About Marek Telecki

http://www.applesauce.pl

test

Posts by Marek Telecki:

Seedio czyli muzyka z wielu iUrządzeń na raz

Długo zwlekałem z zakupem appki dla iOS pod nazwą Seedio i ciepliwość się opłaciła. W niedzielę, 1 grudnia, program ten został przeceniony i jest wciąż dostępny (śpieszcie się!) za DARMO! Do czego ów aplikacja służy? Postaram się wyjaśnić poniżej.

Większość stałych bywalców applesauce, wie jak bardzo lubię wszelakie rozwiązania streamingu audio i wideo. Opisywałem tu m.in. Airfoil, AirServer, StreamToMe i alternatywy. Ubolewałem też nad faktem, że iOS systemowo nie umożliwia odbierania sygnału z innego iUrządzenia. Oczywiście wyjątkiem jest tu Apple TV. Seedio w pewnym zakresie tę lukę łata. Program w pełnej komercyjnej wersji może działać zarówno jako odtwarzacz/nadajnik lub jako odtwarzacz/odbiornik. Pozwala to odgrywać muzykę z np. iPhone, na innych iPhone’ach, iPodach Touch czy, rzecz jasna, iPadach. Poza posiadaniem programu wszystkie te urządzenia muszą być zalogowane do tej samej sieci WiFi. Gdy akurat nie mamy w pobliżu punktu dostępowego, tworzenie hotspota osobistego załatwi sprawę.

Do czego może się taka funkcjonalność przydać? Otóż możemy, w sytuacji gdy posiadamy więcej iUrządzeń, rozlokować je w różnych miejscach w domu i odtwarzać na nich jednocześnie muzykę. Albo na imprezie lub w podróży ze znajomymi, posiadającymi iPhone’y, słuchać tej samej playlisty. A dzięki temu, że mobilne gadżety mają własne zasilanie, takie odtwarzanie na wielu głośnikach można zrealizować nawet podczas  pikniku pod gołym niebem :)

see_pins

Reasumując, Seedio pełni funkcję bezprzewodowego rozgałęźnika sygnału audio, generowanego przez iUrządzenie.

Niestety jako, że nie jest to rozwiązanie systemowe (nie korzysta z AirPlay), program domyślnie potrafi przekazywać dalej muzykę z aplikacji Muzyka

see_mus

…oraz z serwisu YouTube

see_yt

Na szczęście deweloper zaimplementował system wtyczek (tak, płatnych, ale nie zrujnują Waszego budżetu). Póki co, w ten sposób rozwiązana jest obsługa serwisu SoundCloud

see_sc

…oraz streamingu z łącza URL (wspierane formaty to: MP3, MP4, M4V, Podcast RSS o przepływności do 320 kbps), jak np.  podcasty RMF FM ;)

To co mnie boli najbardziej, to fakt, że na chwilę obecną nie mogę w ten sposób odtworzyć muzyki z serwisu Spotify (ani podobnych, tj. Deezer czy WiMP). Liczę na to, że w przyszłości pojawi się stosowna wtyczka. Mimo to, rozwiązanie proponowane przez Seedio zasługuje na uwagę, choćby z uwagi na swoją unikalność oraz sprawność działania. Nie zauważyłem ani opóźnień ani spadku jakości odtwarzanego dźwięku. Ponadto z poziomu urządzenia nadawczego możemy w dowolny sposób zmieniać kolejność utworów, które są zapamiętywane w historii programu (zorganizowanej w tzw. sesje).

see_pref

Preferencje programu pozwalają na dostosowanie wielu ustawień, jak np. automatyczny odbiór z pierwszego odnalezionego w sieci nadajnika, wielkość bufora, ilość pamiętanych sesji oraz interwał, po którym program otwiera nową sesję.

see_rec

W App Store znajdziecie również permanentnie darmową wersję Seedio Receiver, służącą wyłącznie do odbierania streamowanego sygnału. Namówcie na jej instalację znajomych i zaprezentujcie mozliwości appki – na pewno będą zaskoczeni!

Seedio to program z interfejsem dostosowanym do ekranu iPhone, ale nie straszy uruchomiony nawet na prawie dziesięciocalowym ekranie iPada. Niestety GUI nie jest wciąż zoptymalizowane dla iOS7. Mimo to polecam tę appkę gorąco.

Szybkie porady na szybkie spojrzenie ;) czyli tips & tricks w Quick Look

OS X ewoluuje z wersji na wersję, a każda inkarnacja tego systemu wprowadza kolejne usprawnienia. Czasem drobne, „pod maską”, które robią wrażenie na geekach czy programistach, a czasami takie bardziej spektakularne, do których dobrodziejstwa szybko przekona się nawet przysłowiowy Kowalski. Mógłbym wymienić wiele rzeczy, ale jeśli spytacie mnie o jedną jedyną, bez której nie wyobrażam sobie codziennej pracy z makowym systemem, to zdecydowanie będzie to Quick Look. Wprowadzone w Leopardzie (10.5) usprawnienie, kompletnie mnie kupiło. Spędzając czas w pracy, na windzianym lapku, nierzadko łapię się na tym, że naciskam bezwiednie, mechanicznie spację, by podejrzeć aktualnie wybrany plik. Niestety bezskutecznie.

