzielanym adresem,
  • dodanie odwzorowania portów TCP i UDP o numerach 3283, 5900 na prywatny adres IP naszego komputera w sieci lokalnej (W przypadku routerów Apple korzystamy z Narzędzia AirPort, w którym edytując konfigurację stacji bazowej wchodzimy w ustawienia Sieć a następnie dodajemy wpis w sekcji Ustawienia portu – z menu rozwijanego wybieramy Apple Remote Desktop i tylko modyfikujemy adres IP).

screens_03

Możemy tu uznać, że nasz Mac jest gotowy do przyjęcia gościa z zewnątrz. Teraz dochodzimy wreszcie do sedna i zajmiemy się klientem Screens dla iOS.

screens_05

Dodawanie komputerów w aplikacji Screens na iOS działa automagicznie dzięki usłudze Bonjour, pod warunkiem, że na wszystkich zdalnych komputerach zainstalowaliśmy Screens Connect. Wykrywanie działa zarówno w sieci lokalnej jak i przez Internet!

screens_06

W sytuacji gdy zdalny komputer konfigurowaliśmy ręcznie i wszystkie ustawienia zostały poprawnie wprowadzone, w appce Screens dodajemy urządzenie również manualnie, wypełniając odpowiednie pola rzeczywistymi danymi. W polu adres wprowadzamy nasze zewnętrzne IP lub globalną nazwę hosta, którą uzyskujemy po skonfigurowaniu konta np. w serwisie no-ip.com.

screens_08

Z tego co zauważyłem to ew. problemy z wykrywaniem komputerów występują w przypadku złych wpisów i reguł w Zaporze sieciowej. Dlatego warto zanim zaczniemy obwiniać i rekonfigurować router, sprawdzić czy właśnie tam nie zaczaił się błąd – pomimo że Screens Connect będzie sygnalizować kłopot z mapowaniem portów.

Zdalny pulpit w Screens obsługujemy gestami, tzn. powiększanie/zmniejszanie – „szczypaniem”, przewijanie zawartości okna – przesuwaniem dwoma palcami, lewy przycisk myszki – tapnięciem jednym palcem, prawy przycisk myszki – tapnięciem dwoma palcami, itd. Oczywiście działa też przeciąganie okien i zaznaczanie tekstu, wywołanie Mission Control czy wyświetlanie wszystkich okien aktywnej aplikacji (tak jak na Magic Trackpad).

Na dole ekranu znajdziemy przewijalny pasek skrótów z ikonkami:

  • wysuwanej klawiatury,
  • przycisku akcji, pozwalającego m.in. na: zamknięcie połączenia, przełączenie w tryb podglądu, włączenie trybu gładzika, zrobienie zrzutu ekranu i przesłanie zawartości schowka,
  • klawiszy kursora: Góra, Dół, Prawo, Lewo,
  • klawiszy przewijania strony: W górę, W dół, Na początek, Na koniec,
  • klawiszy specjalnych: Escape, Tabulator, Control, Shift, Alt (Opcja) i Command (lub Windows w przypadku PC),
  • operacji takich jak: Kopiuj, Wklej, Wytnij, Cofnij, Przywróć, Zaznacz wszystko, Zamknij okno, Minimalizuj okno, Zakończ, Spotlight, Wyloguj oraz klawisze funkcyjne.

screens_07

W preferencjach każdego komputera do którego się łączymy, możemy m.in. wybrać jakość obrazu poprzez określenie ilości wyświetlanych kolorów (tysiące lub miliony), metodę autentykacji, domyślny tryb pracy po włączeniu (pełen ekran, tryb kontroli lub podglądu).

screens_10

Da się nawet określić zachowanie po rozłączeniu (np. wylogowanie użytkownika, umieszczenie kursora w wybranym narożniku – co sprawdza się gdy mamy je uaktywnione w Mission Control, czy wyświetlenie okna pozwalającego na administrowanie systemem Windows – Ctrl+Alt+Del). Co więcej, jeśli mamy więcej niż jeden monitor podłączony do komputera, Screens może zapamiętać wybrany wyświetlacz!

screens_09

Screens wspiera klawiatury fizyczne sparowane z iUrządzeniem poprzez Bluetooth (choć w tym wypadku nie będą działać klawisze funkcyjne F1-F12).

Miłą rzeczą jest również wsparcie dla klonowania AirPlay, dzięki czemu biurko zdalnego komputera możemy wyświetlić np. na telewizorze podpiętym do Apple TV. Oczywiście filmu w ten sposób obejrzeć się nie da, ale zdjęcie, interfejs aplikacji, itp. jak najbardziej. Choć tu akurat widać, że coś nie jest dopracowane jak należy, bo podczas przewijania zawartości ekranu zdalnego hosta pojawiają się artefakty, tak jak by występował problem z odświeżaniem/buforowaniem obrazu. I niestety jak się pojawią to już nie chcą zniknąć :/

Z poziomu appki możemy dwukierunkowo obsługiwać schowek z tym, że od Screens do komputera przesyłać można wyłącznie tekst (trafia bezpośrednio do pola tekstowego lub otwartego dokumentu), natomiast w drugą stronę zależnie od systemu operacyjnego komputera możemy odebrać:

  • czysty tekst (Windows, Linux),
  • czysty tekst, obrazy z aplikacji Podgląd, edytora graficznego lub przeglądarki WWW, łącza URL oraz nazwy zaznaczonych plików (OS X).

