Będę brał cię, w aucie… cz. 3

Zwykle, gdy podczas jazdy samochodem lub stojąc w korku lub na parkingu sięgamy po smartfona, chcemy zadzwonić do kogoś bądź odebrać przychodzącą rozmowę, wysłać lub odczytać SMSa. Rzecz jasna nowoczesne gadżety pozwalają na wiele więcej, zarówno dzięki wbudowanym układom elektronicznym jak i oprogramowaniu. Teraz szybko i wygodnie znajdziemy interesujące nas informacje, zlokalizujemy ciekawe miejsca, określimy swoje położenie (co przydaje się między innymi gdy szukamy naszego auta wśród innych parkujących pod supermarketem :)). Mnogość aplikacji służących do nawigacji samochodowej sprawia, że rezygnujemy z inwestycji w dedykowane urządzenie. Ale nie o nawigacjach będzie ten wpis, postaram się tu opisać kilka innych nie mniej przydatnych programów, z którymi użytkowanie samochodu będzie bardziej przyjemne i po prostu wygodniejsze. (więcej…)

Przenoszenie dysków VirtualBox.

Myślę że sporo osób korzysta z dobrodziejstwa darmowego VirtualBox’a do tworzenia maszyn wirtualnych na naszych Mac’ach. Ja osobiście na co dzień korzystam z tego oprogramowania jako zaplecza do wirtualnego środowiska testowego dla moich rozwiązań. Co jednak w sytuacji kiedy chcielibyśmy przenieść naszą maszynę na inny fizyczny dysk? W rzeczywistości zapewne większości z nas wystarczy przeniesienie samego wirtualnego dysku jednak sprawa nie jest tak prosta jakby się nam wydawało i zwykłe skopiowanie pliku .vhd czy innego .vdi nie pozwoli nam na jego podłączenie ze względu na zbieżność UID wirtualnego dysku. VirtualBox dba o to żeby nie występowały dwa dyski o tym samym identyfikatorze co jest rozwiązaniem w moim odczuciu bardzo dobrym, mimo że w pierwszym momencie sam zastanawiałem się po co tak naprawdę takie skomplikowanie. Jednak tą kwestię można by rozważyć w osobnym artykule a tym czasem przejdę do rozwiązania kwestii poruszonej w temacie.

W pierwszej kolejności musimy określić lokalizację aktualnego dysku z którego korzysta maszyna wirtualna. Domyślnie jest to ścieżka:

/Users/<nazwa użytkownika>/VirtualBox VM’s/<nazwa maszyny>/

W razie wątpliwości właściwą ścieżkę łatwo sprawdzić poprzez wybranie odpowiedniej maszyny i po wejściu w jej opcje wybraniu zakładki Nośniki. W tym miejscu możemy odczytać lokalizację pliku dysku w miejscu zaznaczonym na poniższym screenie.

Kiedy już znamy właściwą lokalizację  możemy przejść do części zasadniczej, czyli do przygotowania sklonowanego dysku wirtualnego, który będzie sygnowany nowym unikalnym UID, co zagwarantuje nam uniknięcie konfliktu jakim kończyły się próby podpięcia skopiowanego pliku. Aby tego dokonać należy użyć terminalu systemowego (jeżeli nie wiesz co to za wynalazek, użyj systemowego Finder’a i wpisz: Terminal). Kiedy ukaże nam się wiersz poleceń skorzystamy z funkcji, jaką zapewnia nam konsolowe narzędzie vboxmanage. Standardowo składnia wygląda następująco:

vboxmanage clonehd „<lokalizacja dysku źródłowego>” „<lokalizacja sklonowanego dysku>”

Myślę że najłatwiej będzie się oprzeć na przykładowym wykorzystaniu funkcji. W moim przypadku chciałem przenieść dysk wirtualnej maszyny z dysku lokalnego na dysk przenośny LaCie. Składnia polecenia miała więc następującą formę:

vboxmanage clonehd „/Users/kuba/VirtualBox VMs/XP Priv/XP Priv.vhd” „/Volumes/LaCie/VirtualBox/XP Priv/VHD/XP Priv.vhd”