Możliwości tego systemowego szybkiego podglądu plików są sukcesywnie poszerzane przez deweloperów, dzięki czemu lista formatów plików, które możemy w ten sposób podejrzeć, jest coraz bardziej imponująca. Na szybko polecę dwie strony, na których znajdziecie wiele wtyczek do Quick Looka:

QLPlugins.com

QuickLook Plugins List

Oczywiście Quick Look działa również w najnowszej wersji oesiksa, czyli Mavericks (10.9). Poniżej kilka drobnych porad zweryfikowanych w tej właśnie wersji systemu. Być może nie każdy z Was zdaje sobie z nich sprawę, stąd idea tego wpisu, „dla potomności” ;)

  • Domyślny program. Kiedy wybierzemy plik w Finderze, naciśniemy Spację, a format jest rozpoznawalny przez mechanizm wtyczek Quick Look, to podejrzymy jego zawartość. Na belce wyświetlonego okna pojawi się przycisk z opisem „Otwórz w programie _nazwa domyślnie przypisanej do danego rozszerzenia aplikacji_”. Jeśli chcemy otworzyć ów plik w innym programie wystarczy na tym przycisku wdusić prawy przycisk myszki (lub lewy + klawisz Control) a po chwili pojawi się, jako menu kontekstowe, lista programów potrafiących dany dokument odtworzyć.
  • Powiększanie podglądu. Każdy pewnie wie, że można okno Quick Look przełączyć w tryb pełnoekranowy. Każdy również wie, że ciągnąc myszką za krawędzie lub narożniki tegoż okna, możemy zmieniać jego wysokość i szerokość. Ale nie każdy wie, że wciśniśnięcie klawisza Option (Alt) w przypadku obrazka spowoduje wyświetlenie go w rzeczywistych rozmiarach. A trzymanie tego klawisza wciśniętego wraz z przewijaniem (np. kręcąc kółkiem myszki – wiem, Magic Mouse nie ma kółka :D), w przypadku plików PDF spowoduje ich stopniowe powiększanie. PS. Nie mam gładzika ani MacBooka, więc nie mogę tego organoleptycznie stwierdzić, ale wydaje mi się, że na Touchpadach powiększanie/pomniejszanie działa podobnie jak w wypadku iPhone/iPada, czyli za pomocą gestów szczypania.
  • Zaznaczanie tekstu. Gdy quicklookujemy pliki tekstowe, możemy zaznaczyć fragment tekstu i skopiować go w celu wykorzystania np. w innym edytorze. Gdyby jednak okazało się, że opcja ta u Was nie działa, należy wpisać w Terminalu poniższe zaklęcie:
defaults write com.apple.Finder QLEnableTextSelection -bool true
_ 
  • Podgląd w oknie Otwórz. Zgadza się, QL to usługa systemowa, więc w praktycznie dowolnej aplikacji, wykorzystującej systemowe okno dialogowe, które pojawia się gdy chcemy wczytać dokument, możemy „dla pewności” taki dokument, przed załadowaniem do programu, podejrzeć!

Smacznego!

Słuchawki Cresyn AXE 5s – recenzja

Pierwszy listopadowy wpis to kolejna recenzja sprzętu. Dla odmiany będą to… słuchawki :) Tym razem jednak mój ulubiony typ: dokanałowe. W moje ręce i uszy trafił produkt znanej już Wam (oraz – rzecz jasna – Kubie i mi) firmy Cresyn, najnowszy model – AXE 5s Black. Wydawać by się mogło, z racji oznaczenia, że jest to zestaw dedykowany najnowszemu i najmocniejszemu smartfonowi Apple – iPhone 5S. Jednak korzyść z tego modelu mogą czerpać wszyscy posiadacze jakichkolwiek urządzeń, wyposażonych w standardowe złącze słuchawkowe mini-jack 3.5 mm.

Dla przypomnienia – do tej pory, na łamach applesauce opublikowaliśmy recenzje następujących produktów Cresyn:

Nie wiem, czy pamiętacie, ale moje bliższe spotkanie z modelem C262S wprawiło mnie w zdumienie, osłupienie, zaskoczenie i kilka innych synonimów, określających stan, w którym za niewiarygodnie niską cenę, dostaje się towar oferujący wyjątkowo dobrą jakość dźwięku.

Audiomagic_04

Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekaw, czy nowe AXE 5s wywołają we mnie równie pozytywne odczucia, a różnica w cenie znajdzie uzasadnienie w jakości reprodukowanej muzyki.

axe_01

Cresyn AXE 5s można nabyć już za niespełna 80 złotych, czyli około 25 zł więcej niż model C262S. Różnica kwotowa nie szokuje, ale procentowo wynosi już 30%. Dużo? Relatywnie – tak.

Identyczna różnica (procentowo) występuje między testowanymi przeze mnie słuchawkami nausznymi: Cresyn C750H oraz C590H. Tam, wydatek większy o 1/3 okazał się raczej mało uzasadniony.

Co więc dostajemy za 79 zł? Kartonowe, dość estetyczne pudełko, niewielkich gabarytów zawiera:

  • słuchawki dokananałowe wraz ze zintegrowanym mikrofonem,
  • cztery pary silikonowych (?) tipsów w rozmiarach S, M, L oraz (!) mikro…,
  • woreczek z tworzywa sztucznego, imitujący fakturę nieznanego mi gatunku skóry :)

Muszę przyznać, że dopiero największe wkładki  (Large) pozwoliły mi na uzyskanie jako takiego wypełnienia oraz izolacji od otoczenia. Ewidentnie, jest to dziedzina, w której projektanci Cresyn mają sporo do zrobienia. Mimo faktu, że moje uszy są wybredne, oczekiwałem  trochę lepszego dopasowania. Specyficzna budowa AXE 5s sprawy nie ułatwia. Jakby nie patrzeć, to właśnie kwestia osadzenia w kanale oraz właściwa izolacja, mają zasadniczy wpływ na odbiór audio w tym typie słuchawek.

Jakość wykonania słuchawek jest dobra. Nie wybitna, nie kiepska, ot adekwatna do ceny. Trudno mi ferować wyroki odnośnie trwałości tego produktu, podejrzewam, że tak jak w zdecydowanej większości słuchawek dousznych/dokanałowych, najsłabszym elementem będzie okablowanie, a zwłaszcza miejsca przyłączenia do przetworników oraz wtyku mini-jack.

