Cześć, mam na imię Kuba. Trafiłeś na mój przywatny blog, na którym staram się dzielić poradami, recenzjami czy opiniami dotyczącymi technologii. Jestem również współprowadzącym podkastu MacPodcast oraz redaktorem miesięcznika Mój Mac Magazyn.
Wielkimi krokami nadchodzi dodatek do World of Warcraft o wdzięcznym tytule Mists Of Pandaria. Budzi on sporo kontrowersji ze względu na głównych bohaterów, a mianowicie walecznych Pandaren ;) Firmie Blizzard zarzuca się, że gra zdziecinnieje i dokonali oni plagiatu na filmie Kung Fu Panda, wtajemniczeni wiedzą jednak, że te stworzenia są znane w świecie Warcraft od pierwszej części i nie ma powodów do szerzenia bzdurnych informacji o kopiowaniu pomysłów. Ja osobiście nie rozpaczam nad fabułą dodatku i uważam, że po kataklizmie jaki zafundowano nam poprzednio w świecie gry będzie to miła odmiana. Przy każdej możliwej okazji zarzekam się, że nie wrócę do World of Warcraft (nie gram już sporo czasu), rzeczywistość jednak z reguły okazuje się odmienna. Jeżeli tym razem moje postanowienie zostanie złamane przez słabą wolę to nie ukrywam, że wielką przyjemnością zwiedzę nowy kontynent. Wracając do sedna sprawy zapraszam do zapoznania się z filmem promocyjnym, który jak zwykle ucieszy oko fanów grafiki komputerowej i wprowadzi graczy w nową rzeczywistość we wschodnim klimacie. Mam nieodparte wrażenie że mimo fali krytyki Mists of Pandaria wprowadzi sporo świeżego powietrza do lekko dusznej atmosfery po przejściu Deathwing’a ;)
Jestem administratorem systemów Windows, z tego żyję i tym zajmuje się przez większość mojego czasu. Jednak jestem również wielkim fanem rozwiązań Apple i tak naprawdę nie wyobrażam sobie już pracy na urządzeniach i komputerach z innej stajni. Zdecydowanie stawiam również na system OS X, mimo że ze względów oczywistych część pracy muszę wykonywać na systemach operacyjnych firmy Microsoft. Jak sobie z tym radzę opiszę może przy innej okazji ponieważ w tej chwili chciałbym przedstawić wam doskonałą aplikację, która towarzyszy mi przy pracy za pomocą pulpitów zdalnych. Panie i Panowie przedstawiam CoRD.
Od narzędzi na których pracuję, oczekuję głównie minimalizmu i udostępnienia mi potrzebnych funkcji w sposób wygodny i możliwie przejrzysty. CoRD zdecydowanie spełnia te wymagania. Najważniejszy element, czyli lista zdefiniowanych maszyn do których się łączymy, znajduje się z boku okna głównego i istnieje możliwość jej ukrycia. Same maszyny dodajemy definiując wszelkie parametry połączenia, co znacząco skraca czas uruchomienia zdalnej sesji. Na poniższym zrzucie ekranu możecie się przekonać jak dokładnie można sprecyzować właściwości otwieranego połączenia.
Oczywiście każda ze zdefiniowanych maszyn może posiadać odrębne ustawienia. Za niezwykle użyteczne uznaję umieszczanie przez program na wspólnej liście wszystkich aktywnych sesji, gdzie poprzez proste kliknięcie przenosimy się na wskazany host. W sytuacji kiedy potrzebujemy dostępu do wielu maszyn jednocześnie okazuje się to niezwykle użyteczne. Oczywiście można odpalić każde połączenie w osobnym oknie, ale w moim odczuciu powoduje to dość spory bałagan. Istnieje również możliwość uruchomienia trybu pełnego ekranu, co owocuje zmianą rozdzielczości sesji do natywnej z jaką pracuje nasz wyświetlacz. Warto zwrócić również uwagę na możliwość szybkiego połączenia z dowolną maszyną poprzez pasek wpisywania adresu Quick Connect z pominięciem tworzenia nowego wpisu na naszej liście. Poniżej przykładowe okno wyboru hostów skonfigurowanych do szybkiego dostępu.
Niestety CoRD nie pozwala na połączenie kiedy na maszynie docelowej korzystamy z najbezpieczniejszej formy RDP czyli zezwolenia na połączenie zdalne z oprogramowania, które obsługuje uwierzytelnianie na poziomie sieci. Ja z klasycznego pulpitu zdalnego korzystam jedynie będąc w sieci LAN i nie dopuszczam takich połączeń z WAN dlatego wykorzystuję odrobinę mniej bezpieczną opcję, która pozwala na bezproblemowe połączenie za pomocą bohatera niniejszej recenzji oraz innych alternatywnych klientów RDP.
