News

Pulseway – co nowego?

Pulseway_logo

Dla większości z czytelników tytuł może być zaskakujący, bo programu o takiej nazwie nie testowaliśmy na łamach bloga, ale to nie do końca tak. Pulseway to nowa nazwa PC Monitora, który nawet dwukrotnie tu gościł (wpisy: pierwszy i drugi).

Pulseway_iOS_01

Bez zbędnego powielania informacji przypomnę tylko, że Pulseway pozwala na zdalne zarządzanie komputerami, tak więc przyda się przede wszystkim administratorom. Aczkolwiek z uwagi na fakt, że darmowe konto pozwala w ograniczonym zakresie kontrolować do pięciu komputerów – polecam to rozwiązanie każdemu.

Pulseway_iOS_02

Program, a w zasadzie usługa, rozwija się prężnie, niestety znakomita większość dobrodziejstw dotyczy płatnego Pulseway Professional. Jest jeszcze rozwiązanie Enterprise, które ma sens gdy obsługujemy 100 i więcej stanowisk. Poniżej zestawienie cech wersji darmowej (Personal) i płatnej (kliknij obraz by wczytać większą wersję).

Pulseway_comparison_chart

To, na co warto zwrócić uwagę to fakt, że od bardzo niedawna Pulseway oferuję funkcję zdalnego biurka (remote desktop), zdalnego logowania do profilu, chat z użytkownikami, podgląd obrazu z kamery, wsparcie dla Exchange, serwera SQL, Active Directory i wielu innych zaawansowanych rozwiązań.

Pulseway_changelog

MMSOFT Design odwalają kawał dobrej roboty. Pulseway dostępne jest na wiele platform, zarówno w postaci tzw. agentów (Windows, OS X, Linux – różne dystrybucje), jako aplikacja mobilna (iOS, Android, Windows Phone, Windows 8), jako Dashboard dla Windowsa oraz API dla środowisk .NET i Java.

Pulseway_manager

Po co o tym wspominam? Otóż, dzięki zdalnemu desktopowi Pulseway (w wersji płatnej – Professional) staje się wg mnie ciekawą alternatywą dla LogMeIn Pro. Ten ostatni w opcji na dwa stanowiska kosztuje rocznie $99.00, natomiast Pulseway Professional przy dwóch komputerach wyceniono na zaledwie $32.00 rocznie, czyli sporo taniej.

ScreenFloat – kody otrzymują…

Wszystkim, którzy mieli ochotę napisać swój komentarz pod recenzją serdecznie dziękuję. Z przyjemnością informuje, że kody na recenzowaną przez nas aplikację ScreenFloat otrzymują:

  • Mała_Pchła
  • mantis30 – jak widzicie nawet będąc współtwórcą applesauce nie jest łatwo dostać kod ;)
  • iBart

Proszę wybrańców o kontakt na adres mail redakcja(małpa)applesauce.pl. Mam nadzieję, że aplikacja na stałe wpisze się w Wasze codzienne prace z systemem OS X i wpłynie na jej ułatwienie. Na zdrowie!

1Password taniej niż w promocji, czyli: niech żyje upgrade

1pass5_icon

Wielu z was korzysta z 1Password od dawna, sporo dokonało zakupu aplikacji lub planuje tego dokonać w najbliższym czasie. Zwłaszcza, że AgileBits po raz kolejny, z okazji wczorajszego Keynote i upublicznienia OS X Yosemite dla wszystkich, zrobiła ukłon w stronę swoich (przyszłych) klientów, oferując program w 30% promocji (normalna cena w MAS to €44,99 – obecnie €30,99). Nie da się ukryć, że to wciąż sporo pieniędzy. A autorzy, póki co tylko w przypadku appki dla iOS zdecydowali się wypróbować model sprzedaży, w którym 1Password dostępny jest za darmo – oferując podstawową użyteczność, natomiast zakup w wewnątrz aplikacji pozwala na odblokowanie opcji „Pro”. Może kiedyś podobne rozwiązanie będzie dostępne również w przypadku programów na OS X?

Kuba już od rana mnie molestował bym skorzystał z promocji, tym bardziej, że wcześniej kupiłem appkę dla iOS, krótko przed jej „cenowym wyzwoleniem”. Po prawdzie właśnie brak wersji na Maczka sprawiał, że z appki dla iOS praktycznie nie korzystałem, polegając wciąż na systemowym pęku kluczy iCloud. Synchronizacja między komputerem i urządzeniami mobilnymi, to dziś sprawa wręcz priorytetowa. Co więcej, na codzień korzystam ze służbowego notebooka z Windowsem (niestety…), więc doskwierał mi brak rozwiązania które załatwiło by tę heterogeniczność i uwolniło od pamiętania wielu haseł.

agile_store

Po powrocie z pracy do domku, pierwsze kliki myszki skierowałem oczywiście do MAS. No tak, 1Password 5 za 2/3 ceny kusi jak diabli… Ale w sklepie Apple nie ma przecież wersji pod Windows. No to idę odwiedzić witrynę producenta, i na stronie sklepu Agile Online Store znalazłem wersje dla systemów Microsoftu i Apple, co więcej występujące również w postaci paczki tańszej o kolejne 30%! Super, fajnie widzieć oszczędności, ale zakup dwóch licencji nawet z takim upustem to wydatek wciąż wyższy, niż 1Password w Mac App Store. Postanowiłem sprawdzić czym się obie wersje, tj. oferowane w MAS oraz w sklepie Agile różnią. Okazuje się, że wersja w MAS ma następujące zalety, względem tej drugiej:

  • synchronizacja via iCloud
  • brak konieczności przechowywania klucza licencji (bo jest ona powiązana z naszym Apple ID)

Natomiast zaletą wersji kupowanej przez witrynę dewelopera jest jej szybsza aktualizacja, bez wydłużenia czasu weryfikacji uaktualnienia przez Apple.

