iOS

BUDGT: minimalistyczne zarządzanie finansami

Jakiś czas temu natknąłem się na aplikację do zarządzania budżetem o jasno brzmiącej nazwie BUDGT. Jestem fanem takiego oprogramowania ze względu na to, że lubię mieć świadomość aktualnego stanu moich bieżących wydatków, zwłaszcza kiedy są one przedstawione w czytelny sposób. Co przyciągnęło moją uwagę w tym przypadku? Zdecydowanie minimalistyczny i atrakcyjny wizualnie interfejs. Całość prezentuje się niezwykle schludnie i przejrzyście, wszystkie wartości są przedstawiane za pomocą wykresów kołowych, które są bardzo czytelną formą przedstawiania aktualnego stanu naszego budżetu.

Pierwszy ekran prezentuje nam dane dotyczące bieżącego dnia. Program oblicza kwotę jaką możemy dziennie wydać i pokazuje nam jej wykorzystanie z pomocą małego wykresu. Dodatkowo w miarę jak zbliżamy się do przekroczenia dziennego limitu interfejs graficzny zmienia swoją kolorystkę w kierunku czerwieni co ma nas ostrzec przez przekroczeniem limitu.

BUDGT1

Dodawanie wydatków odbywa się poprzez przycisk oznaczony znakiem +, następnie podajemy kwotę oraz kategorię wydatku i nic więcej nas nie interesuje. Bardzo fajną funkcją jest sortowanie kategorii według częstotliwości ich używania. Przechodzenie pomiędzy dniami odbywa się przez dotknięcie górnej części interfejsu co powoduje wysunięcie małego kalendarza z widokiem na aktualny miesiąc.

W dolnej części aplikacji znajdują się zakładki DAY oraz MONTH. Przejdźmy teraz do tej drugiej, która prezentuje nam stan naszego budżetu miesięcznego i aktualnie wykorzystany zasób pieniędzy. Po przesunięciu palcem w górę ekranu pojawia nam się dokładna informacja o tym na co i ile wydaliśmy z czytelnym rozróżnieniem kolorystycznym dla poszczególnych kategorii.

BUDGT2

Możemy tutaj również dodawać nasze wpływy za pomocą ikony dolara w górnym prawym rogu. Odbywa się to analogicznie do wpisywania wydatków, jednak dużą niedogodnością jest w mojej opinii brak edycji już wprowadzonych wpływów. Można je jedynie usuwać i dodawać ponownie.

Aktualnie aplikacja nie posiada zbyt wielu opcji konfiguracji. Same ustawienia znajdują się pod ikoną zębatki w prawym górnym rogu. Pierwszą opcją jest konfiguracja kategorii,możemy je dowolnie dodawać jednak nie mamy możliwości zmiany ich położenia na liście, problem ten rozwiązuje w pewnym stopniu porządkowanie listy kategorii według najczęstszego wykorzystania. Myślę jednak, że sporo osób które lubią mieć wszystko pod kontrolą nie do końca będzie zadowolonych z takiej filozofii.

BUDGT3

Kolejną opcją jest Travel Mode – świetna funkcjonalność, która pozwala wprowadzić przelicznik, zgodnie z którym będą obliczane wszystkie wpisywane przez nas wydatki. Uważam, że pomysł jest rewelacyjny. Wyjeżdżając do kraju z inną walutą bez problemu możemy wpisywać wartości zakupów i widzieć wykorzystanie naszego budżetu dla przykładu w złotówkach. Kolejną funkcją jest znane z podobnych aplikacji Month Overflow, czyli opcja przenoszenia niewykorzystanych środków na następny miesiąc. Dodatkowo możemy ustawiać Reminders, które mają za zadanie przypominać nam o dodawaniu bieżących wydatków.

Sam BUDGT jest opisywany przez autorów jako aplikacja dla studentów. Uważam, że słusznie. Nie jest w tej chwili w stanie zastąpić mojego domyślnego menadżera finansów, jakim jest MoneyBook jednak mam wielką nadzieję, że twórcy aplikacji pójdą za ciosem i rozwiną swój produkt tak że będzie on kompleksową aplikacją do zarządzania finansami. Sama aplikacja zostaje w mim telefonie, przyda się na wyjazdy o określonym budżecie no i zagraniczne wojaże. Jeżeli potrzebujesz prostej i ślicznej aplikacji do opanowania przepływu swoich pieniędzy, serdecznie polecam Ci BUDGT, zwłaszcza że jego cena jest niezwykle zachęcająca.

