Hity i kity wg applesauce.pl czyli podsumowanie 2013 roku przez nasze skromne osoby :)

Tak się składa, że na koniec roku zwykle robimy podsumowania, więc razem z Kubą postanowiliśmy ocenić, rzecz jasna subiektywnie, rok 2013 w dziedzinach, które są nam bliskie. Aby ułatwić i uporządkować co nieco tematykę postanowiliśmy skategoryzować produkty i usługi, a ponadto wyróżnić wśród nich te, które zasługują na miano hitu, rozczarowania, oraz te które mają potencjał, jednak wymagają “oszlifowania” – choć być może umrą śmiercią naturalną i mało kto o nich za rok będzie pamiętać… Oczywiście nie będziemy robić zestawienia na siłę, więc w niektórych kategoriach zapewne zachowamy powściągliwość.

Pozwolę sobie zabrać głos jako pierwszy (ja, mantis30):

Kategoria: Książka – brak

Ciężka sprawa… Kiedyś wręcz pożerałem książki, obecnie czytam sporo, ale głównie informacji w Internecie, a brak czasu i zmęczenie sprawiają, że bardzo rzadko (wiem, jest mi z tego powodu wstyd!) sięgam po papierową czy też elektroniczną publikację. A jeśli się już uda, to bardziej prawdopodobnym jest, że będzie to tytuł wydany wcześniej, a nie totalna “świeżynka”. Reasumując: trudno mi wskazać jakiegoś faworyta czy “zakałę”.

Kategoria: Album muzyczny – “Random Access Memories” – Daft Punk

Albumem na który czekam, i który niestety pojawi się już w 2014 roku, jest płyta Mike’a Oldfielda – “Man On The Rocks”. Czy to będzie hit czy kit? Trudno powiedzieć… Apetyt jest! W preferowanych przeze mnie gatunkach muzycznych, jako album 2013 wskazałbym Carcass – “Surgical steel”. Muszę jednak oddać pokłon zupełnie innej grupie i palmę pierwszeństwa przyznać “Random Access Memories” – Daft Punk. Ta płyta jest naprawdę magiczna i zadziwiająco szybko zdobyła akceptację mojego dość wymagającego i zakręconego gustu.

Kategoria: Film fabularny – “Grawitacja”

Myślę, że tu zaskoczenia nie będzie ;) Dla mnie tytuł filmu roku 2013 zdobyła “Grawitacja”. Uwielbiam kino, w którym nie ma tłumów. I mam tu na myśli również niewielki zespół aktorów, bo nie o ilość a o jakość chodzi, nieprawdaż? “Grawitacja” urzeka klimatem, oddaniem praw fizyki i sprawia, że przez kilkadziesiąt minut człowiek odrywa się, od rzeczywistości.

Jako Apple fanboj powinienem wskazać “jOBS” z Ashtonem Kutcherem, ale nie oszukujmy się – to nie ta półka. No dobra, ten drugi film niech będzie w połowie stawki, bo jednak kompletnym niewypałem nie jest, i mimo wszystko warto go zobaczyć. Kino odwiedzam sporadycznie i wybór seansu nie jest dziełem przypadku. Tytułem, który również postawił bym pośrodku jest “Niepamięć” – film tak równy, że… zapada w niepamięć właśnie. Niby wszystko na swoim miejscu, ujęcia, muzyka, gra aktorska, obsada, a jednak zabrakło jakichś feromonów, czegoś co sprawia, że po obejrzeniu chciałoby się na temat filmu dyskutować.

Kategoria: Serial – „House of Cards”

Jako wierny fan Dextera Morgana powinienem napisać, że hitem kończącego się roku był dla mnie ostatni sezon przygód seryjnego mordercy. Akurat mnie osobiście koniec serialu nie ucieszył, przez wiele lat (8 zdaje się?) skrupulatnie śledziłem każdy odcinek “Dextera”. Ale właśnie, to nie produkcja tegoroczna, w sensie stricte, prawda? Z podobnego powodu nie wymienię tutaj również “Gry o tron” czy “Synów Anarchii”. Dlatego tytuł najlepszego serialu 2013 roku przyznaję “House of Cards”. Osobiście nie lubię polityki i brzydzę się politykami, jednak trudno nie docenić świetnie skrojonego scenariusza, oraz perfekcyjnej gry Kevina Spacey’a i spółki. Z niecierpliwością czekam kolejnego sezonu! Nieco niżej wyceniam serial “Wikingowie”, który jak na produkcję History Channel zaskakuje pozytywnie dbałością o szczegóły oraz bezpośrednią prezentacją faktów i mitów. Jeśli chodzi o kiepski serial, to takich staram się unikać, a ostatnim, który mnie poirytował był „Terra Nova” (2011) :)

Kategoria: System operacyjny / desktop – brak

Cóż, hitu w tej kategorii nie widzę. OS X Mavericks ma wciąż problemy wieku dojrzewania i jeszcze sporo bajtów uaktualnień przed nim, bym mógł wyrazić się na jego temat w samych wyłącznie superlatywach. Doceniam zmiany, zwłaszcza te “pod maską”. Cieszę się że moje wiekowe iMadło otrzymało wsparcie 10.9 ale mimo to, komputer nie chodzi tak sprawnie jak w momencie zakupu, z domyślnie wtedy preinstalowanym systemem.

