Minusów (prawie) brak, czyli dlaczego przesiadłem się na dysk SSD.
Więc stało się, mój MacBook Pro doczekał się nowego dysku twardego. Długo wahałem się ze względu na poświęcenie zapasu gigabajtów na rzecz czasu dostępu i prędkości przesyłu danych. Decyzja nie należała do najłatwiejszych jednak po przekalkulowaniu rzeczywiście potrzebnej pojemności dysku w moim sprzęcie stwierdziłem że dam radę i 120 GB to wcale nie tak mało jak się wydaje od czasu kiedy zostaliśmy rozpieszczeni przez pojemności w stylu jednego terabajta. Dlaczego tylko 120 GB? Na tą chwilę uważam że jest to jedyny rozsądny cenowo zakup dysku SSD, który pozwala na komfortową pracę (w przypadku jednego dysku w maszynie). Ja sam wybrałem model OCZ Vertex 3, który kosztował mnie 729 złotych. Najważniejszym jednak argumentem było wykorzystanie potencjału sprzętu dla którego fabryczny dysk o prędkości 5400 RPM staje się niestety wąskim gardłem. Artykuł ten kieruję do wszystkich niezdecydowanych, którzy szukają rozważania na temat tej technologii z perspektywy użytkownika, który nie do końca podnieca się osiągami w testach a bardziej stawia na rzeczywiste odczucia. Ok, wystarczy przydługiego wstępu, czas na konkrety.
Wielkie liczenie
Nie da się ukryć, że aktualnie coraz częściej nasze dyski wypełniamy muzyką filmami i zdjęciami w ilościach idących w setki gigabajtów. Muzyka i zdjęcia to rzeczywiście elementy które lubimy mieć zawsze pod ręką, jednak w przypadku filmów uważam że i tak musimy poświęcić im dość sporo czasu i absorbują nas one na tyle że chwila na podłączenie zewnętrznego magazynu danych nie sprawi nam większej różnicy. Wydaje mi się że w większości to właśnie filmy generują największą ilość zajętego miejsca na dysku. Dla zupełnych leni polecam sprawić sobie jakiegoś NAS’a który zawsze będzie dostępny poprzez sieć bezprzewodową i zapewne pozwoli również na oszczędność miejsca na dysku. Pozostają jeszcze kwestie gier, zapisanych projektów i tym podobnych plików, gdzie myślę że przenośny dysk twardy też doskonale sprawdzi się w swojej roli, zwłaszcza jeżeli będzie wyposażony w interfejs FireWire. Drugą możliwą jest pozbycie się napędu DVD i wstawienie w jego miejsce odpowiedniego adaptera, który umożliwi nam wpięcie drugiego dysku wewnątrz komputera. Tą wersję zdarzeń na tą chwilę pomijam przyjmując że większość z was jednak woli mieć czytnik na swoim miejscu. Sam Lion po czystej instalacji w wersji 10.7.3 zajmował w moim przypadku 12 GB, biblioteki zdjęć i muzyki zajęły około 30 GB (1500 utworów i 5000 zdjęć). Po doinstalowaniu pakietu iLife, Office for Mac i kilku innych potrzebnych mi do codziennej pracy programów zatrzymałem się na 55 GB zajętego miejsca. Z mojej perspektywy nie ma tragedii jako że tak naprawdę osiągnąłem dopiero połowę pojemności dysku. Myślę że z odpowiednim podejściem, które jednak będzie wymagało odrobiny większego szacunku do wolnej przestrzeni bez problemu przestrzeń ta wystarczy mi do komfortowej pracy. A uwierzcie mi że zupełnie nowy komfort pracy z waszym Macintoshem zupełnie wynagrodzi wam tą ostrożność.
Wydajność
Zauważenie wzrostu wydajności w przypadku dysku SSD nie wymaga wykresów słupków i procentów. Wystarczy chwila korzystania z komputera wyposażonego w ten sprzęt i już wiemy że mamy do czynienia z czymś niezwykle szybkim. Zdecydowane przyśpieszenie daje się odczuć w każdym aspekcie pracy, począwszy od odpaleniu systemu operacyjnego, przez uruchamianie aplikacji, po zamknięcie systemu. Jednak w celu ułatwienia zorientowania się jak bardzo przyśpieszona zostanie Wasza praca potrzebny będzie stoper i odrobina dobrych chęci w celu pomierzenia czasów osiąganych na waszych maszynach. Poniżej przedstawiam orientacyjne czasy potrzebne na uruchomienie poszczególnych elementów systemu na dwóch wersjach dysków i zapraszam do porównywania ich ze swoimi pomiarami.
Dla bardziej wnikliwych i zorientowanych zapraszam również do zapoznania się z wynikami XBench, w którym znajdziecie porównanie wyników bardziej złożonych testów fabrycznego dysku 5400 RPM oraz OCZ Vertex 3.
Jak widać na wykresach graficznych w każdej kategorii mamy do czynienia z miażdżącą przewagę technologii SSD. Jednak największe wrażenie i tak robi rzeczywista praca na tego typu dysku do czego namawiam.
Werdykt
Knock Out! Tak w krótkiej formie można podsumować wyższość SSD nad HDD. Jeżeli chcesz poczuć przyśpieszenie swojego komputera to osobiście uważam, że wśród elementów jakie można poddać upgrade’owi zdecydowanie wymiana dysku zagwarantuje wam najbardziej odczuwalną różnicę w codziennej pracy. Jeżeli masz wątpliwości i wciąż się wahasz, to myślę że powinieneś/aś przestać i jeżeli masz w śwince skarbonce już nie tak wygórowaną kwotę w okolicach 700 złotych i 120 GB (które wbrew pozorom nie jest ilością małą) wystarczy Ci do codziennej pracy to zaszalej, a nie pożałujesz. A jeżeli nie masz ograniczeń finansowych to hulaj duszo piekła nie ma, duże pojemności stoją przed Tobą otworem!