Sporą zaletą jest możliwość synchronizacji ustawień w programie (łącznie z dodanymi profilami zdalnych komputerów) za pomocą iCloud lub Dropboksa. Dzięki temu jeśli skonfigurujemy wszystko np. na iPhone to po uruchomieniu Screens na iPadzie wszystko będzie wyglądać i działać tak samo.

Tak naprawdę dostępnych w programie opcji jest tak dużo, że aby każdą opisać wpis ten byłby o wiele dłuższy a myślę, że każdy z was lubi odkrywać nowe i przydatne funkcje sam, więc nie będę psuć zabawy :)

Screens for iOS to program genialny i nie dziwię się czemu jest taki drogi. To zdecydowanie najlepszy klient VNC dostępny na mobilnej platformie Apple. Ja jestem zadowolony z wyboru Screens jako następcy / zastępcy LogMeIn choć uczciwie przyznam, brakuje mi w tym rozwiązaniu trochę większej szybkości odświeżania (zwłaszcza gdy korzystam z połączenia via 3G), transferu plików oraz przekazywania dźwięku ze zdalnego komputera. To ostatnie to nie ograniczenie Screens, a samego protokołu VNC niestety… Jako, że często – z racji wygody – wykorzystywałem LogMeIn z poziomu komputera, rozważam również zakup Screens for Mac, o ile uda się upolować jakąś sensowną promocję, bo prawie €30,00 w Mac App Store to dla mnie zaporowa cena. Po za tym przydałaby się też wersja dla Windowsa…

Powyższy artykuł nie jest podręcznikiem prowadzącym użytkownika za rękę, więc jeśli podczas konfiguracji Screens napotkacie jakiekolwiek problemy polecam zaczerpnąć wiedzy u źródła. Firma Edovia udostępnia przewodniki do swoich produktów oraz dział wsparcia m.in. z odpowiedziami na najczęściej zadawane pytania. Co prawda po angielsku, ale ze sporą ilością obrazków, więc nawet nie poligloci dadzą sobie radę ;)

Bonjour Sleep Proxy – szybkie wybudzanie urządzeń Apple

Bonjour

Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe, że urządzenia udostępniające usługę AirPlay są zawsze dostępne w sieci? Niezależnie czy są uśpione czy nie, nasz iPhone, iPad czy Mac doskonale wiedzą o ich istnieniu bezpośrednio po podłączeniu do nowej sieci. Czyżby cały czas rozgłaszały one swoją obecność? Nie, to byłoby nie zgodne z filozofią oszczędzania energii, której bardzo mocno hołduje Apple. Rozwiązanie tej zagadki nosi nazwę Bonjour Sleep Proxy.

O Bonjour, implementacji standardu Zero Configuration Networking w wykonaniu Apple, jako podstawowym protokole zapewniającym łączność pomiędzy usługami wykorzystywanymi przez iOS czy OS X na pewno wiecie. Jest on wymagany do prawidłowej współpracy między urządzeniami Apple i często instalowany nawet na komputerach z systemem Windows wraz z iTunes czy iCloud. Czym jest więc wspomniane Bonjour Sleep Proxy? Jest komponentem tego protokołu, który aktywuje się na obsługujących go sprzętach. Ma on za zadanie przechowywać informacje o uśpionych w naszej sieci urządzeniach. Zapewnia to stałe źródło informacji na temat tego, które z nich są gotowe do pracy jednak zostały uśpione i czekają na sygnał do wybudzenia. Kiedy postanowimy z nich skorzystać, proxy przekazuje tak zwany Magic Packet powodujący wybudzenie wymaganego komponentu naszej sieci. Po tym oczywiście komunikacja następuje według standardowych procedur. Po zakończeniu swojej pracy, bezpośrednio przed przejściem w tryb uśpienia, urządzenie rejestruje się w Bonjour Sleep Proxy, jako dostępny uśpiony sprzęt. Nic więc nie stoi na przeszkodzie aby ponownie informować o jego obecności pozostałe urządzenia i dawać im możliwość szybkiego wybudzenia w razie potrzeby.

Jak widzicie, Bonjour Sleep Proxy to cichy bohater w Waszym domu. Usługa ta zapewnia szybkie wybudzanie uśpionych urządzeń co owocuje komfortem ich wykorzystania na co dzień. Dodatkowo powoduje, że usypianie urządzeń jest bardziej zasadne, a co za tym idzie pozwala na dodatkową oszczędność energii. Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy to musicie uruchomić pilotem uśpione Apple TV aby móc wysłać do niego muzykę, czy wideo przy użyciu AirPlay? Ja też nie!

Jeżeli jesteście zainteresowani technologią Wake On Lan to serdecznie zapraszam Was również do pozostałych artykułów na ten temat na łamach applesauce:

Pobudka na odległość, czyli Wake On LAN w praktyce

Pobudka na odległość, czyli Wake On LAN w praktyce – suplement

Automatyczne dodawanie tekstów utworów do biblioteki iTunes

iTunes Icon

iTunes to w moim przypadku biblioteka muzyki, którą posiadam na fizycznie w swojej kolekcji. Zgrywam na bieżąco świeżo zakupione albumy, lub w przypadku winyli organizuję sobie wersję cyfrową w inny sposób. Dzięki temu zawsze mam przy sobie dostęp do każdej z zebranych płyt.

