Za nami raport finansowy Apple. Jest to moment w którym z reguły kręcę głową z niedowierzaniem wobec ilości urządzeń, które sprzedała firma. Oczywiście na liście przoduje iPhone i za nim następuje długie, długie – na około 20 milionów sztuk – nic. Niezmiennie jest to niezatapialny flagowiec wśród elektroniki sygnowanej nadgryzionym jabłuszkiem. Poniżej ilości sprzedanego sprzętu w finansowym Q3.
35.2 milionów iPhone’ow / 31.2 milionów w analogicznym okresie roku 2013
13.3 milionów iPadów / 14.6 milionów w analogicznym okresie roku 2013
4.4 milionów Maków / 3.8 milionów w analogicznym okresie roku 2013
2.9 milionów iPodów / 4.57 milionów w analogicznym okresie roku 2013
To co mnie cieszy najbardziej to wzrost sprzedaży komputerów Mac. Muszę się Wam przyznać, że jest to ewidentnie moja ukochana kategoria produktów Apple. Mac to doskonałe narzędzie pracy, którego potencjał zależy tylko i wyłącznie od kreatywności i potrzeb użytkownika. Cieszy mnie, że coraz więcej osób staje się posiadaczami tych, w mojej opinii, najlepszych na rynku komputerów. Najważniejsze jednak, że takie wzrosty najprawdopodobniej powodują w samym Cupertino wzrost nakładów na rozwijanie tej linii produktów. Zarówno sprzętowo jak i programowo. Ciekaw jestem ilu z Was w ostatnim kwartale dokonało zakupu Maca.
Dokładnie dwadzieścia dziewięć lat temu, 23 lipca 1985 roku na świat przyszła pierwsza Amiga, model 1000. Dzieło Jaya Minera oraz zespołu wielu zaangażowanych sercem i umysłem osób było prawdziwą rewolucją, technologiczną i mentalną. Ludzie przyzwyczajeni do ośmiobitowców dostali komputer osobisty z 32-bitowym procesorem (choć szyna danych była ograniczona do 16 bitów), zestawem specjalizowanych układów scalonych i wielozadaniowym systemem operacyjnym Amiga OS.
Choć graficzny interfejs użytkownika pojawił się oczywiście wcześniej (1983 r.) na komputerze Apple Lisa, to możliwości graficzne (rozdzielczości, wyświetlanie w kolorze) zostawiały w tyle zarówno Macintoshe, jak i resztę dostępnych na rynku komputerów osobistych. Dzięki bardzo dobremu wsparciu dla wideo i multimediów, Amiga szybko trafiła do studiów telewizyjnych, oraz pod strzechy programistów. Bardzo szybko zaowocowało to powstaniem rewelacyjnych tytułów, świetnych aplikacji użytkowych, ale przede wszystkim gier, które do dziś urzekają swoją grywalnością i stanowią inspirację dla nowych produkcji.
Tandem Amiga OS + Workbench oferował wiele udogodnień, których próżno było szukać u konkurencji: multitasking z wywłaszczaniem, wyjątkowo prosty system lokalizacji programów, czy unikalny system wielu „ściągalnych” ekranów. Ta ostatnia cecha umożliwiała jednoczesne wyświetlanie programów w różnych rozdzielczościach – ciężko to opisać, trzeba zobaczyć na własne oczy by przekonać się o wyjątkowości rozwiązania.
Kontakt z Amigą miałem – biorąc pod uwagę jej cenę i dostępność w naszym kraju – dość wcześnie, swoją pierwszą „piećsetkę” kupiłem bodajże w 1989 roku. Później, zakochany w Przyjaciółce, ewoluowałem i użytkowałem większość z dostępnych modeli (za wyjątkiem A1500, A2000/A2500, A500+, A3000T i CDTV). Ostatnim posiadanym komputerem tej marki była Amiga 4000T (Escom), rozbudowana o karty: phase5 CyberStorm Mk3, phase5 CybervisionPPC, Petsoff Delfina DSP Lite, BSC Multiface III; wyposażona w dysk i nagrywarkę SCSI i inne rozszerzenia i graty, których nie pamiętam.
