Cresyn

Słuchawki Cresyn AXE 5s – recenzja

Pierwszy listopadowy wpis to kolejna recenzja sprzętu. Dla odmiany będą to… słuchawki :) Tym razem jednak mój ulubiony typ: dokanałowe. W moje ręce i uszy trafił produkt znanej już Wam (oraz – rzecz jasna – Kubie i mi) firmy Cresyn, najnowszy model – AXE 5s Black. Wydawać by się mogło, z racji oznaczenia, że jest to zestaw dedykowany najnowszemu i najmocniejszemu smartfonowi Apple – iPhone 5S. Jednak korzyść z tego modelu mogą czerpać wszyscy posiadacze jakichkolwiek urządzeń, wyposażonych w standardowe złącze słuchawkowe mini-jack 3.5 mm.

Dla przypomnienia – do tej pory, na łamach applesauce opublikowaliśmy recenzje następujących produktów Cresyn:

Nie wiem, czy pamiętacie, ale moje bliższe spotkanie z modelem C262S wprawiło mnie w zdumienie, osłupienie, zaskoczenie i kilka innych synonimów, określających stan, w którym za niewiarygodnie niską cenę, dostaje się towar oferujący wyjątkowo dobrą jakość dźwięku.

Audiomagic_04

Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekaw, czy nowe AXE 5s wywołają we mnie równie pozytywne odczucia, a różnica w cenie znajdzie uzasadnienie w jakości reprodukowanej muzyki.

axe_01

Cresyn AXE 5s można nabyć już za niespełna 80 złotych, czyli około 25 zł więcej niż model C262S. Różnica kwotowa nie szokuje, ale procentowo wynosi już 30%. Dużo? Relatywnie – tak.

Identyczna różnica (procentowo) występuje między testowanymi przeze mnie słuchawkami nausznymi: Cresyn C750H oraz C590H. Tam, wydatek większy o 1/3 okazał się raczej mało uzasadniony.

Co więc dostajemy za 79 zł? Kartonowe, dość estetyczne pudełko, niewielkich gabarytów zawiera:

  • słuchawki dokananałowe wraz ze zintegrowanym mikrofonem,
  • cztery pary silikonowych (?) tipsów w rozmiarach S, M, L oraz (!) mikro…,
  • woreczek z tworzywa sztucznego, imitujący fakturę nieznanego mi gatunku skóry :)

Muszę przyznać, że dopiero największe wkładki  (Large) pozwoliły mi na uzyskanie jako takiego wypełnienia oraz izolacji od otoczenia. Ewidentnie, jest to dziedzina, w której projektanci Cresyn mają sporo do zrobienia. Mimo faktu, że moje uszy są wybredne, oczekiwałem  trochę lepszego dopasowania. Specyficzna budowa AXE 5s sprawy nie ułatwia. Jakby nie patrzeć, to właśnie kwestia osadzenia w kanale oraz właściwa izolacja, mają zasadniczy wpływ na odbiór audio w tym typie słuchawek.

Jakość wykonania słuchawek jest dobra. Nie wybitna, nie kiepska, ot adekwatna do ceny. Trudno mi ferować wyroki odnośnie trwałości tego produktu, podejrzewam, że tak jak w zdecydowanej większości słuchawek dousznych/dokanałowych, najsłabszym elementem będzie okablowanie, a zwłaszcza miejsca przyłączenia do przetworników oraz wtyku mini-jack.

O ile Cresyn C262S wyglądały dość tandetnie – jeśli chodzi o wzornictwo – to stylistyka AXE 5s może się podobać. Jednak nie zawsze forma idzie w parze z ergonomią i wygodą. Nie ma tragedii, jednak kształt obudów przetworników lepiej wypada wizualnie niż się sprawuje – położenie głowy uzbrojonej w słuchawki na poduszce, w taki sposób, że leży się na uchu, przyjemnych doznań nie zapewni.

Mocowanie kabla nie rozwiązuje również problemu tzw. efektu mikrofonowego. Można spróbować, mimo braku silikonowych pałąków-“zauszników”, poprowadzić kable górą, za uszami. Pomoże to odrobinę.

Mimo wszystko za wygląd i wykonanie przyznam ocenę dobrą z małym plusem (pamiętajmy, że to wciąż produkt w cenie poniżej stu złotych).

