Za nami drugi wakacyjny konkurs! Tym razem do zdobycia były trzy kupony rabatowe uprawniające do bezpłatnego zakupu licencji osobistej na program Porthole, służący do przekierowywania audio z komputera Mac na wiele głośników bezprzewodowych jednocześnie. Chętnych było więcej niż w przypadku wcześniejszego konkursu – komentarzy było 6
Zatem laureatami zostają:
@sq2frd
@LukaszCzekaj
@supach
Zgodnie ze stadardową procedurą, z wyróżnionymi osobami skontaktuję się przez wiadomość prywatną i po uzyskaniu adresów e-mail, wyślę im kody rabatowe oraz instrukcję postępowania w celu ich realizacji.
Jak zwykle, zapraszamy wszystkich do obserwowania nas na blogu, Twitterze oraz profilu facebookowym, a my ze swojej strony obiecujemy wiele atrakcji, rzetelnych informacji oraz porad związanych z platformami OS X / iOS (i nie tylko!).
Gra jest perfekcyjnie wykonana, zarówno oprawa dźwiękowa jak i graficzna stoją na najwyższym poziomie, choć jeśli przyjrzeć się bardziej to gra kipi… ascetyzmem. Ale to właśnie sprawia, że przenosimy się w kompletnie inny świat, gdzie czas zatrzymuje się w miejscu, gdzie nic nas nie rozprasza ani nie wymaga od nas podejmowania szaleńczych decyzji. Trudno właściwie opisać fabułę po za zaakceptowaniem faktu, że „zabytkową dolinę” przemierza cierpiąca na mutyzm księżniczka Ida. Akurat to, że drobna ale szlachetnie urodzona nie wypowiada żadnego słowa, pozwala graczowi bardziej się z nią utożsamić. Gordon Freeman też nie był rozmowny, prawda? Generalnie bohaterów nie ma tu wielu, a ich obecność nie powoduje bolesnych konwekwencji. Zero stresu.
To, co stanowi siłę gry i de facto umożliwia pomoc księżniczce w dotarciu do celu, a w rezultacie ukończenie gry, to logiczne łamigłówki. Nie chodzi tu jednak o łamanie szyfrów ani rozwiązaywanie zagadek, a o umiejętnie poruszanie się w trójwymiarowej przestrzeni. Interaktywne puzzle są tu o tyle intrygujące, że prezentowana na każdym z poziomów architektura bawi się z graczem, oferując wiele zaskakujących konstrukcji bazujących na złudzeniach optycznych. Od razu uprzedzam, że osoby o podwyższonej wrażliwości powinny się czuć bezpiecznie – mdłości i strach Wam nie grożą.
Granie w Monument Valley to swego rodzaju podróż. Spokój, relaks – chyba te słowa najlepiej oddadzą klimat gry. Nawet jeśli czasem rozwiązanie zajmie więcej czasu nie czuje się zwątpienia, rezygnacji czy irytacji. Poziom trudności gry trudno zdefiniować, wymagana jest spostrzegawczość i widzenie przestrzenne a nie wyższe wykształcenie, czy fakultet z astrologii. Z Monument Valley jest jak z ulubionym albumem, którego słuchamy kompletnie zatopieni w dźwiękach i jedyną przykrością jest chwila, gdy muzyka przestanie płynąć z głośników/słuchawek.
Jeśli wcześniej graliście w Edge, to po za drobnymi podobieństwami w kwestii graficznej, Monument Valley gwarantuje całkowicie odmienne doznania. To nie test sprawności i szybkości manualnej. To tytuł zapewniający rozrywkę na zupełnie innym poziomie.
Jak wyżej napisałem żałuję, że gra ma tylko 10 rozdziałów. Nie mierzyłem czasu, ale pewnie sprinterzy są w stanie przejść tę grę w kilkadziesiąt minut. Nie o to jednak chodzi. Gra jest warta swojej ceny nawet bez upustu promocyjnego. Problemem jest tylko to, że w Monument Valley nie chce się przestać grać… Po cichu liczę na dodatkowe poziomy, nawet za dodatkową opłatą.