Synchronizacja za pośrednictwem iCloud nie działa jednak między sprzetem Apple a pecetami i urządzeniami pracującymi pod Androidem. Nawet między sprzętem Apple przypisanym do różnych Apple ID też nie zadziała. W tym przypadku pozostaje opcja synchronizacji za pomocą Dropboksa. Tak więc chcąc mieć możliwość wykorzystania wersji windowsowej i tak musiałbym wybrać właśnie tę opcję.

Można uznać, że decyzja już podjęta, ale coś mnie tknęło. Przecież kiedyś przy okazji zakupu paczki MacHeist lub podobnej, w zestawie nabyłem właśnie 1Password! Później jeszcze, przed którąś Gwiazdką chyba, AgileBits rozdawało kody na 1Password i Knox za retweety, albo inną aktywność. Tak więc stwierdziłem, że muszę mieć gdzieś na dysku starszą wersję i klucz do niej. A na stronie sklepu jak wół stoi opcja: Upgrade license. Z niewielką nadzieją wpisałem odnaleziony klucz i okazało się, że przysługuje mi, jako posiadaczowi wersji 3.8.17 (dawno nie aktualizowanej jak widać) dodatkowy upust, który również kwalifikuje się przy zakupie zestawu programów na obie platformy. Ekstra! Teraz zbliżyliśmy się do ceny pojedyńczej aplikacji w MAS.

1pass3_cert

Znów palec zadrżał i znieruchomiał chwilę później, gdy wskaźnik myszy usadowił się nad przyciskiem Check Out Now. Bo dlaczego mam płacić za licencje na nie mój komputer? Przecież ja chcę mieć tylko możliwość szybkiego dostępu do haseł na innym komputerze. Nie będę dodawał tam nowych, więc teoretycznie wystaczyłby dokument tekstowy z adresami, loginami i hasłami. Mega-bezpieczne rozwiązanie ;) Chwila poszukiwań i trafiłem na 1PasswordAnywhere, o którym wcześniej nie słyszałem – a szkoda, bo rozwiązałby mój problem dużo wcześniej. W skrócie: 1PasswordAnywhere pozwala uzyskać dostęp do przechowywanego na dysku Dropbox, zaszyfrowanego pliku z naszymi hasłami i po wpisaniu hasła głównego, podejrzenie jego zawartości. Rozwiązanie to współpracuje z nowszymi przeglądarkami takimi jak Safari, Chrome i Firefox. Oczywiście na czyimś komputerze (służbowym w zasadzie również) nie powinniśmy zapisywać loginów i haseł do ważnych miejsc, a ponadto aby nie zostawiać śladów, które mogą o nas wiele powiedzieć, powinniśmy korzystać z trybu przeglądania prywatnego.

Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, dzięki odkryciu 1PasswordAnywhere finalna decyzja zabrzmiała: biorę 1Password 5 dla OS X, w promocji oraz z upustem przysługującym za upgrade starszej wersji. Finalnie cena wyniosła $24.99, co wg aktualnego kursu stosowanego przez PayPal daje c.a. 86 zł. A to już zdecydowanie bardziej strawna dla mojego porfela cena.

Pamętajcie, że warto przechowywać licencje do starszych programów, nawet tych zdobytych przypadkiem. Nigdy nie wiadomo, czy najnowsza odsłona aplikacji nie okaże się pozycją, którą musimy mieć, a każdy zaoszczędzony dolar, euro czy złotówka, to nasze lepsze samopoczucie :) Natmiast ja zabieram się w końcu za przygotowanie iMaca pod OS X 10.10, bo bez tego systemu najnowszy 1Password nie działa.

Jeśli nie wiecie jak używać 1Password, to tutaj znajdziecie obszerny poradnik (niestety tylko po angielsku). Polecam również przeczytać jakie zmiany zostały wprowadzone w kolejnych aktualizacjach programu i pobrać wtyczkę do przeglądarki www.

AirMyPC – czyli Windows na Apple TV

ampc_ico

Właściciele nowych Maczków mogą cieszyć się możliwością wyświetlania obrazu z komputera na Apple TV. Dzieje się to bezprzewodowo, dzięki technologii AirPlay. Jest to przydatne nie tylko w celach szkoleniowych, bo przecież o wiele bardziej czytelny przekaz oferuje większy niż zwykle występujący w komputerach, ekran. Na siłę da się w ten sposób obejrzeć film, pokazać fotografie z ostatnich wakacji czy wyświetlić stronę internetową wszystkim domownikom.

Ponadto w Mavericksie obraz komputera nie tylko można sklonować, ale również wykorzystać telewizor podłączony do Apple TV jako rozszerzone biurko, oferujące dodatkową przestrzeń roboczą lub ułatwiające realizacje prezentacji multimedialnych.