Parametry AXE 5s przedstawiają się następująco:

  • przetworniki dynamiczne o średnicy 14,3 mm,
  • impedancja: 32 Ohm,
  • czułość:103 dB/mW
  • zakres częstotliwości: 20 Hz – 20 kHz
  • długość kabla: 120 cm
  • waga: 5 g
  • maksymalna moc sygnału wejściowego: 40 mW

Reasumując: standard. Aczkolwiek producent reklamuje ów model hasłem: Striking Bass – Maximum Comfort with Full Range of HD Sound. Sprawdzimy…

Bazując na procedurze określonej w jednym wcześniejszych wpisów, wykonałem odsłuch wybranych utworów na AXE 5s podłączonych kolejno do różnych odtwarzaczy. Tym razem mój subiektywny organ odpowiedzialny za zmysł słuchu, wybrał połączenie z iPhone 5, jako najbardziej optymalne.

axe_02

Jakie mam wrażenia po kilkunastogodzinnym słuchaniu? Mogę uspokoić osoby, które obawiały się, że AXE 5s będą atrakcyjne tylko dla zatwardziałych bass-head’ów i “striking bass” zakryje resztę pasma. Słuchawki grają stosunkowo równo w całym zakresie. Nie brakuje im wysokich tonów, nie zniekształcają dźwięku – o ile nie przedobrzymy z poziomem głośności… Bas jest przyjemny w odbiorze, zdaje się pojawiać we właściwych miejscach i w odpowiednim czasie. Ale na pewno nie w nadmiarze. Nie czuć go zbyt intensywnie również “w środku” – nas, nie słuchawek. Neutralna moim zdaniem średnica (czyli to co lubię) nie narzuca się a przy tym wokale pozostają czytelne.

Przyjemna bardzo jest scena, stereofonia, przestrzeń. Nie ma mowy o jakimś wyszukanym rozlokowaniu instrumentów, odpowiadającym ich fizycznemu położeniu w studio czy na scenie. Mimo wszystko, odsłuch z AXE 5s w uszach nie jest nieprzyjemnym doznaniem, a przeciwnie – sympatycznym doświadczeniem. Gwoli ścisłości ten model Cresynów to słuchawki pół-dokanałowe (half in-ear). Mianowicie fale dźwiękowe docierają nie tylko do kanału słuchowego ale również do zewnętrza naszego ucha. Za emisję fal do małżowiny odpowiada otwór znajdujący się na obudowie przetwornika, obok dyszy wyposażonej w silikonową nakładkę.

Prawie bym zapomniał! Mikrofon. Przycisk umieszczony na tym małym dodatku działa identycznie jak w większości słuchawek dedykowanych do iPhone. Jedno wciśnięcie – pauza, dwa – następny utwór, trzy – poprzedni utwór. Czułość mikrofonu oraz jakość przetwarzanego głosu – na przyzwoitym poziomie. Natomiast zauważyłem, że głos osoby, z którą rozmawiamy brzmi dość basowo, z nieprzyjemnym impetem. Warto ściszyć telefon nim zaczniemy rozmowę.

Mam kłopot z wyartykułowaniem finalnego i obiektywnego werdyktu. Cresyn AXE 5s to udany produkt, oferujący bardzo przyzwoitą jakość za niewielkie pieniądze. Potrafią szybko reagować w gatunkach muzycznych, gdzie spora dynamika, natłok dźwięków, zmiany tempa i podobne rzeczy są na porządku dziennym. Jednak brakuje im rozdzielczości i lekkości. Potrafią zagrać przestrzennie i muzykalnie, ale również dość sucho i sterylnie. Mimo zaskakująco dobrej przestrzeni, dźwięki oblewają słuchacza nieco nachalnie, bez – tak czasem potrzebnego i oczekiwanego – dystansu. Po zainstalowaniu Cresynów w uszach, nie doznamy rozczarowania ani zniesmaczenia. Ale nie ma też co liczyć na osiągnięcie stanu zwanego eargasmem. Po przesłuchaniu C262S, moje oczekiwania w stosunku do AXE 5s były większe niż to co oferuje ten model słuchawek.