Programiści w Apple po za udoskonalaniem oprogramowania często wprowadzają zmiany utrudniające wykonanie niektórych operacji. Zmienia to się często w kolejnych wersjach systemu. Dzisiejsze sztuczki działają w 100% w Mavericksie, co do starszych OS X’ów jak i nowego Yosemite nie mam pewności, więc jeśli ktoś z Was to sprawdzi i podzieli się informacją w komentarzu – wdzięczni będą wszyscy.
Zmienić tło Findera potrafi każdy, ale jeśli chcielibyśmy użyć własnej tapety w ekranie logowania, zamiast „fabrycznego” szarego tła, wymaga to podjęcia nieco większej liczby kroków. Standardowy wygląd okna logowania nie jest brzydki, ale wiele osób chce spersonalizować swój komputer, a to całkiem fajny sposób. Wadą prezentowanego rozwiązania jest fakt, że pozbędziemy się również nadgryzionego jabłuszka, ale nic nie stoi na przeszkodzie by na własnej tapecie takowe (a nawet bardziej atrakcyjne) umieścić.
Dokonane zmiany będą widoczne zarówno podczas startu systemu, jak również po wybraniu okna logowania, jeśli mamy aktywną funkcję Szybkie przełączanie użytkowników.
Krok 1: Przygotowanie tapety.
Po za wybraniem motywu tła, który nas będzie satysfakcjonował warto tak dobrać plik graficzny, by jego rozdzielczość odpowiadała natywnej rozdzielczości ekranu. Ponadto należy w edytorze graficznym nieco tę tapetę zmodyfikować – dodać biały lub transparentny pasek u góry dlatego, że obraz nie jest centrowany według środka ekranu a według oryginalnej pozycji jabłka. Ja w swoim iMacu 20″ (rozdzielczość 1680 x 1050) użyłem tapety o wymiarach 1680 x 1418 piseli. To nie wszystko, nowa tapeta zakryje ikony przycisków Uśpij, Uruchom ponownie oraz Wyłącz i jeśli chcemy je oglądać i używać (a nie trafiać w nie kursorem myszy po omacku), to albo metodą prób i błędów osadzamy odpowiednie ikonki (które znajdują się w folderze, do którego ścieżkę podaję niżej) na naszej tapecie, albo dodajemy przezroczysty pasek do naszej nowej tapety od dołu. Wtedy jednak ta przestrzeń na ekranie logowania będzie miała domyślny, nudny, szary kolor. Za to przyciski będą dostępne bez zgadywania.
Drugi sposób jest o tyle bardziej bezpieczny, że w przypadku gdy mamy więcej kont użytkowników to po za trzema wspomnianymi przyciskami pojawiają, odpowiednio do sytuacji inne jeszcze, tj. Anuluj i Przełącz użytkownika. Gdy już posiadamy odpowiedni plik należy przekonwertować go do formatu png. Ostatnia rzecz w tym kroku to utworzenie dodatkowych 3 kopii tego samego pliku i nadanie wszystkim następujących nazw (podane nazwy plików muszą mieć dokładnie takie brzmienie!):
apple.png
apple_s1.png
apple_s1@2x.png
apple@2x.png
Krok 2: Utworzenie kopii zapasowych oryginalnych tapet systemowych (a w zasadzie plików z logo Apple) okna logowania.
Warto utworzyć folder przeznaczony do przechowywania tych domyślnych plików. Następnie w Finderze wybieramy z menu Idź opcję Idź do katalogu… (skrót: Shift+Command+G) i wpisujemy następującą scieżkę:
Znajdujemy tu pliki o identycznych do wymienionych w kroku 1 nazwach i robimy ich kopie do przeznaczonego na backup folderu. Możemy zrobić to wykorzystując funkcję „przeciągnij i upuść” przy wciśniętym jednocześnie klawiszu Alt (Option).
Krok 3: Skopiowanie nowych tapet w miejsce oryginalnych plików.
Przygotowane własne tapety wrzucamy do folderu systemowego znajdującego się pod ścieżką wskazaną w kroku 2. Zostaniemy poproszeni o uwierzytelnienie operacji zmiany plików systemowych co potwierdzamy, a spytani o to czy chcemy pozostawić obie, zatrzymać czy zastąpić – wybieramy ostatnią opcję. Potwierdzamy tę operację dla każdego z czterech plików (możemy też zaznaczyć checkbox „Zastosuj do wszystkich”) i wpisujemy hasło administratora. Zrobione.
