Porady

Tania alternatywa dla iTunes Match – Cloud Player

cloud_player_01

Przez rok korzystałem z usługi iTunes Match i muszę przyznać, że jest świetne rozwiązanie, choć nie pozbawione wad. Koszt rozwiązania jest według mnie stosunkowo niewielki, a wygoda jak i sama idea, przez wielu użytkowników nie doceniane. Największy problemem stanowi pełna synchronizacja utworów znajdujących się w naszej fonotece i dopasowanie ich do zbiorów w sklepie iTunes. Nawet poprawne opisane albumy, zripowane bezpośrednio z oryginalnch płyt CD, nie zawsze były trafne rozpoznanie. Być może teraz sytuacja wygląda lepiej, ja zrezygnowałem z iTunes Match niedługo po pojawieniu się Spotify. Mimo to, z uwagi na fakt, że oferta serwisów streamingowych nie jest kompletna, a w swoich zbiorach posiadam dość rzadkie utwory, bootlegi i inne rarytasy, to rozważam powrót do usługi Apple.

W międzyczasie, postanowiłem sprawdzić, czy da się w miarę prosty i ekonomiczny sposób znaleźć alternatywę dla dla iTunes Match w podstawowym zakresie, tj. składowanie muzyki w chmurze i bezpośredni streaming z takiego źródła.

cloud_player_03

Większość z nas używa dziś powszechnie chmury. Dyski sieciowe takie jak Dropbox, Box, OneDrive, Google Drive, czy synchronizacja via iCloud to fajne rozwiązania, które umożliwiają nam dostęp do danych z dowolnego miejsca. Jedynym wymogiem jest dostęp do Internetu. Co prawda większość tych rozwiązań oferuje ograniczoną przestrzeń dyskową za darmo, ale obecne stawki abonamentowe stają się coraz bardziej przyjazne dla naszych portfeli, a ponadto istnieje wiele sposóbów na bezpłatne powiększenie takiego magazynu.

Ja preferuję trzymać dane, zwłaszcza te istotne, u siebie, na dysku lokalnym, lub w postaci archiwum na płycie DVD czy dysku zewnętrznym. Dyski sieciowe (w chmurze, nie NAS) wykorzystuję raczej sporadycznie, czemu by jednak nie zwolnić miejsca na dysku komputera i przerzucić całą muzykę na dysk w chmurze? Nawet jak ją stracę, to mam oryginalne nośniki, więc nie będzie problemu z ich odzyskaniem, prawda?

Podstawowa kwestia przy wyborze rozwiązania, to sposób w jaki chcemy do tej muzyki się dobrać, z komputera czy z iPhone/iPada? Dla mnie kluczowym jest to drugie, ponieważ częściej mam przy sobie iUrządzenia niż komputer. Ponadto iPhone/iPad wspierają AirPlay.

Kolejna rzecz to obsługiwane formaty. Myślę, że większość z nas nie będzie się bawić w przesyłanie wielu gigabajtów muzyki w formacie bezstratnym i zadowoli się .mp3 lub .aac z maksymalnym bitratem. Mimo to, postanowiłem zweryfikować wspierane formaty audio i moim ulubionym programem XLD skonwertowałem bazowy utwór zespołu Eagles – Hotel California (z referencyjnego dla mnie albumu Hell Freezes Over) w FLAC do poniższych:

cloud_player_02

Następnie tak przygotowane pliki wrzuciłem do folderu Muzyka utworzonego na każdym z posiadanych przeze mnie kont dysku w chmurze, tj. Dropbox, Box, OneDive oraz Google Drive, i rozpocząłem testy. Dodam tylko, że upload plików najszybciej nastąpił na Dropboksa, a najwolniej na Box. Nie korzystam z aplikacji pomocniczych instalowanych na komputerze, a konta obsługuję za pośrednictwem przeglądarki WWW (Safari).

Bezpośredni streaming w oknie przeglądarki zadziałał odpowiednio dla następujących formatów:

  • Dropbox: AAC, MP3, Apple Lossless i WAV
  • Google Drive: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV (wszystkie z wykorzystaniem webowego Music Player for Google Drive, w przypadku FLAC zasugerowano mi pośrednictwo CloudConvert z czego nie skorzystałem)
  • OneDrive: pomimo faktu rozpoznania większości plików jako ścieżki audio (ikonka z nutką), OneDrive w przeglądarce nie oferuje możliwości odtworzenia muzyki, za to można np. wygenerować kod HTML do osadzenia pliku na stronie WWW (ciekawa opcja)
  • Box: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV, FLAC, AIFF – przy czym po za .mp3 pozostałe formaty wymagały wcześniejszego zbuforowania utworów (Generating Preview…)

Reasumując: nie udało się w ogóle otworzyć plików Ogg Vorbis oraz WavPack.

Jak wspomniałem wcześniej, najwyższy priorytet ma odtwarzanie na urządzeniach przenośnych, więc logicznym krokiem było sprawdzenie, jak sobie z tym radzą oficjalne appki dla iOS. Wyniki są następujące:

  • Dropbox: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV i (o dziwo!) AIFF (wsparcie AirPlay z poziomu iOS)
  • Google Drive: żaden plik nie ma możliwości odtworzenia bez pomocy dodatkowej, zewnętrznej aplikacji!
  • OneDrive: AAC, MP3, Apple Lossless i WAV (wsparcie AirPlay z poziomu aplikacji)
  • Box: AAC, MP3, Apple Lossless, WAV, FLAC, AIFF – buforowanie przebiegało sprawniej, przypuszczam więc, że tylko część pliku jest pobierana lokalnie przed odtwarzaniem (wsparcie AirPlay z poziomu iOS)

Postanowiłem więc przeszukać App Store pod kątem programu, który będzie potrafił nie tylko dobrać się do zasobów na wymienionych dyskach, ale również streamować przechowywaną na nich muzykę. Nie było to proste, bo znakomita większość appek to menadżery plików, które pozwalają na pobieranie i wysyłanie plików między iDevices <-> Cloud, i ewentualny podgląd dokumentów tekstowych, zdjęć itp. Natomiast multimedia są tu traktowane po macoszemu, i odtworzenie czegokolwiek w najlepszym przypadku wymaga wcześniejszego pobrania pliku do iPhone/iPada. Wiele programów jest niestety również płatnych, bez darmowych wersji demo, lub z poblokowanymi opcjami, bez których wykonanie testów było niemożliwe.

Po kilkunastu godzinach na polu bitwy zostały trzy aplikacje, w których zdecydowany prym wiedzie Cloud Player i na nim się dalej skupię.

