Słuchawki Cresyn C750H – recenzja
Przyszedł czas na mój wpis poświęcony słuchawkom. Do testów otrzymałem co prawda dwie różne pary, jednak postanowiłem zerwać z wcześniejszą konwencją i zadedykować każdemu modelowi osobny wpis. Raz, że pozwala to skupić się na wybranym sprzęcie, a dwa – skraca długość artykułu, co niektórzy czytelnicy (i obawiam się, że to wcale nie mniejszość…) przyjmą z zadowoleniem.
Na pierwszy ogień model C750H koreańskiego Cresyna. Firma ta, pomimo swojej egzotyczności na naszym rynku, może poszczycić się ponad pięćdziesięcioletnim doświadczeniem w branży, w tym produkcją słuchawek od ponad trzech dekad! Do tej pory, na łamach applesauce miałem przyjemność testować następujące produkty tego producenta:
Nie mogę również pominąć recenzji słuchawek segmentu premium – Phiaton PS 210 BTNC oraz Phiaton Moderna MS 200, popełnionych przez redakcyjnego kolegę – Kubę. Marka Phiaton dla Cresyna jest tym samym co Infinity dla Nissana, Acura dla Hondy czy Lexus dla Toyoty :)

Cresyn C750H to najwyższy model słuchawek nausznych, dynamicznych i zamkniętych, które można nabyć już w cenie od 280 zł. To ponad 30% więcej niże wyceniono niższy model (C590H). Czy różnica w cenie ma pokrycie w różnicy w jakości? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie na końcu.
Słuchawki sprzedawane są w estetycznym tekturowym pudełku z wydrukowanym zdjęciem headsetu na głównej stronie i przezroczystym okienkiem na węższym boku, pozwalającym zapoznać się ze stylistyką, bez wyciągania sprzętu z pudełka. Oczywiście odpowiednie “trzymanie” w środku zapewniają transparentne wytłoczki z tworzywa sztucznego. Osobiście zawsze tracę cierpliwość, gdy muszę w takie opakowanie zmieścić wszystko z powrotem. Ale zawsze to lepsze od jednorazowego blistera. Poza tym mało kto trzyma słuchawki w pudełku, nie po to przecież się je kupuje…

Na wyposażeniu, poza samymi C750H znajdziemy dwa kable zakończone wtykami mini jack 3.5 mm stereo, w tym jeden ze zintegrowanym mikrofonem. Tak, podobnie jak C590H, wyższy model słuchawek posiada odłączane kable, co więcej, testowany model pozwala podłączyć źródło dźwięku do obu muszli z przetwornikami! Bardzo fajna cecha. Co ciekawe droższe słuchawki nie posiadają w zestawie woreczka/etui. Cóż, zwykle te dodatki są i tak raczej wątpliwej jakości, a szanujący się (i sprzęt) audiofil/meloman zainwestuje w sztywny futerał.
Same słuchawki są wykonane solidnie i prezentują estetykę równie nowoczesną i stonowaną co tańszy brat. Na pewno publiczne paradowanie w takich nausznikach nie przyniesie właścicielowi wstydu. Zewnętrzne płaszczyzny muszli przetworników są pokryte tworzywem sztucznym o fakturze skóry. Oczywiście pierwsze dotknięcie i czar pryska, ale wizualnie ta “prawie skóra” i tak bije na głowę to co ma z tyłu najnowszy Samsung Galaxy Note (III bodajże) ;)