Uznaję siebie za kolekcjonera muzyki, więc nie muszę Wam tłumaczyć jak ważne jest dla mnie odpowiednie opisanie zbiorów. Nie dopuszczam sytuacji kiedy Tagi danego utworu są niepełne lub błędnie uzupełnione. Jak zapewne zauważyliście, a może i nie, wśród wspomnianych Tagów istnieje możliwość uzupełnienia tekstu utworu. Nie ukrywajmy, że ich uzupełnienie metodą „ręczną” to raczej katorga. Na szczęście możemy to zautomatyzować przy użycia prostego narzędzia, którym jest Get Lyrical.

Get_Lyrical

Aplikacja jest nad wyraz prosta, wystarczy pobrać ją ze strony dewelopera i uruchomić. Do dyspozycji otrzymujemy trzy opcje. Tag Selection to opcja, która spowoduje uzupełnienie tekstów dla utworów, które zaznaczyliśmy w naszym iTunes. Tag Current jak sama nazwa wskazuje, uzupełnia tekst aktualnie odtwarzanej piosenki. Active Tagging na bieżąco pobiera i uzupełnia teksty dla odtwarzanej przez nas przy użyciu iTunes muzyki. Przyjemnie i skutecznie.

Jeżeli podobnie jak ja lubicie mieć pełną informację na temat swojej muzyki w Tagach to nic w tej chwili nie stoi na przeszkodzie aby wzbogacić je o teksty piosenek. Smacznego!

Aplikację Get Lyrical możecie pobrać ze strony dewelopera.

Legendarni Sadownicy – wywiad z Adamem Sikorskim

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ten artykuł będzie – mam nadzieję – zaczątkiem dłuższego cyklu. Cyklu, w którym osoby może niekoniecznie wam znane, będą dzielić się wspomnieniami z dawnych czasów, które nierozerwalnie były powiązane z Apple. Wypowiedzą się na wiele różnych kwestii: Dlaczego Mac? Jak platforma Apple usprawnia moją pracę? Jak się odnajdują we współczesnym jabłkowym świecie? I wiele, wiele innych. Zapraszamy!

Marek Telecki (MT): Witaj Adamie.

Adam Sikorski (AS): Witaj.

MT: Jesteś osobą, która na rynku Apple w Polsce działa od bardzo długiego czasu, prawda?

AS: Z tego co pamiętam, zanim ja usiadłem do Maków w Polsce było kilka osób, dosłownie kilka: Kuba Tatarkiewicz, Bogdan Jędrzejczyk, Czesiu Niemen i może ktoś tam jeszcze, którzy pracowali na tych komputerach w ogóle. Natomiast był taki moment, 1990 rok gdzie komputery te miały trafić do sprzedaży masowej. Więc to naprawdę zamierzchłe czasy i można powiedzieć, że od tych pierwszych sprzedawanych kartonów moja przygoda z Makami się zaczęła.

MT: Właśnie, jak wyglądało Twoje pierwsze zetknięcie z komputerami Apple?

AS: To bardzo ciekawa historia jest, ponieważ po studiach pracowałem w pewnej firmie, gdzie kolega zaproponował mi żebyśmy zrobili taką prywatną szkolę komputerową. Przygotowaliśmy lokal, wszystko fajnie, zwolniłem się z etatu po czym okazało się, że ten lokal znajduje się w miejscu gdzie miasto podniosło czynsz 2-3 razy i musieliśmy zrezygnować. Ja zostałem bez pracy i zacząłem szukać, rozpytywać po ludziach. Kolega, Wiktor Żwikiewicz (który zresztą później robił wiele rzeczy graficznie na Makach), którego znałem z klubu fantastyki zadzwonił do mnie z informacją “Szukamy kogoś, kto się zajmował komputerami wcześniej. Coś wiesz o Makach?” – “nie mam pojęcia co to jest w ogóle” – odpowiedziałem. “A postscript?” – “no o postscripcie coś tam słyszałem”. Poszedłem więc na spotkanie, okazało się że mój były nauczyciel (niecałe dwa lata starszy ode mnie) Grzegorz Grosskreutz mnie przyjmował wtedy, zadał serię pytań, na które pisemnie musiałem odpowiedzieć. Odnośnie wspomnianego postscriptu to ciekawe były odpowiedzi innych kandydatów, np. “postcript to jest taki system sterowania myszką” [śmiech]. Byłem więc jedyną osobą, która coś w tym temacie wie, więc z klucza mnie wzięli, a ja nic nie wiedziałem o Makach… To był gdzieś październik, listopad 1990 roku.

MT: Czy później rozwinięciem idei, która przyświecała tamtym osobom był Madland?

