Tęskniliście za mną? :) Zgoodnie z wcześniejszym ostrzeżeniem, raz na jakiś czas zabiorę tu głos. Dziś krótkie info związane z programem recenzowanym na applesauce. AirMyPC ma się dobrze, rozwija cały czas a najnowsza odsłona (wersja 1.1), która pojawiła się dokładnie dziś, oferuje kolejną przydatną opcję – klonowanie obrazu z kamery internetowej podłączonej do peceta (oraz dźwięku domyślnego mikrofonu, np. w niej zintegrowanego), na Apple TV!
Opcja ta wymaga PC z systemem Windows w wersji 7 lub nowszym. Jeśli do tej pory nie przetestowaliście tej świetnej aplikacji polecam udać się na witrynę AirMyPC, gdzie znajdziecie m.in. wersję testową, działającą bez ograniczeń przez cały tydzień.
Koniec roku to jak zawsze czas wszelkiej maści podsumowań. Nie inaczej jest w przypadku Spotify. Twórcy usługi udostępnili serwis Year in music, który zapewnia masę ciekawych informacji. Sama strona została świetnie zaprejektowana i poprzez przewijanie w dół, możemy przejrzeć kolejne informacje. Szczególnie ciekawe są dane na temat najpopularniejszej piosenki w wybranym – posiadającym dostęp do Spotify – kraju. Wbrew pozorom, najczęściej są to mało znani wykonawcy. Przynajmniej mi, jednak musicie wybaczyć, kompletnie nie interesuje się muzyką pop.
Co jednak najważniejsze, i myślę że dla wielu z Was najbardziej intrygujące, jest podsumowanie roku dla danego profilu. W tym celu wystarczy zalogować się do swojego profilu za pośrednictwem strony. Fajnie jest mieć wgląd w to, czego słuchało się na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Z reguły nie zastanawiamy się nad tym jaki artysta towarzyszy nam najczęściej i fajnie jest spojrzeć na taką przekrojową informację. Dodatkowo, istnieje możliwość automatycznego stworzenia listy 100 najczęściej odsłuchiwanych utworów oraz takiej, która będzie zawierała propozycje od Spotify oparte na poprzednim roku. Fajny dodatek, z którego sam skorzystałem.
Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do sprawdzenia swojego podsumowania. Dla przypomnienia znajdziecie je tutaj.
Wczoraj applesauce stuknęły cztery lata. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego jak ważne dla historii tego miejsca okażą się tegoroczne urodziny. Dziś nastała dla mnie nowa blogowa rzeczywistość. Jak już wiecie Marek postanowił odpocząć od pisania i skupić się na innych codziennych sprawach. W pełni go rozumiem i wiem jak ciężkim krokiem było dla niego porzucenie naszego wspólnego dziecka w momencie, kiedy coraz bardziej widoczne są efekty wzmożonej pracy na przestrzeni ostatnich miesięcy. Chciałem w Tym miejscu serdecznie Markowi podziękować! Głównie za te cztery wspaniałe lata, a przede wszystkim za wiedzę i informacje, które tutaj pozostawił w formie swoich artykułów. Po cichu liczę, że ostatecznie wkrótce zatęskni za pisaniem i wróci tu na stałe. Tymczasem cierpliwie czekam wraz z czytelnikami na obiecane gościnne teksty w niedalekiej przyszłości.
Jak już wspomniałem odejście Marka powoduje, że muszę odnaleźć się w zupełnie nowych realiach. Miejsce tworzone w zamyśle prezentowania treści przez dwóch autorów mających tą samą pasję, a jednocześnie różne podejście do wielu spraw, staje się od tej chwili jednoosobowym przedsięwzięciem. Nie da się ukryć, że wiąże się to ze zmniejszoną częstotliwością publikacji. Wiecie jednak, że applesauce zawsze było miejscem gdzie jakość stanowczo stoi przed ilością. Mam pewną koncepcję na temat tego w jaki sposób chcę kontynuować istnienie tego miejsca, pozwólcie jednak że wyjdzie ona w praniu. Jeżeli się nie uda, to będę mógł przynajmniej udawać że tak właśnie miało być. Mam dla Was całkiem sporo materiału, który oczekuje w moim OmniFocus na odpowiednie ubranie w słowa. Czas niestety nie jest z gumy i codzienne zobowiązania skutecznie odciągają mnie od pisania. Jestem jednak dobrej myśli i pełen zapału.