Dodatkowo możemy „upiększyć” ekran logowania własnym powitalnym (lub ostrzegawczym) komunikatem. Aby tego dokonać skorzystamy ze znanego już nam przyjaciela – aplikacji Terminal. Wpisujemy poniższe:
sudo defaults write /Library/Preferences/com.apple.loginwindow LoginwindowText 'applesauce.pl - Twoje źródło wiedzy i rozrywki!'
Zatwierdzamy Enterem, wpisujemy hasło administratora i przy następnym logowaniu powita nas stosowny komunikat. Aby wrócić do stanu domyślnego należy w Terminalu wprowadzić poniższe wyrażenie:
Na łamach applesauce staramy się wynajdywać dla Was i opisywać rozwiązania, które są przydatne, sprytne i do których sami jesteśmy przekonani. Dlatego często wracamy do nich, przyglądamy się rozwojowi i Wam o nich przypominamy. Dziś chciałbym wrócić do opisywanego wiele miesięcy temu programu Porthole, który – pisząc w wielkim skrócie – umożliwia przekierowanie dzwięku z komputera pracującego pod systemem OS X do wielu odbiorników AirPlay na raz. Świetne rozwiązanie do nagłośnienia domu wyposażonego w głośniki bezprzewodowe. Robimy party i w każdym pomieszczeniu gra ta sama nuta :)
Moje wcześniejsze wrażenia dotyczące iluminatora nie były przesadnie pozytywne, ale autor nie zmarnował ani chwili. Od czasu recenzji Porthole został zaktualizowany wielokrotnie i zyskał sporo ciekawych opcji, takich jak:
certifikowany sterownik Soundflower zgodny z systemem OS X Mavericks (i Yosemite również),
możliwość ustawienia poziomu głośności dzwięku dla każdego odbiornika indywidualnie!
wsparcie dla AppleScript (Script Editor w Yosemite) – co zapewnia jeszcze większą kontrolę nad programem i odtwarzanym dźwiękiem.
Oczywiście aktualizacje przyniosły też wiele poprawek zgłoszonych błędów, optymalizacje kodu oraz wiele innych rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać. Za to już na pierwszy rzut ucha słychać różnicę w jakości przesyłanego dźwięku. Porthole działa praktycznie transparentnie, wręcz systemowo, wysyła audio bez zauważalnych strat w jakości. To zdecydowany atut który sprawia, że o wiele częście stosuję sam to rozwiązanie.
Ewentualne problemy mogą sprawiać komputery zamienione w odbiorniki AirPlay. W przypadku AirServer dla Windows oraz Shairport4w zdarzyło mi się doświadczyć przycinania dźwięku, tak jakby występował kłopot z buforowaniem. Natomiast Splashtop Mirroring360 dla Windows w ogóle nie zechciał współpracować. Nie obwiniałbym tu jednak Porthole a właśnie te software’owe odbiorniki. Sprzętowe rozwiązania (np. AirPort Express czy Apple TV, oraz – zgodnie z zapewnieniem autora – wszystkie inne posiadające certyfikat zgodności z AirPlay) współpracują z Porthole perfekcyjnie!
Jeśli okaże się, że większość czasu pracujemy z klawiaturą, to zamiast polować myszką na opcję w menu systemowym możemy wywołać kontroler Porthole skrótem klawiszowym i go obsłużyć w ten sam sposób. Krótkie informacje dotyczące instalacji i konfiguracji Porthole znajdziecie tutaj, natomiast bardziej szczegółowe znajdziecie w przewodniku do programu, oraz centrum pomocy.
Jeśli wciąż nie bardzo wiecie do czego może się przydać iluminator, proponuję zobaczyć poniższy film.
A teraz obiecany konkurs!
Dzięki uprzejmości autora mamy dla Was trzy kupony zniżkowe – oczywiście rabat wynosi 100% – na program Porthole (wartość $16), które z przyjemnością oddamy czytelnikom, którzy dopełnią poniższych warunków konkursowych.