Postaram się więc trochę przewrotnie podsumować testy:

  • czy warto dołożyć 30% więcej i zamiast C262S kupić AXE 5s? – Nie,
  • czy warto dołożyć 25 zł i zamiast modelu C262S wybrać AXE 5s? – Tak.

Myślę, że w zakresie cenowym, który dla sporej grupy klientów, stanowi pewnego rodzaju barierę psychologiczną – “do 100 zł”, model Cresyn AXE 5s znajdzie swoich zadowolonych nabywców.

Słuchawki Cresyn C750H – recenzja

Przyszedł czas na mój wpis poświęcony słuchawkom. Do testów otrzymałem co prawda dwie różne pary, jednak postanowiłem zerwać z wcześniejszą konwencją i zadedykować każdemu modelowi osobny wpis. Raz, że pozwala to skupić się na wybranym sprzęcie, a dwa – skraca długość artykułu, co niektórzy czytelnicy (i obawiam się, że to wcale nie mniejszość…) przyjmą z zadowoleniem.

Audiomagic_04

Na pierwszy ogień model C750H koreańskiego Cresyna. Firma ta, pomimo swojej egzotyczności na naszym rynku, może poszczycić się ponad pięćdziesięcioletnim doświadczeniem w branży, w tym produkcją słuchawek od ponad trzech dekad! Do tej pory, na łamach applesauce miałem przyjemność testować następujące produkty tego producenta:

Nie mogę również pominąć recenzji słuchawek segmentu premium – Phiaton PS 210 BTNC oraz Phiaton Moderna MS 200, popełnionych przez redakcyjnego kolegę – Kubę. Marka Phiaton dla Cresyna jest tym samym co Infinity dla Nissana, Acura dla Hondy czy Lexus dla Toyoty :)

c750h_1

Cresyn C750H to najwyższy model słuchawek nausznych, dynamicznych i zamkniętych, które można nabyć już w cenie od 280 zł. To ponad 30% więcej niże wyceniono niższy model (C590H). Czy różnica w cenie ma pokrycie w różnicy w jakości? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie na końcu.

Słuchawki sprzedawane są w estetycznym tekturowym pudełku z wydrukowanym zdjęciem headsetu na głównej stronie i przezroczystym okienkiem na węższym boku, pozwalającym zapoznać się ze stylistyką, bez wyciągania sprzętu z pudełka. Oczywiście odpowiednie “trzymanie” w środku zapewniają transparentne wytłoczki z tworzywa sztucznego. Osobiście zawsze tracę cierpliwość, gdy muszę w takie opakowanie zmieścić wszystko z powrotem. Ale zawsze to lepsze od jednorazowego blistera. Poza tym mało kto trzyma słuchawki w pudełku, nie po to przecież się je kupuje…

c750h_2

Na wyposażeniu, poza samymi C750H znajdziemy dwa kable zakończone wtykami mini jack 3.5 mm stereo, w tym jeden ze zintegrowanym mikrofonem. Tak, podobnie jak C590H, wyższy model słuchawek posiada odłączane kable, co więcej, testowany model pozwala podłączyć źródło dźwięku do obu muszli z przetwornikami! Bardzo fajna cecha. Co ciekawe droższe słuchawki nie posiadają w zestawie woreczka/etui. Cóż, zwykle te dodatki są i tak raczej wątpliwej jakości, a szanujący się (i sprzęt) audiofil/meloman zainwestuje w sztywny futerał.

Same słuchawki są wykonane solidnie i prezentują estetykę równie nowoczesną i stonowaną co tańszy brat. Na pewno publiczne paradowanie w takich nausznikach nie przyniesie właścicielowi wstydu. Zewnętrzne płaszczyzny muszli przetworników są pokryte tworzywem sztucznym o fakturze skóry. Oczywiście pierwsze dotknięcie i czar pryska, ale wizualnie ta “prawie skóra” i tak bije na głowę to co ma z tyłu najnowszy Samsung Galaxy Note (III bodajże) ;)

c750h_3

Jakość plastiku muszli i pałąka oraz poduszek stoi na bardziej niż przyzwoitym poziomie. Długość pałąka można wygodnie i obustronnie dopasować, skokowo, z gwarancją zapamiętania takiego ustawienia – przypadkowe ruch głową na pewno nie wywoła niepożądanej zmiany tego ustawienia.