Tymczasem jeszcze raz dziękuję Markowi i liczę na to, że pozostanie czytelnikiem i nie raz wda się ze mną w dyskusję swoimi komentarzami. Ja tymczasem pozostaję tutaj dla Was i postaram się zapewnić Wam sporo ciekawych tekstów w najbliższym czasie.
Najpierw był iCar, później Apple zmieniło nazwę na CarPlay. Integracja naszych coraz bardziej inteligentnych i wydajnych smartfonów z pojazdami, staje się czymś normalnym, wręcz codziennym. W sumie to trudno uznać to za rewolucję, bo przecież z racji nafaszerowania aut elektroniką, praktycznie żaden warsztat nie obejdzie się bez komputera diagnostycznego. Zwykli użytkownicy, po zainwestowaniu w odpowiedni adapter i oprogramowanie, mogą monitorować parametry samochodu w trybie rzeczywistym i reagować na zgłaszane przez system błędy. Mogą dotrzeć do celu, dzięki nawigacji z telefonie, słuchać muzyki z niego, bądź odbierać rozmowy dzięki łączności bezprzewodowej z samochodowym systemem audio. Wciąż pojawiają się nowe możliwości, a te dotychczasowe są usprawniane, by korzystało się z nich nam lepiej.
Swego czasu popełniłem tu artykuły na temat wykorzystania iPhone w połączeniu z samochodem. Przyznam jednak, że nie śledziłem przez dłuższy czas tego co się dzieje na rynku. Ostatnio zainteresował mnie produkt, który chciałbym wam dziś przybliżyć. Póki co nie jest on dostępny w Europie, ale zapowiada się całkiem ciekawie.
Automatic, bo tak nazywa się ten system złożony z urządzenia wpinanego w złącze diagnostyczne samochodu oraz oprogramowanie dla iOS (oraz Android) to z jednej strony stary pomysł, a z drugiej ubrany w nowe, bardziej atrakcyjne i co tu dużo kryć – wyższej jakości – szaty. W skrócie, porównałbym ten system do appek typu Zdrowie lub RunKeeper i podobnych. Automatic to idealne narzędzie do ecodrivingu, pozwala na zmianę nawyków jazdy, uczy bardziej ekonomicznego stylu prowadzenia. Ale to nie wszystko, Automatic zapamięta za nas gdzie zaparkowaliśmy pojazd, a w przypadku wypadku – dzięki czujnikowi akcelerometru oraz nadajnikowi GPS – może poinformować odpowiednie służby o zdarzeniu i wysłać dane ułatwiające lokalizację pechowego uczestnika kolizji.
Automatic przyda się również rodzicom oraz właścicielom firm, czyli generalnie wszystkim zainteresowanym trasami, które pokonało auto będąc w użyciu przez dziecko lub pracownika. Oczywiście, nie każdemu się taka inwigilacja może podobać, ale nie da się ukryć, że optymalizacja często pokonywanych odcinków może przynieść wymierne oszczędności.
Automatic to też stróż czuwający nad kondycją silnika naszego „wozidła”. Wiadomo, że szybka reakcja na sygnały płynące z czujników może ocalić życie motoru.
Ciekaw jestem, co jeszcze w międzyczasie będzie możliwe dzięki takiemu gadżetowi odpowiednio oprogramowanemu. Według mnie to bardzo fajna rzecz i wcale nie zasługuje na nazywanie jej zabawką. A co wy myślicie na ten temat?