Aby wziąć udział w konkursie należy:
polubić profil applesauce na Facebooku i/lub dodać konto @applesaucepl do obserwowanych na Twitterze,
w wybranej sieci społecznościowej zostawić poniższą informację z odnośnikiem do tego wpisu, a następnie w komentarzu podać miejsce gdzie opublikowaliście ów link.
Treść informacji konkursowej:
[Konkurs] Gram o licencję programu Porthole firmy Danger Cove na blogu @applesaucepl – https://www.applesauce.pl/?p=5481 #konkursApplesauce
Konkurs trwa od teraz do końca poniedziałku 14.07.2014, do godziny 23:59. Losowanie odbędzie się następnego dnia, więc we wtorek wyłonimy zwyciężców a kody prześlemy mailem.
Wielkim plusem jest to, że licencja Porthole jest powiązana z właścicielem, a nie komputerem, inaczej mówiąc jeśli posiadacie kilka Maców, na każdym z nich możecie zainstalować Porthole w ramach tego samego klucza!
Jeszcze jedno. W niedługim czasie, przy moim niewielkim udziale, Porthole będzie komunikować się z Wami w naszym pięknym, ojczystym języku!
Niedawno miałem dość nieciekawą sytuację: mianowicie trochę „zamieszałem” na iMacu, co zaowocowało tym, że moje hasło przestało mnie wpuszczać na główne konto… Ot, kolejny dowód by wszelkie zabawy robić na innym koncie, z ograniczeniami. Tak czy inaczej postawiony zostałem przed problemem wyzerowania hasła, no i chwilę trwało nim udało mi się to przeprowadzić, dlategoteż postanowiłem poniżej zebrać chyba większość możliwych do wykonania czynności pozwalających na reset naszego tajemniczego zaklęcia.
Nie będę się rozpisywał krok po kroku, natomiast załączę odsyłacze do odpowiednich dokumentów z Apple Knowledge Base, w których wszystko wyjaśnione jest bardzo dobrze. I to w naszym ojczystym języku.
Aby uruchomić komputer z partycji zawierającej system odzyskiwania (recovery) należy przy uruchomieniu/restarcie trzymać klawisze Command+r. Można też trzymać wciśnięty tylko klawisz Alt (Option) i wybrać odpowiednią partycję. Po wczytaniu systemu ratunkowego w menu Narzędzie wybieramy aplikację Terminal. Natępnie wpisujemy komendę resetpassword i następnie w nowo otwartym oknie wybieramy dysk, dalej użytkownika oraz wprowadzamy nowe hasło. Możemy tu również przywrócić uprawnienia w katalogu domowym wybranego użytkownika do wartości domyślnych.
W systemach OS X do wersji 10.6, które nie były dystrybuowane w wersji elektronicznej aby zmienić/wyzerować hasło należało uruchomić komputer z płyty instalacyjnej i następnie wybrać z menu Narzędzia opcję Resetuj hasło. Dokładny opis procesu dla różnych wersji systemu OS X.
Kluczową sprawą jest tu zaznaczenie właściwej opcji – „Użytkownik może zerować hasło, podając Apple ID”.
Jeśli zapomnimy hasła, nie pomoże również podpowiedź, to po trzeciej nieudanej próbie w oknie logowania jest wyświetlany komunikat „Nie pamiętasz hasła? Wyzeruj je, używając Apple ID”. Należy wtedy kliknąć ikonę strzałki w okręgu, aby wyświetlić okno dialogowe Zerowanie hasła. Pozostaje nam wprowadzić nazwę i hasło konta Apple ID, a następnie kliknąć przycisk Wyzeruj hasło.
W obu powyższych przypadkach problem jest bardziej poważny gdy korzystamy z szyfrowania zawartości dysku – funkcji FileVault. Zerowanie hasła wymaga wygenerowania i bezpiecznego przechowania tzw. klucza odzyskiwania. Radzę zapoznać się z tą procedurą nim będzie za późno…
Przedstawiam dwa różne sposoby bez gwarancji powodzenia – pierwsza metoda u mnie nie zadziałała, natomiast drugiej nie miałem potrzeby już weryfikować ponieważ hasło wyzerowałem korzystając z opisanej wyżej funkcji odzyskiwania systemu.
uruchamiamy komputer w trybie pojedyńczego użytkownika, umożliwiamy dostęp do zawartości dysku wpisując i zatwierdzając Enterem:
mount -uw
wprowadzamy następujące wyrażenie:
rm /var/db/.AppleSetupDone
na koniec:
reboot
po restarcie powita nas Asystent ustawień, tak jak w przypadku pierwszego uruchomienia komputeraz po instalacji. Możemy teraz stworzyć nowe konto administratora po to, by z jego poziomu zresetować hasło na koncie z problemem (korzystając już „po ludzku” z Preferencji systemowych: Użytkownicy i grupy). A poźniej nowo utworzone konto usunąć, et voila!