Posiadacze starszych komputerów Apple, z powodu ograniczeń sprzętowych (brak karty graficznej wspierającej Intel Quick Sync Video), z tych udogodnień skorzystać niestety nie mogą. Ale oczywiście istnieje wyjście, które opisywałem w 2012 roku na applesauce. To rozwiązanie dostępne jest również dla platformy Microsoft Windows.

ampc_bubble

Niedawno pojawiła się alternatywa, tytułowy AirMyPC, który oczywiście musiałem przetestować. Do badań wykorzystałem peceta w takiej konfiguracji, oraz Apple TV 3Gen z najnowszym oprogramowaniem.

ampc_settings

Jakie są moje wrażenia? Bardzo pozytywne. AirMyPC kosztuje obecnie w promocji $9.95, czyli praktycznie tyle samo co nieco bardziej dojrzały AirParrot. Jest to licencja na komputer, jednostanowiskowa, w przypadku chęci nabycia większej ilości licencji możliwe są spore rabaty. Biorąc pod uwagę młody wiek nowego produktu, obserwując częstotliwość aktualizacji, doceniając bardzo dobry kontakt z deweloperem oraz jego otwartość na sugestie dotyczące nowych opcji wierzę, że AMPC z każdym dniem będzie coraz lepszy i bardziej funkcjonalny. Stabilność AirMyPC, o ile wykorzystujemy go w głównym zadaniu, czyli do klonowania obrazu na Apple TV jest bez zarzutu, gorzej gdy chcemy wykorzystać komputer z programowymi odbiornikami AirPlay (takimi jak AirServer czy Splashtop360). Przełączanie między odbiornikami, wybór między klonowaniem obrazu, dźwięku bądź obu rzeczy na raz powoduje, że program odmawia czasami współpracy i – kolokwialnie pisząc – wywala się. Nie dam sobie co prawda ręki uciąć, ale przyczyną tych problemów może być już dość ociężały Windows 7 oraz wiele innych programów obsługujących AirPlay, ktore mam na pececie poinstalowane… Po za tym mój sprzęt jest dość specyficznie połączony, więc zbyt duże opóźnienia mogą mieć tu również znaczenie.

ampc_prefs

Jakość klonowanego obrazu jest dobra ale… Rozdzielczość zależy od odbiornika, np. moje Apple TV podłączone jest do starego Philipsa 32″ HD Ready, dlatego maksymalna rozdzielczość wyjściowa to 1280 x 720. Gdy wybiorę jako odbiornik iMaca z oprogramowaniem AirServer rozdzielczość ta jest jeszcze niższa. I tu właśnie jest problem, PC wyświetla obraz w Full HD (1920 x 1080) i skalowanie w dół niezbyt ładnie wychodzi. Najbardziej widać to w przypadku napisów. Z drugiej strony, ogólnie rzecz biorąc jakość obrazu generowanego przez Windows w porównaniu do OS X, jest moim zdaniem zauważalnie gorsza. Wystarczy zrobić zrzuty ekranowe na obu systemach (korzystając z programów Narzędzie wycinanie na PC / Grab na Maczku) i porównać wyniki. Tak więc nie do końca jestem przekonany, że winę ponosi za to mechanizm AMPC.

Trzeba przyznać, że o ile sieć WiFi jest wydajna (a jeszcze lepiej gdy komputer i Apple TV są podłączone kablami do sieci lokalnej) to odtwarzany materiał wideo działa zaskakująco płynnie. Oczywiście nie jest to jakość DVD czy BluRay, ale spokojnie można odtworzyć film, a różnica w stosunku do tego, co oferuje wspomagane sprzętowo klonowanie w OS X nie jest drastyczna, choć dostrzegalna. Jakość dźwięku jest zadowalająca i poprawna, zresztą nie na nim się skupiałem, bo nie sądzę by ktoś streamował z komputera muzykę z np. WiMP HiFi na Apple TV za pomocą AirMyPC, choć strumieniowanie samego dźwięku jest tu jak najbardziej możliwe, czego zdaje się konkurencyjny produkt nie potrafi.

Po za wyborem gdzie i co chcemy wysłać (program powstał z myślą o Apple TV, więc programowy odbiornik AirPlay może zadziałać, ale nie musi), ew. zmianą jakości i rozdzielczości wyjściowej, opcją uruchamiania przy starcie systemu i możliwością pokazywania/ukrywania wskaźnika myszy, AirMyPC nie potrafi póki co wiele więcej, ale patrząc na dynamiczny rozwój jestem przekonany, że to się szybko zmieni. To co miło zaskakuje to fakt, że klonowanie nie obciąża w znaczący sposób komputera, tak więc pecetowe wentylatory będą kręciły się spokojnie.

Warto zauważyć, że deweloperzy udostępniają wersję testową, ograniczoną w działaniu do 7 dni.

screen_01

Ostatnia aktualizacja (pisząc nieskromnie – dzięki mojej sugestii :)) przyniosła kolejne przydatne usprawnienie w działaniu AMPC. Mianowicie od teraz możemy streamować drugi ekran, czyli np. odpalamy film na rozszerzonym pulpicie (np. za pomocą VLC), a na głównym robimy swoje, np. czytamy applesauce lub tworzymy dokument w MS Word. Aby aktywować rozszerzony pulpit bez posiadania fizycznego drugiego monitora musimy wykonać następujące kroki (działa to na pewno w systemach od Windows Vista w górę, nie wiem jak XP się tu sprawdzi):

  • klikamy na pulpicie prawym klawiszem myszy i wybieramy Rozdzielczość ekranu,
  • klikamy przycisk Wykryj w nowo otwartym oknie,
  • klikamy Nie wykryto innego ekranu a następnie poniżej w menu rozwijanym przy opcji Wiele ekranów wybieramy Połącz mimo wszystko z ekranem VGA,
  • zatwierdzamy klikając przycisk Zastosuj,
  • dla ekranu: Urządzenie wyświetlające na: VGA w opcji Wiele ekranów wybieramy z menu rozwijanego opcję Rozszerz te ekrany,
  • jeszcze raz wybieramy Zastosuj, następnie OK i zamykamy okno.

screen_02

Od teraz możemy przenosić okna na wirtualny pulpit, przeciągając je za prawą krawędź głównego ekranu. Natomiast w opcjach AirMyPC musimy wskazać drugi ekran do klonowania, czyli: Selected PC screen for mirroring: \\.\DISPLAY2.