AS: Tak, tzn. taką ideę fix aby wprowadzić Maki do Polski miał Bogdan Jędrzejczyk, człowiek który wcześniej sporo jeździł po świecie i miał do czynienia z tymi komputerami. I chciał na bazie biznesu, który prowadził w Polsce stworzyć przedstawicielstwo Apple. To był w zasadzie początek choć zaczynaliśmy od takich rzeczy jak naświetlarki, które z Makami działały mieliśmy małe studio graficzne, ale w zamyśle było to wszystko po to byśmy się z tym sprzętem oswoili i ostatecznie mogli stanowić wsparcie zaplecza biznesowego tego przedstawicielstwa, które miało powstać.

MT: Czy w tym czasie obowiązywał jeszcze COCOM? Potrzebne były zezwolenia na ten sprzęt?

AS: Tak, choć nie na wszystkie urządzenia. Pierwszy komputer jaki bardzo dobrze pamiętam, na którym pracowałem, Macintosh IIfx musiał mieć specjalne pozwolenie COCOMu właśnie i musiała być jawna informacja gdzie on stoi.

MT: Czyli sprzęt, na którym pracowaliście był nabyty oficjalnymi kanałami?

AS: Tak, tak! To było wszystko załatwiane oficjalnie. Były rozmowy z Apple o przedstawicielstwie, zresztą uwieńczone sukcesem, bo to przedstawicielstwo powstało później, w roku 1991. Nie była więc to szara strefa, prywatna inicjatywa tylko normalny biznes, który miał funkcjonować.

MT: Czy ta Wasza pierwsza firma nazywała się Madland?

AS: Nie, to zresztą też długa historia, ponieważ pierwszy pomysł na nazwę firmy to było Jabłko. Już mieliśmy wizytówki z taką nazwą ale się okazało, że dla amerykanów jest to zbyt dosłowne tłumaczenie Apple i oni nie pozwalają na to. No i powstał Sad jako centrala, natomiast Madland był pierwszym detalicznym sprzedawcą. Sad był partnerem biznesowym Apple czyli IMC (Independent Marketing Center) a Madland VAR (Value Added Reseller). Sad prowadził sam tylko duże kontrakty, np. dla szkół, centralne rzeczy.

Madland

MT: Czy od samego początku było tak, że Sad był w Warszawie a Madland w Bydgoszczy, czy obie firmy były najpierw w Bydgoszczy?

AS: Nie, nie tak. Najpierw było przywiezionych do Bydgoszczy kilka komputerów przeznaczonych do nauki i zapoznania się. Od spraw technicznych, postscriptu, programów byłe w zasadzie tylko ja. Grzegorz Grosskreutz zajmował się innymi rzeczami, jak bazy danych. W naszym małym studio graficznym przygotowaliśmy kilkanaście projektów w oparciu o ten sprzęt makowy już (pierwszy raz wtedy widziałem skaner [śmiech]). Była naświetlarka, drukarka laserowa, którą we trzech się nosiło bo nie była taka leciutka. I to był taki przyczółek by się tego sprzętu nauczyć. Jednocześnie były prowadzone rozmowy z Applem i gdy udało się je sfinalizować zapadła decyzja, że w Warszawie powstanie centrala, studio w Bydgoszczy nadal będzie funkcjonować jako osobny organizm. Przy czym całe to zaplecze studia przez pierwsze miesiące siedziało w stolicy i pomagało zorganizować i uruchomić to przedstawicielstwo. Natomiast Madland powstał później, po ustanowieniu przedstawicielstwa, gdzieś w drugiej połowie 1991 roku.

MT: Jak się zatem nazywało to studio?

AS: Studio najpierw nazywało się MadMac potem ktoś uznał, że Apple znów może się czepiać słowa “Mac” w nazwie, ktoś inny więc wymyślił MadPear (Szalona Gruszka) ale się nie przyjęło i został na końcu Madland. I cztery lata firma pod taką nazwą funkcjonowała. Czyli firma Madland miała studio graficzne (i mały oddział handlowy) pod tą samą nazwą w Bydgoszczy, oraz główny, duży oddział handlowy w Warszawie. Później jeszcze powstał mały oddział handlowy w Poznaniu.

MT: Czy Twoja współpraca w Sadzie ograniczała się do tego okresu “rozruchowego” a główne działania prowadziłeś w Madlandzie?

AS: Ja miałem stosunkowo niewielkie kontakty w Sadzie, później – pamiętam – była akcja, zestaw specjalny dla prawników i myśmy z Piotrem Wesołowski wtedy się zadeklarowali, że możemy prowadzić tę sprawę i to był taki większy bezpośredni kontakt z Sadem. Był kontrakt między Sadem a naszą firmą, którą już wtedy wspólnie prowadziliśmy (S.O.S. s.c.). Generalnie, co było potrzeba to Sad zlecał Madlandowi, no a tutaj w Madlandzie to już sobie dzieliliśmy pracę, bo już tych ludzi technicznych potem było coraz więcej.

MT: O ile dobrze pamiętam, byłeś odpowiedzialny za makową wersję programu SuperMemo?