UWAGA dziś około godziny 21 w komentarzach pojawi się kod na opisywaną aplikację. Zapraszam wszystkich chętnych do polowania :)

Przywidzenie? Nie… Echograph!

Dawno nie opisywaliśmy na applesauce appek dla iOSa. I bynajmniej nie wynika to z faktu, że nie ma o czym pisać – przeciwnie – programów na iUrządzenia wciąż przybywa w zadziwiająco szybkim tempie. Nawet, gdy się odsieje większość chłamu wątpliwej jakości, na polu bitwy zostanie sporo programów wartych odnotowania i wspomnienia. Tylko czasu, jak zawsze, brak…

Dziś chciałbym zwrócić Waszą uwagę na appkę o nazwie Echograph. Czymże ona jest? Na co pozwala? Dzięki Echographowi możemy tworzyć „dynamiczne zdjęcia”, swojego rodzaju pocztówki z ruchomymi elementami.

ech1

Ci z Was, którzy oglądali Matriksa, pamiętają pewnie sceny, w których Morpheus wyjaśniał to i owo Neo. Tylko ich postaci były ruchome, zaś całe otoczenie zatrzymane w bezruchu, jak w magicznej, selektywnej stop klatce.

Agent_Training_Program

Nie tak dawno widziałem podobny efekt, użyty w zdjęciach reklamowych samochodu (niestety marki nie pamiętam), w których tylko wybrane elementy pojazdu, np. światła, nie były elementami statycznymi. Finalnie efekt jest naprawdę ciekawy i zdecydowanie przykuwa uwagę.

Warto nawet tylko dla zabawy pobawić się Echographem. Tym bardziej że nie wymaga to ani specjalnych umiejętności, ani wielu czynności.

ech2

Podstawowa sprawa – musimy nakręcić film. Echograph niestety ogranicza czas trwania efektu do maksymalnie 5 sekund, ale warto nagrać film dłuższy – będzie można wybrać różne ujęcia i zdecydować się na najlepsze.

Pamiętajcie by, o ile jest to możliwe, oprzeć iPhone na czymś stabilnym w trakcie nagrywania, niestety drżenie ręki, przesuwanie aparatu w trakcie nagrywania tylko utrudni sprawę i popsuje końcowy efekt.

ech3

Gdy wybierzecie interesujący fragment filmu (maks. 5 sekund) upewnijcie się, że ruch wybranego obiektu bądź obiektów, da się w miarę bezboleśnie, czyli w akceptowalny dla widza sposób, zapętlić. Tak, stworzone w Echographie animowane zdjęcie jest odtwarzane w kółko, jak animowane gify, tak popularne w niedalekiej przeszłości :) Notabene plik wynikowy to właśnie… animgif.

Wybranie ruchomego obiektu na filmie wygląda trochę jak „zdrapka” – palcem odsłaniamy to, co ma się poruszać w kadrze przesłoniętym błękitną, półprzezroczystą maską.

ech5

Później wystarczy już tylko pozwolić programowi wygenerować „zdjęcie z wkładką” w niskiej bądź wysokiej jakości i pochwalić się nim na Facebooku, Twitterze, przesyłając mailem czy wreszcie udostępniając swoje dzieło w serwisie Echograph – oczywiście po zarejestrowaniu tam swojego konta.

ech6

Poniżej załączam swoje wypociny, efekt kilku minut zabawy. Zdecydowanie polecam Wam obejrzeć staff picks, znajdziecie tam bardziej udane i zachęcające przykłady.

EchoGraph

Program w wersji uniwersalnej znajdziecie w App Store aktualnie ZA DARMO!

Funkcja Sleep w iOS

Kilka dni temu zacząłem się zastanawiać czy są aplikacje służące do słuchania muzyki niezależnie czy poprzez radio internetowe, czy odtwarzacz, które posiadają funkcję Sleep – dla jasności chodzi o wyłączenie odtwarzania po określonym upływie czasu – znaną nam doskonale z wszelkiej maści urządzeń. Szybki rzut oka na Google i o dziwo okazuje się, że żaden twórca oprogramowania takową funkcjonalnością się nie chwali. To wzbudziło we mnie podejrzenie, że najwyraźniej coś umknęło mojej uwadze, skoro oczywista opcja jest pomijana.