Ot i cała filozofia :)

Niezmiernie cieszy mnie fakt, że powstają alternatywne produkty wspierające technologię, którą bardzo lubię. A konkurencja, w większości wypadków i w ogólnym rozrachunku przynosi nam – końcowym użytkownikom – wymierne korzyści.

Zachęcam do pobrania wersji testowej AirMyPC i wyrobienie sobie własnego zdania :)

Wynalazek Pierre’a Béziera w formie zabawy

bezier_title

Grafika wektorowa. Kiedyś dziedzina kompletnie mi nie znana, wręcz odpychająca :) Tak to zwykle bywa, że człowiek jest „na nie”, dopóki się nie przekona na własne oczy (oraz korzystając z innych zmysłów). Od pewnego czasu używam świetnego darmowego edytora Inkscape. Oczywiście większość z was zna takie nazwy jak Freehand, Corel Draw! czy Adobe Illustrator. Nie o programach dziś wpis, ale o grze. Grze, która bazuje na – i, co więcej – uczy korzystania z podstawowego narzędzia w tych aplikacjach jakim są krzywe Béziera.

Odpowiedzialny za te tajemnicze krzywe jest francuski matematyk i inżynier pracujący w firmie Renault – Pierre Bézier. Nie czuję się na siłach, by wyjaśniać tu koncepcję, czy matematyczne podstawy tych krzywych. Zdecydowanie łatwiej poznać ich specyfikę samemu, i tu z pomocą przychodzi wspomniana wcześniej gra The Bézier Game, autorstwa Marka MacKaya.

bezier_tutorial

Na pierwszych planszach, zgodnie z podpowiedziami rysujemy kontury obiektów, modyfikując krzywe z użyciem klawiszy takich jak ShiftCommand (Control na PC) czy Alt.

Poznawszy proste z pozoru zasady na kolejnych etapach musimy narysować coraz bardziej skomplikowane figury, jak najbardziej zbliżone do wyświetlanego w tle szablonu. Dodatkowym utrudnieniem jest ograniczona ilość węzłów (nodes). Na szczęście skrótami klawiszowymi możemy cofnąć, przywrócić operację lub w akcie desperacji zacząć poziom od nowa.

bezier_stage

Gra nie jest łatwa, ale zapewniam was, że daje sporo frajdy i po dłuższym czasie zaczniecie z większą wprawą sobie radzić. Później już tylko zostanie uruchomić edytor z prawdziwego zdarzenia i zacząc rysować, dając upust własnej kreatywności.

Air Video HD 2.0 – w końcu działa jak należy!

air-video-server

O Air Video pisałem na applesauce już nie raz. Faktem jest, że od dłuższego czasu, mimo zakupienia wcześniej obu wersji Air Video (już niedostępnej w polskim sklepie) i Air Video HD, z uwagi na pewne niedociągnięcia tej ostatniej zwłaszcza, przesiadłem się na alternatywę w postaci StreamToMe. Od wielu miesięcy korzystałem więc właśnie z tego produktu.

Kilka dni temu w App Store pojawiła się długo wyczekiwana aktualizacja Air Video HD i wygląda na to, że teraz znów będę na niej polegać. Oto lista najważniejszych zmian:

  • wsparcie dla nowych urządzeń Apple: iPhone 6 and 6+ (wykorzystanie nowych rozdzielczości),
  • optymalizacja dla systemu iOS 8,
  • nowy interfejs użytkownika, tak by nie został zmarnowany nawet pojedyńczy piksel :)

avhd_01

  • pobieranie plików w tle,
  • dokładna kontrola synchronizacji ścieżki dźwiękowej oraz napisów,

avhd_02

  • zmiana proporcji wyświetlanego obrazu,

avhd_03

  • korekta jasności, kontrastu oraz ekspozycji (naświetlenia) – działa to na nowszych iUrządzeniach,

avhd_04

  • zmiana ustawień odtwarzania, jak np. wybór ścieżki dźwiękowej lub napisów może być dokonywany i stosowany na bieżąco, tj. podczas odtwarzania materiału,
  • automatyczne czyszczenie pamięci zawierającej pliki tymczasowe tworzone podczas konwersji,
  • zmodyfikowany, bardziej użyteczny, i zawsze dostępny mini-odtwarzacz,
  • bardziej sensowne ustawienia konwersji oraz pobierania.

avhd_05

Dla mnie istotną sprawę stanowi poprawne i elastyczne wyświetlania napisów w filmach. Brakowało mi możliwości zwiększenia rozmiaru czcionki. Musiałem ratować się innymi sposobami. Teraz wreszcie to działa!

avhd_06

Muszę przyznać, że faktycznie appka zyskała nowy, śliczny, zdecydowanie bardziej nowoczesny i godny stylistyki iOS 7 / 8 wygląd. Interfejs został również uporządkowany, jest teraz według mnie bardziej czytelny i funkcjonalny.

