Recenzje

Tele-jabłko po raz trzeci – nadgryziony całokształt

Marzec 2012 to znaczący miesiąc zarówno dla firmy Apple jak i dla nas – sympatyków i użytkowników urządzeń, programów i rozwiązań tego giganta. Ceny akcji firmy pną się systematycznie w górę, nowy iPad sprzedaje się lepiej niż ciepłe bułeczki. Będzie o czym pisać ;) Pewnie mnie smartkid ochrzani ale zdradzę, że stał się szczęśliwym posiadaczem najnowszego tabletu, ma również iPada 1G, a ja „dwójkę”, więc postaramy się w niedalekiej przyszłości zrobić ciekawe testy i porównania wszystkich trzech modeli. W cieniu dziewięciokomasiedmiocalowego ekranu o rozdzielczości zawstydzającej standard Full HD swoją premierę miało też małe, czarne magiczne pudełko, o którym niżej. (więcej…)

Kosmiczny jubileusz

Od razu uprzedzam, że tytuł jest mylący i prowokujący, a co! Niektórzy, by zwiększyć ilość wizyt i odsłon swojego bloga, rozdają w komentarzach kody do aplikacji (organizując w ten sposób swoisty wyścig szczurów), a ja wymyślam chwytliwe (czyżby?) tytuły wpisów ;)  Niemniej jednak jubileusz w rzeczy samej jest – wpis, który czytacie ma numer  s e t n y , tak to 100 publikacja na applesauce! No co, przetrwanie 14 miesięcy i opublikowanie setki artykułów to jakiś sukces, nieprawdaż? Ale tym razem nie będzie nudnych statystyk. Setny wpis na applesauce będzie bardzo luźny, poświęcony grze, której akcja rozgrywa się w „odmętach” kosmosu. Stąd – jak się domyślacie – ów przymiotnik w tytule. (więcej…)

Ona i On, czyli Amiga i jej kolejny emulator :)

Dawno w tej materii się nic nie działo, tzn. nie zupełnie nic, bo oczywiście niestrudzony Toni Wilen pracuje dzielnie nad kolejnymi wersjami WinUAE, ale dla nas – Makowców – to mało interesujący temat. Na szczęście pojawił się kolejny „gracz” na rynku ;) mianowicie FS-UAE – multiplatformowy emulator Amigi, a konkretnie modeli A500, A500+, A600, A1200, CD32 oraz CDTV autorstwa Frode Solheima. (więcej…)

Minusów (prawie) brak, czyli dlaczego przesiadłem się na dysk SSD.

Więc stało się, mój MacBook Pro doczekał się nowego dysku twardego. Długo wahałem się ze względu na poświęcenie zapasu gigabajtów na rzecz czasu dostępu i prędkości przesyłu danych. Decyzja nie należała do najłatwiejszych jednak po przekalkulowaniu rzeczywiście potrzebnej pojemności dysku w moim sprzęcie stwierdziłem że dam radę i 120 GB to wcale nie tak mało jak się wydaje od czasu kiedy zostaliśmy rozpieszczeni przez pojemności w stylu jednego terabajta. Dlaczego tylko 120 GB? Na tą chwilę uważam że jest to jedyny rozsądny cenowo zakup dysku SSD, który pozwala na komfortową pracę (w przypadku jednego dysku w maszynie). Ja sam wybrałem model OCZ Vertex 3, który kosztował mnie 729 złotych. Najważniejszym jednak argumentem było wykorzystanie potencjału sprzętu dla którego fabryczny dysk o prędkości 5400 RPM staje się niestety wąskim gardłem. Artykuł ten kieruję do wszystkich niezdecydowanych, którzy szukają rozważania na temat tej technologii z perspektywy użytkownika, który nie do końca podnieca się osiągami w testach a bardziej stawia na rzeczywiste odczucia. Ok, wystarczy przydługiego wstępu, czas na konkrety.