Wstyd się przyznać jednak wytłumaczenie takiego stanu rzeczy nie wymagało zbyt długich poszukiwań. Okazuje się, że funkcja ta jest zintegrowana w systemie iOS. Wystarczy skorzystać ze standardowej aplikacji Zegar i uruchomić Minutnik. W tym oto miejscu po wybraniu pola wyboru Po odliczeniu na samym dole listy dostępnych dzwonków kryje się opcja Wyłącz muzykę.

Po wybraniu tej opcji i ustawieniu odpowiedniego czasu możemy być pewni, że nasze iUrządzenie po zakończeniu odliczania wyłączy odtwarzanie dźwięków niezależnie od tego z jakiej aplikacji są one generowane. Teraz wydaje się to takie oczywiste…

5×5 czyli słowo na niedzielę

Chyba nie było jeszcze sytuacji, że prosta zabawa w składanie literek „do kupy” zaabsorbowała użytkowników iUrządzeń tak bardzo, by serwery Game Center zostały wystawione na prawdziwy stress test. Czyżby okazało się, że moc obliczeniowa farmy serwerów w Karolinie Północnej jest niewystarczająca? Przez ten diabelski wynalazek Loren Brichtera od kilku dni nie dosypiam a pod oczami mam większe worki niż sam mistrz Yoda!

W ramach odpoczynku przyglądałem się minaturkom plansz ukończonych rozgrywek i zaciekawiło mnie to, jakie interesujące wzory potrafią tworzyć pokolorowane pola.

Przypomina Wam to coś? Bo mi owszem. W czasach mikrokomputerów 8-bitowych chyba znakomita większość grafiki (czcionki, sprajty) bazowała na kwadratowych matrycach o 64 polach – 8 x 8 (W ten sposób później narodziła się sztuka zwana: pixel art). Wynikało to z łatwości binarnej prezentacji punktów na ekranie: włączony piksel – 1, wyłączony – 0. Sam w podobny sposób tworzyłem duszki do klona gry Sokoban na Atari 65XE lata temu, oraz ikonki przycisków dolnego paska w programach dla iOS.

Wracając do gry – Letterpress korzysta z planszy 5 x 5 i dodatkowo z 6 kolorów: dwa odcienie szarości dla nie używanych pól tworzące subtelną szachownicę, błękit i róż dla „zwykłych” liter każdego z przeciwników oraz niebieski i czerwony dla pól z literkami otoczonymi przez inne należące do tego samego gracza (oczywiście barwy te obowiązują przy domyślnym schemacie kolorów). Po zakończonej partii mamy już tylko 4 kolory, upraszczając jeszcze bardziej podziałem na dwie grupy uzyskamy bitową naturę gry ;)

Teraz z ciekawości możemy zamienić np. wszystkie niebieskie pola na zera a czerwone na jedynki i obliczyć wartości dla każdej rozgrywki. A dalej sumować, mnożyć itp.itd. próbując doszukać się w tym przypadkowym chaosie jakiegoś boskiego planu :P

Po co? Wyłącznie dla relaksu i zaspokojenia ciekawości. Strata czasu? Owszem, ale dziś przecież niedziela! :)

Letterpress czyli bitwa na słowa

Gdy wczoraj smartkid podesłał mi linkę do sympatycznej gry na iOSa o nazwie: Letterpress nie przypuszczałem, że ta prosta w swoich regułach zabawa tak mnie wciągnie. Smartkid już nie chce ze mną grać :D Tak więc szukam ochotników, ale najpierw nieco przybliżę zasady gry.

Znacie Scrabble? Tak? No to Letterpress rządzi się innymi prawami :) Ale podobieństwa oczywiście są, mamy do dyspozycji planszę o rozmiarach 5 x 5 z dwudziestoma pięcioma losowo wygenerowanymi literkami. Z tychże liter składamy słowa w języku angielskim (metoda dadaistyczna tu się nie sprawdzi, program weryfikuje poprawność znaczeniową i gramatyczną wyrazów) i zdobywamy punkty.