AS: A tak, rzeczywiście, ale to już dużo później. Bardzo prężnie działająca w swoim czasie firma SuperMemo World chciała wydać wersję na Maka i już nie pamiętam czy oni się do nas zwrócili czy ja do nich, czy ktoś inny. W każdym bądź razie padło na to, że możemy taki projekt zrobić. Było to chyba 1995 rok, w zasadzie końcówka firmy Madland, która zniknęła bodajże w 1996 roku. A w 1995 roku my, tzn. ja z Piotrem Wesołowskim, byli pracownicy Madlandu, założyliśmy własną firmę, która się nazywała S.O.S., i część spraw madlandowych, w tym wersję makową SuperMemo przejęliśmy. I rzeczywiście ja ten program pisałem od początku, chociaż szczerze mówiąc no to była trochę partyzantka. Ludzi, którzy pisali na Maka w Polsce można było wtedy na palcach jednej ręki policzyć. To była taka samoróbka, bo sam się wszystkiego uczyłem i nie można powiedzieć by to był jakiś bardzo profesjonalny program. Był, działał, robił to co trzeba rzeczywiście, nauka była, ale w żadnym stopniu dziś nie byłbym z tego programu zadowolony. Wszystko w zasadzie do poprawki, co tam zrobiłem się kwalifikuje [śmiech]. Jako ciekawostkę dodam, że logo tego programu stanowiło nadgryzione serduszko, stylizowane na jabłko Apple.

SuperMemo

MT: Kwestia wprowadzenia Maków na polski rynek, jak przypominasz sobie, co stanowiło największy problem? Czy obwarowania COCOM czy jakieś inne?

AS: Powiem tak, ja mało pracowałem przy tym od strony handlowej, głównie od strony technicznej więc największą barierą była nieznajomość platformy, zresztą do dzisiaj jest. Jest oczywiście lepiej, bo są iPhone’y, ale i tak z tego co widzę system operacyjny jako taki jest bardzo słabo znany ludziom, mówią – “a ty masz jakieś dziwne windowsy”. Wtedy to w ogóle była masakra pod tym względem, bo nikt nie wiedział. Tam był DOS i koniec i właściwie tylko to się liczyło, Maki to był zupełnie inny świat i naprawdę niewielka grupa ludzi wiedziała cokolwiek. Głównie były to osoby, które wcześniej pracowały na stacjach Silicon Graphics, nawet wiem że robiliśmy pokazy w Gdańsku na Akademii Sztuk Pięknych zdaje się czy podobnym wydziale. Czyli głównym problemem było to, że trzeba było ludziom wytłumaczyć co to w ogóle jest. Tak więc była tutaj duża praca do zrobienia w sensie edukacyjnym powiedzmy, żeby ten rynek powstał dopiero.

MT: Mac był pierwszym komputerem ze spolszczonym systemem operacyjnym, tak?

AS: Tak, wejście Maka do Polski było od zera robione z takim bardzo profesjonalnym podejściem. Pamiętam jak dziś, gdy Bogdan Jędrzejczyk pokazywał nam po podpisaniu wstępnych porozumień z Apple: “Proszę bardzo, tu macie plan jak co wprowadzamy”. Jaka jest ścieżka krytyczna, które działania trzeba wykonać najpierw, które potem, jak lokalizacja będzie przebiegała, ilu ludzi potrzeba – to wszystko mieliśmy rozpisane. W momencie, kiedy Apple zdecydował się tutaj wejść, był komplet dokumentacji potrzebnej do spolszczenia systemu. Jedną z osób, które wykonywały tłumaczenie był właśnie Grzegorz Grosskreutz, prowadził też nad tym nadzór. O, ciekawostka a’propos tłumaczenia: router pierwotnie jak po polsku się nazywał? Dróżnik [śmiech]. Szukano takich bardzo polskich wyrazów, nie zawsze to się dobrze udawało…

MT: Czy właśnie to, że system był po polsku pomogło w popularyzacji komputerów Apple?

AS: Tak, to bardzo pomogło, to wielu ludzi przekonywało. Niestety prawda jest taka, sam system to niewiele, spolszczone muszą być też programy. Na systemie, fajnie, można nauczyć się obsługi komputera, ale na tym się nie popracuje. Musi być edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny, itd. I to się troszkę później urodziło, jednym z takich pierwszych pakietów był Great Works, też całkowicie po polsku, z grubym podręcznikiem po polsku. Teraz to nie wydaje się takie niezwykłe, ale wtedy to było naprawdę wyjątkowe ponieważ rzadko w Polsce kupowano legalnie oprogramowanie, najczęściej były kopiowane, natomiast podręczniki do tych programów tłumaczył pan Bielecki, który tak naprawdę tłumaczył podręczniki wydawane przez inne firmy. Kwestia praw autorskich nie funkcjonowała tak jak dziś, więc program zdobywało się jak kto mógł, a podręcznik był tłumaczony i wydawany przez niezależne wydawnictwa. Tutaj nie było takiej partyzantki ponieważ wszystko było robione profesjonalnie, producent dawał pełne materiały, przedstawiciel miał obowiązek zrobić lokalizację systemu, programów, podręczników. My jeszcze później różne książki dotyczące Maków pisaliśmy po kawałku, każdy jakiś rozdział dodawał od siebie.

MT: Miałeś też epizod z tworzenie programów dla iPhone.

AS: A tak, miałem ale to już dużo później, zresztą o tym doskonale wiesz, bo żeśmy to razem robili [śmiech].

PSiP2

MT: Ja znam przyczyny dlaczego zaniechałeś tego, natomiast czy rozważasz powrót do tematu – biorąc pod uwagę np. Swift, zaprezentowany przez Apple na WWDC?