O ile Cresyn C262S wyglądały dość tandetnie – jeśli chodzi o wzornictwo – to stylistyka AXE 5s może się podobać. Jednak nie zawsze forma idzie w parze z ergonomią i wygodą. Nie ma tragedii, jednak kształt obudów przetworników lepiej wypada wizualnie niż się sprawuje – położenie głowy uzbrojonej w słuchawki na poduszce, w taki sposób, że leży się na uchu, przyjemnych doznań nie zapewni.

Mocowanie kabla nie rozwiązuje również problemu tzw. efektu mikrofonowego. Można spróbować, mimo braku silikonowych pałąków-“zauszników”, poprowadzić kable górą, za uszami. Pomoże to odrobinę.

Mimo wszystko za wygląd i wykonanie przyznam ocenę dobrą z małym plusem (pamiętajmy, że to wciąż produkt w cenie poniżej stu złotych).

Parametry AXE 5s przedstawiają się następująco:

  • przetworniki dynamiczne o średnicy 14,3 mm,
  • impedancja: 32 Ohm,
  • czułość:103 dB/mW
  • zakres częstotliwości: 20 Hz – 20 kHz
  • długość kabla: 120 cm
  • waga: 5 g
  • maksymalna moc sygnału wejściowego: 40 mW

Reasumując: standard. Aczkolwiek producent reklamuje ów model hasłem: Striking Bass – Maximum Comfort with Full Range of HD Sound. Sprawdzimy…

Bazując na procedurze określonej w jednym wcześniejszych wpisów, wykonałem odsłuch wybranych utworów na AXE 5s podłączonych kolejno do różnych odtwarzaczy. Tym razem mój subiektywny organ odpowiedzialny za zmysł słuchu, wybrał połączenie z iPhone 5, jako najbardziej optymalne.

axe_02

Jakie mam wrażenia po kilkunastogodzinnym słuchaniu? Mogę uspokoić osoby, które obawiały się, że AXE 5s będą atrakcyjne tylko dla zatwardziałych bass-head’ów i “striking bass” zakryje resztę pasma. Słuchawki grają stosunkowo równo w całym zakresie. Nie brakuje im wysokich tonów, nie zniekształcają dźwięku – o ile nie przedobrzymy z poziomem głośności… Bas jest przyjemny w odbiorze, zdaje się pojawiać we właściwych miejscach i w odpowiednim czasie. Ale na pewno nie w nadmiarze. Nie czuć go zbyt intensywnie również “w środku” – nas, nie słuchawek. Neutralna moim zdaniem średnica (czyli to co lubię) nie narzuca się a przy tym wokale pozostają czytelne.

Przyjemna bardzo jest scena, stereofonia, przestrzeń. Nie ma mowy o jakimś wyszukanym rozlokowaniu instrumentów, odpowiadającym ich fizycznemu położeniu w studio czy na scenie. Mimo wszystko, odsłuch z AXE 5s w uszach nie jest nieprzyjemnym doznaniem, a przeciwnie – sympatycznym doświadczeniem. Gwoli ścisłości ten model Cresynów to słuchawki pół-dokanałowe (half in-ear). Mianowicie fale dźwiękowe docierają nie tylko do kanału słuchowego ale również do zewnętrza naszego ucha. Za emisję fal do małżowiny odpowiada otwór znajdujący się na obudowie przetwornika, obok dyszy wyposażonej w silikonową nakładkę.

Prawie bym zapomniał! Mikrofon. Przycisk umieszczony na tym małym dodatku działa identycznie jak w większości słuchawek dedykowanych do iPhone. Jedno wciśnięcie – pauza, dwa – następny utwór, trzy – poprzedni utwór. Czułość mikrofonu oraz jakość przetwarzanego głosu – na przyzwoitym poziomie. Natomiast zauważyłem, że głos osoby, z którą rozmawiamy brzmi dość basowo, z nieprzyjemnym impetem. Warto ściszyć telefon nim zaczniemy rozmowę.

Mam kłopot z wyartykułowaniem finalnego i obiektywnego werdyktu. Cresyn AXE 5s to udany produkt, oferujący bardzo przyzwoitą jakość za niewielkie pieniądze. Potrafią szybko reagować w gatunkach muzycznych, gdzie spora dynamika, natłok dźwięków, zmiany tempa i podobne rzeczy są na porządku dziennym. Jednak brakuje im rozdzielczości i lekkości. Potrafią zagrać przestrzennie i muzykalnie, ale również dość sucho i sterylnie. Mimo zaskakująco dobrej przestrzeni, dźwięki oblewają słuchacza nieco nachalnie, bez – tak czasem potrzebnego i oczekiwanego – dystansu. Po zainstalowaniu Cresynów w uszach, nie doznamy rozczarowania ani zniesmaczenia. Ale nie ma też co liczyć na osiągnięcie stanu zwanego eargasmem. Po przesłuchaniu C262S, moje oczekiwania w stosunku do AXE 5s były większe niż to co oferuje ten model słuchawek.

Postaram się więc trochę przewrotnie podsumować testy:

  • czy warto dołożyć 30% więcej i zamiast C262S kupić AXE 5s? – Nie,
  • czy warto dołożyć 25 zł i zamiast modelu C262S wybrać AXE 5s? – Tak.

Myślę, że w zakresie cenowym, który dla sporej grupy klientów, stanowi pewnego rodzaju barierę psychologiczną – “do 100 zł”, model Cresyn AXE 5s znajdzie swoich zadowolonych nabywców.

Porthole – AirPlay audio do wielu odbiorników raz jeszcze

Wysyłanie dźwięku z Maczka do odbiorników AirPlay działa w zasadzie systemowo. Wcześniej poruszyłem już na łamach applesauce tę właśnie kwestię. Dla przypomnienia: możemy skorzystać – za darmo – z panelu preferencji Dźwięk i wybrać, niestety tylko jedno, “wyjściowe urządzenie dźwiękowe”. Albo zainwestować w komercyjny Airfoil. W pierwszym wypadku transmitowane będą również dźwięki systemowe, a w drugim – dzięki appce dla iOS – iPody, iPhone’y oraz iPady mogą stać się również odbiornikami strumienia audio.