Pola z użytymi literkami zostaną pokolorowane w naszych barwach. Wykorzystanie „naszych” liter przez przeciwnika skutkuje odjęciem punktów z naszego dorobku. Otoczenie pole z literką innymi w tym samym kolorze sprawia że literkę tę przeciwnik może użyć ale nie zostanie mu przyznany za nią punkt. Gra kończy się gdy wszystkie literki zostaną użyte – a wszystkie pola pokolorowane, wygrywa osoba z większą ilością punktów.

Pozostałe ograniczenia:

  • słowa muszą składać się z co najmniej dwóch liter,
  • wyraz można użyć w danej partii gry tylko raz,
  • nowe słowo nie może stanowić części wcześniej użytego w tej samej grze wyrazu.

Nie można grać „z komputerem”, więc wspierany jest wyłącznie tryb multiplayer, z poziomu gry zapraszamy przeciwników do zabawy. Gra odbywa się bez konkretnych ram czasowych, więc bez pośpiechu możemy wykonać swój ruch w dowolnym czasie, a przeciwnik zostanie powiadomiony o tym komunikatem i/lub dźwiękiem dzięki systemowemu mechanizmowi powiadomień.

W Letterpress nie ma ścieżki dźwiękowej, wyłącznie efekty dźwiękowe towarzyszące tapaniu w literki :) Szata graficzna jest prosta i estetyczna – nie trudno się domyślić, że zarówno kolorystyka, kształty czy przewijanie ekranów w pionie i poziomie nawiązują do interfejsu Metro, tfu! Modern ;) w nowym Windo(w)siem.

Podsumowując: gra wciąga niesamowicie i daje niezłą frajdę, a przy tym okazuje się, że wcale nie trzeba mieć Wielkiego Słownika PWN-Oxford w głowie by wygrywać ;) Za €.79 możemy w grze odblokować dodatkowe schematy kolorystyczne oraz – co ważniejsze – możliwość prowadzenia wielu partii gry z różnymi przeciwnikami jednocześnie!

Dla chętnych – mój nick w GameCenter: mantis30 ;)

Tapatalk czyli „pukana gadana” – mini recenzja

Ktoś kiedyś powiedział: „jestem za seksem grupowym pod warunkiem, że grupa sklada się z dwóch osób”. Coś w tym jest, prawda? Podobno największe ryzyko w seksie grupowym to sytuacja, w której zostało się… pominiętym :) Nie liczcie jednak na to, że ten wpis będzie związany z erotycznymi igraszkami, co to to nie. Lubicie Facebooka? Tak, do dobrze, ja jednak nie przepadam za tym i podobnymi mu, portalami społecznościowymi. Nie lubię tłumów, wolę kameralne miejsca i spotkania, przedkładam prywatność nad „sieciowym ekshibicjonizmem”. Nie mam potrzeby informować ogółu, że właśnie wstałem z łóżka czy poszedłem po bułki, albo skaleczyłem się w mały palec. Wolę wybrane osoby zaprosić do prywatnego strumienia zdjęć niż wystawiać gdzieś publicznie galerię swoich fotografii. Z tego samego powodu preferuję instant messaging nad chatroomy i inne publiczne Hyde Parki. Ale ja to ja a Wy to Wy :)

Mimo wszystko człowiek jest z natury zwierzęciem stadnym i podświadomie szuka podobnych do siebie, by móc z nimi dzielić zainteresowania, pasje czy wręcz po to by mieć z kim rywalizować w jakiejś konkretnej dziedzinie. Potrzeba kontaktu i zbliżania „pokrewnych dusz” spowodowała, że wraz z nadejściem ery Internetu powstały takie twory jak Usenet a dzięki popularyzacji WWW oraz rozwojowi technologicznemu dawniejsze kluby stały się forami dyskusyjnymi. To na nich właśnie można nawiązać przyjaźnie, znaleźć rozwiązania problemów, wymieniać poglądy. A co ważniejsze odbywa się to w grupie osób świadomie decydujących się na tę przynależność, zaś moderatorzy dbają o to by przestrzegano netykiety.