Właściwe wykonanie polecenia zostanie potwierdzone przez następującej formy treść:

0%…10%…20%…30%…40%…50%…60%…70%…80%…90%…100%

Clone hard disk created in format 'VHD’. UUID: 3672ee4c-1d81-454f-bc16-d58359c8f591

Po przygotowaniu sklonowanego dysku wirtualnego dysku pozostaje nam jedynie jego podpięcie do maszyny. Dokonujemy tej czynności dokładnie w tym samym miejscu, w którym sprawdzaliśmy ścieżkę dysku za pomocą ikony, która została zaznaczona na poniższym zrzucie ekranu i wybraniu opcji Choose a virtual hard disk file…

Po wskazaniu właściwego pliku w nowej lokalizacji program bez najmniejszego problemu podepnie go do maszyny, co pozwoli nam na kontynuowanie pracy z wirtualną maszyną, której wirtualny dysk zmienił swoją lokalizację.

Uważni czytelnicy na pewno zauważyli że logo VirtualBox, które tutaj umieściłem jest nie aktualne ze względu na to, że od jakiegoś czasu aplikacja oficjalnie występuje pod flagą firmy Oracle. Jednak pragnę was uspokoić, zrobiłem to ze słodką premedytacją w hołdzie ojcom tego narzędzia czyli firmy SUN. Ciekaw jestem jak popularne jest w naszym kraju korzystanie właśnie z VB, które warto pamiętać jest całkowicie darmowe i na bieżąco rozwijane.

Muzyczne podsumowanie roku… z troszkę innej perspektywy.

Dla mnie osobiście jako fana muzyki, jako kompletnej formy pod postacią odpowiednio wydanego albumu w formacie płyty CD lub winylowej, podsumowanie sprzedaży tych formatów jest zdecydowanie bardziej ciekawe niż wszelakie rankingi „Płyt Roku”. Nie ukrywam, że zapewne jest to odrobinę związane z moją obawą o śmierć nośników fizycznych, jednak kolejny raz zostałem uspokojony dzięki informacjom statystycznym dotyczącym roku 2011 jakie ukazały się na łamach portalu What HiFi? . Czego się tam dowiedziałem, już opowiadam.

Aktualnie panuje powszechne przekonanie że płyta CD jako dotychczasowa królowa wśród źródeł muzyki została zmiażdżona poprzez wszelkie elektroniczne formy rozpowszechniania albumów. Oczywiście mówimy tutaj o obiegu oficjalnym i pomijamy wszelkie formy piractwa. Owszem muzyka w formie elektronicznej notuje ciągły wzrost jednak w kwestii podnoszenia słupków sprzedaży nie jest liderem. Co ciekawe (i niezwykle pocieszające dla autora) największy wzrost sprzedaży w tym roku zanotowały  płyty winylowe i to na poziomie 44% mimo że stanowią one jedynie 0,3% rynku muzycznego co daje nam 337 000 sprzedanych egzemplarzy. Formy elektroniczne albumów odnotowały wzrost na poziomie 26,6% i sprzedane zostało około 26,6 milionów nośnika w tej formie, co stanowi 23,5% całego rynku muzycznego. Przyszedł więc czas na wciąż królującą wbrew wszystkim trendom płytę CD, która pomimo spadku w sprzedaży na poziomie 12,6% wciąż pozostaje absolutnym numerem jeden i stanowi 76% rynku muzycznego przy sprzedaży na poziomie 86 milionów egzemplarzy.