Cloud Player – Music Player for Dropbox, Box, OneDrive, Google Drive to appka uniwersalna, która w wersji darmowej posiada ograniczenie do maksymalnie 3 zasobów sieciowych, wyświetla sporadyczne reklamy. Cloud Player Pro jest do nabycia wewnątrz aplikacji za marne €0,89. Po kilku chwilach z programem nie zastanawiałem się długo nad zakupem. Tym bardziej, że większość oferty App Store była brzydsza i droższa.

Cloud Player pozwala na streaming muzyki, tworzenie playlist i to w oparciu o utwory znajdujące się na różnych dyskach!, na pobieranie plików do pamięci iPhone/iPad i wysyłanie do chmury. Wspiera również AirPlay, umożliwia tworzenie i usuwanie, przenoszenie, zmianę nazwy folderów i plików. W ustawieniach odtwarzacza można określić wielkość bufora na dane muzyczne czy ilość prób otwarcia pliku.

cloud_player_04

Obsługiwane przez Cloud Player formaty to: AIFFApple Lossless, AAC, MP3 i WAV niezależnie od wybranego konta dysku w chmurze.

Cloud Player posiada też zaimplementowaną obsługę okładek, jednak działa to dość nieprzewidywalnie, tzn. te same pliki, które na komputerze posiadają okładki, w odtwarzaczu już nie mają. Z drugiej strony utwory, które w folderze na komputerze nie miały okładek, na iUrządzeniu zostają wzbogacone o pobraną z Internetu. Wydaje mi się, że ma tu znaczenie format pliku audio, dopasowanie okładki odbywa się prawdopodobnie dla najpopularniejszego rozszerzenia, czyli .mp3 (dzięki informacjom zawartym w tagu ID3).

cloud_player_05

Nie wiem jak wy, ale ja przyzwyczajony jestem do organizacji fonoteki w iTunes, czyli hierarchiczny porządek i możliwość sortowania według albumu lub wykonawcy. Tutaj tego nie ma i trzeba się nieco przestawić… Oczywiście wyszukiwanie działa, pod warunkiem, że najpierw utwory z każdego konta dyskowego wrzucimy do biblioteki Songs.

cloud_player_08

Niestety gdy dodamy wszystko na raz, to zrobi się misz-masz, więc lepszym – choć nieco żmudnym – rozwiązaniem jest dodawanie utworów albumami jako osobne playlisty. Biblioteka Songs automatycznie powiększa się o każdy odegrany choćby w części utwór, pozycje można usuwać pojedyńczno przesuwając paluch w lewo, lub wszystkie na raz, po wejściu w Settings -> Delete songs library.

cloud_player_06

Oczywiście utwory możemy zapętlić lub włączyć odtwarzanie losowe. Działa też opcja Teraz grane (Now Playing), a program nie przerywa odtwarzania podczas pracy w tle.

cloud_player_07

Wcześniej wspomniałem o tym, że Cloud Player był jedną z trzech appek, które zaskarbiły sobie moją przychylność. Pozostałe dwie to:

  • Air Beats Pro – Cloud Manager for Dropbox and Google Drive, który póki co jest jeszcze dostępny za darmo. Oferuje streaming tylko z tych dwóch dysków w chmurze. Natomiast nie ogranicza się wyłącznie do utworów muzycznych, obsługuje streaming plików wideo w wybranych formatach oraz podgląd dokumentów różnych typów: tekstowe, prezentacje, arkusze kalkulacyjne, PDFy, itp.
  • VLC for iOS, rownież darmowe rozwiązanie, które pozwala na chwilę obecną na streaming z Dropboksa, choć wsparcie dla Google Drive jest (jednak pliki przed odtworzeniem muszą być najpierw pobrane na urządzenie). VLC radzi sobie za to pięknie z formatami FLAC, OGG i WV (nie wspominając  pozostałych), oraz obszernym zbiorem kodeków wideo. Co też warto dodać, po instalacji VLC Streamera na komputerze, VLC for iOS stanowi świetną alternatywę dla płatnych Air Video i StreamToMe.

Gdy wyżej wymienione serwisy w chmurze wam nie wystarczą możecie spróbować appki AudioBox, która pozwala (rzekomo) na dużo więcej. Tylko, że w wersji darmowej nie wiele da się sprawdzić, natomiast obsługa magazynów sieciowych związana jest z abonamentem. To i tak pikuś. Aby dokonać płatności za subskrybcję panowie deweloperzy oczekują podania danych karty kredytowej, ew. zdjęcia karty z kompletem danych..! Dziwne, że ten proceder uszedł uwadze zespołu dopuszczającego aplikacje w Apple. Ja na pewno nie zaryzykuję takiego sposobu dokonywania transakcji.

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca to gratuluję i życzę miłego streamingu waszych zbiorów muzycznych z internetowej chmury!

Łączenie otwartych okien Safari w jedno

Komu z nas nie zdarzyło się mieć jednocześnie włączonych kilka okien przeglądarki internetowej Safari. Do czasu, kiedy ma to zamierzony cel, wszystko jest w najlepszym porządku. Co jednak w sytuacji, kiedy zaczynamy gubić się i zastanawiać gdzie znajdują się otwarte przed chwilą zakładki ze stronami WWW? Mi samemu, przyznaję, zdarzało się zastanawiać gdzie znajdę dopiero co przeglądaną witrynę. Ostatecznie okazywało się, że zaginiona strona rezyduje w drugim oknie Safari, które zostało zminimalizowane do Docka systemowego.

Tego typu sytuacje mają jedno proste rozwiązanie. Wystarczy wykorzystać opcję Safari znajdującą się w menu Okno, a mianowicie Złącz wszystkie okna.

safari_merge_1

Praktycznie rozwiązaliśmy poruszany problem. Wierzę jednak, że tak jak ja nie lubicie marnować czasu na klikanie i wolicie wykorzystać w tym celu skrót klawiaturowy. Niestety opcja ta nie posiada domyślnego skrótu w systemie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie aby go skonfigurować. W tym celu musicie udać się do Ustawień systemowych, gdzie wybieramy opcję Klawiatura. W tym miejscu wybieramy zakładkę Skróty i pozycję Skróty programu. Teraz możemy swobodnie dodać swój skrót do listy przez ikonkę z plusem. W oknie konfiguracji pozostaje nam wybranie aplikacji, którą chcemy obsłużyć i wpisanie dokładnej nazwy pozycji menu do uaktywnienia. W naszym przypadku będzie to wspomniane Złącz wszystkie okna. Ostatnim krokiem jest definicja skrótu, wystarczy wybrać odpowiednie pole i nacisnąć ten który nas satysfakcjonuje. Ja wybrałem kombinację Conrol+Alt+Command+M.