Koniec końców i tak aktywność w Sieci sprowadza się do udostępniania, wymieniania czy tylko pozyskiwania informacji. Jako, że tej informacji jest coraz więcej, a czasu – przy obecnym tempie życia – mamy coraz mniej (pozornie), to staramy się znaleźć narzędzia pozwlające nam na nie tylko szybszy kontakt czy dostęp do tychże, ale również na selektywny ich wybór. Stąd popularność wszelakich agregatorów treści, czytników RSS czy wreszcie rozwiązań takich jak Safari Reader. Chcemy szybciej znaleźć interesujące nas rzeczy i bezboleśnie przedrzeć się przez gąszcz reklam i innego szumu informacyjnego.

Jako, że bywam na różnych forach dyskusyjnych, nie lubię nachalnych reklam, preferuję skupienie na jednej konkretnej rzeczy w danej chwili i coraz częściej „konsumuję treści” na urządzeniach mobilnych, a dokladniej na iPhone oraz iPadzie – już dość dawno temu szukałem aplikacji, która powyższe oczekiwania spełni lub przynajmniej ułatwi ich realizację. Tak trafiłem na Tapatalk Forum App, występującą w wersji uniwersalnej, na oba iDevices. Oczywiście aby można było z tego dobrodziejstwa skorzystać, administrator danego forum musi zaimplementować obsługę aplikacji. Szczegółowe informacje są dostępne na stronie produktu, który oczywiście nie jest ograniczony wyłącznie do platform mobilnych opartych o iOS. Androidowcy i amatorzy jeżynek też mogą Tapatalk poużywać :)

[nggallery id=36]

Co tu się rozpisywać? Aplikacja pozwala praktycznie na wszystko to co możemy dokonać z poziomu przeglądarki internetowej, szybciej, wygodniej i bez reklam! Rzecz jasna system powiadomień iOS też obsługuje aplikację.

[nggallery id=37]

Czy są jakieś wady tego rozwiązania? Owszem. Przede wszystkim trzeba przekonać admina do dodania w mechaniźmie forum wsparcia dla Tapatalk. Kolejna sprawa to odświeżanie wątków – samo przeczytanie postów i powrót „piętro wyżej” nie zmieni statusu wątku, trzeba wrócić do strony głównej forum i pociągnięciem palca w dół wymusić odświeżenie wszystkich tematów. Bardzo często też zdarza się, że zdjęcia dodane w postach wyświetlają się nie w pełnej rozdzielczości lecz tylko jako miniaturki, nie mam pojęcia czemu się tak dzieje, ale zapewne powodem jest mnogość różnych serwisów hostujących fotografie oraz sposobów udostępniania tychże we wpisach. Trzeba się też przyzwyczaić do faktu, że po przeczytaniu danego wpisu z listy Najnowsze, przycisk Wróć spowoduje powrót do tej listy a nie do wątku czy kategorii, więc jak się nie zapamiętało tematu, może być ciężko odnaleźć interesujący nas post, ale this is not a bug it’s a feature, więc od czego mamy opcję: Szukaj (do czeskich/słowackich czytelników: chodzi o znalezienie tematu/wpisu ;)). Wadą może być też cena samej aplikacji oraz ew. dodatków In-app Purchase.

W tytule stoi – mini-recenzja, tak – to prawda, bo na tym etapie wpis o Tapatalk Forum App zakończę, ale obiecuję, że jeśli zdecyduję się na zakup dedykowanej tabletowi wersji Tapatalk HD for iPad to powstanie recenzja z prawdziwego zdarzenia!

PS. Zrzuty ekranowe robione na iPadzie oraz iPhone na iMadło a dokładniej do iPhoto trafiły ze Strumienia zdjęć – stąd niestety gorsza jakość…

iPhone 4 w parze z iOS 6 – pierwsze wrażenia.

Mój iPhone 4 został zaktualizowany do iOS 6. Nie było innej możliwości patrząc przez pryzmat mojej applemanii, która nie pozwoliłaby mi czekać do przyszłego tygodnia. Zastosowałem metodę z wprowadzeniem telefonu w tryb DFU, ze względu na to że lubię mieć nową odsłonę iOS w czystej postaci. Jeżeli jesteście zainteresowani przeprowadzeniem tego procesu w podobny sposób to zajrzyjcie na Makowe ABC. Jak mój poczciwy telefon przyjął na swój pokład tą nowość?