Mi osobiście nasuwa się jeden wniosek, który uosabia moje prywatne podejście do tematu. Nośniki fizyczne wciąż mają i jeszcze przez długi czas myślę że nie stracą pewnej przewagi. Wartość posiadania, to specyficzny i niezwykle istotny element który daje nam odczucie bliższego obcowania z artystą. Mimo, że część wykonawców przykłada coraz mniejszą wagę do form w jakich rozpowszechniają swoją muzykę. My, fani, kolekcjonerzy, audiofilie, (tutaj umieść swoje określenie), wciąż lubimy mieć na półce albumy swojego ulubionego artysty, bo jakby nie patrzeć są one też małym odzwierciedleniem nas i naszych preferencji określających z jaką formą sztuki lubimy obcować. Ja osobiście najbardziej kibicuję płytom winylowym, które uważam za najbardziej doskonałą formę w jakiej muzyka może do nas dotrzeć i nie wierzę specjalnie że w tej kwestii damy radę wymyślić jeszcze coś bardziej przemawiającego do naszych umysłów wielbicieli muzyki i wszystkiego co z nią związane.

Zapraszam serdecznie do komentowania i wyrażania swoich przywatnych opinii i przewidywań na temat kierunków w jakich może podążyć rynek muzyczny .

Źródło: What HiFi?
 

Wujek Dobra Rada – odc. 1(?)

Ten wpis miał być o czymś zupełnie innym… ale, jak to zwykle bywa, proza życia weryfikuje plany. Mimo wszystko myślę, że tym razem wyszło na dobre i czytelnicy z przyjemnością, satysfakcją i zrozumieniem powitają nowy cykl artykułów pod nazwą „Wujek Dobra Rada”, co zdradził już sam tytuł :) Mam nadzieję, że uda mi się w cyklicznych odcinkach zamieścić tu ciekawe rozwiązania zarówno prostych jak również tych nieco bardziej skomplikowanych problemów jakie doświadczamy w codziennym użytkowaniu produktów firmy Apple. (więcej…)

Grace For iPhone czyli Steven Wilson w moim telefonie.

Steven Wilson mimo swojego niezmiennego stosunku do muzyki w postaci elektronicznej, który delikatnie mówiąc jest dość krytyczny, nie stroni od nowych technologii. Ja osobiście w pełni popieram jego ignorancję do form wszelakiego słuchania, które delikatnie mówiąc są profanacją najważniejszej w mojej opinii formy sztuki z jaką na co dzień mamy do czynienia. Utwory wyrwane z kontekstu całego albumu tracą swój właściwy przekaz i odcinają nas od koncepcji jaką założył sobie twórca komponując i układając muzykę w odpowiednią całość. Ok, może delikatnie dramatyzuję ale osobiście gustuję w gatunkach, które wymagają chociaż odrobiny uwagi słuchacza. Delikatne odejście od tematu właściwego czas zakończyć więc wracamy do meritum. Dotychczas najlepszym źródłem wiadomości wprost od muzyka był Facebook, jednak dla posiadaczy urządzeń z system iOS sytuacja uległa zmianie po premierze aplikacji dedykowanej dokonaniom wyżej wymienionego Pana, która oferuje nam znacznie więcej niż dotychczasowe źródła. Ja osobiście jestem zachwycony tym co otrzymałem od mojego ulubionego twórcy i zapraszam was do zapoznania się z krótkim zarysem bohaterki niniejszej recenzji.

Aplikacja została stworzona przez zespół Swarm Intelligence, który już chyba oficjalnie możemy uznać za nadworny skład od prezentacji dokonań wyżej wspomnianego Pana we wszelkiej formie elektronicznej. Mi osobiście zawsze podobały się ich prace i tym razem również nie zawiedli moich oczekiwań. Sama szata graficzna programu prezentuje się doskonale, zarówno w kwestii graficznej jak i ergonomii użytkowania. Jest ona wykonana w konwencji jaką znajdziemy w poligrafii do najnowszego, doskonałego albumu Grace For Drowning. Mamy tutaj szybki dostęp do muzyki, zdjęć, wiadomości, linków oraz rozpiski trasy koncertowej.