Reasumując: gdyby przyjąć skalę od 1 do 6 to bez wyrzutów sumienia daję słuchawkom mocną czwórkę. Dlaczego tylko tyle? Otóż w kwestii wygody nie jest tu idealnie. Aczkolwiek moje uszy, głowa itepe, są na tyle wybredne, że nie koniecznie ew. uciążliwości i niepełne zadowolenie, wynikają z wad konstrukcyjnych czy jakościowych produktu.

Cytując producenta, C750H mogą poszczycić się następującymi parametrami:

  • Zakres częstotliwości: 20 Hz – 20 kHz,
  • Impedancja: 32 Ohm +/- 15 %,
  • Czułość: 105 dB/mW,
  • Waga: 170 g,
  • Przetworniki: dynamiczne, “studyjne” o średnicy – 40 mm.
  • Maksymalna moc sygnału wejściowego: 1 000 mW.

Specyfikacja to jedno, a wrażenia z odsłuchu to inna rzecz, dlatego czas przejść do dania głównego.

Zgodnie z nowymi procedurami, Cresyny c750H podłączyłem do FiiO HS2, a wybraną playlistę zaaplikowałem do czterech różnych źródeł. Dość szybko udało się ustalić zwycięzce, odtwarzacz, który najlepiej zgrywa się z tym modelem słuchawek. O dziwo to najstarszy sprzęt w mojej kolekcji – iPod shuffle pierwszej generacji. Na drugim miejscu uplasował się iPhone 5, który dość dziwnie lokował wokale w przestrzeni, faworyzując prawy kanał. To właśnie sprawiło, że musiał ustąpić starszemu koledze. iPad 2 oraz iPod nano 4G grały poprawnie, ale nieco płasko, nachalnie, bez pożądanego dystansu. nano wypadł tu najgorzej, jednak muszę przyznać, że różnice nie były dramatyczne.

W efekcie dalsze odsłuchy dokonałem już w konfiguracji Cresyn C750H + iPod shuffle 1G. Żałuję, że nie miałem pod ręką modelu C590H ani innych słuchawek w zbliżonym przedziale cenowym. Trochę utrudniało to obranie punktu odniesienia. Cóż mogę zatem napisać o testowanym modelu?

Cresyn C750H to poprawne i dość neutralne słuchawki. Zdobyły mnie swoją szczegółowością oraz umiejętnością separacji instrumentów. Bardzo dobrze odwzorowują brzmienie talerzy perkusji (pięknie słychać to w utworze p.t. Everywhere | Fleetwood Mac), pozwalają usłyszeć wokale w czytelny sposób. Wysokie tony są akcentowane właściwie, nie górują nad resztą pasma, nie drażnią zniekształceniami. Średnica też zdaje się wiedzieć gdzie jej miejsce. Basy? Cóż, kłamstwem byłoby napisać, że ich brakuje, a jednak bas, mimo, że kontrolowany jak należy, nie przyprawia o ciarki, nie rozlewa się po całym ciele słuchacza. Dół w utworze Agape | Dead Can Dance brzmi dobrze, ale nie wybornie. Niby nie brak powietrza, ale jest tak jakoś…sucho.

Ogólnie Cresyny C750H może nie rozczarowują, ale pozostawiają pewien niedosyt. Na pewno nie zostaną moim świętym Graalem, w kategorii słuchawek nausznych. Dynamika w nich jest, a jednak sprawiają wrażenie nieco nieśmiałych, wstydzących się pokazać co naprawdę potrafią. Nie oferują też wybitnej sceny, choć rozmieszczenie instrumentarium w przestrzeni jest bardzo dobre, naprawdę. Jednak od topowego modelu oczekiwałem nieco więcej. Trudno w przypadku C750H mówić o zaskoczeniu, chyba, że chodzi o fakt, że tańszy model choć gra może mniej analitycznie i szczegółowo, za to z większym życiem. Pytanie, czego oczekujemy od słuchawek? Ja oczekuję nie tylko dynamiki, detali, ciepłego brzmienia, sceny ale również tzw. “fun factor”, czyli trudnej do scharakteryzowania, subiektywnej przyjemności w odbiorze dźwięku. Tu również, – na tyle, na ile pamiętam swoje chwile “sam na sam” z tym modelem – lepiej wypadają Cresyny C590H.