Dopiero w 2001 roku Amiga ustąpiła miejsce PowerMacowi G4/466 Digital Audio. Nie da się ukryć, że to dzięki Amidze i emulatorowi ShapeShifter, poznawałem świat Apple :)
W ogóle dzięki Amidze nauczyłem się wiele, od zabaw z grafiką (Deluxe Paint!), muzyką (Protracker) zaczynając a na wyciskaniu ostatnich soków ze sprzętu i systemu kończąc. Grzebactwo, partyzantka na Amidze były kwestią łamania ograniczeń, optymalizacji, dokonywania niemożliwego. Dla odmiany, na pececie zwykle wiązało się to z doprowadzeniem komputera do stanu używalności… Tuning kontra druciarstwo ;)
Zawsze z wielkim sentymentem wspominam dwanaście lat spędzonych z Przyjaciółką, stąd też chętnie dopinguje inicjatywom, takim jak Pixel Heaven, gdzie amigowa i nie tylko retro-spuścizna przypomina o pionierskich czasach. Szkoda, że zarówno Commodore, jak i późniejsi właściciele Amigi nie potrafili zapewnić długowieczności temu wyjątkowemu komputerowi. Dziś niestety jest to już tylko relikt przeszłości podpięty do aparatury podtrzymującej życie. Dobrze jednak, że są wciąż fanatycy poświęcający swój czas i umiejętności by to życie w informatycznej niszy podtrzymać.
W ostatnim czasie, znany wam zapewne producent sprzętu sieciowego, wprowadził do swojej oferty urządzenie, które może w sporym zakresie konkurować z opisywanym przeze mnie AirPort Express. Pewnie, gdyby D-Link miał to swoje pudełeczko w czasie gdy szukałem rozwiązania, to właśnie ten „WiFi Audio Extender” spełniałby rolę repeatera i źródła sygnału dla głośników Edifier R2600.
Wygląda jednak na to, że póki co w naszym kraju, oficjalnymi kanałami dystrybucji DCH-M225 (urocza nazwa, zapada w pamięć jak nic innego…) się nie da zakupić. Za to np. w sklepie Amazon już jak najbardziej, za przyzwoitą cenę $49.99. Oczywiście wersję z wtyczką „hamerykańską”, zasilaną napięciem 110 V. Radzę więc zaczekać :)
Obstawiam, że cena w Polsce będzie się kształtować w zakresie: 179 – 199 zł. W porównaniu do kosztu APEx (ok. 429 zł), ten poziom może zagwarantować spore zainteresowanie. Kolejna sprawa, która przekona wielu potencjalnych klientów, to wsparcie dla protokołu DLNA. Tak, D-Link nie tylko wspiera AirPlay, ale również technologię popularną w świecie nie-Apple.
Specyfikacja urządzenia jest w porządku:
praca w sieciach 802.11b/g/n do 300 Mbps (niestety tylko w paśmie 2,4 GHz),
dwie wewnętrzne anteny,
zabezpieczenia WPA/WPA2, WEP 64/128 bitów oraz WPS,
wyjście audio – 3,5 mm jack.
waga: ok. 82 g,
wymiary: 54 x 42 x 54,5 mm,
obsługa i konfiguracja przez interfejs webowy oraz z poziomu aplikacji QRS (Quick Router Setup) dostępnych dla iOS oraz Androida.
W porównaniu do starego (jakby nie patrzeć) AirPort Express, brakuje w D-Linku złącza Ethernet, wsparcia dla pasma 5 GHz oraz wyjścia optycznego dźwięku…
Czy urządzenie D-Linka działa jak należy? Czy zasięg, opóźnienia i inne rzeczywiste parametry będą akceptowalne? Nie będę ferować wyroków, dopóki nie dostanę tego urządzenia w swoje ręce – jak tylko wersja europejska pojawi się w rodzimej dystrubucji, zamierzam pomęczyć dostawców o udostępnienie tego maleństwa do testów. Czekam również na AirPort Express z portem sieciowym GBit oraz wsparciem dla 802.11ac.