Narzekać mimo to nie będę, gdyż więcej powodów mogą mieć użytkownicy PC z Windows. 8-ma wersja pojawiła się co prawda ponad rok temu, ale od kilku tygodni dostępna jest wersja 8.1. Wypowiadać się na temat tego systemu nie będę, bo chciałbym aby ten wpis pozostał w pozytywnym tonie. Jeśli jednak miałbym wskazać porażkę 2013, to nie miałbym oporów by właśnie produkt z Redmond wskazać.

Kategoria: System operacyjny / mobilny – brak

W tej kategorii również nie mam bezwarunkowego faworyta. iOS7 do teraz wzbudza we mnie mieszane uczucia. Wiele zastosowanych w nim rozwiązań mi się podoba, kilka denerwuje. I nie chodzi wyłącznie o wątpliwe piękno niektórych ikonek, ale np. o to, że iosowy AirDrop nie jest kompatybilny z AirDrop w OS X, albo to, że system ten działa zbyt wolno na urządzeniach takich jak iPhone 4/4s. Mimo wszystko, nie widzę wyraźnej konkurencji dla iOS, bo Android kompletnie mi nie pasuje, i każde z nim spotkanie wzbudza we mnie raczej negatywne emocje, a na Windows Phone (IMHO sprawniej działający od Androida) praktycznie nie ma aplikacji…

Kategoria: Aplikacja użytkowa / desktop – „Pixelmator”

Z wiekiem i czasem mój warsztat pracy się wykrystalizował. Wszystko co potrzebuję i muszę zrobić, wykonuję za pomocą programów, które dostałem z komputerem, kupiłem za niewielkie pieniądze w Mac App Store, bądź ściągnąłem za darmo. Tak, mityczna zaleta platformy Windows, którą większość jej zagorzałych wielbicieli tak często artykułuje – czyli ilość dostępnego oprogramowania, to jedna wielka ściema. O wiele łatwiej i szybciej znajdę dobry, pełnowartościowy i darmowy program na Maca, niż na peceta. Wracając do tematu, w tej kategorii wyróżnię edytor graficzny – „Pixelmator”, z którego trzeciej – najnowszej – wersji, korzystam dość regularnie, choć nie w wybitnie zaawansowanym zakresie.

Kategoria: Aplikacja użytkowa / mobilna – „Tweetbot 3”

Zdecydowanie hitem jest tu dla mnie „Tweetbot 3” dla iPhone! Chyba nie ma innej appki, którą bym z taką częstotliwością włączał i odczuwał przyjemność z jej używania. Po środku stawki będzie „Air Video HD” – dopóki deweloperzy nie umożliwią zmiany wielkości czcionki w napisach do filmów, moja sympatia do tego programu będzie ograniczona.

Kategoria: Gra / desktop – „Battlefield 4” (PC)

Mało gram, na komputerze jeszcze rzadziej niż na iPhone czy iPadzie. Jest tytuł, który przykułby mnie niezależnie od pory roku i dnia do krzesła przed biurkiem z komputerem – „Half Life 3″. Póki co to tylko pobożne życzenie. Czy więc jakiś tytuł zasłużył wg mnie na wyróżnienie? Owszem – “Battlefield 4”. Choć pewnie za jakiś czas będę patrzeć na ten tytuł bardziej krytycznie…

Kategoria: Gra / mobilna – „Angry Birds Star Wars II”, „Real Racing 3” oraz „Worms 3”

Hmm, każdego dnia pojawia się wiele nowych tytułów i naprawdę ciężko wybrać grę, która przebije pozostałe. Wiele produkcji jest perfekcyjnie dopracowana pod względem oprawy audiowizualnej, realizmu, itp. Jednak ich obsługa na ekranie dotykowym nie jest ani ekstremalnie wygodna ani intuicyjna. Bądź leży scenariusz, lub liniowość akcji sprawia, że zabawa szybko się nudzi. Przykładem takiej gry jest np. „The Drowning”. Moim zdaniem miejsce na podium należy się jednak innym grom (kolejność nie ma znaczenia): „Angry Birds Star Wars II”, „Real Racing 3” oraz „Worms 3”. Kilka tegorocznych tytułów mam, ale nie miałem czasu by uruchomić, więc nie ma sensu ich tu wymieniać. Inne gry, w które gram najczęściej, to produkcje z wcześniejszych lat… Ponadto, wyróżniłbym appke, która nie do końca jest według mnie grą – „Clumsy Ninja”. Prosta, dowcipna i wciągająca zabawa, zwłaszcza dla młodszych.

Kategoria: Usługa sieciowa – „Spotify”

Jeśli za kryterium wyboru wezmę częstotliwość używania usługi, oraz poziom zadowolenia, to bez wątpienia tegorocznym hitem jest dla mnie „Spotify” (dostępne od lutego w naszym kraju). Nie ma dnia bym nie słuchał, i nie odkrywał nowych utworów i wykonawców, dzięki temu właśnie serwisowi. W dużej mierze, do tego werdyktu przyczyniła się jakość, przejrzystość i stabilność appki dla iOS, dzięki której mogę korzystać ze strumieniowania audio.