 

No tak, jednak to wszystko jest do znalezienia na stronie internetowej więc po co zaśmiecać drogocenną pamięć naszych urządzeń? Zdecydowanie jest kilka takich powodów. Myślę, że główną zaletą tego programu jest właśnie to, że mamy dedykowane miejsce gdzie możemy śledzić najważniejsze poczynania artysty w czystej formie bez przeglądania setek postów jakie znajdują się na naszej tablicy na Facebook’u lub dobijania się do stron poświęconych Panu Stevenowi. Najważniejsze newsy są nam prezentowane w przystępnej formie i w szybki sposób widzimy tutaj czy pojawiły się jakieś nowinki poprzez odpowiednie oznaczenia idealnie skomponowane z szatą graficzną. Szkoda jedynie że autorzy nie posilili się o powiadomienia Push, które znacząco podniosłyby wartość appki jako centrum informacji. Biorąc pod uwagę ilość projektów w których Wilson bierze udział, dla mnie jako wielkiego fana(tyka) jego dokonań takie centrum informacji to rzecz godna zachodu. Dodatkowo autorzy zapewnili nam świetną galerię zdjęć, która w trakcie trasy koncertowej była często aktualizowana i stanowi ciekawy kolaż ujęć, w większości wykonanych przez Lasse Hoile, zarówno z życia codziennego muzyka jak i tych związanych ściśle z albumami. Jednak najważniejsza i najciekawsza część to zdecydowanie zakładka pod nazwą music. Znajdziemy tu perełki w postaci utworów Wilsona, poza tymi oficjalnymi są tu takie skarby jak wersje demo i muzyka wcześniej nie publikowana. Zdecydowanie jest to najmocniejsza strona aplikacji i można ją uznać za szczególnie ważny powód aby zainstalować ją na swoim telefonie. Sam program jest zupełnie darmowy więc dla każdego fana jest to zdecydowanie obowiązkowa pozycja. Jeżeli nie masz pojęcia kim jest SW to ten program będzie najłatwiejszą drogą do pierwszego kontaktu z jego twórczością.

 

Polecam i zapraszam do iTunes Store

 

Blog przez rok

Tytuł wpisu jest wieloznaczny. Celowo. Wyjaśnienie będzie później. Najpierw podsumuję nasz applesauce’owy dorobek :)

Jesteśmy z Wami (a Wy z nami :D) już roczek i tydzień! smartkid uczcił rocznicę urodzinowym wpisem a ja dodam od siebie nieco danych statystycznych :) Tym razem poprzestanę na cyferkach, znaczy się – nie będzie żadnych ładnych tabelek ani wykresów, jakie zawierał wpis marcowy. Wybaczycie? :P (więcej…)

Okiem iPhone’a cz. IV

Witajcie!

Jak ten czas leci… już rok jesteśmy online a za rogiem czają się święta i nowy rok! Póki co jeszcze powalczymy w starym :) W cyklu „Okiem iPhone’a” tym razem przedstawiam wybrane ujęcia pochodzące z mojej wakacyjnej „wycieczki” do strefy naznaczonej wieloma ludzkimi istnieniami, do miejsca w którym ludzki upór, nonszlancja i beztroska kolejny raz przegrały z siłami natury. Oby ta lekcja nie wymagała powtorki. Zapraszam do zobaczenia „industrialnego cmentarza” mieszczącego się w Czernobylu i Prypeci. (więcej…)

Moje Boje: Adobe Reader X nie otwiera plików z lokalizacji sieciowych.

 

Adobe Reader X – zgrabny i udany produkt Adobe to chyba najmniej problemowy software z jakim możemy się spotkać w codziennej pracy. Ja osobiście dotychczas nie miałem z nim większych problemów i takowych się nie spodziewałem. Nie ukrywam ogarnęła mnie lekka konsternacja, kiedy okazało się że użytkownik nie może otwierać dokumentów z dysków sieciowych w towarzystwie komunikatu, który mówił o odmowie dostępu. Dość lakoniczne stwierdzenie więc czas sprawdzić uprawnienia do zasobu dla danego użytkownika. Wszystko w najlepszym porządku, więc czas pognębić aplikacje samą w sobie. Winowajca znalazł się dość szybko więc po długim wstępie przejdźmy do oskarżonego i lekarstwa na jego dolegliwość.