Od dobrego tygodnia albo i nawet trochę dłużej, w sieci sporo szumi robi firma Fon Wireless Ltd., w skrócie zajmująca się sieciami WiFi, hotspotami i współpracą z operatorami telekomunikacyjnymi. Zainteresowanie zwraca ich najnowszy produkt – gramofon, który jest przystawką zamieniającą dowolny zestaw stereo w odbiornik audio AirPlay a raczej Spotify Connect. W sumie to nic nowego ani odkrywczego, sam wykorzystuję do tego celu AirPort Express, a na łamach bloga opisywałem też alternatywne rozwiązanie firmy D-link.
gramofon działa również jako wzmacniak sygnału WiFi, i dzięki wykorzystaniu tego rodzaju łączności zapewnia wyższą jakość dźwięku, większy zasięg i mniejsze opóźnienia, niż przystawki bazujące na komunikacji Bluetooth.
Pewnym ograniczeniem tego rozwiązania jest fakt, że wspierane jest nie tyle systemowo, co przez wybrane aplikacje. Tzn. z poziomu iOS nie można bezpośrednio streamować dźwięku na głośniki/zestaw HiFi, do którego podłączony jest gramofon. Wymagane są aplikacje Spotify Music lub WahWah (gramofonowe radio) i tylko one współpracują z urządzeniem. Strona produktu nie obfituje w szczegóły, więc zamiast zgadywać wolałbym przekonać się o możliwościach tego gadżetu własnoręcznie.
Jeśli posiadacie dobry zestaw audio i chcielibyście móc bez przewodowo słuchać na nim muzyki ze wspomnianych serwisów, to radzę się pośpieszyć – gramofon jest dostępny obecnie w promocyjnej cenie €49,00 (normalna cena €79,00), a dodatkowo nie poniesiecie kosztów wysyłki.
Aplikacje Fon Wireless, (radio, konfigurator) dostępne są również na platformę Android.
Jak wiecie, uwielbiam technologię AirPlay i obserwuję bacznie zarówno nowe produkty (sprzętowe jak i programowe) jak i ich uaktualnienia. Dawno temu, przy okazji opisywania wrażeń świeżo po nabyciu Apple TV, jeden z wpisów dedykowany poszerzeniu możliwości tele-jabłka zawierał informacje o świetnej aplikacji dostępnej dla komputerów pracujących pod systemami OS X oraz Windows – AirParrot. Dla przypomnienia, to rozwiązanie umożliwiające mirroring obrazu i dźwięku z komputera na odbiornikach AirPlay. AirParrot powstał wcześniej, niż Apple umożliwiło klonowanie audio/wideo użytkownikom nowszych Maczków z systemem Mountain Lion.
Dosłownie kilka dni temu autorzy, czyli Squirrels LLC, udostępnili kolejną odsłonę swojej chyba najlepszej aplikacji w całym portfolio, czyli AirParrot 2. Jakie zmiany zaszły w najnowszej wersji?