safari_merge_2

Osobiście, jak pewnie zdążyliście zauważyć czytając applesauce, nie korzystam z systemowego definiowania skrótów klawiaturowych. Całkowicie powierzyłem tego typu zadania aplikacji Keyboard Maestro. Jeżeli chodzi o definiowanie skrótów działających tylko w wybranej aplikacji odsyłam Was do mojego wpisu na ten temat. Oczywiście makro jest banalne, więc załączam je w formie graficznej. Zachęcam do własnej konfiguracji. Każda okazja jest dobra aby poćwiczyć pracę z Keyboard Maestro.

safari_merge_3

Mam nadzieję, że opisywana tutaj funkcja wraz z wywołującym ją skrótem klawiaturowym będzie dla Was przydatna. Nie jest to opcja do wykorzystywania na co dzień, myślę jednak że w odpowiednim momencie pracy może zaoszczędzić sporo frustracji.

Pomóż własnej produktywności, wyłącz powiadomienia poczty!

Eliminacja rozproszeń to jeden z najszybszych do osiągnięcia kroków w kierunku wzrostu produktywności. Sam staram się eliminować wszystkie powiadomienia, które tak naprawdę nie są krytyczne dla mojej pracy. Między innymi z tego względu postanowiłem jakiś czas temu otwierać klienta poczty o ściśle określonych porach. W mojej codziennej pracy, nie mam potrzeby odpowiadania na maile zaraz po ich otrzymaniu. Często robiłem to w przeszłości, odrywając się od bieżących zadań.

Z tego względu po zakończeniu pracy z pocztą staram się zamykać klienta przy użyciu skrótu klawiaturowego ⌘+Q. Często zdarzało mi się jednak, że minimalizowałem program i pozostawał on w systemowym docku. To prowadziło do sytuacji, kiedy i tak docierały do mnie informacje o przychodzących wiadomościach. Z tego względu postanowiłem wyłączyć wszystkie powiadomienia z nimi związane. Muszę Wam powiedzieć, że była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjąłem w celu polepszenia komfortu pracy. Zapewne myślicie teraz, że muszę otrzymywać całą masę poczty na moje skrzynki skoro odczułem tą zmianę tak mocno. Otóż, nie! Wcale nie jest tego tak sporo, jednak każda z nich potencjalnie ma w sobie coś co czeka na moją reakcję. Z tego względu nawet jedna nieodebrana wiadomość potrafi zaprzątać mój umysł i wpływać negatywnie na poziom skupienia na zadaniu, które aktualnie realizuje. Aktualnie dowiaduję się o nowych wiadomościach tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy mam na to ochotę i jednocześnie mam czas, żeby zaangażować się w odpowiednią agregację zadań. Nie zaprzątam sobie nimi głowy w żadnym pozostałym czasie spędzonym przed komputerem. Musimy zdać sobie sprawę, że poczucie obowiązku natychmiastowego reagowania na przychodzące informacje wynika głównie z naszego przekonania, a nie rzeczywistych potrzeb. Dotyczy to nie tylko poruszonego tutaj tematu, chociaż jest on w pewnym sensie sztandarowy.

Szczerze namawiam Was do spróbowania takiej metody pracy z pocztą elektroniczną. Możecie mi zaufać, nikt nie obrazi się jeżeli odpowiecie na jego wiadomość po kilku godzinach. Pewne jest za to, że forma odpowiedzi lub czynność, która wyniknie z jej treści będzie miała znacznie lepszą i przemyślaną formę. Oczywiście Wasze iUrządzenia też nie będą miały nic przeciwko, kiedy zwolnicie je z ciągłego obowiązku informowania o nowej poczcie.

Shazam dla OS X a sprawa prywatności

Dziś w Mac App Store pojawiła się aplikacja Shazam. To program znany przede wszystkim z platform mobilnych, pozwalający (podobnie jak Sound Hound) na rozpoznawanie muzyki rejestrowanej przez mikrofon urządzenia. Często jest przecież tak, że czy to w radio czy w TV, np. podczas emisji reklamy, leci utwór, który łechce nasze uszy, a my nie wiemy kto jest wykonawcą. Nic dziwnego, że Shazam cieszy się zasłużoną popularnością. Wydawać by się mogło, że to pierwszy program umożliwiający taką zabawę na komputerze. Nic bardziej mylnego, już kilka lat temu sam często korzystałem z aplikacji Tunatic, a później pojawiły się serwisy online, jak np. Midomi, pozwalające na znalezienie przeboju po zaśpiewaniu lub wymruczeniu jego fragmentu.

shazam-logo

Wracając do Shazam dla OS X: jak zauważył na swoim blogu Boy van Amstel, Shazam nasłuchuje dźwięków otoczenia płynących do mikrofonu komputera, dlatego, że to właśnie wbudowany mikrofon stanowi domyślne wejściowe urządzenie dźwiękowe. Nie wiadomo w sumie co się dzieje z informacjami rejestrowanymi w ten sposób przez Shazam, gdzie są wysyłane i jak obrabiane. Wiadomo jednak, że ostrożności nigdy za wiele, po co świadomie umożliwić nasłuchiwanie naszych rozmów?

Dlatego aby wyeliminować taką ewentualność i sprawić by Shazam słyszał tylko to, co faktycznie na naszym Macu jest odgrywane (na głośnikach), należy zastosować pewną sztuczkę. Podczas instalacji opisywanego na applesauce programu Porthole system zostaje wzbogacony o rozszerzenie Soundflower, które tworzy wirtualne urządzenie dźwiękowe. Dzięki czemu to właśnie Soundflower a nie mikrofon zostanie źródłem informacji dla Shazam.

Kolejne kroki prowadzące do zwiększenia prywatności są następujące:

  • pobieramy aplikację Shazam
  • wychodzimy z Shazam jeśli w międzyczasie ją uruchomiliśmy
  • pobieramy program Porthole i go instalujemy
  • rozpoczynamy streaming w uruchomionym Porthole
  • włączamy Shazam

Zatrzymanie strumienia dźwięku w Porthole spowoduje, że Shazam nasłuchując wyjścia Soundflower będzie rejetrować ciszę. Zaletą rozwiązania, po za zwiększeniem naszej prywatności jest fakt, że słuchana muzyka dochodzi w krystalicznej jakości, dzięki czemu Shazam rozpozna ją szybciej.