Z przykrością muszę w tej kategorii wskazać największy – moim zdaniem – niewypał 2013 roku – LTE w Play. Nie dość, że w praktyce transmisja danych w tej technologii działa tylko w wybranych lokacjach, to rzeczywiste transfery nie różnią się praktycznie od tego co można było do tej pory uzyskać korzystając z transmisji 3G. Na domiar złego, po aktualizacji ustawień operatora, w moim iPhone nie ma już opcji wymuszenia łączności po EDGE (jest tylko LTE lub 3G), co dramatycznie wpłynęło na czas pracy słuchawki. Wcześniej było to średnio 8-9 godzin, a obecnie uzyskanie 5-6 godzin jest wyjątkowym dokonaniem. Porażka!

Kategoria: Sprzęt – „iPad mini z wyświetlaczem Retina”

Cóż, jeśli chodzi o sprzęt stacjonarny, w segmencie profesjonalnym, to od momentu publicznej zapowiedzi, ślinię się na widok nowego Maca Pro. Jednak, z wiadomych względów (finansowych), jest to produkt którego raczej pod swoim dachem nie uraczę (nie tylko ja – od razu mi raźniej ;)). Według mnie, Apple projektując tak świetny komputer udowodniło, że nie idą na skróty i to oni wciąż obierają kierunek, za którym będą podążać inni.

Jeśli zaś chodzi o sprzęt mobilny, konsumencki, to zwycięski laur należy się tabletowi iPad mini z Retiną. Druga generacja tego urządzenia to niesamowity skok jakości i wydajności, za relatywnie niewielkie pieniądze. Owszem, kwota, którą należy wyłożyć za urządzenie z ekranem < 8” jest ogromna. Pytanie – co zamiast? Przecież nic lepszego, żadnej sensownej alternatywy (poza iPadem Air…) na rynku nie ma. Tablety z Androidem? Bitch please…

A teraz młody i niekoniecznie gniewny (czyli smartkid):

# Podsumowanie roku 2013

## Książka

### Jerzy Pilch – Pod Mocnym Aniołem

Nie jest to żadna nowość wydawnicza, jednak dopiero w tym roku natknąłem się na tą powieść na fali nowego filmu Wojtka Smarzowskiego, który będzie jej ekranizacją. Pamiętnik alkoholika, który opisuje również losy innych osób pogrążonych w tym nałogu, które spotkał na oddziale deliryków. Niesamowity język, w jakim autor opisuje ten zepsuty świat zanurzony w procentach, obrzydza wszelkie spożycie a jednocześnie zachęca serwując opisy przyjemności płynącej z picia trunków wysokoprocentowych. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza jako audiobook, który czytany jest przez Andrzeja Grabowskiego. Głos aktora dodatkowo potęguje wrażenia i nie pozwala uwolnić się od tej słodko-gorzkiej historii.

## Album Muzyczny

### Quens Of The Stone Age – …Like Clockwork

Genialny powrót króla stoner rocka. Josh Homme po tym jak zmusił swoich fanów do oczekiwania na nowy album QOTSA wynagrodził to nam – ostatecznie też do tej grupy należę – fanom, serwując album aspirujący do najlepszego w karierze. Genialne analogowe brzmienie wypełnione gitarowymi riffami, które powodują gęsią skórkę a dodatkowo zmuszają stopę do miarowego wybijania rytmu o podłogę. Można przy nim zarówno posiedzieć i śledzić wszystkie muzyczne smaczki jak i tańczyć poddając się wciągającym rytmom. Kwintesencja Rocka! Doskonały album!

## Film

### Captain Phillips

Poszedłem na ten film z nastawieniem, że będzie dobry. To co zobaczyłem w kinie przerosło całkowicie moje oczekiwania. Doskonały Tom Hanks spowodował, że przez ponad dwie godziny siedziałem jak zahipnotyzowany nerwowo przebierając nogami. Historia niesamowita, zwłaszcza że oparta na prawdziwych wydarzeniach. Dawno żadna fabuła tak mnie nie wciągnęła. Film ten udowadnia, że proste historie potrafią zmieść konkurencję w postaci superprodukcji.

## Serial

### Sons of Anarchy

Losy S.A.M.C.R.O śledzę od kilku lat, właśnie skończył się przedostatni szósty sezon. Kolejny raz zostałem zmieciony z powierzchni ziemi, a dodatkowo żaden odcinek nie spowodował we mnie znudzenia. Kurt Sutter, twórca tej serii jest dla mnie absolutnym mistrzem. Sam finał sezonu spowodował, że musiałem napić się czegoś mocnego, to chyba najlepsza rekomendacja dla tego serialu. Teraz czekam na premierę siódmego, niestety ostatniego, sezonu serialu. Latem na pewno odświeżę sobie wszystkie serie. Jeżeli jeszcze nie oglądaliście ani jednego odcinka to polecam, ale jednocześnie ostrzegam – UZALEŻNIA!