(W przypadku komputera z systemem Windows, poza Airfoil dostępne jest jeszcze jedno rozwiązanie).

porth

Jakiś czas temu, na platformę OS X pojawiła się nieco tańsza od produktu rogue amoeba alternatywa – Porthole autorstwa holenderskiego programisty, przedstawiającego się jako Boy van Amstel. Pod szyldem Danger Cove publikuje małe, acz przydatne aplikacje na Maczki, m.in. opisywany już przeze mnie wcześniej AirVLC.

Porthole to oprogramowanie, które do swojej pracy wymaga instalacji darmowego narzędzia o nazwie Soundflower. Zadaniem iluminatora jest umożliwienie jednoczesnego wysłania audio z komputera do wielu odniorników AirPlay, takich jak AirPort Express, Apple TV, komputer z zainstalowanym AirServerem czy dedykowane głośniki Air Speakers.

port2

Niestety w porównaniu do Airfoil, nie mamy tu możliwości wybrania konkretnej aplikacji na komputerze, której dźwięk ma być streamowany. Czyli jeśli uruchomimy np. Spotify i Vox, i chcielibyśmy na komputerze słuchać muzyki z tego ostatniego playera, a na głośnikach bezprzewodowych odtwarzać playlistę Spotify, to się nie uda. To Airfoil dzierży zwycięski laur.

Biorąc pod uwagę, że Porthole kosztuje $16 (€12), a Airfoil $25, okazuje się, że to wcale nie jest aż taka atrakcyjna alternatywa. Na szczęście można się przekonać samemu, instalując wersję próbną Porthole. Moje wrażenia po testach nie były jednak zbyt pozytywne ani optymistyczne. Jakość przesyłanego audio pozostawia sporo do życzenia, ponadto występują chwilowe przytykania się dźwięku. Na pewno warto śledzić rozwój iluminatora i polować na promocję. Według mnie w obecnym stanie i za aktualną cenę – nie warto dokonać zakupu tego programu.

Słuchawki Cresyn C750H – recenzja

Przyszedł czas na mój wpis poświęcony słuchawkom. Do testów otrzymałem co prawda dwie różne pary, jednak postanowiłem zerwać z wcześniejszą konwencją i zadedykować każdemu modelowi osobny wpis. Raz, że pozwala to skupić się na wybranym sprzęcie, a dwa – skraca długość artykułu, co niektórzy czytelnicy (i obawiam się, że to wcale nie mniejszość…) przyjmą z zadowoleniem.

Audiomagic_04

Na pierwszy ogień model C750H koreańskiego Cresyna. Firma ta, pomimo swojej egzotyczności na naszym rynku, może poszczycić się ponad pięćdziesięcioletnim doświadczeniem w branży, w tym produkcją słuchawek od ponad trzech dekad! Do tej pory, na łamach applesauce miałem przyjemność testować następujące produkty tego producenta:

Nie mogę również pominąć recenzji słuchawek segmentu premium – Phiaton PS 210 BTNC oraz Phiaton Moderna MS 200, popełnionych przez redakcyjnego kolegę – Kubę. Marka Phiaton dla Cresyna jest tym samym co Infinity dla Nissana, Acura dla Hondy czy Lexus dla Toyoty :)

c750h_1

Cresyn C750H to najwyższy model słuchawek nausznych, dynamicznych i zamkniętych, które można nabyć już w cenie od 280 zł. To ponad 30% więcej niże wyceniono niższy model (C590H). Czy różnica w cenie ma pokrycie w różnicy w jakości? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie na końcu.

Słuchawki sprzedawane są w estetycznym tekturowym pudełku z wydrukowanym zdjęciem headsetu na głównej stronie i przezroczystym okienkiem na węższym boku, pozwalającym zapoznać się ze stylistyką, bez wyciągania sprzętu z pudełka. Oczywiście odpowiednie “trzymanie” w środku zapewniają transparentne wytłoczki z tworzywa sztucznego. Osobiście zawsze tracę cierpliwość, gdy muszę w takie opakowanie zmieścić wszystko z powrotem. Ale zawsze to lepsze od jednorazowego blistera. Poza tym mało kto trzyma słuchawki w pudełku, nie po to przecież się je kupuje…

c750h_2

Na wyposażeniu, poza samymi C750H znajdziemy dwa kable zakończone wtykami mini jack 3.5 mm stereo, w tym jeden ze zintegrowanym mikrofonem. Tak, podobnie jak C590H, wyższy model słuchawek posiada odłączane kable, co więcej, testowany model pozwala podłączyć źródło dźwięku do obu muszli z przetwornikami! Bardzo fajna cecha. Co ciekawe droższe słuchawki nie posiadają w zestawie woreczka/etui. Cóż, zwykle te dodatki są i tak raczej wątpliwej jakości, a szanujący się (i sprzęt) audiofil/meloman zainwestuje w sztywny futerał.

Same słuchawki są wykonane solidnie i prezentują estetykę równie nowoczesną i stonowaną co tańszy brat. Na pewno publiczne paradowanie w takich nausznikach nie przyniesie właścicielowi wstydu. Zewnętrzne płaszczyzny muszli przetworników są pokryte tworzywem sztucznym o fakturze skóry. Oczywiście pierwsze dotknięcie i czar pryska, ale wizualnie ta “prawie skóra” i tak bije na głowę to co ma z tyłu najnowszy Samsung Galaxy Note (III bodajże) ;)

c750h_3

Jakość plastiku muszli i pałąka oraz poduszek stoi na bardziej niż przyzwoitym poziomie. Długość pałąka można wygodnie i obustronnie dopasować, skokowo, z gwarancją zapamiętania takiego ustawienia – przypadkowe ruch głową na pewno nie wywoła niepożądanej zmiany tego ustawienia.