Należy też pamiętać, że każdorazowe ponowne uruchomienie Shazam (lub włączanie programu przy starcie, czyli przed strumieniowaniem w Porthole) spowoduje, że znów mikrofon będzie domyślnym źródłem audio dla tej aplikacji.

Ciekawe, czy w przyszłości autorzy Shazam zablokują możliwość takiego obejścia, i wymuszą korzystanie wyłącznie z mikrofonu…

Pobudka na odległość, czyli Wake On LAN w praktyce – suplement

Na początku maja ubiegłego roku po wielogodzinnych testach, próbach i poszukiwaniach powstał artykuł stanowiący mini-kompendium wiedzy na temat Wake On LAN. Spotkał się ze sporym zainteresowaniem pomimo faktu, że opisane doświadczenia i wyniki były dość mocno ograniczone do posiadanego przeze mnie sprzętu, a w szczególności routera – Apple Time Capsule. Niestety to właśnie to urządzenie stanowi słabe ogniwo, przyczynę przez którą budzenie z sieci Internet nie działa poprawnie.

Osoby zaczynające dopiero zabawę z WOL zapraszam do lektury wcześniejszego artykułu – wiedza tam zawarta pomoże zrozumieć dzisiejszy wpis.

Niedawno – aktualizacja z dnia 24.07.2014 – zasugerowałem czytelnikom, posiadaczom innych routerów (z możliwością instalacji alternatywnego firmware’u) wykorzystanie VPNa(-u?) co mogłoby sprawić, że Magiczny Pakiet trafi do sieci lokalnej. Okazuje się, że oprogramowanie typu dd-wrt czy Tomato pozwala również na modyfikację, której nie oferują urządzenia sieciowe Apple, tj. dodawanie statycznych, trwałych wpisów w tablicy ARP na routerze. Z tego rozwiązania skorzystał Paweł Szczepanek (@pauluz_szczepan), który podzielił się z nami swoją wiedzą. Mail zawierający kolejne kroki prowadzące do celu zamieszczam w całości poniżej (odrobinę przeredagowany za sugestią i zgodą autora):

Cześć
Przeczytałem aktualizacje, piszę do ciebie list zamiast komentarza we wpisie. Zawartość tego listu daję na prawach CC 3.

Mam router Linksys WRT160NL z oprogramowaniem: DD-WRT v24-sp2 (08/07/10) std (SVN revision 14896)
Konfiguracja komputera wzbudzanego: Win7 Ultimate 64-bit, Gigabyte GA-F2A85X-UP4, AMD APU A10-5800k 4GHz; karta sieciowa: RealTek Semiconductor RTL8168/8111 PCI-E Gigabit Ethernet NIC

Ponieważ zadziałało budzenie kompa na odległość (z internetu), więc opiszę co robiłem.

Przeczytałem ten wpis w wiki aby lepiej zrozumieć jak to może działać. No i generalnie chodzi o to, że forwardowanie portów 9 lub 7 na adres rozgłoszeniowy często nie działa. Raczej nie chce wnikać dlaczego ale coś bym przypuszczał, że specyfikacja nie pozwala na zapis w odpowiednich plikach konfiguracyjnych od routingu przekierowania na adres typu 192.168.1.255 (broadcast).

Stąd rozwiązanie leży w tym, że kierujemy te porty (9) na inny adres, na którym NIE MA jakiegoś urządzenia – np. 192.168.1.254 i ten adres w tablicy ARP definiujemy jako rozgłoszeniowy (konstruujemy na nim odpowiedni pakiet rozgłoszeniowy).

Ja tak zrobiłem jak piszą w tym rozdziale na dd-wrt, czyli:

  • dałem forwarding:

wol | 9 | 9 | udp | 192.168.1.254 | x

  • i uzupełniłem ARP:

arp -i br0 -s 192.168.1.254 FF:FF:FF:FF:FF:FF

W artykule wyjaśniają dlaczego tak a nie inaczej trzeba go zbudować (to FF:…) oraz co tam jeszcze jest istotne.

Do obserwowania przychodzących pakietów Magic używam programu Wake-On-Lan Packet Sniffer (co ciekawe mam wersję 1.2 a na stronie widnieje v1.1), a pakiety wysyłam z programu Wake On Lan GUI.

Dla mnie ważne było to że wysyłałem Pakiet Magic z maską 255.255.255.255 na mój IP routera z adresem MAC ustawionym już dla właściwego kompa w LAN. Bez tej maski nie przekazywał całego IP routera tylko rozgłoszeniowy (a więc typu xxx.xxx.xxx.255)

Tutaj właśnie tego nie rozumiem w pełni. Być może chodzi z tymi maskami o to, aby pakiet Magic wysłać do wszystkich komputerów w podsieci, ale ja w tym momencie (wysyłka z Internetu) nie chcę go posyłać gdzieś na wiele IP tylko konkretnie na ares IP mojego routera. Potem dopiero rozgłosi się już w mojej sieci lokalnej za routerem.

Generalnie działa u mnie bo Sniffer pokazuje że przyszedł pakiet. Mówię tu oczywiście o wysyłaniu z całkiem innego miejsca w sieci.

Kompy obserwowałem przez TeamViewer. Całkiem zacny programik i śmiga za Free dla użytkowników niekomercyjnych.

Sam TeamViewer także oferuje wzbudzanie kompów jeśli mamy je zarejestrowane w tym programie, ale to nie zadziałało u mnie – trochę mnie to martwi, bo nie widzę przeciwskazań aby TeamViewer wysłał Magic Pakiet na wskazany przeze mnie IP routera – i potem już router z portu 9 zajął by się resztą….

Mam jeszcze po drugiej stronie mojej sieci router D-Link DIR-300, ale posiada fatalny interfejs webowy i nie można modyfikować w nim tablicy ARP.

Na forach polecają po prostu podmienić w nim zarządzanie na dd-wrt ale tego się na razie nie podjąłem.
http://www.dd-wrt.com/wiki/index.php/DIR300 (mam tę wersję Revision A)
Samo skierowanie w tym DIR-300 portu 9 na broadcast do mojej sieci LAN nie dawało efektu – i temu się nie dziwię. Sądzę że podobnie i w tym routerze musiałbym
dopisać wpis do ARP.

I na koniec: tutaj piszą, że aby móc wysyłać pakiet budzący z Internetu, wymagany jest router na którego można się telnetować i ustawiać wpisy w ARP.

To tyle.