AS: Powiem tak, gdybym miał nowo wybierać ścieżkę zawodową to na pewno chciałbym być programistą, bo to jest to co bardzo lubię robić. Natomiast od czasów, kiedy byłem dobrym programistą (czyli początek lat 90-tych) tyle rzeczy się zmieniło a ja w tym nie uczestniczyłem, nie miałem na bieżąco tej wiedzy uzupełnianej i w tej chwili nie byłbym absolutnie w stanie tego dobrze zrobić. To właśnie spowodowało, że zarzuciłem pisanie na iPhone, bo wymagało to jeszcze wiele nauki ode mnie. Poświęciłem mniej więcej półtora roku nauki aby opanować to na tyle by udało się te programy stworzyć – coś tam się udało jak wiesz. Wydaje mi się że to dużo za mało jeszcze…

MT: W tej chwili zajmujesz się zupełnie czym innym, ale do tej pory pozostałeś wierny platformie, tak?

AS: Tak, w zasadzie od kiedy pierwszy raz zasiadłem przed Macintoshem, to do dziś wykonuję wszystkie prace tylko na Makach. Mam gdzieś jakiegoś peceta w domu, ale tylko z uwagi na kilka aplikacji, występujących tylko na platformę Windows (ZUSowskie, itp.) i niektóre gry, które nie ukazały się na Maka. Ilość oprogramowania na PC ciągle jest większa niż na Maki, choć to już tak nie boli.

MT: Chyba sporo masz tych Maków i to z różnych epok?

AS: Jeśli policzyć wszystkie łącznie z tymi, które teściom postawiłem, to na pewno kilkanaście. Aktualnie aktywnie działających jest sześć. Od G4-ki, której używam, bo mam Photoshopa na PPC do Maca mini na Intelu (jeden z pierwszych modeli).

MT: A jeśli chodzi o urządzenia pracujące pod iOS?

AS: Tylko iPhone. Był jeszcze iPod touch, ale to też zabawna historia bo najpierw miałem zupełnie pierwszą wersją iPoda, biały klasyczny (ze złączem FireWire) , i używałem go bardzo często jako dysk zewnętrzny. Bardzo sobie to rozwiązanie chwaliłem. Dysk jak dysk, 1.8” zdaje się, po kilku latach zaczął niedomagać. Więc stwierdziłem, że sobie kupię nowszą wersję iPoda i się zdziwiłem, że w tak samo prosty sposób nie dało się go używać jako dysku przenośnego. Po około dwóch miesiącach walki trafił do szuflady, ale w końcu znalazł bardzo dobre zastosowanie, ponieważ mój teść, który jest połowicznie sparaliżowany dostał go kiedyś ode mnie tak, do obejrzenia. I jak go dostał do ręki to nie wypuścił do dzisiaj, po prostu jedną ręką sobie bardzo dobrze radzi z tym urządzeniem, obsługuje cały czas. Dziś ma co prawda nowszą wersję, ale ten sam mechanizm. Zatem iPod touch znalazł sobie u nas w domu zupełnie inne miejsce niż było planowane.

MT: To, że wtedy nie udało się podłączyć dysku iPoda touch do komputera było zdaje się wynikiem tego, że nie było jeszcze sklepu App Store, a co za tym idzie, oprogramowania pozwalającego na taki manewr.

AS: Tak, ale nawet dziś nie da się chyba uruchomić Maka z dysku iPoda. Przynajmniej ja nie znam takiej możliwości. A tego pierwszego iPoda właśnie w ten sposób między innymi używałem, miałem awaryjny (ratunkowy) system.

MT: A masz jeszcze tego pierwszego iPoda?

AS: Mam, ale on jest rozebrany bo w nim grzebałem aby dysk wymienić.

MT: Bo są sposoby, wymiany wewnętrznego dysku na kartę pamięci…

AS: Tak, też o takiej możliwości słyszałem. Ja zresztą nawet odpowiedni dysk zakupiłem ale jak to bywało z Apple, do urządzeń trafiały określone serie, z “pobłogosławionym” firmware i ten mój nie chciał zadziałać.

MT: Co zabawnego pamiętasz z tych dawnych czasów?

AS: Hmm, to opowiem może anegdotę z początku wprowadzania Maków do Polski. Komputery te posiadały takie bardzo podobne okrągłe łącza: szeregowe (RS232 / LocalTalk) i do myszy/klawiatury (ADB), prawie identyczne, różniły się ilością i rozłożeniem pinów. Któregoś razu przychodzimy do pracy i nic nam nie działa. Szukamy… mysz nie działa, łączności brak, no co się stało? Po pół dnia walki okazało się, że pani sprzątaczka tak szybko sprzątała, że powypadały jej te kabelki no i włożyła je tylko, że odwrotnie. Nie wiem jak to się jej udało, na siłę wcisnęła i zadowolona poszła do domu. Cud, że to wszystko się nie uszkodziło, nie popaliło – to historia, którą pamiętam do dzisiaj [śmiech].

MT: Wiele osób dzieli rozdziały w istnieniu firmy Apple na ten gdy był Stefani na obecny, pod rządami Tima Cooka. Jak Ty oceniasz kierunek, w którym rozwija się i podąża Apple? Sam pamiętam czasy, kiedy Apple niby jakoś funkcjonowało, ale doszło też do momentu, gdy firmie groziło bankructwo. Dziś sytuacja wygląda inaczej.