## Aplikacja użytkowa Desktop

### Alfred

Zdecydowanie jest to najlepszy zakup jaki poczyniłem wśród oprogramowania w tym roku. Aplikacja oczywiście występuje w formie darmowej, jednak dopiero po dokupieniu dodatku Powerpack rozwija w pełni swoje możliwości. Alfred, tak bardzo wdarł się w mój codzienny rytm pracy, że nie wyobrażam już sobie codziennego korzystania z komputera bez jego pomocy. Planuję poświęcić mu zdecydowanie dłuższy tekst na łamach applesauce. Tymczasem zachęcam Was do przetestowania tej aplikacji. Wersja darmowa, też może Wam ułatwić wiele codziennych czynności.

## Aplikacja użytkowa iOS

### Launch Center Pro

iOS to system nad wyraz ergonomiczny. Jego używanie to czysta przyjemność i ciężko mi sobie wyobrazić bardziej intuicyjny interfejs użytkownika. Okazało się jednak, że korzystanie z jego możliwości można dodatkowo usprawnić. Launch Center Pro gości w moim docku od momentu zakupu i cały czas dopracowuje jego konfigurację. Pozwala mi on sprecyzować różne akcje, jakie wykonuję przy pomocy mojego telefonu i dodatkowo agregować je w odpowiednie grupy. Ich wywołanie jest banalnie proste, a ja nie muszę krążyć kciukiem po całym ekranie mojego iPhone’a. Tak jak w przypadku Alfreda, na łamach applesauce ukaże się wkrótce pełna recenzja tego doskonałego narzędzia.

## Gra Desktop

### Starcraft 2: Heart of The Swarm

Kontynuacja doskonałego Wings of Liberty okazała się strzałem w dziesiątkę. Wciągająca fabuła nie pozwala oderwać się od ekranu monitora a jakość wykonania stoi na osiągalnym chyba tylko dla firmy Blizzard poziomie. Usprawnienia doczekał się również tryb sieciowy, który jest tak naprawdę główną częścią tej gry. Wszystkie nowości, usprawnienia dla lig i tym podobne nowinki spowodowały, że mecze z oponentami z całego świata stały się jeszcze bardziej wciągające i emocjonujące. Zdecydowanie polecam wszystkim fanom strategii czasu rzeczywistego i gier sieciowych. Ostrzegam lojalnie, że gra uzależnia. Dodatkowo stwierdzenie „Jeszcze jeden mecz”, stanie się Waszym przekleństwem.

## Gra iOS

### Real Racing 3

Na iOS nie gram praktycznie w ogóle. Ostatnio jedyną grą, która potrafi mnie zaabsorbować jest Real Racing 3, którą uważam za genialną. Poziom grafiki jaki serwuje stoi na najwyższym poziomie. Jakość odwzorowania poszczególnych dostępnych aut cieszy oko i możemy podziwiać naprawdę olbrzymią ilość fantastycznych modeli. Jednak to co najbardziej przyciąga mnie do tej gry to element rywalizacji. Możemy ścigać się tutaj ze znajomymi, których mamy dodanych go Game Center i bić nawzajem swoje rekordowe czasy dla poszczególnych torów. Niesamowicie wciągające zajęcie, bo przecież kto nie chce być lepszy od swojego kolegi, zwłaszcza jeżeli chodzi o szybkie pokonanie okrążenia na torze wyścigowym.

## Usługa sieciowa

### iCloud

Mimo swoich bolączek, jest to najważniejsza usługa sieciowa z jakiej korzystam. Zupełnie transparentna, pracuje na okrągło dbając o synchronizację pomiędzy moimi urządzeniami. Nie wyobrażam sobie codzienności bez jej wsparcia. Dzięki jej dobrodziejstwom zawsze mam pewność że jestem w tym samym miejscu na każdym moim iUrządzeniu. To właśnie iCloud powoduje, że ekosystem Apple jest niedoścignionym wzorem, którego w mojej opinii nie są w stanie dogonić konkurenci. Kwintesencja tego co cenię w Apple, pracuje, działa, wspomaga moją codzienność a tak naprawdę myślę o niej tylko kiedy ją konfiguruję. Co tak naprawdę dzieje się samoistnie w trakcie konfiguracji urządzenia.

## Sprzęt

### iPhone 5s

Nie ma się nad czym specjalnie rozpisywać, tak jak w zeszłym roku iPhone 5 wydawał mi się najdoskonalszym urządzeniem z jakim mógłbym mieć na co dzień styczność, tak w tym roku jego udoskonalona wersja totalnie rządzi moją codzienną pracą. Co powoduje, że jest jeszcze lepszy? Dla mnie Touch ID stało się najlepszym co spotkało iPhone 5s od czasu iPhone 5. Szerzej pisałem o tej technologii w listopadzie na naszym blogu. Aktualnie marzę o tym, aby każde moje urządzenie z jabłuszkiem na obudowie posiadało tą technologię. Działa ona tak sprawnie i intuicyjnie, że zupełnie zapomniałem o tym, że mój telefon jest zabezpieczony a przypomina mi o tym jedynie osoba, która chce coś w moim iPhone zobaczyć i prosi mnie o wpisanie kodu bezpieczeństwa czego nawet nie muszę robić. Wystarczy nacisnąć przycisk Home. „How cool is that?”