Pozdrawiam

Ze swojej strony dodam, że:

jeśli wasz router pozwala na dostęp via Telnet/SSH możecie z poziomu tego urządzenia wysłać Magiczny Pakiet wykorzystując komendę wol (przy czym należy zastosować pełną ścieżkę!):

/usr/sbin/wol -i 192.168.1.255 -p PP AA:BB:CC:DD:EE:FF

192.168.1.255 – ten adres należy zastąpić adresem rozgłoszeniowym w waszej sieci lokalnej,

AA:BB:CC:DD:EE:FF – oznacza adres MAC komputera, który chcecie obudzić.

Kwestia maski 255.255.255.255 o której pisze Paweł związana jest z wybranym sposobem wysyłania pakietów:

  • Limited broadcast. Magic Packet sent to the limited broadcast address (255.255.255.255) it is received by all machines on the same subnet but not forwarded to machines on other subnets.

Czyli właśnie dzięki jej zastosowaniu gwarantujemy, że pakiet trafi wyłącznie do wszystkich urządzeń znajdujących się w tej samej podsieci, i nie zostanie przesłany dalej.

Jak wcześniej wspomniałem, ograniczenia Time Capsule sprawiają, że powyższe przepisy nie zadziałają. Można wydłużyć nieco czas przechowywania wpisów w tablicy ARP stosując adresację statyczną, włączyć domyślny host w Narzędzie AirPort -> wybieramy Time Capsule i klikamy Edycja -> Sieć -> Opcje sieci, ale prędzej czy później utracimy możliwość wybudzania komputera.

Oczywiście, jeśli poświęcimy jeden komputer i pozostawimy go włączonego, to po zdalnym podłączeniu możemy z tego komputera wybudzić pozostałe maszyny w sieci. Wydaje mi się jednak, że zdecydowanie bardziej rozsądnym rozwiązaniem będzie wymiana routera.

Zaawansowane systemowe narzędzie diagnostyczne – sysdiagnose

Komputery Apple, dzięki wysokim standardom produkcji, rozsądnie dobranym i dopasowanym komponentom oraz świetnemu systemowi OS X, stanowią stabilne narzędzia i uwalniają użytkowników od wielu problemów, które są dość powszechne na konkurencyjnych platformach. Mimo to, zdarzają się sytuacje kiedy sprzęt zachowuje się w sposób odbiegający od normy. W końcu to tylko hardware i software projektowany i tworzony przez ludzi, prawda? Moim zdaniem, większość kłopotów ma swoje źródło między komputerem a oparciem krzesła ;)

Nie wnikając już głębiej w przyczyny, w sytuacji awaryjnej sięgamy po różne sposoby diagnozy i narzędzia naprawcze, by skutecznie wyleczyć Maczka. Najczęściej zaczynamy od Narzędzia dyskowego, obserwujemy zachowanie procesów w Monitorze aktywności, zaglądamy do logów Konsoli. Gdy zaś liczymy na pomoc innych, często korzystamy z Informacji o systemie.

Okazuje się, że system posiada w swoich zasobach interesujące narzędzie diagnostyczne uruchamiane z lini poleceń terminala – sysdiagnose. Wywołanie tej komendy:

sudo sysdiagnose -f ~/Desktop/

gdzie parametr -f pozwala wybrać ścieżkę do folderu w którym otrzymamy zwrotnie raporty diagnostyczne (domyślnie „lądują” one w /var/tmp), rozpoczyna gruntowne skanowanie i analizę komponentów systemowych oraz sprzętowych komputera.

sysdiagnose_01

Trwa to kilka minut i w efekcie zwraca archiwum .tar.gz, które po rozpakowaniu uraczy nas ogromną ilością raportów. Większość z nich będzie zagadką dla normalnych użytkowników, ale geekom ułatwią namierzenie powodów dysfunkcji komputera.

sysdiagnose_02

Oczywiście komenda pozwala na sprecyzowanie np. diagnozowanego procesu czy nawet załączenie trybu śledzenia kernela (Thorough Mode). Jestem przekonany, że narzędzie to może okazać się przydatne również programistom.

Ja – odpukać! – mam szczęście, bo jak dotąd żadnych problemów (tym bardziej poważnych) z Macami i OS X nie miałem, więc sysdiagnose uruchomiłem wyłącznie z ciekawości.

Źródło: OSXDaily

WiMP ssie bardziej…

Grubo ponad rok temu sprawdzałem „apetyt” mobilnego Spotify na transfer danych przy jakości ustawionej na maksimum. Kończy mi się właśnie okres testowy WiMP HiFi, dlatego postanowiłem dokonać podobnego testu dla tej konkurencyjnej usługi streamingu audio. Jak możecie się domyślać zużycie pakietu danych w przypadku transmisji muzyki w formacie bezstratnym, jest zdecydowanie większe. Test wykonałem w nieco odmiennych warunkach, co nie zmienia faktu, że o ile wyniki można uznać za orientacyjne to rząd wielkości będzie podobny w różnych okolicznościach.

wimp_hifi_logo

Apetyt WiMP na transfer i baterię sprawdziłem podczas porannego spaceru:

Warunki testu

  • urządzenie: iPhone 5 w pełni naładowany, podłączone stockowe słuchawki
  • operator: Play, włączona transmisja 3G (jak dotąd LTE w mojej mieścinie brak…)
  • usługa: WiMP HiFi (wersja testowa, okres 30-dniowy)
  • muzyka: album „Space Police – Defenders of the Crown” zespołu Edguy,
  • ustawienie jakości: HiFi
  • czas testu: 1 godzina
  • miejsce: trasa Świecie Stare Miasto – Przechowo i z powrotem, ok 6 km
  • data: 23 lipca 2014 ;)

wimp_hifi_ios_02

Wyniki testu

Co widać na załączonym wyżej obrazku, zużycie transferu przy godzinnym odsłuchu muzyki wyniosło 478 MB. Daje to średnią ~7,97 MB/minutę, czyli około 133 kB/s. Obliczenie wymaganego pasma wykazuje zapotrzebowanie na nieco ponad 1 Mb/s. Wszystko się zatem zgadza, bo zakres przepływności dla formatów bezstratnych, jak FLAC czy Apple Lossless i podobnych zawiera się w granicach: 400 – 1411 kbit/s.