Nie jest to co prawda nowość, ale warto wspomnieć o tym, że jeśli odtwarzamy film np. na iPhone, przerywamy i później chcemy kontynuować seans na iPadzie, od tego samego momentu – dzięki synchronizacji ustawień jest to możliwe. Dotyczy to również historii obejrzanych filmów oraz odwiedzonych folderów z multimediami.

Fajną nową opcją jest zmiana szybkości odtwarzanego filmu. Możemy zarówno zwolnić jak i przyspieszyć odtwarzanie (w zakresie 10% – 200% szybkości oryginalnej), bez „efektu wiewiórki” ;) czyli przy zachowaniu względnej naturalności w wysokości i brzmieniu głosów. Działa to zadziwiająco sprawnie.

Air Video HD zapewnia pełne wsparcie dla formatu H.264 (umożliwiając odtwarzanie bez konwersji), rozdzielczości Full HD (1080p), oraz dźwięku Surround 5.1 (np. w Apple TV).

avhd_08

Obsługuje też profile wielu użytkowników, które zabezpieczone hasłem określają dostęp do wybranych katalogów z filmami – bardzo przydatne gdy włączamy opcję dostępu/odtwarzania przez Internet (szyfrowanego, rzecz jasna).

avhd_09

Muszę przyznać, że chłopaki z InMethod, występujący w App Store pod nazwą Bit Cave Ltd. nie marnowali czasu i odwalili kawał świetnej roboty! Czekamy na odpowiedź Matthew Gallaghera

avhd_10

Aby móc skorzystać z kosztującego zaledwie €2,69 Air Video HD, należy za komputerach Mac lub PC zainstalować darmowy Air Video Server HD, który został również uaktualniony.

Odtwarzanie filmów z torrentów na iOS bez jailbreaka – Popcorn Time dla iOS

pt_ios1

Mniej więcej tydzień temu na blogu autorów aplikacji Popcorn Time pojawiła się informacja, że udostępnili wczesną betę swojego programu na iUrządzenia. Z oczywistych względów appki tej nie znajdziemy w App Store. Natomiast dostęp do repozytorium Cydii możliwy jest tylko dla użytkowników iPhone’ów oraz iPadów z jailbreakiem. Okazało się jednak, że całkiem szybko sprawy w swoje ręce wzięli inni, i już dziś możemy – wykorzystując sposób, który umożliwia instalację np. takiego oprogramowania jak emulator Nintendo GBA czy „sklep” Emu4iOS Store.

Bez zbędnego przeciągania tematu poniżej kroki niezbędne do zainstalowania Popcorn Time dla iOS:

  • na iPhone lub iPadzie wchodzimy w Ustawienia > OgólneData i czas,
  • wyłączamy Ustaw automatycznie,
  • zmieniamy datę na min. dwa tygodnie wstecz, data w zakresie 15-20 września b.r. sprawdzi się doskonale,
  • otwieramy Safari i wpisujemy jeden z poniższych adresów:

http://www.pgyer.com/popcorntimenojailbreak
http://www.pgyer.com/timeforpopcorn
http://www.pgyer.com/popcorn

  • pukając zielony klawisz pod ikonką programu na pożywszych stronach, instalujemy appkę na urządzeniu,
  • uruchamiamy pobrany Popcorn Time,
  • potwierdzamy monit dotyczący zaufania deweloperowi,
  • wracamy do ustawień daty oraz czasu i przywracamy poprawne wartości (oraz załączamy opcję automatycznego ustawiania tych parametrów).

pt_ios3

To tyle. Od teraz możemy cieszyć się oglądaniem filmów bezpośrednio z torrentów, bez uprzedniego pobierania do pamięci mobilnego urządzenia. Oczywiście to beta, która zawiera wiele błędów, została też skompilowana z dostępnych źródeł przez innych programistów. Tak więc, jeśli obawiacie się, że nagle wasze prywatne dane zaczną wyciekać na azjatyckie serwery to sobie odpuście.

pt_ios2

Popcorn Time potrzebuje chwilę na zbuforowanie materiału, obsługuje co prawda polski język w zakresie interfejsu, ale już np. polskie napisy wyświetlane są z „krzaczkami” zamiast oczekiwanych „ogonków”. Nie każdy film/serial też zadziała, lub będzie odtwarzany płynnie. Nie jest obsługiwany poprawnie AirPlay, tzn. dźwięk owszem jest przesyłany do wybranego odbiornika, ale np. obraz na Apple TV udało mi się uzyskać dopiero po włączeniu opcji Klonowania, co jednak daje marny efekt wizualny. Dlatego na obecnym etapie traktuję to rozwiązanie bardziej jako ciekawostkę.

Jeśli z jakiegokolwiek powodu poczujecie niedosyt bądź rozczarowanie Popcorn Time, możecie wykonując praktycznie identyczne kroki, zainstalować inną appkę pozwalającą na – w dużej mierze – to samo: MovieBox.

Oczywiście program gotowy do zainstalowania znajdziecie pod nieco innym adresem:

http://www.pgyer.com/moviebox

Nie muszę chyba przypominać, że nie popieramy piractwa, a ww wymienione rozwiązania przedstawiamy jako poparcie tezy: „da się”.