Wielkie liczenie

Nie da się ukryć, że aktualnie coraz częściej nasze dyski wypełniamy muzyką filmami i zdjęciami w ilościach idących w setki gigabajtów. Muzyka i zdjęcia to rzeczywiście elementy które lubimy mieć zawsze pod ręką, jednak w przypadku filmów uważam że i tak musimy poświęcić im dość sporo czasu i absorbują nas one na tyle że chwila na podłączenie zewnętrznego magazynu danych nie sprawi nam większej różnicy. Wydaje mi się że w większości to właśnie filmy generują największą ilość zajętego miejsca na dysku. Dla zupełnych leni polecam sprawić sobie jakiegoś NAS’a który zawsze będzie dostępny poprzez sieć bezprzewodową i zapewne pozwoli również na oszczędność miejsca na dysku. Pozostają jeszcze kwestie gier, zapisanych projektów i tym podobnych plików, gdzie myślę że przenośny dysk twardy też doskonale sprawdzi się w swojej roli, zwłaszcza jeżeli będzie wyposażony w interfejs FireWire. Drugą możliwą jest pozbycie się napędu DVD i wstawienie w jego miejsce odpowiedniego adaptera, który umożliwi nam wpięcie drugiego dysku wewnątrz komputera. Tą wersję zdarzeń na tą chwilę pomijam przyjmując że większość z was jednak woli mieć czytnik na swoim miejscu. Sam Lion po czystej instalacji w wersji 10.7.3 zajmował w moim przypadku 12 GB, biblioteki zdjęć i muzyki zajęły około 30 GB (1500 utworów i 5000 zdjęć). Po doinstalowaniu pakietu iLife, Office for Mac i kilku innych potrzebnych mi do codziennej pracy programów zatrzymałem się na 55 GB zajętego miejsca. Z mojej perspektywy nie ma tragedii jako że tak naprawdę osiągnąłem dopiero połowę pojemności dysku. Myślę że z odpowiednim podejściem, które jednak będzie wymagało odrobiny większego szacunku do wolnej przestrzeni bez problemu przestrzeń ta wystarczy mi do komfortowej pracy. A uwierzcie mi że zupełnie nowy komfort pracy z waszym Macintoshem zupełnie wynagrodzi wam tą ostrożność.

Wydajność

Zauważenie wzrostu wydajności w przypadku dysku SSD nie wymaga wykresów słupków i procentów. Wystarczy chwila korzystania z komputera wyposażonego w ten sprzęt i już wiemy że mamy do czynienia z czymś niezwykle szybkim. Zdecydowane przyśpieszenie daje się odczuć w każdym aspekcie pracy, począwszy od odpaleniu systemu operacyjnego, przez uruchamianie aplikacji, po zamknięcie systemu. Jednak w celu ułatwienia zorientowania się jak bardzo przyśpieszona zostanie Wasza praca potrzebny będzie stoper i odrobina dobrych chęci w celu pomierzenia czasów osiąganych na waszych maszynach. Poniżej przedstawiam orientacyjne czasy potrzebne na uruchomienie poszczególnych elementów systemu na dwóch wersjach dysków i zapraszam do porównywania ich ze swoimi pomiarami.

Dla bardziej wnikliwych i zorientowanych zapraszam również do zapoznania się z wynikami XBench, w którym znajdziecie porównanie wyników bardziej złożonych testów fabrycznego dysku 5400 RPM oraz OCZ Vertex 3.

Jak widać na wykresach graficznych w każdej kategorii mamy do czynienia z miażdżącą przewagę technologii SSD. Jednak największe wrażenie i tak robi rzeczywista praca na tego typu dysku do czego namawiam.

Werdykt

Knock Out! Tak w krótkiej formie można podsumować wyższość SSD nad HDD. Jeżeli chcesz poczuć przyśpieszenie swojego komputera to osobiście uważam, że wśród elementów jakie można poddać upgrade’owi zdecydowanie wymiana dysku zagwarantuje wam najbardziej odczuwalną różnicę w codziennej pracy. Jeżeli masz wątpliwości i wciąż się wahasz, to myślę że powinieneś/aś przestać i jeżeli masz w śwince skarbonce już nie tak wygórowaną kwotę w okolicach 700 złotych i 120 GB (które wbrew pozorom nie jest ilością małą) wystarczy Ci do codziennej pracy to zaszalej, a nie pożałujesz. A jeżeli nie masz ograniczeń finansowych to hulaj duszo piekła nie ma, duże pojemności stoją przed Tobą otworem!