Swoją drogą pierwszy AirPort Express (z obsługą AirTunes) pojawił się ponad 10 lat temu! A dopiero teraz alternatywy pojawiają się na rynku…
Dwa lata temu – niesamowite jak czas ucieka – Marek opisał na łamach applesauce swoje wrażenia dotyczące Raspberry Pi. Tekst pozostał aktualny, a samo urządzenie tworzy niesamowite możliwości. Stosunek cena/możliwości jest w tym przypadku zabójczy. Dla przykładu osoba z mojej rodziny wykorzystuje Malinkę do zarządzania i monitoringu swojego domu. Efekty są na tyle dobre, że mam w planach wykorzystać jego doświadczenia u siebie.
Wracając do tematu, to co Markowi nie do końca przypadło do gustu to jakość dźwięku jaki generuje to urządzenie. Okazuje się, że nie jest on w tej kwestii odosobniony. Wskazuje na to ciekawy projekt o nazwie Volumio. Jest to w skrócie system operacyjny stricte przygotowany do serwowania Wam najlepszej możliwej jakości dźwięku. Oczywiście nie chodzi tu o dźwięki systemowe, a o muzykę zarówno pochodzącą z plików, radia internetowego czy streamu. Opiera się on na historycznym już rozwiązaniu RaspyFi, wykorzystując wszystkie najlepsze cechy swojego starszego brata, który stał się fundamentem nowszego i lepszego produktu. Fakt, że system ten został całkowicie zoptymalizowany względem audio powoduje, że zdecydowanie warto przyjrzeć mu się bliżej.
Osobiście nie posiadam – jeszcze – Raspberry Pi, więc tym bardziej zachęcam Was do przetestowania opisanego projektu. Jeżeli jesteście fanami solidnej jakości audio to uważam, że poświęcenie pięciu minut – tyle według deweloperów trwa uruchomienie systemu – może okazać się strzałem w dziesiątkę. No i obowiązkowo podzielcie się z nami swoimi wrażeniami.
W styczniu tego roku pisałem na temat wielkiego powrotu płyt winylowych. Zainteresowani pewnie już zerknęli pod link, dla tych mniej zainteresowanych krótko i zwięźle tłumaczę, że w roku 2013 sprzedaż płyt winylowych wzrosła o 32% względem roku 2012. Zawsze z miłą chęcią przyglądam się tym statystykom ze względu na to, że jestem wielkim pasjonatem czarnej płyty i wszystkiego co z nią związane.
Z tym większą radością natrafiłem na informację która mówi, że w bieżącym roku sprzedaż wzrosła o 38% względem poprzedniego analogicznego okresu. Uważam, że to imponujący wynik, który potwierdza zwrot miłośników muzyki do stricte analogowego źródła. Poniżej możecie spojrzeć jak to rozkładało się na przestrzeni lat.
źródło: http://www.digitalmusicnews.com
Wszystko wskazuje na to, że winyle przeżywają swoją drugą młodość. Mam nieodparte wrażenie, że za kilka lat ze sklepów znikną płyty CD a cyfrowa muzyka przeniesie się tylko i wyłącznie do dystrybucji w sklepach takich jak iTunes oraz do usług streamingowych. Ci, którzy płyty kolekcjonują w formie fizycznej będą polować na czarne krążki, a ja zdecydowanie będę w tej grupie. A Ty szanowny czytelniku, jeżeli nie do końca rozumiesz tą fascynację analogiem to zapraszam Cię do mojego artykułu „Zobacz synku z takich płyt kiedyś słuchało się muzyki…”
Za nami drugi wakacyjny konkurs! Tym razem do zdobycia były trzy kupony rabatowe uprawniające do bezpłatnego zakupu licencji osobistej na program Porthole, służący do przekierowywania audio z komputera Mac na wiele głośników bezprzewodowych jednocześnie. Chętnych było więcej niż w przypadku wcześniejszego konkursu – komentarzy było 6
Zatem laureatami zostają:
@sq2frd
@LukaszCzekaj
@supach
Zgodnie ze stadardową procedurą, z wyróżnionymi osobami skontaktuję się przez wiadomość prywatną i po uzyskaniu adresów e-mail, wyślę im kody rabatowe oraz instrukcję postępowania w celu ich realizacji.
Jak zwykle, zapraszamy wszystkich do obserwowania nas na blogu, Twitterze oraz profilu facebookowym, a my ze swojej strony obiecujemy wiele atrakcji, rzetelnych informacji oraz porad związanych z platformami OS X / iOS (i nie tylko!).