Denied – jak pozbyć się muzycznych gniotów w Spotify?

Denied_icon

Przyznam szczerze, że uzależniłem się od Spotify i w zasadzie tylko serwis streamingowy od Apple (który – mam nadzieję – w niedalekiej przyszłości ruszy) może spowodować, że zrezygnuję z tej platformy.

Zwykle słucham starych, sprawdzonych i ulubionych albumów, a nowe rzeczy poznaję dzięki rewelacyjnej funkcji Odkryj (do dziś niestety nieobecnej w appce dla iPada…). Myślę, że jednak spore grono czytelników applesauce korzysta z funkcji Radio lub przesłuchuje playlisty swoich znajomych, prawda?

W takich sytuacjach zapewne zdarza się, że odtwarzane są utwory, które niespecjalnie zdobyły waszą przychylność. Każdy z nas ma również na swojej „czarnej liście” wykonawców, których sympatią nie darzy.

Denied_about

Zamiast więc ręcznie przeskakiwać utwory możemy – dzięki programowi Denied – skip terrible music, dostępnemu od dziś w Mac App Store – dodawać je do tzw. skiplisty! Program działa na każdym Macu z systemem w wersji 10.9.0 lub nowszej (włączając w to oczywiście Yosemite).

Zasada działania programu jest prosta, sprytna i skuteczna. Denied monitoruje co odsłuchujemy w aplikacji desktopowej Spotify i automatycznie pomija utwory, które znajdują się we wcześniej utworzonej przez nas regule. Reguły tworzymy w oparciu o tytuły utworów, albumów oraz zespoły/wykonawców. Co więcej, tworzenie tych zasad jest bardzo elastyczne, nie tylko określamy pełne słowa kluczowe, filtr zadziała gdy znaleziona szukana fraza rozpoczyna lub kończy nazwę utworu/albumu/artysty.

Spotify+Denied

Denied wykorzystuje systemowe powiadomienia do wyświetlania informacji o ignorowanych utworach. No i oczywiście zlicza pominięte utwory. W dowolnym momencie możemy czasowo wyłączyć określoną regułę. Program jest też czuły na sytuacje, kiedy znaczna ilość utorów kwalifikujących się do pominięcia występuje pod rząd. Użytkownik może wtedy podjąć decyzję: „co dalej?”.

Denied_rules

Po za wykorzystaniem Denied w playlistach i radio możemy również sprawić by pomijane były tzw. skity, czyli m.in. mówione kwestie (np. komentarze), które – podobnie jak dodatki bonusowe – zdarzają się na albumach.

Niestety nie da się zmusić Denied do filtrowania reklam, które pojawiają się w przypadku korzystania z serwisu Spotify w wersji darmowej.

Denied_notifications

Program kosztuje €3,99 – ale zanim wydacie pieniążki możecie sami przetestować wersję demonstracyjną, w pełni funkcjonalną, ograniczoną do trzech reguł. Dostępna jest na witrynie produktu.

Przykład działania Denied przedstawia poniższe wideo:

Odpowiedzialny za powstanie Denied jest Boy van Amstel (Danger Cove), którego znacie już dzięki innym, recenzowanym wcześniej na naszym blogu programom: Porthole, Reign for Spotify, AirVLC czy Coucou. Z tego co wiem, autor planuje dodać wsparcie dla innych niż Spotify serwisów muzycznych i odtwarzaczy.

Miłego odsłuchu!

Aplikację Denied znajdziecie w AppStore w cenie 3,99 €

Uwaga na konwersję do iCloud Drive!

icloud

Dziś oficjalna premiera iOS 8 i chciałbym zwrócić uwagę na pewną bardzo ważną decyzję o której podjęcie będziecie zapytani zaraz po instalacji. Sporo osób tego typu wybory traktuje odruchowo klikając „Yes”, „Yes”, „Next”, „Next”. Tym razem jednak proponuję się zastanowić.

Mianowicie system zaproponuje Wam konwersję waszego dysku w chmurze Apple na iCloud Drive. Jeżeli wykorzystujecie iCloud do synchronizacji aplikacji pomiędzy iOS i OS X to w żadnym wypadku nie dokonujcie w tej chwili konwersji. Do momentu oficjalnego pojawienia się Yosemite nie można korzystać z poziomu Maców z tego rozwiązania. Dla przykładu, jeżeli na obu platformach korzystacie z DayOne, to utracicie możliwość synchronizacji pomiędzy urządzeniami.

Jeżeli jednak korzystacie już z OS X Yosemite lub Waszymi jedynymi urządzeniami od Apple są te z iOS na pokładzie, to nic nie stoi na przeszkodzie aby konwersji dokonać.

You have been warned!

Premiera iPhone 6 i Apple Watch – moje wrażenia

iphone_apple_watch

W poniedziałek podzieliłem się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego co czeka nas na wtorkowej konferencji. Myślę, że zauważyliście moją małą euforię związaną z tym wydarzeniem. Jesteśmy już po i muszę przyznać, że tak jak pozytywnie nakręcony byłem na prezentację nowych produktów, tak nie do końca przemówiło do mnie to co zobaczyłem. Zacznijmy jednak od początku.