Sparing

Artykuł miał pojawić się w piątek, na weekend, ale aplikacja będąca tematem artykułu tak skutecznie mi czas zajęła, że dopiero teraz możecie poczytać co nieco :) Temat na koniec tygodnia powinien być lekki, łatwy i przyjemny, i nie da się ukryć, że takim tematem jest rozrywka – a dokładniej rzecz nazywając – gry! Tym razem konsolą do grania nie będzie żadne iUrządzenie a Mac. Zaś oprogramowaniem, które tę przemianę ułatwia jest program o wdzięcznej nazwie: Boxer. (więcej…)

Będę brał cię, w aucie… cz. 3

Zwykle, gdy podczas jazdy samochodem lub stojąc w korku lub na parkingu sięgamy po smartfona, chcemy zadzwonić do kogoś bądź odebrać przychodzącą rozmowę, wysłać lub odczytać SMSa. Rzecz jasna nowoczesne gadżety pozwalają na wiele więcej, zarówno dzięki wbudowanym układom elektronicznym jak i oprogramowaniu. Teraz szybko i wygodnie znajdziemy interesujące nas informacje, zlokalizujemy ciekawe miejsca, określimy swoje położenie (co przydaje się między innymi gdy szukamy naszego auta wśród innych parkujących pod supermarketem :)). Mnogość aplikacji służących do nawigacji samochodowej sprawia, że rezygnujemy z inwestycji w dedykowane urządzenie. Ale nie o nawigacjach będzie ten wpis, postaram się tu opisać kilka innych nie mniej przydatnych programów, z którymi użytkowanie samochodu będzie bardziej przyjemne i po prostu wygodniejsze. (więcej…)

Grace For iPhone czyli Steven Wilson w moim telefonie.

Steven Wilson mimo swojego niezmiennego stosunku do muzyki w postaci elektronicznej, który delikatnie mówiąc jest dość krytyczny, nie stroni od nowych technologii. Ja osobiście w pełni popieram jego ignorancję do form wszelakiego słuchania, które delikatnie mówiąc są profanacją najważniejszej w mojej opinii formy sztuki z jaką na co dzień mamy do czynienia. Utwory wyrwane z kontekstu całego albumu tracą swój właściwy przekaz i odcinają nas od koncepcji jaką założył sobie twórca komponując i układając muzykę w odpowiednią całość. Ok, może delikatnie dramatyzuję ale osobiście gustuję w gatunkach, które wymagają chociaż odrobiny uwagi słuchacza. Delikatne odejście od tematu właściwego czas zakończyć więc wracamy do meritum. Dotychczas najlepszym źródłem wiadomości wprost od muzyka był Facebook, jednak dla posiadaczy urządzeń z system iOS sytuacja uległa zmianie po premierze aplikacji dedykowanej dokonaniom wyżej wymienionego Pana, która oferuje nam znacznie więcej niż dotychczasowe źródła. Ja osobiście jestem zachwycony tym co otrzymałem od mojego ulubionego twórcy i zapraszam was do zapoznania się z krótkim zarysem bohaterki niniejszej recenzji.

Aplikacja została stworzona przez zespół Swarm Intelligence, który już chyba oficjalnie możemy uznać za nadworny skład od prezentacji dokonań wyżej wspomnianego Pana we wszelkiej formie elektronicznej. Mi osobiście zawsze podobały się ich prace i tym razem również nie zawiedli moich oczekiwań. Sama szata graficzna programu prezentuje się doskonale, zarówno w kwestii graficznej jak i ergonomii użytkowania. Jest ona wykonana w konwencji jaką znajdziemy w poligrafii do najnowszego, doskonałego albumu Grace For Drowning. Mamy tutaj szybki dostęp do muzyki, zdjęć, wiadomości, linków oraz rozpiski trasy koncertowej.