AS: Zacznę od końca, ponieważ ja raczej słabo na bieżąco obserwuję co się dzieje, jestem już w zasadzie tylko użytkownikiem i nie mam jakichś specjalnych wymagań, potrzeby nowego oprogramowania, działam na bardzo starych rzeczach. W związku z tym wystarcza mi również ten stary sprzęt, który posiadam. Natomiast jeśli chodzi o ocenę historii Apple to dostrzegam niewątpliwie duży wpływ Jobsa na te pierwsze konstrukcje i na to, że później uratował firmę. W momencie, kiedy wydawało się, że pomysł na biznes bez Jobsa też jest świetny, bo miały być klony Maków – ja zresztą tych klonów dużo instalowałem, to mogę powiedzieć jak one faktycznie działały i miały tą makową spójność powiedzmy, a różnie z tym bywało. Ten pomysł nie wypalił i o mało co skończył się bankructwem i faktycznie uratowanie firmy, to jest uważam zasługa Jobsa. Cokolwiek by nie mówić, ja go jako człowieka nawet jakoś nieszczególnie nawet lubię, nie można mu odebrać jednego, że on był wizjonerem. Miał rewelacyjne pomysły, warto tu przypomnieć Newtona…

MT: Ale de facto Steve Jobs zabił Newtona po powrocie do Apple.

AS: Zabił dlatego, że za wcześnie z nim wyszedł. Jobs chciał uzyskać to co teraz jest normalnie gdy korzystamy z iPhone, np. wymiana informacji, wizytówek na spotkaniu między urządzeniami mobilnymi. Ale to było ponad dwadzieścia lat temu, więc nic dziwnego, że się nie przyjęło. Nie było zresztą technologii wystarczających żeby te rzeczy się działy. Zresztą sporo inny ciekawych pomysłów wtedy było, jak rozpoznawanie mowy i obrazu. I to było wiele lat temu, właśnie w okolicach 1995 roku, zdaje się. Może troszeczkę później, ale niewiele. No to do dziś w zasadzie z tymi technologiami tak do końca elegancko się nie uporano. Generowanie dźwięku OK, mowa też działa można powiedzieć, ale np. rozumienie tekstu, tak by można było mówić a komputer w edytorze automatycznie pisze też perfekcyjne jeszcze nie jest.

MT: IBM miał ViaVoice czy coś takiego, a Apple wprowadziło PlainTalk (wraz z Speakable Items) w 1993 roku bodajże (bo syntezator był dużo wcześniej). Dzisiejsze rozwiązania działają dużo lepiej, choć nadal problem stanowi ograniczenie rozpoznawania do jednego języka. Bo jak mówimy np. po polsku i wtrącimy wyrażenie w języku angielskim to się system pogubi.

AS: Te projekty, których nazw niestety nie pamiętam, one zakładały nawet rozróżnianie dialektów. Miało być tam nagrane ileś tekstów z różnych języków i na podstawie tego komputer miał znajdować składowe elementarne i rozpoznawać dźwięki. Nie za bardzo to się udało. Za wysoki pułap na tamte czasy.

MT: To teraz pytanie z innej beczki: jakich programów na Maku i na iPhonie używasz najczęściej?

AS: Na iPhone używam programu do telefonowania [śmiech]. Mam coś tam poinstalowane, ale nie używam czegoś konkretnego na dłuższą metę. Na Maku to zupełnie inna historia, bo np. bez Quark XPressa to ja w ogóle nie funkcjonuję.

MT: Jeśli chodzi o komputery to pracujesz już tylko pod OS X czy nadal jesteś zmuszony korzystać z systemu w wersi klasycznej?

AS: Nie, Mac OS 9 mam tylko na PowerMac G4 i tylko z powodu, że mam oryginalnego Photoshopa pudełkowego, właśnie pod 9-tkę. Czasami, żeby nie szukać, nie marnować czasu biorę po prostu narzędzie, które znam i mi wystarcza. Dlatego odpalam Mac OS Classica ale to bardzo sporadycznie już w tej chwili, bo mało graficznych rzeczy robię. Natomiast bardzo dużo tekstów piszę i przetwarzam, dlatego QXP (wersja 8) to moje podstawowe narzędzie pracy. Dosyć często używam też NeoOffice, głównie jako arkusza kalkulacyjnego.

MT: A jeżeli chodzi o Windowsa? [śmiech].

AS: Jakiego używam? XP [śmiech].

MT: Jesteś praktykującym, zapalonym graczem.

AS: Tak, mniej już teraz ale rzeczywiście był taki okres, że bardzo dużo gier kolekcjonowałem. Z graniem nie było aż tak namiętnie, ale cały czas lubię sobie z pół godziny dziennie “popykać”.

MT: Twój ulubiony gatunek gier? Albo może tytuł?

AS: Na pewno gatunek – RPG, to jest mój ulubiony, a gra Star Wars: Knights of the Old Republic (Lucas Arts) – to jest zdecydowanie numer 1, dalej Morrowind (Bethesda) i Gothic. Mam również SW: KotOR oryginał na Maka (chyba jedyna gra, którą mam na Maka [śmiech]). Na Maka było dużo darmowych gier dołączanych do komputerów, pamiętam tytuł, który robił wielkie wrażenie: Daedalus Encounter.