Gdybym więc postanowił słuchać muzyki w ten sposób, to mój 2 GB pakiet danych skończyłby się w jakieś 4-4,5 godziny… Reasumując: przy aktualnej cenie wersji HiFi, byłaby to oferta do przyjęcia (dla mnie) przy założeniu, że operator nie obciąża mnie dodatkowo opłatami za transmisję danych (Play posiada taką usługę, nie wiem jednak czy dotyczy ona wyłącznie WiMP Premium czy również WiMP HiFi).

wimp_hifi_ios_01

Godzinny odsłuch zmniejszył poziom naładowania baterii tylko o 9%. Co daje teoretyczne 10 godzin przyjemności delektowania się dźwiękami w najwyższej jakości, na jednym pełnym naładowaniu słuchawki. Wynik jest więc lepszy niż w przypadku Spotify pomimo faktu, że iPhone jest starszy o półtora roku a sprawność baterii znacznie mniejsza. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że test odbywał się w znacznie łagodniejszych warunkach: podczas spaceru, gdzie pokonana odległość nie wymagała wielokrotnego przełączania się telefonu między stacjami przekaźnikowymi operatora.

Nie zdarzyło się by odtwarzanie muzyki zostało przerwane (po za oczywistymi chwilami na zbuforowanie kolejnego utworu), nie zauważyłem też żadnej słyszalnej degradacji jakości dźwięku.

Czy sam porzucę Spotify na rzecz WiMP HiFi? Na chwilę obecną nie. Pomimo rzeczywiście lepszej jakości audio (co słychać zwłaszcza na kolumnach) nie przekonuje mnie oferta muzyczna (zbyt wiele tu popu i innych raczej ciężkostrawnych dla mnie gatunków, brak natomiast wielu klasycznych albumów, np. Metallicy). Kolejna sprawa to odtwarzacze WiMP – według mnie są nieczytelne i mało intuicyjne.

Przydatne skróty klawiaturowe w OS X

Osobiście uważam, że używanie skrótów klawiszowych w systemie OS X to podstawa efektywnej pracy. Sam staram się używać ich jak najczęściej i wciąż poszukuję nowych, które mogą pomóc mi przyśpieszyć realizację codziennych zadań. Jeżeli nie znajdę odpowiednich w systemie, to tworzę je według potrzeb. Te nowo tworzone najczęściej odwołują się do makr realizowanych przez Keyboard Maestro i służących automatyzacji mojej pracy. Dziś jednak mam dla Was listę tych domyślnie działających w systemie, o których bardzo prawdopodobnie nie wiedzieliście. Oczywiście pomijam tutaj klasyki typu kopiuj, wklej i tym podobne.

Zarządzanie aplikacjami:

Command+Alt+Escape – Wyświetlenie listy uruchomionych aplikacji i wymuszenie zamknięcia wybranej.

Command+Shift+Alt+Escape (przytrzymane przez trzy sekundy) – wymusza zamknięcie aplikacji, która aktualnie znajduje się „na wierzchu”

Edycja tekstu:

Fn+Backspace – klasyczny przycisk Delete

Shift+Alt+Backspace – kasowanie słowa po lewej stronie kursora

Fn+Alt+Backspace – kasowanie słowa po prawej stronie kursoras

Control+Command+D – wyświetla słownik z definicją słowa, przy którym znajduje się kursor myszy

Zrzuty ekranu:

Command+Shift+3 – zrzut całego ekranu. Zapis do pliku.

Command+Shift+Control+3 – zrzut całego ekranu. Zapis do schowka.

Command+Shift+4 – zrzut wybranego obszaru. Możecie tutaj wykorzystać spację, która przełączy Was w tryb zrzutu obszaru wybranej aplikacji. Zapis do pliku.

Command+Shift+Control+4 – zrzut wybranego obszaru. Możecie tutaj wykorzystać spację, która przełączy Was w tryb zrzutu obszaru wybranej aplikacji. Zapis do schowka.

Opcje wyłączania Maca:

Shift+Control+Eject/Power – usypianie wyświetlacza

Command+Option +Eject/Power – usypianie komputera

Command+Control+Eject/Power – zapisz zmiany i wyłącz wszystkie aplikacje po czym uśpij komputer

Command + Option+Control +Eject/Power – wyłączenie komputera

Inne:

Command+` – przełączanie pomiędzy oknami aktywnej aplikacji

Control+F3 – stare dobre Expose, pokazuje nam wszystkie aktualnie otwarte okna aplikacji

Command+F3 – pokaż Pulpit

Command+Shift+I – utworzenie wiadomości mail z linkiem do aktualnie oglądanej strony WWW. Działa jedynie w Safari.

Ciekaw jestem, które z wymienionych skrótów są dla Was nowością, a które należą do najczęściej używanych. Podzielcie się tą informacją w komentarzach. Chętnie poznam Wasze preferencje w tej kwestii, a może sam przy okazji dodam do zbioru moich faworytów coś nowego.

Konfigurujemy serwer SFTP na Macu (OS X 10.9) część 2/3

W poprzednim odcinku dowiedzieliście się jak w ogóle uruchomić serwer SFTP w OS X. Jest to wręcz trywialne, ale taki dostęp – w domyślnej konfiguracji – ma swoje wady. Najważniejszą z nich jest to, że zdalny użytkownik może w prosty sposób przeglądać zawartość folderów systemowych. Nie może nic usuwać ani dodawać, ale po co w ogóle dawać możliwość wyświetlania zawartości folderów?

Zróbmy taki przykład. Zakładamy nowego użytkownika (Preferencje systemowe > Użytkownicy i grupy), prawym klawiszem myszy wybieramy na nim Opcje zaawansowane…

Opcje zaawansowane uzytkownika Intruz

Mój użytkownik nazywa się „Intruz”. Zmieniłem jego Katalog domowy, podając ścieżkę do folderu Publiczne, przynależącego do mojego konta. Ponadto wybrałem inną Powłokę logowania (domyślnie jest to bash, ja ustawiłem sh – co powinno zawęzić możliwości ew. „grzebactwa” ze strony Intruza). Oczywiście, należy jeszcze uaktywnić opcję Zdalne logowanie w Preferencje systemowe > Udostępnianie jeśli tego wcześniej nie zrobiliśmy i/lub dodać tego nowego użytkownika do grupy użytkowników, posiadających możliwość zdalnego dostępu – o ile nie daliśmy takich uprawnień wszystkim.

Sprawdźmy więc jak wygląda kwestia dostępu z poziomu sftp:

iMadlo:~ marek$ sftp intruz@192.168.1.14
Password:
Connected to 192.168.1.14.
sftp> ls
Drop Box
sftp> pwd
Remote working directory: /Users/marek/Public
sftp>

Jak zauważyliście, połączyłem się w Terminalu jako Intruz do swojego komputera. Po podaniu hasła serwer SFTP autoryzował dostęp. Komendą ls wyświetlam zawartość folderu, natomiast poleceniem pwd weryfikuję ścieżkę do określonego folderu roboczego. Wszystko się zgadza, jest to folder Publiczne, który określiłem w opcjach zaawansowanych użytkownika Intruz.