Wachlarz usprawnień jest naprawdę imponujący:
klonowanie obrazu i dźwięku do przystawki Chromecast,
strumieniowanie plików wideo metodą przeciągnij i upuść (nie trzeba już klonować całego ekranu z filmem w trybie pełnoekranowym, ani okna odtwarzacza, AirParrot 2 sam zajmuje się ew. konwersją i przesyłaniem),
strumieniowanie plików muzycznych, również w formatach bezstratnych (drag&drop – jak wyżej),
mirroring wyłącznie ścieżki dźwiękowej (na PC z Windows do tej pory AirParrot tego nie potrafił, w odróżnieniu od recenzowanego na applesauce alternatywnego programu: AirMyPC),
możliwość podłączenia do wielu odbiorników! (czyli można jednocześnie wysyłać materiał do Apple TV, Chromecasta oraz głośników bezprzewodowych AirPlay),
funkcja Quick Connect™ (umożliwia połączenie z oprogramowaniem Reflector, oraz bezpośrednie podłączenie do odbiorników po adresie IP),
wykrywanie urządzeń za pośrednictwem Bluetooth (Apple TV 3 Gen. – przydaje się w sieciach, które z racji zastosowanych urządzeń, nie obsługują protokołów Bonjour czy mDNS),
wsparcie dla dźwięku w jakości Surround (jeśli np. podłączymy Apple TV do zestwu audio/kina domowego z dźwiękiem przestrzennym 5.1),
wsparcie dla wielu formatów audio i wideo (brak szczegółowej listy oraz informacji n/t obsługi wyświetlania napisów…),
wsparcie dla sprzętowego pilota (niestety nie wiem, czy dotyczy to wyłącznie pilota od Apple TV, czy również pilotów od innych odbiorników AirPlay),
lista ostatnio podłączanych urządzeń ułatwiająca szybko ponowny wybór odbiorników,
możliwość zapauzowania mirroringu bez zerwania połączenia,
Uważam, że teraz AirParrot stanowi jeszcze bardziej atrakcyjną opcję, niż wbudowane klonowanie AirPlay. Nie dość, że wspiera również starsze komputery Mac, posiada wersję dla Windowsa a nawet dla Chrome OS!, to pozwala nie tylko na mirroring całego ekranu ale przede wszystkim okna wybranej aplikacji. A dzięki wyżej wymienionym zmianom wygoda, kompleksowość i uniwersalność tego rozwiązania nie ma sobie równych!
Obecni posiadacze AirParrot w starszej wersji mogą dokonać płatnego upgrade w niższej cenie, dzięki skorzystaniu z kodu rabatowego AP2UPGRADE. Niestety oferta ta jest ograniczona czasowo i kończy się już jutro, tj. 26 listopada b.r.
Dla nowych użytkowników ceny kształtują się następująco:
Niesamowita wizualizacja utworu oparta o prawa fizyki. Biorąc pod uwagę fakt, że nie zastosowano tu żadnych dodatkowych efektów specjalnych i wszystko dzieje się w oparciu o fale dźwiękowe, trudno wyjść z podziwu nad pracą muzyka. Koniecznie obejrzyjcie w całości, dodatkowo zajrzyjcie do „behind the scenes”.
Bez obaw, nie chodzi o łatanie dziur obniżających bezpieczeństwo systemu :) Po prostu wczoraj opublikowane uaktualnienie do wersji 3, wprowadza tyle ciekawych zmian w Yoink, że grzechem byłoby to pominąć i skwitować milczeniem.
Yoink recenzował niedawnoKuba. Tak więc nie widzę sensu kolejny raz przedstawiać programu. Natomiast poniżej wymienię najważniejsze funkcje najnowszej wersji:
poprawiona obsługa myszy gwarantująca łatwiejszą i szybszą nawigację do „półki” Yoink, pomocne zwłaszcza przy wielu biurkach oraz aplikacjach i oknach w trybie pełnoekranowym,
możliwość zmian rozmiarów okna Yoink, automatycznie lub do określonej ilości plików,
szybki podgląd plików w stosie z wykorzystaniem prawego klawisza myszy,
uaktualniony wygląd Yoink, spójny ze stylistyką najnowszej wersji OS X 10.10,
nowa ikona aplikacji oraz dopieszczone elementy interfejsu użytkownika,
poprawki błędów i inne wewnętrzne usprawnienia, m.in. lepsza współpraca z podglądem QuickLook, uporządkowane preferencje aplikacji, nazewnictwo i ścieżki plików.
Jeśli do tej pory nie daliście szansy temu zadziwiająco użytecznemu narzędziu, możecie przez ponad dwa tygodnie (a dokładnie 15 dni) przetestować w pełni funkcjonalną wersję do pobrania tutaj (jeśli wcześniej już testowaliście, to trzecią wersję możecie odkryć na nowo – czas będzie liczony od początku).
Zalecam jednak pośpiech, ponieważ przez ograniczony czasowo okres, Yoink w Mac App Store dostępny jest z 60% upustem (w cenie €1,79 – normalnie €4,49). Oczywiście, uaktualnienie Yoink jest darmowe dla obecnych użytkowników.