MT: Zgadza się, pamiętam że w DE było wiele scen FMV (Full Motion Video), a wielką frajdę sprawiało wysoki poziom interakcji.

AS: No to był ten czas kiedy hasło “multimedia” robiło furorę, choć pierwsze napędy optyczne kosztowały fortunę.

MT: Dziękuję za rozmowę i życzę owocnego i bezproblemowego czasu z produktami z nadgryzionym jabłuszkiem.

AS: Ja również dziękuję.

Od siebie dodam, że Adam Sikorski był jedną z osób, która mnie zatrudniała, gdy byłem jeszcze na 5-tym roku studiów. Nie skrzywił się a wręcz ucieszył, że mam Amigę i doświadczenie z innym systemem niż DOS/Windows. Co więcej, to właśnie Adam zaszczepił we mnie apetyt na jabłka, nauczył wiele w tematach rozwiązywania problemów sprzętowych i programowych oraz przybliżył bardzo mocno wspomnianego Quarka.

Zdalne pobieranie plików z Internetu na Macu – Transloader

transloader_00

Zdarzyło się wam natrafić na interesujący dokument, program lub plik multimedialny, którego nie możecie (z uwagi na nieznany format) lub nie chcecie (z uwagi na brak miejsca w urządzeniu) pobrać bezpośrednio na iPhone lub iPada? Ja dość często musiałem mierzyć się z takim problemem. Zwykle link URL trafiał do appki Notatki, lub wysyłałem go do siebie jako wiadomość iMessage lub e-mail. Teraz nie muszę tego (w większości wypadków) robić. O ile na stronie zamieszczony jest bezpośredni odsyłacz do takiego pliku, robi to za mnie duet Transloader w postaci appki dla iOS i programu dla OS X.

transloader_02

Rozwiązanie to nie działa gdy do ściągnięcia wymagana jest dodatkowa aplikacja, jak np. iTunes. 99% pozostałych przypadków elegancko i sprawnie załatwia. Dzieło Eternal Storms Software bazuje na synchronizacji via iCloud (zatem należy posiadać skonfigurowane konto, ktoś z was tego jeszcze nie zrobił…?). Appka mobilna przechwytuje zawartość schowka (oczywiście adres również możemy wprowadzić ręcznie) i gdy potwierdzimy, że zawiera on łącze do pożądanego pliku, jest ono wysyłane do nasłuchującego odbiornika na komputerze.

transloader_04

Ten natomiast, dokładnie w ten sam sposób jak robi to przeglądarka WWW, połączy się do źródła i rozpocznie download danych.

transloader_06

Po zakończeniu procesu, plik zostaje zachowany w określonym przez nas wcześniej w preferencjach miejscu, a my możemy być powiadomieni o tym w wybrany sposób.

transloader_05

iCloud miewa słabsze dni, czasem informacja jest przesyłana z opóźnieniami. Zdarza się też, że będziemy po za zasięgiem, komputer jest wyłączony, lub zapomnieliśmy uruchomić Transloader na Macu. Nic straconego, programy grzecznie zaczekają na odpowiedni moment by ze sobą pogadać, a przycisk Clear finished Downloads na iUrządzeniu działa tylko, gdy faktycznie dane zostaną pobrane (aplikacja na Maca informuje zwrotnie appkę na iOS).

transloader_08

Trudno w zasadzie się bardziej rozpisywać na temat Transloadera, to po prostu działa i nie wymaga mumbo-jumbo ani innych zaklęć :) Miłym dodatkiem jest to, że można sprawić by Transloader zagnieżdzał się w pasku menu.

transloader_07

Transloader dla iOS 7.x (iPhone/iPad/iPod Touch) jest dostępny za darmo, Transloader dla OS X 10.7.3+ kosztuje €4,49.

ForkLift – szybki dostęp do Pobranych rzeczy

kmicon

Jeżeli na co dzień pracujesz z dużą ilością plików w różnych lokalizacjach, to używasz, lub będziesz używał ForkLift. Dla mnie to jedno z najważniejszych narzędzi służących do codziennej pracy. Ostatnio jednak zaczął mnie irytować brak skrótu klawiaturowego, który otwiera katalog Pobranych rzeczy. Bardzo nie lubię, kiedy coś nie działa po mojej myśli. Szybko przystąpiłem do rozwiązania tego problemu.

Nikt z Was – mówię o stałych czytelnikach – nie zdziwi się jeżeli powiem, że w osiągnięciu celu pomogło mi Keyboard Maestro. Założenia były proste. Skrót ma działać globalnie w całym systemie i powodować aktywację ForkLifta z katalogiem Pobranych rzeczy otwartym w lewej kolumnie. Poniżej zrzut ekranu z gotowym makro.

km_forklift

Jak widzicie konfiguracja okazała się banalna i działa bez zarzutów. Analogicznie możecie skonfigurować w swoim środowisku dostęp do każdej używanej przez Was lokalizacji. Każda zaoszczędzona, przy użyciu automatyzacji, sekunda to czas zainwestowany w produktywną pracę. Polecam!