A jakie są Wasze wybory, preferencje i powody, które wywoływały u Was stan uniesienia, lub przeciwnie – załamania? Podzielcie się w komentarzach! :)

Dotknij dźwięku czyli Listen dla iPhone – pierwsze wrażenia

MacPaw, to jak sądzę, znana większości czytelnikom i ogólnie macuserom grupa ukraińskich deweloperów, która popularność zawdzięcza takim narzędziom jak CleanMyMac czy Gemini. Swoją działalność rozszerzyli ostatnio o platformę iOS, publikując trzy dni temu interesujący, minimalistyczny odtwarzacz muzyczny pod nazwą Listen.

IMG_0749

No tak, ale po co takie oprogramowanie, skoro sam iOS zawiera aplikację pod nazwą Muzyka, która spełnia swoje zadanie znakomicie? Tym bardziej, że w App Store można znaleźć multum alternatywnych playerów, z setką mniej lub bardziej przydatnych opcji, oraz interfejsami tak różnorodnymi, że na 99% da się zadowolić gust najwybredniejszego użytkownika. Ja sam korzystam z odtwarzaczy w dość podstawowy i raczej nieuporządkowany sposób. Rzadko tworzę playlisty, nie oceniam utworów, preferuję słuchanie całego albumu, pałam niechęcią do trybu odgrywania losowego (shuffle). Co więcej, jestem uzależniony od Spotify Premium, więc dość rzadko uruchamiam jakikolwiek inny player.

IMG_0750

To co mnie zaciekawiło – poza faktem, że Listen jest appką darmową – to sposób jej obsługi. Program praktycznie nie posiada żadnych widocznych przycisków (co jest spójne z ideą i stylistyką iOS7), a wszystkie operacje, takie jak: odtwarzanie, pauza, następny utwór, poprzedni utwór, dodawanie do ulubionych, wybór playlisty, wyszukiwanie, włączenie trybu losowego, dzielenie się z innymi informacją o tym czego w danej chwili słuchamy, czy wreszcie przekierowanie audio do odbiornika AirPlay, odbywają się za pomocą gestów!

IMG_0752

Tapnięcie, przesunięcie palca w danym kierunku i cel osiągnięty. Muszę przyznać, że działa to wszystko wręcz perfekcyjnie, a w połączeniu z estetyczną stylistyką, gwarantuje przyjemne doznania nie tylko słuchowe, ale również wizualne.

IMG_0748

Program docenią przede wszystkim osoby, które słuchają dużo muzyki, a przy tym muszą – w tym samym czasie – poświęcać całą swoją uwagę innym zajęciom, obsługa bezwzrokowa Listen to moim zdaniem wyłącznie kwestia wyrobienia nawyku.

IMG_0747

Nie ma co się rozpisywać na temat aplikacji o tak podstawowych i oczywistych możliwościach, jednak sposób ich implementacji potwierdza, że w studio MacPaw nie brakuje utalentowanych i kreatywnych projektantów i programistów.

Listen w ruchomym kadrze:

Listen App by MacPaw – Promo Video from macpaw on Vimeo.

VirtualBox: błąd UUID przy podłączaniu wirtualnego dysku

Czy zdarzyła Wam się próba ponownego podłączenia pliku z dyskiem do wirtualnej maszyny w VirtualBox, który skończył się błędem mówiącym o tym, że dysk już istnieje? Wystarczy, że obraz dysku przeniesiemy na inny nośnik i w trakcie próby zmiany ścieżek VirtualBox powiadomi nas o krytycznym błędzie. Wynika to z faktu, że każdy wirtualny nośnik jest rejestrowany w trakcie podłączenia do nowej maszyny za pomocą kodu UUID, który ma gwarantować jego unikalność. Jakiś czas temu na łamach applesauce opisywałem operację właściwego przenoszenia wirtualnego dysku, co jednocześnie owocowało zmianą UUID i nie powodowało występowania wspomnianego błędu przy ponownym podłączaniu zasobu.

Co zrobić w przypadku, kiedy plik dysku jest już w nowej lokalizacji? Nie musimy ponownie go klonować! Wystarczy zastosować odpowiednią komendę w systemowym Terminalu, która przydzieli mu nowy UUID. Ma ona następującą składnię:

vboxmanage internalcommands sethduuid <ścieżka_do_dysku>

Przypominam, że ostatni element składni możecie uzupełnić przez przeciągnięcie pliku zawierającego wirtualny dysk do okna terminala po wpisaniu trzech pierwszych członów. Po zatwierdzeniu, Wasz dysk otrzyma nowe unikalne UUID i będzie można go ponownie podłączyć do maszyny wirtualnej.

TeeVee 2 – Śledzenie seriali w iOS

Na początku roku Marek opisywał program do śledzenia seriali na iOS o nazwie Episodes. Jak zauważył słusznie jeden z naszych czytelników, aplikacja ta nie jest już dostępna w polskim App Store. Ja osobiście nigdy go nie używałem, i stwierdziłem, że to dobry moment do opisania analogicznej appki która gości na moim iPhone’ie.