Nie zrozumcie mnie źle, C750H to udany i przemyślany produkt. Niestety nie jestem przekonany, że gra o 1/3 lepiej od tańszego brata. Jeśli będziecie decydować się na zakup – polecam odsłuch obu modeli, sami ocenicie, czy tych dodatkowych 90 zł nie przeznaczyć na inny cel…

Słuchawki nauszne Cresyn – subiektywne wrażenia

Po raz kolejny miałem okazję pomęczyć swój aparat słuchu interesującym sprzętem. Tym razem „na warsztat” trafiły słuchawki kompletnie mi nie znanej wcześniej firmy o nazwie Cresyn. Generalnie sytuacja, była podobna jak w przypadku opisywanych niedawno Brainwavz’ów. Postanowiłem znów zdać się na „randkę w ciemno”, więc nie zaszczyciłem swoją obecnością witryny producenta, nie próbowałem też zaspokoić swojej ciekawości czytając opinie innych słuchaczy. Tak więc poniższy artykuł będzie – jak to zwykle bywa w przypadku podobnych recenzji – bardzo subiektywny. A jako, że nie jest mi dane móc przetestować całą gamę urządzeń w tym samym czasie – ewentualne porównania do wcześniej opisywanych słuchawek, będą dość rzadkie i mało wiążące.

Audiomagic_04

Przez ostatnie kilka dni słuchałem, jak tylko mogłem pozwolić sobie na taką aktywność, naprzemiennie dwóch par słuchawek, na pierwszy rzut okaz podobnych, a jakże różnych pod wieloma względami!

cre_01

Cresyn C590H

Nauszne, zamknięte (closed air) słuchawki o bardzo sympatycznej prezencji :) Czarne, z drobnym akcentem w srebrnym kolorze, oraz… fioletową wyściółką w muszlach. Najpierw wymienię to co mi się w nich podoba:

  • design oraz wykonanie – widać, że materiały użyte do produkcji słuchawek są co najmniej dobrej jakości, tworzywo sztuczne jest przyjemne w dotyku, gąbki pokryte imitacją skóry – miękkie, wkręty spajające elementy konstrukcji – drobne i nie rzucające się w oczy, nadruki (logo producenta, opis przetworników: L / P) czytelne i wyraźne, nie ma też tak irytujących pozostałości tworzywa, jakie często można zobaczyć na tanim sprzęcie (na krawędziach lub w miejscach gdzie łączą się części formy we wtryskarce),
  • uniwersalność – słuchawki są składane, więc mimo sporych gabarytów, można je traktować jako sprzęt przenośny, dołączony woreczek na pewno przyda się w transporcie; w zestawie mamy dwa kable przyłączeniowe, jeden zwykły a drugi ze zintegrowanym mikrofonem! tak więc, z racji rozłączalności tego akcesorium, nie dość, że możemy wykorzystać słuchawki nie tylko z odtwarzaczami CD/MP3, czy większością nowoczesnych smartfonów, to ewentualny recabling staje się trywialnym zadaniem.

Ci mi się nie podoba? Właściwie to trudno tak to ująć… Nie jestem zwolennikiem słuchawek nausznych, wolę zdecydowanie dokanałowe, lub dookołauszne. Chodzi o względy estetyczne (doki są bardziej intymne, nie rzucają się w oczy), izolację od otoczenia, oraz otoczenia od słuchanej przeze mnie muzyki, i – nie mniej istotną – wygodę. Kilkanaście godzin (z przerwami, rzecz jasna!) spędzonych z Cresynami, dość mocno zmęczyło moje uszy. Nie chodzi o jakość dźwięku, a o fakt, że słuchawki nauszne nie obejmują moich przerośniętych i odstających małżowin, tylko je okrywają. Próby dopasowania słuchawek oraz zmiany wysunięć ramion z pałąka, nie zmieniły dyskomfortu powodowanego naciskiem na tyle, bym mógł ten aspekt pominąć.

cre_02

A jakość emitowanego dźwięku? Jest dobrze, myślę że nawet więcej niż dobrze. Nie miałem niestety pod ręką Brainwavz HM3, ale odniosłem wrażenie, że Cresyny C590H grają podobnie, też dość równo, być może oferują nieco więcej niskich tonów. Kwestia przestrzenności dźwięku – tu jest poprawnie, nie wybitnie, ale i taka scena wstydu słuchawkom nie przynosi. Dynamika i szczegółowość prezentują rozsądny kompromis, nie jest płasko ale i nie analitycznie jak w studyjnych monitorach.