Reasumując: gdyby przyjąć skalę od 1 do 6 to bez wyrzutów sumienia daję słuchawkom mocną czwórkę. Dlaczego tylko tyle? Otóż w kwestii wygody nie jest tu idealnie. Aczkolwiek moje uszy, głowa itepe, są na tyle wybredne, że nie koniecznie ew. uciążliwości i niepełne zadowolenie, wynikają z wad konstrukcyjnych czy jakościowych produktu.

Cytując producenta, C750H mogą poszczycić się następującymi parametrami:

  • Zakres częstotliwości: 20 Hz – 20 kHz,
  • Impedancja: 32 Ohm +/- 15 %,
  • Czułość: 105 dB/mW,
  • Waga: 170 g,
  • Przetworniki: dynamiczne, “studyjne” o średnicy – 40 mm.
  • Maksymalna moc sygnału wejściowego: 1 000 mW.

Specyfikacja to jedno, a wrażenia z odsłuchu to inna rzecz, dlatego czas przejść do dania głównego.

Zgodnie z nowymi procedurami, Cresyny c750H podłączyłem do FiiO HS2, a wybraną playlistę zaaplikowałem do czterech różnych źródeł. Dość szybko udało się ustalić zwycięzce, odtwarzacz, który najlepiej zgrywa się z tym modelem słuchawek. O dziwo to najstarszy sprzęt w mojej kolekcji – iPod shuffle pierwszej generacji. Na drugim miejscu uplasował się iPhone 5, który dość dziwnie lokował wokale w przestrzeni, faworyzując prawy kanał. To właśnie sprawiło, że musiał ustąpić starszemu koledze. iPad 2 oraz iPod nano 4G grały poprawnie, ale nieco płasko, nachalnie, bez pożądanego dystansu. nano wypadł tu najgorzej, jednak muszę przyznać, że różnice nie były dramatyczne.

W efekcie dalsze odsłuchy dokonałem już w konfiguracji Cresyn C750H + iPod shuffle 1G. Żałuję, że nie miałem pod ręką modelu C590H ani innych słuchawek w zbliżonym przedziale cenowym. Trochę utrudniało to obranie punktu odniesienia. Cóż mogę zatem napisać o testowanym modelu?

Cresyn C750H to poprawne i dość neutralne słuchawki. Zdobyły mnie swoją szczegółowością oraz umiejętnością separacji instrumentów. Bardzo dobrze odwzorowują brzmienie talerzy perkusji (pięknie słychać to w utworze p.t. Everywhere | Fleetwood Mac), pozwalają usłyszeć wokale w czytelny sposób. Wysokie tony są akcentowane właściwie, nie górują nad resztą pasma, nie drażnią zniekształceniami. Średnica też zdaje się wiedzieć gdzie jej miejsce. Basy? Cóż, kłamstwem byłoby napisać, że ich brakuje, a jednak bas, mimo, że kontrolowany jak należy, nie przyprawia o ciarki, nie rozlewa się po całym ciele słuchacza. Dół w utworze Agape | Dead Can Dance brzmi dobrze, ale nie wybornie. Niby nie brak powietrza, ale jest tak jakoś…sucho.

Ogólnie Cresyny C750H może nie rozczarowują, ale pozostawiają pewien niedosyt. Na pewno nie zostaną moim świętym Graalem, w kategorii słuchawek nausznych. Dynamika w nich jest, a jednak sprawiają wrażenie nieco nieśmiałych, wstydzących się pokazać co naprawdę potrafią. Nie oferują też wybitnej sceny, choć rozmieszczenie instrumentarium w przestrzeni jest bardzo dobre, naprawdę. Jednak od topowego modelu oczekiwałem nieco więcej. Trudno w przypadku C750H mówić o zaskoczeniu, chyba, że chodzi o fakt, że tańszy model choć gra może mniej analitycznie i szczegółowo, za to z większym życiem. Pytanie, czego oczekujemy od słuchawek? Ja oczekuję nie tylko dynamiki, detali, ciepłego brzmienia, sceny ale również tzw. “fun factor”, czyli trudnej do scharakteryzowania, subiektywnej przyjemności w odbiorze dźwięku. Tu również, – na tyle, na ile pamiętam swoje chwile “sam na sam” z tym modelem – lepiej wypadają Cresyny C590H.

Nie zrozumcie mnie źle, C750H to udany i przemyślany produkt. Niestety nie jestem przekonany, że gra o 1/3 lepiej od tańszego brata. Jeśli będziecie decydować się na zakup – polecam odsłuch obu modeli, sami ocenicie, czy tych dodatkowych 90 zł nie przeznaczyć na inny cel…

Procedura testowa po nowemu

Zgodnie w obietnicą daną w ostatnim wpisie, wkrótce na łamach applesauce pojawi się moja kolejna recenzja słuchawek. Nim jednak to nastąpi, chciałbym zdradzić nieco szczegółów w temacie „znowelizowanych” sposobów wykonywania testów, przeze mnie oraz Kubę. Postanowiliśmy trzymać się konkretnego schematu (który doprecyzował Kuba właśnie), tak aby każda z recenzji była spójna, zawierała komplet danych, oraz w pewnym zakresie umożliwiała porównanie różnych słuchawek, wcześniej przez nas “wziętych na warsztat”. Odpowiednie punkty poznacie przy okazji najbliższego testu.