Apple uczestniczy w Pride Parade a okazuje się, że środowisko LBGT wesprzeć można korzystając z systemowego Terminala ;) Przy okazji przydatnych wpisów Kuby pozwalających nawet laikom poznać świat wiersza poleceń, poniżej dwa przepisy na tchnięcie życia w monochromatyczny interfejs tekstowy.
Domyślny wygląd zawartości Terminala jest conajmniej nudny, oczywiście standardową kolorystykę można zmienić na wiele sposobów, dodać nawet tło, zmienić przeźroczystość itp. W tym wpisie jednak pójdziemy na całość i uzyskamy prawdziwą tęczę. Aby tego dokonać najpierw należy zainstalować alternatywę dla systemowego polecenia cat – lolcat (wymaga to zainstalowanego środowiska Ruby):
sudo gem install lolcat
Użycie sudo sprawi, że unikniemy ew. problemów z uprawnieniami.
Aby lepiej poznać lolcat polecam wyświetlić treść pliku pomocy do tego polecenia:
lolcat -h
Prawda, że śliczny efekt?
Oczywiście można w ten sposób wyświetlić praktycznie wszystko, a zastosowanie przełącznieka -a dodatkowo tęczę zaanimuje. Zróbmy sobie tęczowe jabłuszko:
echo |lolcat -a -d 50
A może kolorowy transparent? Pozwolą na to polecenia: banner i… pipa „|” ;)
Idąc dalej zainstalujmy cowsay – dzięki czemu losowo wybrane stworzenie „narysowane” kodami ASCII będzie do nas gadać w komiksowy sposób:
sudo gem install cowsay
W połączeniu z lolcat możemy uzyskać następujący efekt:
Kolorowej zabawy!
Informacje użyte we wpisie znalezione na OSXdaily.com
Dziś krótka ale dość przydatna porada dotycząca kontroli wyświetlanych kont użytkowników na ekranie logowania w systemie OS X. Domyślnie zobaczymy tu ikonki wszystkich użytkowników wraz z ich nazwami, konto Gość (o ile nie zostało wcześniej wyłączone) oraz być może również konto nazwane Inne, które przydatne jest zwłaszcza gdy korzystamy z komputera w sieci, w ktorej wdrożono usługę Active Directory/Open Directory.
Po co ukrywać konta w oknie logowania? Np. w sytuacji kiedy na komputerze trzymamy profil użytkownika, który przez dłuższy czas nie będzie korzystał z komputera. Albo po to by uniemożliwić komuś wykorzystanie pozostawionego w firmie komputera jako terminala do serwera AD. Albo po to by schować przed ciekawskimi konto Administratora (bo przecież wszyscy pracujemy jako zwykli użytkownicy, a admin bierze się do dzieła tylko w konkretnych sytuacjach i działaniach takich jak konserwacja systemu, prawda?). Możemy również zostawić widoczne tylko konto głównego użytkownika, a pozostali będą autoryzować się podając swój login i hasło po kliknięciu w ikonę Inne.
Czy będą to więc kwestie estetyczne czy bezpieczeństwa, rozwiązanie to jest dość proste w realizacji. Pierwsza sprawa to sprawdzenie tzw. nazwy konta (będącej krótką nazwą użytkownika, która widoczna jest np. w Terminalu). Aby to zrobić musimy wejść w Preferencje systemowe -> Użytkownicy i grupy a następnie wcisnąć prawy klawisz myszy (lub Control+LMB) i wybrać – jedyną zresztą – pozycję Opcje zaawansowane.