Właściwie gdyby nie ucisk na uszyska, to mógłbym uznać C590H za słuchawki dla mnie. Cena jest prawie identyczna z Brainwavz HM3 i gdyby miał wybrać jedne z tych słuchawek, mimo wszystko wygranym okazałyby się słuchawki HM3, po części z uwagi na nieco lepsze doznania odsłuchowe, ale przede wszystkim na ich budowę i wygodę użytkowania. Choć pod względem stylistyki, jakości i dokładności wykonania oraz praktyczności – produkt Cresyna zdecydowanie prowadzi.

cre_03

Axis C555S

Drugi zestaw słuchawkowy, sprzęt jeszcze bardziej mobilny, posiadający mniejsze gabaryty, zajmujący mniej miejsca, oraz ważący jeszcze mniej.

Wydawałoby się, że może być tylko lepiej. Otóż nie do końca. Ewidentnie C555S są dedykowane innemu klientowi. Młodszemu, bardziej aktywnemu. Widać do zarówno we wzornictwie jak i generowanym dźwięku. Rozpisywać się na temat wyglądu Axisów, nie będę, niech Wam wystarczą zdjęcia :)

Podobnie jak C590H, Axisy to również słuchawki nauszne, ale otwarte (open air) . Muszę od razu zaznaczyć, że nacisk na moje małżowiny był w ich przypadku jeszcze bardziej irytujący. Tak więc za wygodę – zdecydowany minus. Druga sprawa: przewód podłączeniowy nie jest odłączalny i jest poprowadzony do obu przetworników, niby drobiazg, ale jednak podatność na ew. uszkodzenie większa, a łatwość naprawy – mniejsza. C555S również posiadają mikrofon z przyciskiem pozwalającym na zatrzymanie odtwarzania, przeskoczenie do poprzedniego lub następnego utworu oraz odebranie i zakończenie rozmowy. Tak przynajmniej działa to w obu zestawach Cresyn podłączonych do iPhone 5. Muszę tu uczciwie napisać, że jakość dźwięku rejestrowanego przez mikrofon jest bardzo dobra, wystarczy spokojnie to prowadzenia rozmów telefonicznych, nie trzeba krzyczeń by być słyszanym po drugiej stronie. Kolejne podobieństwo między oboma zestawami to możliwość skokowego wysuwania ramion słuchawek z pałąka. Teoretycznie można by objąć 1,5 mojej głowy, ale co z tego skoro uszy bolą!

cre_04

Kwestia brzmienia Axis C555H: po zmianie słuchawek, pierwsze co szokuje i od razu rzuca się „na uszy” to zdecydowanie bardziej wyeksponowana średnica i niskie tony. Moje pierwsze skojarzenie było takie, jakby porównać jakiś album jazzowy nagrany 20-30 lat temu z płytą masterowaną w ostatnich latach. Trochę to dziwne, bo jeśli, zgodnie z informacją producenta, są to słuchawki otwarte, to powinny mieć lżejszy bas i zdecydowanie większą scenę… Po kilku minutach da się tę specyficzną sygnaturę zaakceptować, ale tak sobie myślę, że nie jest to nawet ich wada, a zamierzone działanie producenta. Gdy słuchamy muzyki w terenie, w autobusie, pociągu, gdziekolwiek, gdzie towarzyszy nam spory hałas otoczenia, takie wzbogacone o średnie i niskie tony brzmienie zdaje się być najlepszym rozwiązaniem. Tak więc jeśli miałbym polecać słuchawki do użytku domowego wskazałbym C590H, natomiast do jazdy na rowerze, joggingu czy podróży – właśnie Axisy C555H.

Mi do gustu przypadły zdecydowanie czarne, większe Cresyny a Wam drodzy czytelnicy polecam własnousznie zapoznać się z ofertą firmy Cresyn. Dobre wykonanie (choć trudno mi wyrokować jak z trwałością tych produktów), przyzwoite brzmienie i rozsądne ceny, to niezaprzeczalne atuty.