Adobe Reader X został wyposażony w mechanizm mający na celu zabezpieczenie użytkownika przed złośliwym kodem oraz plikami o podejrzanym źródle z którego mogą zostać one pobrane (podobne rozwiązania domyślnie są aplikowane w Office 2010). W tym celu wprowadzono tryb pracy Protected Mode, który to właśnie może zakłócić spokój użytkownika odcinając go od plików PDF znajdujących się w dowolnej lokalizacji sieciowej wyświetlając informację o odmowie dostępu. Sposobem jest wyłączenie tego trybu w trakcie uruchamiania, czego możemy dokonać w kilku prostych krokach:

 

  1. Uruchamiamy Adobe Reader X.
  2. Przechodzimy do okna preferencji, uruchomimy je po rozwinięciu zakładki Edycja w menu głównym programu.
  3. W oknie preferencji wybieramy pozycję Ogólne.
  4. W dolnej części okna odznaczamy Podczas uruchamiania włącz tryb chroniony.
  5. W przypadku kiedy program zapyta o potwierdzenie oczywiście potwierdzamy swoją wolę.
  6. Wyłączamy program i cieszymy się właściwym otwieraniem plików z lokalizacji sieciowych już przy następnym otwarciu.
Rozwiązanie jest stosunkowo proste jednak uważam, że sam komunikat powinien w większym stopniu informować nas co spowodowało problem z otwarciem dokumentu. Powiadomienie samo w sobie, przynajmniej w moim przypadku, bardziej kierowało na problem z dostępem do zasobu niż z działaniem jakiegokolwiek mechanizmu bezpieczeństwa. Sprawę uważam za zamkniętą ;)

 

Minął rok…

Sto lat… Sto lat…. Dziś tak możemy pośpiewać sobie nawzajem z Mantisem, jako że mija rok od kiedy Applesauce.pl pojawiło się publicznie w polskiej blogosferze. Uważamy nasze małe dzieło za sukces, jako że udało nam się utrzymać konwencję bloga autorskiego, który nie zajmuje się przepisywaniem informacji znalezionych na zagranicznych portalach. Taka forma nigdy nas nie interesowała i jeżeli taka miałaby być droga do sukcesu tego miejsca to zdecydowanie pakujemy portal do formatu .zip i chowamy w czeluściach naszych prywatnych archiwów ;) Ostatnio zdecydowanie zmalała ilość pojawiających się tutaj wpisów ze względu na nasze prywatne i zawodowe zobowiązania, jednak obiecujemy poprawę i będziemy żałować za nasze grzechy. Z drugiej strony jeżeli mamy pisać o byle czym, to zdecydowanie wolimy pomilczeć. Staramy się aby nasze teksty były przemyślane i napisane z powodów ściśle związanych z naszymi osobistymi fascynacjami. Mamy nadzieję że mają one chociaż pierwiastek czynnika, który spowoduje również wasze zainteresowanie poruszanymi tematami. Dodatkowo mamy do was małą prośbę, mianowicie statystki odwiedzin naszej strony są inspirujące, jednak zapraszamy was do częstszego komentowania ukazujących się tekstów. Na pewno bardziej nas to zmobilizuje niż czytanie liczb i oglądanie słupków dotyczących ilości odwiedzin. Zapraszamy również do przesyłania nam autorskich tekstów, które pod warunkiem odpowiedniego składu, ładu i wartości merytorycznej, z miłą chęcią opublikujemy jako wpis gościnny.

Z okazji urodzin życzymy Wam (oraz sobie) aby w kolejnym roku Applesauce.pl obfitował w treści, które przyciągną waszą uwagę i zaabsorbują was na tyle aby poświęcić odrobinę drogocennego czasu na przeczytanie tekstów dłuższych niż kilka lakonicznych zdań przetłumaczonych z zagranicznych portali ;) Tak wiemy to trochę złośliwe wobec innych, ale natury nie oszukasz ;)

DO PRZECZYTANIA!

smartkid & mantis30