Od dłuższego czasu w celu śledzenia aktualnie oglądanych przeze mnie seriali używam aplikacji TeeVee 2. Jestem wielkim fanem minimalistycznego interfejsu jaki został stworzony przez developerów. Wszystkie pozycje, są przedstawione za pomocą czytelnej i atrakcyjnej wizualnie listy, która doskonale wpisuje się w nowoczesny design iOS 7. W aplikacji obsługiwany jest również gest wstecz – przeciągnięcie palcem od lewej krawędzi – do którego już bardzo mocno przywykłem w trakcie codziennej pracy.

teevee1

Dodawanie nowych pozycji do listy odbywa się za pomocą szybkiej i intuicyjnej wyszukiwarki, jednak w przypadku polskich seriali myślę, że musicie obejść się smakiem. Owszem udało mi się odnaleźć kilka rodzimych produkcji, jednak wybór pozostawia wiele do życzenia. Mi osobiście nie przeszkadza to szczególnie, ponieważ 95% z tego co oglądam to zagraniczne produkcje. Po wejściu w wybraną pozycję listy otrzymujemy listę sezonów wraz z odcinkami, które możemy zaznaczać jako obejrzane lub odwrotnie w zależności od potrzeby. Dodatkowo możemy wejść w ich szczegółowy opis, który zawiera streszczenie fabuły, datę i godzinę premiery a także możliwość obejrzenia zwiastunów – jeżeli takowe istnieją.

teevee2

Wracając do głównej listy śledzonych seriali, mamy tutaj dwa niezwykle przydatne gesty. Przesunięcie palcem w prawo na wybranej pozycji umożliwia jej usunięcie. Przesunięcie w lewo udostępnia możliwość otrzymania szybkiej informacji o kolejnym nie obejrzanym przez nas odcinku i oznaczenie go jako obejrzanego. Wygodne, intuicyjne a co najważniejsze sprawne rozwiązanie.

teevee3

Aplikacja powiadamia nas o łącznej liczbie zaległych pozycji na naszej liście za pomocą etykiety na ikonie programu. Dodatkowo program może nas informować o emisji nowego odcinka za pomocą powiadomień Push. Oczywiście obie funkcje możemy wyłączyć w preferencjach wedle własnego uznania.

Jeżeli oglądacie sporo seriali i chcecie być na bieżąco zarówno we własnych postępach jak i bieżących premierach to zaopatrzcie się jak najszybciej w TeeVee 2. Ja w tej chwili czekam niecierpliwie na zapowiedziane już TeeVee 3. Dla mnie aplikacja w obecnej formie jest praktycznie doskonała, ciekaw jestem co przygotowują dla nas twórcy w kolejnej odsłonie.

TeeVee 2 jest dostępny w App Store w cenie 1,79 €

Microsoft Remote Desktop – problem z pracą na wielu monitorach w OS X

Na łamach applesauce recenzowałem jakiś czas temu aplikację Microsoft Remote Desktop. Po jej aktualizacji spotkała mnie irytująca przypadłość polegająca na blokowaniu obu wyświetlaczy w trakcie pracy na dwóch monitorach. W obliczu tego, jak wygodna w OS X Mavericks stała się praca na wielu monitorach stało się to nad wyraz uciążliwe.

Rozwiązaniem jest wyłączenie, w oknie edycji właściwości poszczególnych maszyn zarządzanych zdalnie, opcji Use all monitors. Zgodnie z poniższym zrzutem ekranowym.

MRDP_Monitors

Od tej chwili możecie znów cieszyć się wygodną pracą na wielu monitorach w trakcie zdalnych sesji do Waszych maszyn.

Integracja Alfreda z Keyboard Maestro

Moim MacBookiem władają dwie aplikacje, bez których nie wyobrażam już sobie codziennej pracy – Keyboard Maestro oraz Alfred. Co prawda, ta pierwsza posiada odpowiedni skrót pozwalający przejrzeć i zainicjować odpowiednie makro, które wcześniej stworzyliśmy, jednak nie do końca odpowiada mi forma prezentacji tej treści. Zdecydowanie bardziej wole czytelność gwarantowaną przez mechanizmy Alfreda.

Z tym większą radością, zainstalowałem odpowiednie Workflow, które nareszcie pozwoliło mi zintegrować Alfreda z Keyboard Maestro. Warto wspomnieć, że w jego przygotowaniu pomógł Peter Lewis, który jest jednym z twórców oprogramowania ze stajni Stairways Software. Całość działania, po instalacji, polega na wpisaniu w oknie Alfreda skrótu KM, który pozwala nam na wyświetlenie i użycie dowolnego makra, które wcześniej skonfigurowaliśmy. Proste i użyteczne. Pozwala to zapomnieć o domyślnym oknie wykonywania i wyszukiwania jakie oferuje Keyboard Maestro.

Dla mnie czysta rewelacja, zwłaszcza w obliczu mojego absolutnego uzależnienia od używania Alfreda.