Niestety mogę śmiało zmienić ścieżkę i zobaczyć np. zawartość folderów systemowych:

sftp> cd /
sftp> ls
(null)-in             (null)-out            Applications
Incompatible Software Library               Network
System                Users                 Volumes
bin                   cores                 dev
etc                   home
                  mach_kernel
net                   opt
                  private
sbin                  tmp
                  usr
var

sftp>

Pomimo, że nic tu zrobić w zasadzie nie mogę:

sftp> mkdir /test
Couldn't create directory: Permission denied
sftp>

To i tak nie jest to raczej to czego oczekujemy… Po za tym jeśli zdalny użytkownik będzie korzystać z jakiegoś klienta SFTP to musiałby w konfiguracji tego programu podać dokładną ścieżkę, czyli /Users/marek/Public, by przy każdym połączeniu się w tym folderze znaleźć. Gdy zostawi domyślną, tj. „/”, zobaczy foldery systemowe naszego komputera.

Dlaczego tak się dzieje? Sprawdźcie uprawnienia np. folderu Biblioteki na dysku waszego komputera (skrót: Command+I):

Library uprawnienia

Zauważyliście, że każdy (everyone) posiada uprawnienia odczytu? To domyślne ustawienie w OS X, którego zdecydowałem się nie zmieniać, by nie ryzykować unieruchomienia systemu. Zastanawiałem się też nad utworzeniem grupy „Zdalni” (do ktorej dodałbym Intruza) i zabraniem dostępu tejże grupie, do wszystkich folderów po za Publiczne. Niestety, na obecnym etapie moja pewność w posługiwaniu się Terminalem, oraz zabawie przywilejami nie jest wystarczająca. Nic nie stoi na przeszkodzie, by „terminalowi wyjadacze” spróbowali takich modyfikacji – i podzielili się efektami na naszym blogu :)

Jeśli powyższy rezultat wam wystarczy możecie zakończyć lekturę. Jeśli jednak chcecie dowiedzieć się, jak ograniczyć uprawnienia zdalnego użytkownika wyłącznie do obsługi SFTP, oraz uniemożliwić przeglądanie innych folderów komputera – kontynuujcie!

Rozwiązaniem problemu jest tzw. chroot jail – dzięki któremu zmienimy katalog główny zdalnego użytkownika. Poniżej kroki, które przeprowadziłem:

Utworzyłem użytkownika „eseftep” podobnie jak Intruza, ale nie zmieniałem domyślnych ustawień (Opcje zaawansowane… pozostały nietknięte), dałem nowemu użytkownikowi możliwość zdalnego dostępu, następnie w Terminalu wprowadziłem poniższe:

sudo cp /etc/sshd_config /etc/sshd_config.backup
sudo chown root /
sudo chmod 755 /
sudo mkdir -p /chroot/eseftep/zdalny
sudo chown -R root /chroot/eseftep
sudo chown eseftep /chroot/eseftep/zdalny
sudo chmod -R 755 /chroot/eseftep

Pierwsza linia to zrobienie kopii zapasowej pliku sshd_config, który później zmodyfikuję. Dalej: zmiana właściciela – każdy folder w chroot jail musi należeć do roota, oraz ustalenie uprawnień. Poleceniem mkdir z parametrem -p tworzę kompletne drzewo folderów w katalogu głównym komputera – folder „chroot” zawiera folder o nazwie użytkownika, a ten – folder zwany „zdalny”, do którego będą wrzucane pliki. Dla nowych folderów wymagana jest kolejna zmiana własności oraz uprawnień.

UWAGA: Lepiej nie logować się lokalnie na konto użytkownika zdalnego, tzn. z poziomu systemu/okna logowania, ponieważ zostanie stworzony regularny profil wraz z domyślnymi folderami, tj. Biurko, Dokumenty, Obrazki, itp. Sugeruję ukrycie konta według metody opisanej tutaj.

Czas na modyfikację pliku sshd_config (ja edytowałem w programie TextEdit, ale jeśli znacie edytor tekstowy, jak np. vi, to możecie dokonać zmian bezpośrednio w Terminalu :)).

Najpierw zahaszowałem istniejący wpis:

#Subsystem sftp /usr/libexec/sftp-server

Następnie, na końcu pliku umieściłem poniższe:

Subsystem sftp internal-sftp
Match User eseftep
X11Forwarding no
AllowTcpForwarding no
ForceCommand internal-sftp
ChrootDirectory /chroot/eseftep

Od teraz, użytkownik eseftep, po zalogowaniu trafia bezpośrednio do folderu eseftep, który jest dla niego katalogiem głównym!

iMadlo:~ marek$ sftp eseftep@192.168.1.14
Password:
Connected to 192.168.1.14.
sftp> pwd
Remote working directory: /
sftp> ls
zdalny
sftp>

Próba zmiany ścieżki nic nie da:

sftp> cd /Users/marek
Couldn't canonicalise: No such file or directory
sftp>

Ponadto, użytkownik eseftep może łączyć się tylko korzystając z protokołu SFTP. Pomimo faktu, że udostępniłem mu dostęp zdalny w panelu preferencji, to połączenie SSH nie będzie zrealizowane pomyślnie:

iMadlo:~ marek$ ssh eseftep@192.168.1.14
ssh eseftep@192.168.1.14
Password:
This service allows sftp connections only.
Connection to 192.168.1.14 closed.
iMadlo:~ marek$

No to najbardziej spektakularna część pracy za nami. Ale to jeszcze nie koniec. Pamiętajmy, że folder zdalnego użytkownika znajduje się w odizolowanym sandboksie, i do niego należą prawa własności do plików oraz uprawnienia zarówno do odczytu jak i zapisu. Oczywiście, jeśli jesteśmy administratorami komputera nie jest to większy problem, wystarczy utworzyć skrót do folderu „zdalny” w wybranym miejscu, w naszym katalogu domowym (np. na biurku) korzystając z Findera, lub utworzyć tzw. dowiązanie symboliczne korzystając z Terminala.