Prezentacja

Apple podsycało napięcie przed wtorkiem na wszelkie możliwe sposoby. Hasło przewodnie „Wish we could say more”, wyjątkowo wczesna informacja o możliwości obejrzenia streamu z wydarzenia a na koniec zegar odliczający do godziny zero. Na mnie podziałało. Na Was zapewne również. Niestety po zakończeniu odliczania spotkał mnie nie miły zawód. Wideo się urywało, a kiedy już mogłem cokolwiek zobaczyć to zostałem uraczony głosem chińskiej lektorki. Padło z mojej strony odrobinę niecenzuralnych słów, nie ukrywam. Na szczęście ktoś w końcu zorientował się, że coś poszło nie tak i wyłączył tę irytującą Panią tłumacz. Samo zrywanie transmisji potrafię sobie wytłumaczyć; spore zainteresowanie, obciążenie łączy i tak dalej. Jednak kto jak kto ale Apple posiada środki, żeby zafundować sobie najlepsze możliwe technologie potrzebne do wypuszczenia w świat swojego keynote. Rzadko przytaczam stwierdzenia typu „Gdyby Jobs żył…” jednak jestem pewien, że gdyby za jego czasów coś takiego wydarzyło się w toku szumnie zapowiadanego eventu to kilka głów by poleciało. Co by nie powiedzieć nie samymi problemami technicznymi człowiek żyje więc czas na moje przemyślenia w sprawie samych produktów.

iPhone 6

iphone_6

Bezpośrednio przed premierą na Twitterze wspominałem, że za każdym razem kiedy przecieki dotyczące nowego iPhone’a wychodzą na światło dzienne mam szczerą nadzieję że Apple robi wszystkich w balona i daje nam coś dla zmyłki. Niestety kolejny raz się myliłem i dopóki produkcja przebiega w Azji to nic się w tej kwestii raczej nie zmieni. Wygląd nowych słuchawek z Cupertino wszyscy znaliśmy dokładnie już na długo przed premierą. Wygląd, który mi ewidentnie kojarzy się z pierwszą generacją iPhone’a jest strzałem w dziesiątkę. Małym zgrzytem są łączenia wyglądające jak fugi między kafelkami, podobne rozwiązanie możemy już zobaczyć w HTC One. Myślę jednak, że w obliczu jakości produktu nie będą one odgrywały większej roli w odbiorze estetycznym. W równie ciepłych słowach nie mogę się wypowiedzieć o nowych przekątnych ekranu. O ile wersja 4,7” jest do przyjęcia, tak 5,5” kolos ewidentnie nie leży w obszarze mojego zainteresowania. Dodanie przyrostka Plus dla większego modelu powoduje, że zastanawiam się czy za rok zobaczymy iPhone 6 Plus S? Dziwnie się takie nazewnictwo prezentuje, takie to Samsungowe.

Prawdziwe okazały się również plotki na temat platformy płatniczej, która nazwana została Apple Payments. Całość oparta jest o NFC. Wspominając jak krytycznie Panowie z Cupertino odnosili się do tej technologii można się dziwić jej wprowadzeniu, podejrzewam że chęć wykorzystania ogólnie dostępnych terminali PayPass ostatecznie przechyliła szalę na tą stronę. Czy oznacza to koniec iBeacons? Ostatecznie bez sensu jest utrzymywanie dwóch tak podobnych funkcjonalnie rozwiązań. Zastosowanie w tej platformie znalazło również Touch ID. Weryfikacja płatności przy jego użyciu to kolejne świetne zastosowanie dla tej technologii.

iphone_6_2

Oczywiście najważniejszym elementem iPhone’a 6 jest iOS 8, który ewoluuje w dobrym kierunku i wprowadza sporo ciekawych zmian. Nie będę się tutaj wysilał na wyszczególnienie konkretnych nowości. Wszystkie są dobrze znane, a chętnym do odświeżenia wiedzy polecam mój artykuł, który opublikowałem po czerwcowym WWDC.

To co szczególnie mnie poirytowało i uważam za wielki błąd jest polityka zainstalowanej pamięci masowej. Wykluczenie wersji 32 GB i zaserwowanie jedynie opcji 16, 64, 128 GB woła o pomstę do nieba. Jestem szczerze zaskoczony tym, że niezrezygnowano z najniższej wersji i podstawowy model słuchawki nie otrzymał 32 GB pamięci. Zdjęcia są coraz lepsze, filmy również, otrzymaliśmy możliwość robienia genialnych Timelapse. Zapewnienie miejsca na efekty zabawy z tymi rozwiązaniami zdecydowanie sugeruje, że 32 GB powinno stać się standardem.

Nie mam wątpliwości, że iPhone 6 będzie kolejnym hitem sprzedaży. Urządzenie jest piękne, a jakość wykonania standardowo będzie wyznaczało najwyższy poziom w tej kategorii. Ja jednak, pozostaję przy moim 5S.

Apple Watch

apple_watch

Doczekaliśmy się. Apple pokazało w końcu mityczny zegarek – w co do końca nie wierzyłem. Po długim czasie ponownie udało się dochować tajemnicy i zobaczyliśmy produkt o którego formie nie wiedzieliśmy kompletnie nic. Kwadratowy kształt urządzenia jest oczywisty, kiedy pomyślimy o funkcjach jakie ma pełnić. Ja osobiście jestem zwolennikiem okrągłych czasomierzy, jednak ciężko o optymalne wykorzystanie wyświetlacza w takiej formie. Z tego względu ten wybór projektantów jest dla mnie całkowicie zrozumiały. Jeżeli chodzi o wygląd, to ciężko go ocenić. Jest to absolutnie rzecz gustu. Jony Ive z zespołem zadbali o to aby każdy mógł skomponować coś dla siebie. Odpinane z dziecinną łatwością paski i trzy rodzaje kopert powodują, że każdy skomponuje swój zestaw marzeń. Myślę, że sam potrafiłbym bez problemu stworzyć optymalne dla moich potrzeb połączenie.