Yoink wymaga systemu OS X Lion lub nowszego (zalecany OS X Yosemite), powstał w 2011 roku i zyskał uznanie użytkowników potwierdzone wysokimi notami (średnia ocen wszystkich wersji to 4,5 gwiazdki!). Został również wyróżniony przez Apple w kategoriach Invaluable Utilities i Get Stuff Done.
Jeśli chcecie być na bieżąco w temacie uaktualnień i nowych produktów Matthiasa Gansriglera śledźcie applesauce. Oczywiście wiele informacji znajdziecie też u źródła:
Jawbone pokazał dziś dwa nowe produkty służące śledzeniu naszej codziennej aktywności fizycznej. Pierwszym z nich jest następca opaski UP 24, drugim brelok stanowiący od tej chwili najtańszą – i nad wyraz brzydką – opcję zakupu tego typu urządzeń firmy. Osobiście przez prawie rok użytkowałem pierwszą wersję opaski, jednak zniechęcony jej dość wysoką awaryjnością dokonałem zwrotu. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że polski Apple Store zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, kiedy to bez problemu zwrócił mi całą wartość produktu praktycznie po roku od zakupu, a była to już trzecia opaska wymieniona w ramach gwarancji. Muszę jednak zaznaczyć, że mimo mojego zniechęcenia wciąż nie widzę alternatywy i gdybym w tej chwili miał uzbroić się w podobne urządzenie monitorujące aktywność to zakupiłbym UP 24. Tak, w tej chwili już poprzedniej generacji.
Jeżeli spojrzymy na możliwości jakie otrzymała opaska UP 3 to trudno nie uznać jej za opcję kuszącą. Wśród nowości pojawiły się sensory które potrafią zmierzyć temperaturę ciała i otoczenia, respirację skóry, tętno czy też reakcje skórno-galwaniczne. Ciekawy zestaw, który sprawia że monitorowanie funkcjonowania naszego ciała może nabrać zupełnie nowego wymiaru. Posiadając wszystkie te dane aplikacja UP będzie mogła przy wykorzystaniu funkcji Smart Couch jeszcze sprawniej pomagać w utrzymaniu właściwej kondycji i zdrowego trybu życia. Zastanawiam się tylko czy nowe czujniki wymagają ciągłego przylegania do skóry. Jeżeli tak to będzie trzeba zapinać opaskę dość ciasno, a to z kolei nie będzie zbyt komfortową sytuacją. Dodatkowo, urządzenie otrzymało właściwość wodoodporności do 10 metrów, przez co wiele osób będzie mogło nareszcie korzystać z niej w trakcie pływania – myślę, że to jeden z najważniejszych nowych dodatków. Muszę przyznać, że bardzo chętnie sprawdziłbym jak to wszystko będzie się sprawowało na co dzień. Mimo to, jak już wspomniałem na wstępie, nie widzę możliwości aby kupić tą opaskę.
Wszystko przez jej nowy wygląd. Wersja srebrna jest po prostu – sam się sobie dziwię że używam tak mocnego słowa – paskudna. Jej design woła o pomstę do nieba i mimo, że promowana jest raczej na damskich nadgarstkach to nie sądzę, że spodoba się większej ilości kobiet. Sytuacje ratuje wersja czarna, która wydaje się być bardziej przystępna wizualnie. Mimo to również nabrała ona pewnego stylu, który w mojej opinii nie jest pożądany dla tego typu urządzeń. Osobiście uważam, że powinny być one neutralne do granic możliwości, ginąć na nadgarstku i nie eksponować się nadmiernie. Tylko taki stan rzeczy gwarantuje, że użytkownik nie będzie miał oporów przed korzystaniem z opaski 24 godziny na dobę niezależnie czy biega w dresie po parku, czy ubiera garnitur na spotkanie. Optymizmem nie napawa mnie również nowa forma zapięcia, w poprzedniej wersji sposób nakładania i zdejmowania opaski jest szybki, bezpieczny i wygodny. Mi osobiście nigdy nie udało się nawet zbliżyć do sytuacji, kiedy mogłem zgubić swojego Jawbone UP. Plusem jest jednak fakt, że teraz opaska będzie sprzedawana w jednym uniwersalnym rozmiarze i łatwiej będzie ją dopasować do swojego nadgarstka.