Cały proces przebiegł bezproblemowo. Już po synchronizacji, odzyskaniu kopii zapasowej z iCloud i instalacji używanych przeze mnie programów z App Store (co nastąpiło automatycznie po przywróceniu), mogłem kontynuować korzystanie z telefonu tak jakby nic wielkiego przed chwilą nie miało miejsca. Myślę, że zmiany jakie nastąpiły w nowym systemie są wszystkim znane i bez sensu opisywać już znane fakty, a ważniejsze jest jak się sprawuje. Odpowiedź jest tylko jedna – ZNAKOMICIE. Całość sprawuje się wybornie, a szybkość reakcji wszystkich elementów jest wyraźnie lepsza. Nie da się ukryć, że iOS 5 nie był demonem prędkości, co z resztą tyczyło się też jego maczanego braciszka Lion’a. W tym roku Apple dopieściło swoje oprogramowanie po wyraźnie lepiej zoptymalizowanym Mountain Lion, a iOS 6 również sprawia wrażenie znacznie bardziej operatywnego. Z mantisem dość intensywnie testowaliśmy wszystkie nowe funkcje (dostępne na iPhone 4) jednocześnie skacząc pomiędzy aplikacjami niczym koty po rozgrzanym piecu. Wszystko przebiegało sprawnie i płynnie co nie do końca zdarzało się w trakcie korzystania z poprzedniej wersji systemu. Jedyne co nie do końca mnie przekonuje to niektóre zmienione graficznie elementy interfejsu, ale daję sobie czas i wypowiem się o nich dopiero kiedy będę już bardziej opatrzony ze stroną wizualną.

Jeżeli jeszcze się zastanawiacie nad instalacją wersji GM na swoich poczciwych „czwórkach”, to zdecydowanie podejmijcie decyzję na tak. W przypadku, kiedy nie lubicie kombinacji i oczekujcie premiery to wypatrujcie jej jeszcze bardziej niecierpliwie. Drugi oddech dla waszych iUrządzeń jest tuż za zakrętem.

Zapraszam was do dzielenia się swoimi wrażeniami.

 

Zardzewiała Dziewica

Iron Maiden to grupa bardzo bliska moim uszom i sercu. Ten wybitny przedstawiciel NWOBHM zdobył moje uznanie tak dawno, że trudno mi dziś podać konkretną datę… A właściwie to nie tyle trudno, bo póki co brak u mnie jakichkolwiek problemów z pamięcią, ale niezręcznie bo część z Was mogłaby nie uwierzyć, że tyle wiosen stąpam po ziemskim padole ;) Tak czy inaczej uwielbiam „katować” swoje receptory dźwięku twórczością leciwej Żelaznej Dziewicy (choć z racji jej wieku i wtórności bijącej z ostatnich albumów) już nieco zardzewiałej... Dostęp do internetu pozwala nam być na bieżąco z dokonaniami ulubionych grup, więc wystarczy tylko łącze i przeglądarka www, ale zwykle szybciej znajdziemy ciekawe informacje gdy mamy do dyspozycji dedykowaną aplikację. W tym wpisie dwie appki, dla fanów IM: (więcej…)

Grace For iPhone czyli Steven Wilson w moim telefonie.

Steven Wilson mimo swojego niezmiennego stosunku do muzyki w postaci elektronicznej, który delikatnie mówiąc jest dość krytyczny, nie stroni od nowych technologii. Ja osobiście w pełni popieram jego ignorancję do form wszelakiego słuchania, które delikatnie mówiąc są profanacją najważniejszej w mojej opinii formy sztuki z jaką na co dzień mamy do czynienia. Utwory wyrwane z kontekstu całego albumu tracą swój właściwy przekaz i odcinają nas od koncepcji jaką założył sobie twórca komponując i układając muzykę w odpowiednią całość. Ok, może delikatnie dramatyzuję ale osobiście gustuję w gatunkach, które wymagają chociaż odrobiny uwagi słuchacza. Delikatne odejście od tematu właściwego czas zakończyć więc wracamy do meritum. Dotychczas najlepszym źródłem wiadomości wprost od muzyka był Facebook, jednak dla posiadaczy urządzeń z system iOS sytuacja uległa zmianie po premierze aplikacji dedykowanej dokonaniom wyżej wymienionego Pana, która oferuje nam znacznie więcej niż dotychczasowe źródła. Ja osobiście jestem zachwycony tym co otrzymałem od mojego ulubionego twórcy i zapraszam was do zapoznania się z krótkim zarysem bohaterki niniejszej recenzji.