Żeby jednak nie było zbyt różowo, pojawia się kolejny problem: Finder nie odświeża zawartości folderu „zdalny” automatycznie po zakończeniu uploadu pliku. Zachowanie jest dziwne, czasem kilka plików się pojawi w oknie Findera, innym razem nie. Oczywiście gdy wyświetlimy zawartość tego folderu w Terminalu wszystkie pliki będą widoczne. Problemu z odświeżeniem nie ma też np. manager plików ForkLift. Zakładam więc, że jest efekt stanu zaśmiecenia mojego systemu, lub faktycznie Finder w Mavericksie „kuleje” w tej materii…

Postanowiłem wykorzystać rozwiązanie systemowe – Automatora. Zrobiłem w nim megaprosty workflow, którego działanie polega na sprawdzeniu czy w folderze „zdalny” pojawiły się nowe pliki, a następnie skopiowanie ich do folderu „sftp” na biurku.

Kopiowanie nowych plików

Skryp wyręcza mnie od sprawdzania zawartości folderu „zdalny”, ponadto operacja kopiowania powoduje, że właścicielem plików z pełnymi do nich prawami zostaję ja. Jeszcze jedno: chwilę po wykonaniu operacji na ekranie pojawia się komunikat o tym, że użytkownik „eseftep” skończył przesyłać do mnie pliki!

Alert Folder Actions

W kolejnej – ostatniej – części poświęconej konfugurowaniu serwera SFTP w OS X zajmiemy się tworzeniem grupy zdalnych użytkowników. Do przeczytania wkrótce.

Konfigurujemy serwer SFTP na Macu (OS X 10.9) część 1/3

Pomimo dostępności wielu rozwiązań bazujących na „chmurze”, pozwalających na składowanie danych na dysku sieciowym (Dropbox, OneDrive, Cubby, itp.) zdarza się, że chcielibyśmy mieć możliwość udostępnienia przestrzeni dyskowej swojego komputera innym. W przypadku sieci lokalnej problem właściwie nie istnieje, bo w prosty i intuicyjny sposób możemy skonfigurować udostępnianie plików i folderów dzięki panelowi Preferencji systemowych. Nieco gorzej wygląda sprawa, gdy chcemy umożliwić to z Internetu. Oczywiście, dobrze w takim wypadku posiadać stały publiczny adres IP albo usługę DDNS. Możemy wtedy pomyśleć nad wykorzystaniem usługi VPN, dzięki której „oszukamy” komputer kliencki i będziemy mogli zdalnie korzystać z zasobów sieciowych tak jak byśmy byli w sieci lokalnej. W kolejnych artykułach zajmiemy się jednak czym innym: skonfigurujemy serwer SFTP na naszym komputerze.

Osoby pracujące nieco dłużej na komputerach Mac mogą pamiętać, że w starszej wersji systemu OS X (do 10.6 włącznie) w Preferencjach systemowych można było aktywować udostępnianie plików przy użyciu FTP. Od OS X w wersji 10.7, opcja ta zniknęła z panelu, choć nadal da się zastartować serwer FTP prostym poleceniem w Terminalu:

sudo -s launchctl load -w /System/Library/LaunchDaemons/ftp.plist

Aby zweryfikować działanie serwera wpisujemy:

ftp localhost

I jeśli nie mamy totalnie „rozjechanego” :) systemu, zobaczymy podobny do poniższego rezultat:

iMadlo:~ marek$ ftp localhost
Trying ::1...
Connected to localhost.
220 ::1 FTP server (tnftpd 20100324+GSSAPI) ready.
Name (localhost:marek):

Wykorzystując Terminal, Finder (opcja Połącz z serwerem… z menu Idź) lub dowolnego klienta FTP (ForkLift, Cyberduck, itd.) możemy uzyskać zdalny dostęp do swoich folderów i plików (z uprawnieniami zgodnymi z tymi które posiada zalogowany zdalnie użytkownik).

Aby wyłączyć serwer FTP wprowadzamy następujące wyrażenie:

sudo -s launchctl unload -w /System/Library/LaunchDaemons/ftp.plist

Apple porzuciło (czy raczej odrobinę utrudniło korzystanie z serwera FTP) na rzecz SFTP – podobnie jak w przypadku Telnet kontra Secure Shell – ze względów bezpieczeństwa. FTP wykorzystuje dwa połączenia TCP: dla poleceń oraz do transmisji danych (wymaga to zwolnienia dwóch portów na routerze/firewallu, port nr 21 oraz 20 dla trybu aktywnego i 21 oraz dowolny >1024 dla trybu pasywnego). Jednak najważniejszą wadą protokołu File Transfer Protocol jest fakt, że oba kanały komunikacyjne nie są szyfrowane, więc dość łatwo przechwycić hasło i dane. Oczywiście istnieje rozwiązanie – FTPS (FTP/S) protokół, w którym polecenia i dane są szyfrowane dzięki użyciu SSL.

Zdalne logowanie - Preferencje systemowe OS X

Jednak lepszym i nowocześniejszym rozwiązaniem jest SFTP, który korzysta z szyfrowanego protokołu SSH i używa jednego połączenia na tym samym porcie o numerze 22. Włączenie serwera SFTP w systemie OS X sprowadza się do zaznaczenia opcji Zdalne logowanie w panelu Udostępnianie w Preferencjach systemowych. W ten sam prosty sposób, tj. odznaczając tę opcję, wyłączamy SFTP (oraz SSH). Zdalny dostęp możemy oczywiście uaktywnić tylko wybranym użytkownikom.

Weryfikacja działania serwera SFTP – w Terminalu wpisujemy:

sftp localhost

Przy pierwszym połączeniu zostanie wygenerowany klucz RSA i zostaniemy poproszeni o hasło. Dalej już z górki :) Gdy korzystamy z komunikacji w Terminalu wpisanie słowa help wyświetli listę dostępnych opcji, natomiast bye zakończenie połączenia.

Odwzorowanie portu na routerze - SFTP

W przypadku łączenia się z Internetu nie powinniśmy zapomnieć o dodaniu przekierowania portu w ustawieniach routera/zapory ogniowej.

Powyższa konfiguracja SFTP ma pewne niedoskonałości. Po pierwsze: na komputerze musi istnieć profil użytkownika, który będzie się zdalnie łączył. Tworzymy go zakładając konto w panelu Użytkownicy i grupy w Preferencjach systemowych. Po drugie: taki zdalny użytkownik ma uprawnienia identyczne z użytkownikiem zalogowanym lokalnie na komputerze. Ma do dyspozycji cały swój katalog domowy, może również przeglądać zawartość większości folderów systemowych. To zdecydowanie wada, którą zajmiemy się w następnym wpisie dotyczącym konfiguracji serwera SFTP już jutro.