Od dłuższego czasu do weryfikacji prognozy pogody i aktualnych warunków atmosferycznych używam aplikacji Yahoo Waether. Myślę, że nie jestem w tej kwestii odosobniony. Ciężko odmówić jej pięknego designu i świetnej ergonomii interfejsu. Z tego co pamiętam zgarnęła też sporą liczę nagród w swojej kategorii. Osobiście poleciłem ją wielu moim znajomym. A jednak…
Dziś przeglądałem informacje dotyczące użycia pamięci mojego iPada i mówiąc szczerze przeżyłem nie mały szok. Okazało się, że bohaterka niniejszego tekstu zajmuje aż 455 MB. Nie-do-wia-ry! Szybki rzut oka do App Store i okazuje się, że czysta instalacja zajmuje 21,3 MB. Szok i niedowierzanie. Rozumiem cache dla informacji, ale na rogi szatana, Spotify zżera mniej miejsca przechowując lokalnie muzykę. Szybko sprawdziłem jak to wygląda na moim iPhone i okazało się, że lepiej, ale wciąż żenująco na poziomie 105 MB. Sprawdźcie jak to wygląda u Was, bardzo jestem ciekaw wyników. Tymczasem ja usuwam aplikację i instaluję ją na świeżo. Od jutra mam nowe hobby, będę podglądał jak szybko puchnie.
W ostatni weekend zorganizowaliśmy konkurs, w którym do wygrania były dwie roczne licencje (takie ograniczenie ze strony deweloperów – płatna wersja jest, wg informacji na stronie Splashtop dożywotnia) odbiornika AirPlay na platformę OS X / Windows – Mirroring360.
Nie wiem czy przyczyną była upalna pogoda, wakacyjny czas czy brak potrzeby/chęci posiadania takiego programu. Faktem jest, że spodziewałem się trochę większego zainteresowania ze strony czytelników applesauce.
Zgłoszenia udziału były trzy, jednak jeden uczestnik konkursu nieopatrznie zawiesił konto na Twitterze, w związku z czym nagroda przeszła na kolejną osobę, a że ilość nagród = ilości pozostałych graczy, serwis random.org okazał się zbyteczny ;)
Tak więc kody aktywujące Splashtop Mirroring360 na wybranym systemie wygrywają: @popkolor oraz @Mala_Pchla – gratulujemy!
Z wyróżnionymi osobami skontaktuję się przez wiadomość prywatną i po uzyskaniu adresów e-mail wyślę im kody aktywacyjne.
Wszystkich zapraszam do obserwowania nas na blogu, Twitterze oraz profilu facebookowym ponieważ już w najbliższy weekend organizujemy kolejny konkurs i nie jest to nasze ostatnie słowo na wakacje! :)
Sezon burzowy w pełni. Pasjonatów wyładowań atmosferycznych jest całkiem sporo i muszę przyznać że z całą pewnością również się do nich zaliczam. Sprawia mi niesłychaną frajdę obserwowanie błysków na niebie z okna mojego mieszkania. Spowodowało to oczywiście, że stałem się częstym bywalcem takich stron jak Polscy Łowcy Burz czy Burze.dzis.net. Ostatnio jednak zupełnie je pomijam skupiając się na najnowszym odkryciu.
Projekt Blitzortung.org to genialne przedsięwzięcie, które pozwala na śledzenie w czasie rzeczywistym lokalizacji w jakich mają miejsce wyładowania atmosferyczne. Co sprawia, że strona nabiera wyjątkowej wartości? Opóźnienie informacji, które z reguły waha się w granicach 6 sekund. Jest to na tyle niewielka wartość, że zdecydowanie możemy przyjąć, że informacje płyną do nas w czasie rzeczywistym. Możecie mi uwierzyć, że obserwacja rozwoju frontów burzowych, zwłaszcza kiedy zbliżają się do Waszego miejsca zamieszkania, to wciągająca zabawa. Polecam zajrzeć i przekonać się jak ciekawa jest ta wizualizacja. Mało tego możecie dołączyć do projektu i uruchomić własny detektor. Wszystko co do tego potrzebne znajdziecie w tym miejscu.