Aplikacja została stworzona przez zespół Swarm Intelligence, który już chyba oficjalnie możemy uznać za nadworny skład od prezentacji dokonań wyżej wspomnianego Pana we wszelkiej formie elektronicznej. Mi osobiście zawsze podobały się ich prace i tym razem również nie zawiedli moich oczekiwań. Sama szata graficzna programu prezentuje się doskonale, zarówno w kwestii graficznej jak i ergonomii użytkowania. Jest ona wykonana w konwencji jaką znajdziemy w poligrafii do najnowszego, doskonałego albumu Grace For Drowning. Mamy tutaj szybki dostęp do muzyki, zdjęć, wiadomości, linków oraz rozpiski trasy koncertowej.

 

No tak, jednak to wszystko jest do znalezienia na stronie internetowej więc po co zaśmiecać drogocenną pamięć naszych urządzeń? Zdecydowanie jest kilka takich powodów. Myślę, że główną zaletą tego programu jest właśnie to, że mamy dedykowane miejsce gdzie możemy śledzić najważniejsze poczynania artysty w czystej formie bez przeglądania setek postów jakie znajdują się na naszej tablicy na Facebook’u lub dobijania się do stron poświęconych Panu Stevenowi. Najważniejsze newsy są nam prezentowane w przystępnej formie i w szybki sposób widzimy tutaj czy pojawiły się jakieś nowinki poprzez odpowiednie oznaczenia idealnie skomponowane z szatą graficzną. Szkoda jedynie że autorzy nie posilili się o powiadomienia Push, które znacząco podniosłyby wartość appki jako centrum informacji. Biorąc pod uwagę ilość projektów w których Wilson bierze udział, dla mnie jako wielkiego fana(tyka) jego dokonań takie centrum informacji to rzecz godna zachodu. Dodatkowo autorzy zapewnili nam świetną galerię zdjęć, która w trakcie trasy koncertowej była często aktualizowana i stanowi ciekawy kolaż ujęć, w większości wykonanych przez Lasse Hoile, zarówno z życia codziennego muzyka jak i tych związanych ściśle z albumami. Jednak najważniejsza i najciekawsza część to zdecydowanie zakładka pod nazwą music. Znajdziemy tu perełki w postaci utworów Wilsona, poza tymi oficjalnymi są tu takie skarby jak wersje demo i muzyka wcześniej nie publikowana. Zdecydowanie jest to najmocniejsza strona aplikacji i można ją uznać za szczególnie ważny powód aby zainstalować ją na swoim telefonie. Sam program jest zupełnie darmowy więc dla każdego fana jest to zdecydowanie obowiązkowa pozycja. Jeżeli nie masz pojęcia kim jest SW to ten program będzie najłatwiejszą drogą do pierwszego kontaktu z jego twórczością.

 

Polecam i zapraszam do iTunes Store

 

iTunes, błąd synchronizacji: 0xE800002D

Ciekaw jestem, komu z Was drodzy czytelnicy przytrafił się ten błąd podczas synchronizacji iTunes z iPadem bądź iPhonem? Objawia się on w ten sposób, że po archiwizacji danych, synchronizacji kontaktów, kalendarzy, filmów itp. iTunes dodaje bądź usuwa zaznaczone/odznaczone przez nas programy a następnie próbuje dokonać ponownej instalacji tych aplikacji, które znajdują się na iUrządzeniu! Trwa to dość długo (oczywiście zależnie od ilości posiadanych apek) a na koniec wyskakuje okienko komunikatu radośnie informujące, że „program taki a taki nie został zainstalowany z powodu wystąpienia nieznanego błędu”. Swoją drogą dziwne, że błąd jest  n i e z n a n y , a mimo to posiada swój kod identyfikujący: 0xE800002D…   (więcej…)