Jakość plastiku muszli i pałąka oraz poduszek stoi na bardziej niż przyzwoitym poziomie. Długość pałąka można wygodnie i obustronnie dopasować, skokowo, z gwarancją zapamiętania takiego ustawienia – przypadkowe ruch głową na pewno nie wywoła niepożądanej zmiany tego ustawienia.
Reasumując: gdyby przyjąć skalę od 1 do 6 to bez wyrzutów sumienia daję słuchawkom mocną czwórkę. Dlaczego tylko tyle? Otóż w kwestii wygody nie jest tu idealnie. Aczkolwiek moje uszy, głowa itepe, są na tyle wybredne, że nie koniecznie ew. uciążliwości i niepełne zadowolenie, wynikają z wad konstrukcyjnych czy jakościowych produktu.
Cytując producenta, C750H mogą poszczycić się następującymi parametrami:
- Zakres częstotliwości: 20 Hz – 20 kHz,
- Impedancja: 32 Ohm +/- 15 %,
- Czułość: 105 dB/mW,
- Waga: 170 g,
- Przetworniki: dynamiczne, “studyjne” o średnicy – 40 mm.
- Maksymalna moc sygnału wejściowego: 1 000 mW.
Specyfikacja to jedno, a wrażenia z odsłuchu to inna rzecz, dlatego czas przejść do dania głównego.
Zgodnie z nowymi procedurami, Cresyny c750H podłączyłem do FiiO HS2, a wybraną playlistę zaaplikowałem do czterech różnych źródeł. Dość szybko udało się ustalić zwycięzce, odtwarzacz, który najlepiej zgrywa się z tym modelem słuchawek. O dziwo to najstarszy sprzęt w mojej kolekcji – iPod shuffle pierwszej generacji. Na drugim miejscu uplasował się iPhone 5, który dość dziwnie lokował wokale w przestrzeni, faworyzując prawy kanał. To właśnie sprawiło, że musiał ustąpić starszemu koledze. iPad 2 oraz iPod nano 4G grały poprawnie, ale nieco płasko, nachalnie, bez pożądanego dystansu. nano wypadł tu najgorzej, jednak muszę przyznać, że różnice nie były dramatyczne.
W efekcie dalsze odsłuchy dokonałem już w konfiguracji Cresyn C750H + iPod shuffle 1G. Żałuję, że nie miałem pod ręką modelu C590H ani innych słuchawek w zbliżonym przedziale cenowym. Trochę utrudniało to obranie punktu odniesienia. Cóż mogę zatem napisać o testowanym modelu?
Cresyn C750H to poprawne i dość neutralne słuchawki. Zdobyły mnie swoją szczegółowością oraz umiejętnością separacji instrumentów. Bardzo dobrze odwzorowują brzmienie talerzy perkusji (pięknie słychać to w utworze p.t. Everywhere | Fleetwood Mac), pozwalają usłyszeć wokale w czytelny sposób. Wysokie tony są akcentowane właściwie, nie górują nad resztą pasma, nie drażnią zniekształceniami. Średnica też zdaje się wiedzieć gdzie jej miejsce. Basy? Cóż, kłamstwem byłoby napisać, że ich brakuje, a jednak bas, mimo, że kontrolowany jak należy, nie przyprawia o ciarki, nie rozlewa się po całym ciele słuchacza. Dół w utworze Agape | Dead Can Dance brzmi dobrze, ale nie wybornie. Niby nie brak powietrza, ale jest tak jakoś…sucho.
Ogólnie Cresyny C750H może nie rozczarowują, ale pozostawiają pewien niedosyt. Na pewno nie zostaną moim świętym Graalem, w kategorii słuchawek nausznych. Dynamika w nich jest, a jednak sprawiają wrażenie nieco nieśmiałych, wstydzących się pokazać co naprawdę potrafią. Nie oferują też wybitnej sceny, choć rozmieszczenie instrumentarium w przestrzeni jest bardzo dobre, naprawdę. Jednak od topowego modelu oczekiwałem nieco więcej. Trudno w przypadku C750H mówić o zaskoczeniu, chyba, że chodzi o fakt, że tańszy model choć gra może mniej analitycznie i szczegółowo, za to z większym życiem. Pytanie, czego oczekujemy od słuchawek? Ja oczekuję nie tylko dynamiki, detali, ciepłego brzmienia, sceny ale również tzw. “fun factor”, czyli trudnej do scharakteryzowania, subiektywnej przyjemności w odbiorze dźwięku. Tu również, – na tyle, na ile pamiętam swoje chwile “sam na sam” z tym modelem – lepiej wypadają Cresyny C590H.
Nie zrozumcie mnie źle, C750H to udany i przemyślany produkt. Niestety nie jestem przekonany, że gra o 1/3 lepiej od tańszego brata. Jeśli będziecie decydować się na zakup – polecam odsłuch obu modeli, sami ocenicie, czy tych dodatkowych 90 zł nie przeznaczyć na inny cel…