 

No tak, jednak to wszystko jest do znalezienia na stronie internetowej więc po co zaśmiecać drogocenną pamięć naszych urządzeń? Zdecydowanie jest kilka takich powodów. Myślę, że główną zaletą tego programu jest właśnie to, że mamy dedykowane miejsce gdzie możemy śledzić najważniejsze poczynania artysty w czystej formie bez przeglądania setek postów jakie znajdują się na naszej tablicy na Facebook’u lub dobijania się do stron poświęconych Panu Stevenowi. Najważniejsze newsy są nam prezentowane w przystępnej formie i w szybki sposób widzimy tutaj czy pojawiły się jakieś nowinki poprzez odpowiednie oznaczenia idealnie skomponowane z szatą graficzną. Szkoda jedynie że autorzy nie posilili się o powiadomienia Push, które znacząco podniosłyby wartość appki jako centrum informacji. Biorąc pod uwagę ilość projektów w których Wilson bierze udział, dla mnie jako wielkiego fana(tyka) jego dokonań takie centrum informacji to rzecz godna zachodu. Dodatkowo autorzy zapewnili nam świetną galerię zdjęć, która w trakcie trasy koncertowej była często aktualizowana i stanowi ciekawy kolaż ujęć, w większości wykonanych przez Lasse Hoile, zarówno z życia codziennego muzyka jak i tych związanych ściśle z albumami. Jednak najważniejsza i najciekawsza część to zdecydowanie zakładka pod nazwą music. Znajdziemy tu perełki w postaci utworów Wilsona, poza tymi oficjalnymi są tu takie skarby jak wersje demo i muzyka wcześniej nie publikowana. Zdecydowanie jest to najmocniejsza strona aplikacji i można ją uznać za szczególnie ważny powód aby zainstalować ją na swoim telefonie. Sam program jest zupełnie darmowy więc dla każdego fana jest to zdecydowanie obowiązkowa pozycja. Jeżeli nie masz pojęcia kim jest SW to ten program będzie najłatwiejszą drogą do pierwszego kontaktu z jego twórczością.

 

Polecam i zapraszam do iTunes Store

 

Będę brał cię, w aucie… cz. 1

Witajcie! Tytuł może zdawać się Wam głupi bądź dwuznaczny, a nawet prowokacyjny :) Jednak celem cyklu jest prezentacja wybranych programów dla iOSa, które w jakimś zakresie ułatwiają lub umilają nam korzystanie z samochodu. Tak się składa, że wakacje poza tym, że spędziłem je pracując, minęły pod znakiem poszukiwań i zakupu auta. Poprzednie, dość mocno wyeksploatowane, zaczęło przypominać rozkapryszone dziecko (lub kobietę :P) oraz domagać się niekończących wręcz inwestycji…

(więcej…)

Siła pierwszego wrażenia – Lion udomowiony

Bez zbędnych ceregieli zapraszam do wpisu gościnnego stworzonego przez jednego z najaktywniejszych czytelników applesauce – Emeley’a, którego poprosiliśmy – z uwagi na fakt, że ostatnio dołączył do braci maczanej – o podzielenie się wrażeniami z przesiadki z Windowsa na OS X! Tak więc możecie być pewni, że tekst obnaży zarówno mocne jak i słabe strony platformy Apple. Zarezerwujcie sobie trochę czasu bo to nie będzie krótka, bezpłciowa notka spisana na kolanie, tylko po to by była, co to to nie! (Zgodnie z pierwotnymi założeniami bloga teksty na applesauce publikujemy w całości, jeśli więc wśród czytelników są osoby, których przerasta czytanie więcej niż kilku zdań, zawsze mogą poprzestać wyłącznie na załączonych w tym wpisie zrzutach ekranowych :) Dodam tylko, że w tym wypadku sporo stracą…)

(więcej…)