Jawbone UP 3 to urządzenie, które ciężko nie uznać za ciekawe. Nowe sensory spowodują, że świadomość naszej kondycji i ogólnego zachowania ciała wkroczy na kolejny poziom. Myślę, że większość z Was będzie z tego faktu zadowolona. Ostatecznie aktualny trend na śledzenie każdego aspektu swojego życia rośnie i tylko technologie ograniczają szybkość tego wzrostu. Mnie jednak nowe urządzenia nie przekonały i nie zamierzam w tej chwili wrócić do opaski Jawbone. To co mnie ciekawi chyba najbardziej, to awaryjność nowych urządzeń. Wiem, że UP 24 wniósł w tej kwestii wiele dobrego. Jak to będzie wyglądało dla nowego, tak bardzo naszpikowanego czujnikami, produktu. Będę się tej kwestii przyglądał z zaciekawieniem. Koniecznie dajcie znać, czy jesteście zainteresowani zakupem nowej opaski UP. Chętnie poznam też Wasze doświadczenia z dotychczasowymi modelami.
Nagrywanie obrazu iPhone lub iPada, dotąd wymagało dodatkowego oprogramowania. Większość liczących się odbiorników AirPlay, takich jak App Dynamic AirServer, Squirrels Reflector czy X-Mirage oferuje wbudowaną opcję nagrywania obrazu, przesyłanego strumieniowo do komputera (zdaje się, że Splashtop Mirroring360 ma otrzymać tę funkcję wkrótce). Alternatywą są też appki dla iOS, zapisujące w tle to co robimy na iGadżetach.
Okazuje się, że uaktualnienia systemu OS X (do wersji 10.10) oraz iOS (do wersji 8.x) dodają m.in. nowość w postaci możliwości rejestrowania obrazu urządzenia, pod warunkiem, że podpięte jest ono do Maczka za pomocą kabla USB-Lightning. Tak więc starsze modele z 30-pinowym złączem docka (jak np. iPhone 4/4s, czy iPad 2) się tutaj nie kwalifikują.
Do nagrywania obrazu i dźwięku służy aplikacja QuickTime Player, która w Yosemite została odrobinę odświeżona. Po jej uruchomieniu wybieramy z menu Plik opcję Nowe nagranie filmowe.
Domyślnie uruchomi się obraz z kamery iSight, ale w prosty sposób możemy zmienić źródło sygnału, na iPhone lub iPada. Ponadto możemy wybrać urządzenie rejestrujące dźwięk oraz ustawić jakość nagrania.
Oczywiście w nagraniu da się utrwalić to, co widzi kamera naszego smarfona / tabletu :)
Rozwiązanie działa to całkiem fajnie, jednak zauważyłem dwie sprawy wymagające poprawy:
zdarza się, że okno podglądu się zamyka a QT wyświetla komunikat o błędzie,
obrót iUrządzenia powoduje że obraz przez chwilę jest zniekształcony, nim zostanie poprawnie przeskalowany do nowych proporcji i wymiarów ekranu.
Co do samej jakości nagrania oraz płynności nie mam zastrzeżeń. Jest lepiej niż w przypadku wspomnianych na początku wpisu programowych odbiorników AirPlay. Filmowanie naszych działań na iPhonie / iPadzie może być ciekawą formą prezentacji recenzji aplikacji, lub interesującym uzupełnieniem np. materiałów szkoleniowych. Zresztą pomysłów na wykorzystanie takiej opcji jest bez liku, i jestem przekonany, że przynajmniej część czytelników applesauce wykorzysta tę możliwość.