Link do Workflow na portalu GitHub

Seagate Backup Plus – Recenzja

Kilka dni temu zaopatrzyłem się w nowy dysk przenośny Seagate Backup Plus 1TB. Wahałem się pomiędzy kilkoma modelami o podobnej pojemności, jednak kładąc główny nacisk na wydajność i przystępną cenę ostatecznie zdecydowałem się na wspomniany model. Kwota jaką musimy na niego wydać, w zależności od sklepu w okolicach 280 złotych, jest bardzo atrakcyjna biorąc pod uwagę współczynnik jakość/cena.

backup-plus-black-profile-gallery-multicolor-400x400

Producent oferuje ten model w czterech wariantach kolorystycznych: czarnym, srebrnym, niebieskim i czerwonym. Ja zdecydowałem się na srebrny. Niestety sama obudowa jest plastikowa. Trzeba przyznać że wykorzystana faktura i kolor powodują, że na pierwszy rzut ma się wrażenie, że leży koło nas kawałek aluminium. Seagate zbliżył się tutaj do mistrza podrabiania, naturalnych materiałów i udawania że są one szlachetne, a mianowicie Samsunga. Jakość wykonania nie budzi jednak zastrzeżeń i dysk wydaje się być solidnym produktem. Ostatecznie oszczędności musiały być poczynione, żeby zagwarantować odpowiednią wydajność i możliwości urządzenia za odpowiednio niską cenę. Z tego powodu możemy przymknąć oko na te drobne niedogodności. Dysk jest cichy i zupełnie nie przejawia akustycznych objawów zapisu czy odczytu danych. Dopiero zbliżenie do niego ucha daje nam do zrozumienia że dysk pracuje, a głowica szaleje po talerzach.

backup-plus-black-hero-gallery-400x400

Jednym z głównych powodów mojego wyboru było zaimplementowanie w tym modelu wymiennych interfejsów, jakie możemy podłączać do właściwego dysku. Fabrycznie otrzymujemy przystawkę obsługującą standard USB 3.0, jednak opcjonalnie możemy uzbroić się w interfejsy FireWire 800 oraz Thunderbolt. Wiem, że ostatecznie wystarczy mi to co otrzymałem w zestawie, jednak świadomość możliwości zmiany w przyszłości jest miłym akcentem. Producent chwali się również dodatkowym oprogramowaniem, które pozwala na utrzymanie kopii zapasowych danych, które pojawiają się na portalach społecznościowych i dotyczą naszej osoby. Służy do tego dodatkowe oprogramowanie integrujące się z interesującymi nas portalami i automatycznie zapisujące związane z nami informacje. Jest ono dostarczane wraz z produktem, jednak dla mnie osobiście mogłoby nie istnieć. Jeżeli interesuje Was większa ilość informacji na ten temat to na stronie firmy Seagate znajdziecie odpowiednie materiały, które wprowadzą Was w te dodatkowe funkcje.

Wydajność dysku miło mnie zaskoczyła, podczas testów wykazał się bardzo dobrą prędkością i radził sobie z dużymi obciążeniami w czasie jednoczesnej pracy kilku maszyn wirtualnych, które zostały na nim umieszczone. Jeżeli chodzi o szybkość transferu jaką osiąga ten model to poniższy screen rozwieje wasze wątpliwości. Średnie wartości oscylują w okolicy 80 MB/s zarówno w kategorii zapisu i odczytu. Warto wspomnieć, że obudowa a co za tym idzie sam dysk twardy nie nagrzewają się zbyt mocno w trakcie wytężonej pracy.

Archive

Polecam Wam ten model do codziennych zadań takich jak przechowywanie i operacje na danych lub tworzenie kopii zapasowych. Wydajność i jakość jaką otrzymujemy w tej cenie jest na wysokim poziomie i zakup modelu Backup Plus od Seagate’a to zdecydowanie dobre posunięcie.

Next – minimalistyczny menadżer wydatków

Przez mojego iPhone’a przewinęło się sporo aplikacji do zarządzania wydatkami. Między innymi MoneyBook, MoneyZoom czy Money. Każda z nich miała jakiś element, który powodował, że cały czas z zaciekawieniem patrzyłem na nowe odsłony tego typu oprogramowania. Najdłużej towarzyszył mi MoneyBook ze stajni Noidentity Apps. Niestety po aktualizacji telefonu do iOS 7, design tej aplikacji – mimo zmiany wyglądu – przestał mi odpowiadać w kontekście całego systemu. W ten sposób trafiłem na inny software tej samej grupy developerów, a mianowicie Next – Expense Tracking.