Gdy już znamy nazwy kont użytkowników, których ikony chcemy ukryć, pozostaje nam skorzystać z Terminala, w którym wpisujemy następujące wyrażenie:
Oczywiście w miejsce USER1 i pozostałych podajemy nazwy kont, które zamierzamy schować.
Efekt poniżej (widoczne tylko konto główne oraz Inne)
Jeśli jednak po jakimś czasie zechcemy mieć znów możliwość wyświetlenia kompletnej listy użytkowników na ekranie logowania wystarczy w Terminalu wprowadzić poniższe (zwróćcie uwagę na polecenie delete):
Czasem okazuje się, że wbudowany ekran naszego Maca jest niewystarczający do komfortowej pracy, i najlepszym rozwiązaniem będzie zakup zewnętrznego monitora. Oczywiście z uwagi na cenę samego monitora oraz ewentualnych adapterów umożliwiających podpięcie go do komputera, jest to droga inwestycja. A gdyby tak wykorzystać iPada, iPhone czy nawet iPoda touch jako dodatkowy wyświetlacz? Jest to możliwe, a w App Store znajdziecie conajmniej kilka różnych opcji.
Ja dość dawno temu nabyłem jedną z pionierskich appek realizujących poruszony wyżej problem. DisplayPad, bo niej mowa występuje (jak chyba wszystkie rozwiązania) w postaci duetu aplikacji dla OS X (darmowa) oraz iOS (płatna). Niestety autorzy nie udostępnili DisplayPad w wersji uniwersalnej, więc jeśli chcecie aktywować również ekran iPhone, wymaga to dodatkowego zakupu.
Po instalacji DisplayPad na iPadzie i jej uruchomieniu jesteśmy poproszeni o uzupełnienie pary o wersję desktopową:
Instalacja tej drugiej pozwala na wybranie z menu zewnętrznego ekranu oraz trybu rozdzielczości:
Korzystając z panelu preferencji Monitory możemy ustalić czy chcemy powiększyć obszar czy sklonować obraz…
…oraz określić w przypadku powiększenia obszaru roboczego, z której strony dodatkowy ekran ma się aktywować:
Oczywiście Maczek oraz iUrządzenie muszą być w tej samej sieci WiFi. Efekt końcowy widać poniżej:
Ograniczeniem DisplayPad jest to, że nie można okna systemowego bądź okna programu mieć jednocześciea obu ekranach (czyli np. pół na wbudowanym, drugie pół na zewnętrznym). Ogromną zaletą natomiast fakt, że interfejs na iPadzie możemy obsługiwać dotykowo, a nie tylko korzystając z przeniesionego kursora myszy. W kwestii szybkości działania trudno zarzucić cokolwiek, nawet leciwy iPad 2 bez problemu z odświeżaniem wyświetla zawartość komputera.
Alternatywne rozwiązania dodatkowo wspierają platformę Windows a ponadto w przypadku iDisplay od shape.ag zewnętrznym ekranem może stać się nawet tablet/smartfon pracujący pod systemem Android, natomiast Air Display 2 od Avatron Software, pozwala wykorzystać w tym celu zarówno ekran urządzenia z Androidem jak też drugiego Maca i/lub peceta.
Na koniec linki do DisplayPad oraz pozostałych programów:
W ostatni weekend zorganizowaliśmy konkurs, w którym do wygrania były dwie roczne licencje (takie ograniczenie ze strony deweloperów – płatna wersja jest, wg informacji na stronie Splashtop dożywotnia) odbiornika AirPlay na platformę OS X / Windows – Mirroring360.
Nie wiem czy przyczyną była upalna pogoda, wakacyjny czas czy brak potrzeby/chęci posiadania takiego programu. Faktem jest, że spodziewałem się trochę większego zainteresowania ze strony czytelników applesauce.
Zgłoszenia udziału były trzy, jednak jeden uczestnik konkursu nieopatrznie zawiesił konto na Twitterze, w związku z czym nagroda przeszła na kolejną osobę, a że ilość nagród = ilości pozostałych graczy, serwis random.org okazał się zbyteczny ;)
Tak więc kody aktywujące Splashtop Mirroring360 na wybranym systemie wygrywają: @popkolor oraz @Mala_Pchla – gratulujemy!