Jeżeli chodzi o funkcjonalność to spełniły się moje przewidywania. Tak naprawdę będzie to terminal dla iPhone’a, mało tego bez telefonu nie będzie możliwe jego użytkowanie. Wyświetlacz w większości serwuje informacje na temat tego co dzieje się w telefonie i służy jako przekaźnik informacji, które wygenerujemy przy użyciu zegarka. Ciekawym rozwiązaniem jest zastosowanie pokrętła do kontrolowania urządzenia, w który zaopatrzony jest Apple Watch. Małe zegarkowe click wheel. Zdecydowanie udany dodatek, który pozwoli w bardziej precyzyjny sposób wykorzystywać udostępnione funkcje. Ostatecznie na tak małym ekranie ciężko byłoby wszystko obsługiwać przy użyciu palców i gestów.

Sama prezentacja możliwości odrobinę mnie poirytowała. Dostaliśmy takie atrakcje jak przekazanie rytmu serca, wysyłanie wiadomości przy użyciu rysunków lub emotikona, który ma wyrażać nasze emocje. Szczerze mówiąc nie poruszyło mnie to w żaden sposób. Może i to śmieszne, może sympatyczne ale poświęcenie takiej ilości czasu na prezentację tego typu nowości totalnie mnie zaskoczyło. Sądzę, że większość z zaprezentowanych rozwiązań będzie użyteczna zaraz po zakupie, kiedy będziemy mieli kogoś znajomego z którym możemy te funkcje przetestować. Na dłuższą metę nikt nie będzie się w te bzdury bawił. Gdyby na koniec nie został zaprezentowany materiał związany z opcjami fitness to kompletnie nie wiedziałbym po co mi taki zegarek potrzebny. W mojej opinii mogli skupić się, na jakichś bardziej praktycznych elementach które wpłyną na produktywność, łatwość komunikacji i tym podobne kwestie.

apple_watch_2

Na zakończenie zostało powiedziane, że przy użyciu Apple Watch będziemy mogli sterować urządzeniami podłączonymi do HomeKit czy na przykład Apple TV. W mojej opinii właśnie to są jedne z najciekawszych zastosowań i o nich chciałbym posłuchać. Ani słowa nie usłyszeliśmy też o zastosowanej baterii. Podejrzewam, że prace trwają i w tej chwili nawet Apple nie wie ile urządzenie będzie pracowało bez zasilania. Nie wyobrażam sobie posiadać zegarka, który musiałbym ładować częściej niż raz na pięć dni. Szczerze mam wielkie wątpliwości wobec tego czy urządzenie będzie w stanie utrzymać się na baterii dłużej niż przez jeden dzień. Obym się mylił.

Nie zamierzam kupować Apple Watch, nie jestem przekonany do tego sprzętu, znacznie bardziej lubię nosić na ręku mój aktualny zegarek. Technologie tak bardzo wkradają się moje codzienne życie, że nie wiem czy chcę kolejny ekran tym razem na moim nadgarstku. Dużo bardziej przekonują mnie opaski fitness takie jak Jawbone UP, które spełniają swoją rolę a tak naprawdę możemy zapomnieć o ich istnieniu. Jednocześnie nie przekreślam go, to zaledwie pierwsza generacja produktu, który ma w sobie olbrzymi potencjał.

Koniec iUrządzeń?

To co przykuło szczególnie moją uwagę to fakt, że wszystkie nowe usługi i urządzenia od teraz rozpoczynają swoją nazwę od słowa Apple. Czyżbyśmy doczekali się końca epoki kiedy urządzenia z Cupertino posiadały w nazwie przedrostek „i”? Jestem absolutnym przeciwnikiem tej drogi, znacznie przyjemniej i prościej wymawia się iWatch niż Apple Watch. Zgadzacie się ze mną? I tak wiem, że ta pierwsza wersja będzie używana przez użytkowników. Ciekaw jestem jak to dalej się potoczy. Kto wie, może iMac stanie się na powrót po prostu Maciem? Ciekaw jestem tej ewolucji nazewnictwa i będę się jej przyglądał z wielkim zaciekawieniem.

Podsumowanie

Nie zauroczyła mnie ta wrześniowa konferencja. iPhone nie spowodował, że ręce zaczęły mi drżeć na samą myśl, że będę mógł go kupić. Pozostaję przy 5S, a jeżeli miałbym dokonać zmiany to jedynie na model z większą pojemnością – aktualnie 16 GB to zdecydowanie za mało. Apple Watch to całkiem fajny gadżet jednak pierwsza część prezentacji kompletnie do mnie nie przemówiła. Z drugiej strony pamiętam, że wobec pierwszej odsłony iPada również miałem mieszane uczucia. Życie nauczyło mnie nie przekreślać nowego segmentu produktów. Werdykt będzie możliwy dopiero po organoleptycznym obcowaniu z zegarkiem. Mimo wszystko zapowiada nam się ciekawy początek przyszłego roku a tymczasem czekam do października, kiedy to zapewne zobaczymy odświeżone iPady i Maci. Nie zmienia to faktu, że gwoździem programu tegorocznej jesieni jest dla mnie premiera OS X Yosemite.