Aplikacja prezentuje minimalistyczne podejście do tematu i po starcie przed oczyma ukazuje się ekran złożony z kwadratowych ikon prezentujących kategorie naszych wydatków. Można mieć w tym miejscu delikatne skojarzenie z systemem mobilnym od Microsoft. Cały proces rejestrowania transakcji, polega na wybraniu jednej z nich i wpisaniu odpowiedniej kwoty z opcjonalnym komentarzem. Mamy również możliwość zdefiniowania odpowiedniej daty.

n1

Oczywiście możemy w dowolny sposób przemieszczać wybrane ikony (kafelki) wedle własnego uznania. Dodatkowo w trakcie użytkowania, zmianie ulega kolor poszczególnych kategorii, w zależności od tego jak często z nich korzystamy. Zdecydowanie pomaga to w umieszczeniu ich we właściwym i najlepszym, pod względem ergonomii, miejscu. Tak rozwiązane rejestrowanie wydatków jest szybkie i wygodne co w toku zakupów dla mnie osobiście jest szczególnie istotną kwestią. Program oferuje również statystki dostępne po przesunięciu ekranu w lewo lub prawo. Pierwsze pokazują nam aktualną sumę wydaną na daną kategorie, z możliwością wybrania okresu czasu jaki nas interesuje z podziałem na tydzień, miesiąc lub rok. Na dole tej listy otrzymujemy również sumę wszystkich wydatków. Fajnym rozwiązaniem jest możliwość wybrania jednej z kategorii, co spowoduje wyświetlenie danych historycznych o dokładności wybranego wcześniej przedziału czasowego, a po przytrzymaniu palca na wykresie wskaże nam również trzy największe transakcje z tego okresu czasu.

n3

Drugi ekran prezentuje listę dokonanych transakcji z możliwością przełączania się pomiędzy historycznymi miesiącami oraz edycji zarejestrowanych kwot i ich opisów. To wszystko powoduje, że w prosty i intuicyjny sposób możemy dotrzeć do całkiem ciekawych informacji dotyczących tego, jak wydajemy nasze pieniądze. Jedynym brakiem, jaki można zarzucić aplikacji Next – Expense Tracking jest brak możliwości rejestrowania przychodów. Zdecydowanie przydałaby się taka opcja, chociaż wiem że zachwiałoby to przemyślanym minimalizmem, który przyświeca tej aplikacji. Mam jednak nadzieję, że autorzy wymyślą w krótkim czasie jak dodać taką możliwość bez naruszania najlepszych cech programu.

n2

Myślę, że w końcu znalazłem aplikację, która w pełni spełnia moje oczekiwania wobec menadżera wydatków. Jest szybka, przemyślana i daje możliwość przeglądania potrzebnych na co dzień statystyk. Zdecydowanie polecam Wam przetestowanie Next – Expense Tracking.

Aplikacja dostępna jest w App Store w cenie 1,79 €.

Trzy po trzy o applesauce

Stało się! applesauce stuknęły trzy (3!) lata. Czas na małe podsumowanie ostatniego roku, tym bardziej, że był to bardzo aktywny okres, nie tylko dla mnie i Kuby, ale również dla naszych czytelników.

Tradycyjnie już, po każdych dwunastu miesiącach publikujemy wpisy, w których z odrobiną refleksji dzielimy się z Wami krótkimi statystykami. Tak było po roku, tak było po drugim, i tak będzie i tym razem:

  • ilość wpisów (nie licząc niniejszego) do dnia 5.12.2013 – 273 (średnia miesięczna ~ 8), ostatnie 12 miesięcy: 107 wpisów, średnia miesięczna ~ 9, wzrost w porównaniu do poprzedniego roku: 30%
  • blog zaszczyciło swoją obecnością prawie 79 000 unikalnych gości, z czego około 55 400 w ciągu ostatniego roku! wzrost w porównaniu do 2012: 295%!!!
  • odwiedziliście nas ponad 172(!) tysięcy razy, z czego ponad 99 000 wizyt przypadło na trzeci rok aktywności bloga, wzrost w porównaniu do drugiego roku: 300%!!!
  • Wasze zainteresowanie przełożyło się na ponad 574 000 odsłon! Grubo ponad 344 tysięcy doszło od grudnia 2012. Wzrost w stosunku to poprzednich 12 miesięcy: 228%!!!
  • najbardziej „ruchliwym” miesiącem na applesauce był wrzesień 2012, w którym czytelnicy odwiedzili nas ponad 13 500 razy (~ 63 000 odsłon).
  • średni czas spędzony przez Was na applesauce w ciągu ostatniego roku to 1 minuta i 24 sekundy :) Spadek o całe 9 sekund…
  • największą popularność na blogu zdobył wpis Kuby: zdjęcie simlocka w Play z iPhone 5, na dalszych pozycjach uplasowały się porady dotyczące Spotify i VirtualBox, recenzje Smart TV, repeaterów, głośników oraz boje z budzeniem komputerów na odległość.

Liczby mówią same za siebie, ale nie będziemy ukrywać – taki skok popularności bloga bardzo mile nas zaskoczył. Mimo, że nadal traktujemy applesauce jako swoje hobby, to fakt, że zagląda do nas tyle osób i tak często sprawia, że jesteśmy zmotywowani by pisać dalej o rzeczach, które nas i Was interesują. Zaglądajcie tu jak najczęściej, komentujcie, zadawajcie pytania, rzucajcie pomysły, polubcie na Facebooku, obserwujcie na Twitterze – wspólnie sprawimy, że blog przetrwa drugie tyle i będzie jeszcze lepszy i ciekawszy! A za Waszą dotychczasową aktywność szczerze dziękujemy.