Zmianie ulegnie również playlista. Wszystkie utwory zostały osobiście zripowane z oryginalnych płyt audio, znajdujących się w kolekcji Kuby do formatu AAC 256 kbps (czyli iTunes plus). Postanowiliśmy nie bazować na źródłach obarczonych dodatkowymi stratami jakości, jak streaming (Spotify, itp.). Oczywiście mogliśmy pójść krok dalej i zdecydować się na muzykę w formacie bezstratnym (ALAC/FLAC), ale postanowiliśmy obrać za punkt odniesienia jakość dostępną w sklepie Apple iTunes Music Store.

itunes_testlist

Zestaw utworów dobranych przez Kubę nie do końca wpasowuje się w moje gusta muzyczne, ale muszę przyznać, że tracklista zawiera repertuar na wskroś urozmaicony. Poszczególne utwory demonstrują kompletne spektrum dźwięków reprezentowanych zarówno przez instrumenty jak i zróżnicowane wokale. Swoją „chwilę chwały” będą miały dzieła charakteryzujące się wyraźnymi gitarami akustycznymi i elektrycznymi, głębokim basem, feerią instrumentów perkusyjnych, bębnami sprawiającymi, że muzykę nie tylko się słyszy ale i czuje, oraz urzekającymi śpiewami męskim i damskimi.

Playlista testowa: (Tytuł utworu / Czas trwania / Wykonawca / Album / Gatunek)

  1. Inflikted / 4:32 / Cavalera Conspiracy / Inflikted / Metal
  2. Luminol / 12:10 / Steven Wilson / The Raven That Refused To Sing (and other stories) / Progressive Rock
  3. Owner Of A Lonely Heart / 4:27 / Yes / 90125 / Progressive Rock
  4. Unfinished Sympathy / 5:12 / Massive Attack / Collected / Electronic
  5. Agape / 6:54 / Dead Can Dance / Anastasis / Alternative
  6. Everywhere / 3:40 / Fleetwood Mac / Tango In The Night / Rock
  7. The Unforgiven / 6:26 / Metallica / Black Album / Rock
  8. Your Latest Trick / 6:33 / Dire Straits / Brothers In Arms / Rock
  9. Hatesong / 8:30 / Porcupine Tree / Lightbulb Sun / Alternative & Punk
  10. Miracles / 4:07 / Stone Sour / Audio Secrecy / Alternative

aIMG_0146

Dzięki uprzejmości dystrybutora produktów firmy FiiO w nasze ręce trafił sprzęt, który usprawni przeprowadzanie testów! Mianowicie przełącznik FiiO HS2 umożliwiający równoczesne podłączenie aż do czterech źródeł sygnału i słuchawek z dużym lub małym jackiem. Dzięki takiemu rozwiązaniu można płynnie przełączać między odtwarzaczami odgrywającymi te same utwory i dokonać rzetelnych testów również pod kątem “zgrania się” słuchawek z konkretnym źródłem.

aIMG_2848

W moim przypadku takimi czterema źródłami są:

  • iPod shuffle 1G
  • iPod nano 4G
  • iPhone 5
  • iPad 2 WiFi

aIMG_2850

Po wstępnym przesłuchaniu fragmentów utworów na każdym z grajków wybiorę ten, z którym testowane słuchawki zagrają najlepiej i dalsze odsłuchy będą odbywać się właśnie w takiej wybranej konfiguracji.

Jeśli macie jakieś uwagi i sugestie, zamieście je w komentarzach. Na pewno pomogą nam stworzyć jeszcze lepsze i bardziej uniwersalne środowisko laboratoryjne :) Zaowocuje to recenzjami nacechowanymi większym obiektywizmem.

O Was, o mnie, o blogosferze, o Apple i …o niczym

Jak zapewne część z Was zauważyła, od dłuższego czasu nie publikuję właściwie wpisów na blogu. Powodów tego stanu rzeczy jest wiele… Nadmiar obowiązków, ograniczony czas, stres, brak weny. Nie bez znaczenia jest też jesienna aura, która niestety znacząco odciska swoje piętno na mojej efektywności. Kolejna rzecz, to fakt, że właściwie nie dzieje się specjalnie nic wielkiego, przełomowego, lub tajemniczego na tyle, by było o czym pisać. Owszem, było Keynote, są nowe iPhone’y, iOS o szczęśliwym numerku, ale przecież o tych rzeczach było wiadomo praktycznie wszystko, przed ich publiczną premierą!

Zresztą blogów i stron, które rozprawiają nad każdym aspektem tych “nowości”, jest bez liku. O czym niby mam pisać? Kolejny poradnik o tym, jak oszczędzić baterię w iUrządzeniu, zalecając wyłączenie opcji, których apetyt na energię można przewidzieć dokonując prostej dedukcji? A może nagrać nowe dzwonki z iOS7, by ci, których urządzenia się nie kwalifikują do nowszego systemu, mieli okazję posłuchać i pozazdrościć?

Nie macie wrażenia, że coraz rzadziej publikuje się wpisy, które nie dość, że są wnikliwe i rzetelne to na dodatek wymagają od czytelnika poświęcenia dłużej chwili, skupienia, zaangażowania? Jeszcze trochę i całą treść artykułu da się zmieścić w tweecie, bo resztę “artykuły będą stanowić zdjęcie lub link do pliku wideo.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że zastanawiam się, czy powinienem “płynąć z prądem”, tworzyć dziesiątki mikrowpisów, przepisywać newsy, teksty o rzeczach oczywistych opatrywać chwytliwymi tytułami. Czy jednak dalej robić swoje, wkładać w pisanie serce i robić to dla garstki osób, które to docenią.

Bez obaw, nie będę robić ankiety ;) Aczkolwiek, jeśli komuś z Was zechce się w komentarzach podzielić swoimi przemyśleniami na powyższe tematy, to będę wdzięczny za każde zabranie głosu.

Na koniec, żeby nie było, że wpis całkowicie oderwany od tematyki bloga, chciałbym wyrazić swoją opinię, na temat iOS7.