Z wyróżnionymi osobami skontaktuję się przez wiadomość prywatną i po uzyskaniu adresów e-mail wyślę im kody aktywacyjne.
Wszystkich zapraszam do obserwowania nas na blogu, Twitterze oraz profilu facebookowym ponieważ już w najbliższy weekend organizujemy kolejny konkurs i nie jest to nasze ostatnie słowo na wakacje! :)
Wczoraj wydarzyła się ciekawa sytuacja, z walorem edukacyjnym, dlatego postanowiłem się z Wami nią podzielić. Zadzwonił do mnie przyjaciel z prośbą o pomoc, mianowicie jeden z jego klientów rozwalił swojego iPhone 5s. Nie był to – wnioskując ze słownego opisu – pechowy wypadek, tylko celowe działanie. Właściciel smartfona, majętny dupek chciał zaimponować sobie podobnym niszcząc słuchawkę, którą przecież ubezpieczył od takich sytuacji, więc z całą pewnością dostanie nowy aparat. A kto bogatemu zabroni?
Problem powstał, gdy okazało się, że w zniszczonym aparacie znajdują się – jak na ironię – ważne dla niego informacje: numery telefonów, wiadomości i… muzyka (sic!). A oczywiście mądrala reprezentuje grupę użyszkodników, którzy nie będą przecież kalać swoich kończyn (ani tym bardziej mózgu) zakładaniem kont, tworzeniem kopii zapasowych, itp. Uległem namowom przyjaciela, który podążając według moich wskazówek nie dał rady odzyskać danych i przyjąłem go u siebie. Zaczęliśmy wspólnie walkę, która niestety nie zakończyła się sukcesem.
Wydawało mi się, że dość łatwo rozwiążę kwestię dostania się do zawartości aparatu, mam oprogramowanie PhoneView firmy eCamm, ktore sobie bardzo dobrze radzi w takich sytuacjach. Niestety (niestety w tym konkretnym przypadku) aby aplikacja zobaczyła urządzenie, komputer do którego je podepniemy musi być zaufany – o ile mnie pamięć nie myli Apple wprowadziło to zabezpieczenie w iOS7. No a żeby zatwierdzić poświadczenie należy tego dokonać na aparacie, czyli go odblokować i zaakceptować monit. Bułka z masłem, pod warunkiem, że mimo pękniętej szybki ekranu nadal działa digitizer. Zniszczenie iPhone 5s było jednak zbyt poważne i o ile udawało się wysunąć okno Powiadomień lub Centrum sterowania to już odblokowanie – mimo znanego PINu – okazało się mission impossible. Ekran reagował losowo, tapnięcie na ikonkę WiFi w Centrum sterowania aktywowało aparat, itp.
Ale przecież to iPhone 5s i posiada czytnik linii papilarnych Touch ID! Szybki telefon do wlaściciela i kolejna porażka – oczywiście nigdy tego nie aktywował… Przez głowę przelatywały mi różne pomysły: zrobić Jailbreaka, sparować klawiaturę po Bluetooth, założyć Apple ID. No tak, ale każda z tych czynności wymagała niemożliwej do realizacji interakcji z poziomu aparatu. Telefon miał wyłączone praktycznie wszystkie interfejsy sieciowe, dodatkowo trafił do nas bez karty SIM. Jako, że nigdy wcześniej właściciel nie podłączył telefonu do komputera (a nawet gdyby to zrobił, to wątpię by miał tyle samozaparcia by instalować iTunes), nie było żadnego zaufanego sprzetu, na którym można by spróbować instalacji softu takiego jak DiskAid. Przez chwilę zaświeciło się światełko w tunelu – może Sterowanie głosowe/Siri pomogą odblokować telefon? Niestety nie.
Reasumując: prawdopodobnie jedynym wyjściem będzie wysyłka uszkodzonego iPhone do MacLife, po to by podłączyli sprawny digitizer, odblokowali słuchawkę i zrobili backup. I niech to kosztuje słono, i będzie lekcją na przyszłość dla takich niefrasobliwych lanserów.
A Wy pamiętajcie, że po to macie do dyspozycji iCloud, Touch ID, synchronizację w iTunes i inne mechanizmy, by uniknąć podobnych sytuacji. Niestety zasobność portfela nie zastąpi procesu myślenia.