Zainstalowałem wersję GM na iPhonie 5 a kilka dni później, oficjalną, publiczną na iPadzie 2. Nie napiszę, że przeżyłem szok, bo przecież mimo, że nie instalowałem wcześniej wersji beta, to w sieci nie brakowało zrzutów ekranowych, filmów prezentujących wygląd i możliwości nowego systemu. Właściwie to przez ten cały wcześniejszy okres oswajałem się z przeświadczeniem, że prędzej czy później będę niejako zmuszony do pogodzenia się z wizualną stroną tego systemu. Muszę przyznać, że dość łagodnie przyjąłem tę zmianę. Pod wieloma względami nawet nowe rozwiązania zaczęły mi się podobać. Wierzę też, że nowy system oferuje “pod maską” znacznie więcej zmian, niż widać gołym okiem, a nawet po użyciu lupy. Nie da się jednak oprzeć wrażeniu, że obecnie udostępnione wersje cierpią na chorobę wieku dziecięcego. Nie sądzę, by były zoptymalizowane maksymalnie. I nie chodzi mi wcale o to, jak podle i bezceremonialnie obchodzi się nowy system z bateriami iPhone’ów, czy jak żenująco potrafi przycinać na iPadach z Retiną.

Mimo to, jestem optymistycznie nastawiony do przyszłości iOSa. Chciałbym aby kiedyś tam, w przyszłości, cały interfejs graficzny opaty był na grafice wektorowej, plik .ipsw zajmował kilka razy mniej niż obecnie, i wszystko chodziło “jak burza” nawet na 3-letnim aparacie…

Ok, na dziś wyczerpałem limit marudzenia. Obiecuję, że kolejny wpis będzie ciekawszy. Mam w testach dwie pary słuchawek, więc obejdzie się bez “polityki”.

muve digital – nowy gracz na Makowym rynku!

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię grać w gry. Na iPhone, i na iPadzie i na iMaczku. Ta ostatnia platforma nigdy nie była postrzegana za tę, na której można zagrać w chwytliwe tytuły. I niestety tak było przez długi czas. Sytuację poprawiło otwarcie sklepu Steam i podobnych, które to zaczęły ofertę cyfrowej dystrybucji gier rozszerzać na inne niż Windows systemy.

Z tym większym zaciekawieniem i przyjemnością przeczytałem treść notatki prasowej, którą zamieszczam poniżej:

Gry na Mac w ofercie muve digital! Na start promocja -50% na wybrane tytuły!

06.09.2013, WarszawaMuve digital, pierwsza polska platforma cyfrowej dystrybucji, ma przyjemność poinformować o wprowadzeniu do sprzedaży cyfrowych wersji gier na platformę Mac. Od dziś dostępnych jest 36 tytułów, wśród których znajdują się takie hity jak BioShock: Infinite, Borderlands 2, Call of Duty: Modern Warfare czy Sid Meier’s Civilization V. Już wkrótce oferta muve digital poszerzy się o kolejne kilkadziesiąt pozycji w wersji Mac. Aktualna oferta dostępna będzie zawsze na stronie http://muve.pl/digital/mac.

Dodatkowo, od dziś do 15 września oferujemy wybrane tytuły aż o połowę taniej:

  • Borderlands 2 w cenie 39,99 zł (cena regularna 79,99 zł)
  • Sid Meier’s Civilization V Gold w cenie 79,99 zł (cena regularna 159,99 zł)
  • Rollercoaster Tycoon 3 Platinum w cenie 9,99 zł (cena regularna 19,99 zł)
  • Call of Duty 4: Modern Warfare w cenie 24,99 zł (cena regularna 49,99 zł)

Muve.pl to nowoczesna platforma dla miłośników nowych technologii. W grudniu 2011 roku w ramach muve.pl wystartowała pierwsza polska usługa cyfrowej dystrybucji gier komputerowych, oferująca możliwość łatwego i legalnego pobierania gier. Muve digital to obecnie największy polski portal z cyfrową dystrybucją – w tej chwili w ofercie znajduje się około 700 tytułów i liczba ta cały czas rośnie. Ofertę muve digital uzupełnia kilkanaście tysięcy e-booków i audiobooków. Niewątpliwą zaletą muve digital jest łatwa obsługa, polska wersja językowa i pomoc techniczna, możliwość kupowania gier bez wychodzenia z domu i zabawy w wybrany tytuł kilka chwil po zakupie.

Maki_w_muve_digital

Paweł Goljanek

muve.pl

Oby więcej takich miejsc, to na pewno nie będziemy się nudzić :)  A jeśli skusicie się na zakupy z muve.pl to koniecznie dajcie nam znać, i polubcie profil muve digital na Facebooku.

Geekbench 3 już jest!

Benchmarki, benchmarki, benchmarki… Mają swoich przeciwników – bo przecież nie pozwalają odzwierciedlić typowych czynności, jakie wykonujemy zwykle na komputerach. Zatem, nie do końca stanowią miarodajny wskaźnik wydajności naszego sprzętu. Z drugiej strony dzięki tym właśnie programom, możemy porównać różne urządzenia – przecież najważniejszy jest punkt odniesienia, według którego dokonujemy pomiarów.

W przypadku kart graficznych, najbardziej popularnym i uznanym programem testującym jest bez wątpienia 3DMark. Do testowania wydajności procesora i pamięci, pozycję lidera dzierży od dłuższego czasu program Geekbench, który właśnie dojrzał do wersji oznaczonej numerkiem 3.

gb3_1Zmiany w Geekbench 3:

  • 15 nowych testów wydajnościowych (bazujących na rzeczywistych problemach obliczeniowych) takich jak szyfrowanie, przetwarzanie grafiki czy symulacje procesów i zdarzeń fizycznych,
  • 12 wcześniej stosowanych testów zostało przepisanych na nowo, by jeszcze bardziej je „urealnić”,
  • nowy system oceniania/punktacji – teraz osobno wyświetlane są wyniki wydajności jednego i wielu rdzeni procesora!
  • Geekbench 3 dla iOS posiada nowy interface zgodny z iOS 7, ponadto automatycznie archiwizuje wcześniejsze testy w aplikacji oraz dzięki wsparciu dla DropBox ułatwia przenoszenie wyników między komputerami i innymi urządzeniami (jak smartfony i tablety), z pominięciem Geekbench Browser,
  • nowy format dokumentu (JSON) ułatwiający tworzenie skryptów wykorzystujących dane z benchmarka.

gb3_2

W związku z wprowadzeniem nowej wersji do końca sierpnia (31.08.2013) PrimateLabs oferuje zniżki na zakup Geekbench 3:

  • licencja multiplatformowa (OS X, Windows, Linux) – cena 56 zł zamiast 88 zł
  • licencja dla jednego systemu – cena 36 zł zamiast 56 zł

gb3_3

Geekbench 3 dla iOS można kupić w App Store w cenie 0,89 €.

Grunt to prund czyli Battery Saver dla iPhone

Nie odkryję Ameryki gdy stwierdzę, że najsłabszym punktem urządzeń przenośnych jest ich układ zasilania. Gdy zakupimy nowy gadżet, pierwotna euforia zamienia się w irytację, gdy w najmniej odpowiednim momencie, skończą się soki w baterii. Na szczęście Apple przykłada dużą wagę do tego problemu, i ich produkty działają na zasilaniu bateryjnym nie krócej niż u konkurencji, a zwykle sporo dłużej. Całkiem długo pracują iPady, a rynek zdobywają najnowsze MacBooki Air, bijące rekordy pracy na jednym ładowaniu. Zaprezentowany na ostatnim Keynote OS X 10.9, ma posiadać “pod maską” zaawansowane technologie, takie jak Timer Coalescing czy App Nap, właśnie w trosce o zwiększenie wydajności, obniżenie poboru energii i w rezultacie wydłużenie czasu pracy na baterii.

batt_00

Na chwilę obecną urządzeniem stricte mobilnym u mnie jest iPhone (iPad, to zdecydowanie sprzęt kanapowy :)). Muszę przyznać, że choć użytkuję różne generacje tego smartfona od początku 2008 roku, to niestety mimo większego stopnia zaawansowania, rzeczywisty czas używania iPhone na co dzień, skrócił się znacznie. Owszem, mam zawsze włączone WiFi, korzystam z aplikacji społecznościowych, które częściej korzystają z sieci oraz usług lokalizacji, ekran jest większy, ma większą rozdzielczość, niektóre aplikacje i usługi działają w tle, itp. Ale tak jak wcześniej wystarczyło ładować iPhone średnio raz na dwa dni, tak teraz w połowie dnia, zaczynam szukać gniazdka zasilania i wyrobiłem sobie nawyk zabierania ładowarki ze sobą. Teoretycznie, gdy porównać faktyczny czas “w użyciu” to tak jak wcześniej było to 9-11 godzin, teraz sukcesem jest 6-7. Gdy korzystam z 3G i się przemieszczam, to cieszę się, jak telefon nie wyłączy się w czasie krótszym niż 4 godziny. Mam nadzieję, że technologiczne mumbo-jumbo z Mavericksa, trafią również do iOS7 i poprawią te kiepskie wyniki.

Póki co pozostaje mi stosować się do zaleceń producenta oraz zainstalowanie appki o nazwie Battery Saver (autorstwa KS Mobile Inc.). Battery Saver to bardzo ciekawie i estetycznie zaprojektowany program-kombajn powodujący, że tak wydawałoby się nudna i nieciekawa czynność, jak dbanie o kondycję baterii, staje się wciągającym wyzwaniem.

batt_01

Okazuje się mianowicie, że program poza tym, że wyświetla podstawowe informacje na temat stanu baterii w naszym telefonie, szczegółowe informacje o modelu urządzenia, pamięta za nas i podpowiada kiedy podłączyć iUrządzenie do zasilacza i kiedy odłączyć, tak by uniknąć efektu przeładowania, który sam w sobie też działa destrukcyjnie na baterię (tak, wiem, że oryginalne ładowarki mają odpowiednie zabezpieczenia i układy sterujące chroniące przed tym zjawiskiem).

batt_02

Mamy oczywiście informację o dokonanych (niestety zliczanych od momentu instalacji appki) cyklach ładowania.

batt_03

Są wskazówki, które funkcje telefonu powinniśmy wyłączyć i jaką oszczędność taka operacja przyniesie.

batt_04

Jest też informacja o wykorzystaniu pamięci iPhone, wraz z możliwością jej optymalizacji!

batt_05

Jedną z najciekawszych opcji jest wyświetlanie listy aplikacji oraz usług (uruchomionych oraz nieaktywnych) z szacowanym apetytem na ładunek skumulowany w baterii.

batt_06

Ponadto autorzy zaimplementowali sklepik wyświetlający darmowe programy warte ściągnięcia

batt_07

i skrót do aplikacji pogodowej, możliwej do pobrania osobno oraz przypominacz :) którego celem jest poinformowanie o konkretnej porze, że należy podłączyć iPhona do ładowarki.

Wcześniej pisałem, że autorom udało się sprawić, by dbanie o baterię było czymś fajnym, i zrealizowali to dzięki wprowadzeniu elementu grywalizacji. Inaczej mówiąc, każde nasze działanie może zostać nagrodzone medalem, a my sami możemy się pochwalić uzyskaną dystynkcją na Facebooku, Twitterze lub wysyłając komuś wiadomość z aplikacji iMessages. Na szczęście nie dzieje się to samo, uff :)

batt_08

Battery Saver to naprawdę fajna appka i właściwie do pełni szczęścia brakuje mi informacji na temat wykonanych cykli ładowania od pierwszego uruchomienia urządzenia, oraz na temat rzeczywistej pojemności baterii.

Polecam, zwłaszcza, że na chwilę obecną aplikacja dostępna jest w App Store jeszcze za darmo!