Podsumowując – sporo czasu poszukiwałem dobrego rozwiązania do RDP dla platformy Mac, jednak w każdym z dostępnych coś mi nie odpowiadało. Stawiałem na rozwiązanie dostarczane przez Microsoft, jednak ergonomia pracy, sposób jego działania a zwłaszcza niezwykła ociężałość powoli aczkolwiek skrupulatnie odpychała mnie od tego wyboru. Wtedy to natrafiłem na CoRD i był to absolutny strzał w dziesiątkę. Prosty interfejs, który posiadał wszelkie potrzebne mi funkcje i niezwykła lekkość tego rozwiązania spowodowała, że od kilku lat nie wyobrażam sobie lepszego towarzysza do tego typu pracy. Zdecydowanie polecam!
Recenzji w standardowej formie znaleźć w internecie można multum, z tego powodu postanowiliśmy w naszym skromnym redakcyjnym dwuosobowym gronie spróbować wypowiedzieć się na temat nowego systemy operacyjnego Apple w zgoła odmienny sposób, a mianowicie w formie dialogu, który nie ma rozrastać się do dyskusji a jedynie przedstawiać dwa odmienne spojrzenia na produkt, wynikające zarówno z różnic sprzętowych jak i lat doświadczeń z produktami z logiem nadgryzionego jabłuszka. Zapraszamy do lektury, a jeszcze bardziej do dodania swojego głosu w formie komentarzy. (więcej…)
Applesauce jest już z wami ponad półtora roku. Przez ten czas mamy nadzieję że dostarczyliśmy odrobinę dobrych tekstów jak i przydatnych porad. Zamierzamy kontynuować ten kierunek, jednak znudził nas dotychczasowy wygląd naszej strony. Wynik znużenia możecie już podziwiać na ekranach waszych komputerów i mamy nadzieję że przypadnie wam do gustu. Dodatkowo aby zachęcić was do udzielania się w naszych skromnych progach wprowadziliśmy system komentarzy DISQUS, który mamy nadzieję rozpali ogień krytyki oraz aprobaty, a także zachęci was do uzupełniania informacji jakie staramy się wam przekazywać. Wiemy, że jest was całkiem sporo i zachęcamy drodzy czytelnicy do zabrania głosu. Będzie to dla nas nie mała motywacja. Dodatkowo uruchomiliśmy oficjalny profil Twitter dla naszej witryny do którego dostaniecie się poprzez odpowiednią ikonę po prawej stronie nagłówka i jednocześnie zapraszamy do śledzenia.
Żegnamy więc wysłużony wygląd oraz system komentarzy i z nadzieją patrzymy w przyszłość.
Instalacja Office for Mac powoduje że w dokumentach tworzy się katalog Microsoft User Data, rzecz irytująca głównie ze względu na to, że po usunięciu i tak wraca na swoje miejsce. Dla mnie osobiście jest to niedopuszczalne ponieważ lubię decydować o tym co widnieje wśród moich dokumentów i myślę że nie jestem w tej kwestii odosobniony. Istnieje kilka rozwiązań tego problemu, jednak najszybszy i jednocześnie najprostszy sposób okazuje się być całkowicie skuteczny.
Aby raz na zawsze pozbyć się niechcianego gościa należy przenieść (najpewniejszy sposób to przeciągnięcie folderu do nowej lokalizacji) cały katalog Microsoft User Data z katalogu dokumentówdo bibliotek naszego użytkownika. Jeżeli nie wiesz jak się do nich dostać to TUTAJznajdziesz podpowiedź. Kiedy już dostaniemy się w pożądane miejsce nawigujemy do katalogu Preferences i tutaj umieszczamy (upuszczamy) niechcianego gościa.
Office for Mac zepsuł mi ostatnimi czasy sporo nerwów. Sprawa, która zapowiadała się na błahostkę okazała się wcale nie być tak oczywista. Mianowicie zostałem poproszony aby zrobić coś z automatyczną zmianą czcionki na Times New Roman w dokumentach tworzonych za pomocą Word’a. Sprawa zaczęła wyglądać podejrzanie kiedy okazało się że nie tylko chodzi o domyślną czcionkę jaką ustawia edytor wraz ze swoim startem ale forsuje on ją niezależnie od tego na jaki inny krój liter się zdecydujemy. Rozwiązanie wydaje się proste: zmieniamy czcionkę domyślną i po kłopocie. Niestety to wam nie pomoże jednak głowa do góry rozwiązanie jest prostsze niż można się tego spodziewać.
Biblioteki systemowe to miejsce gdzie zaglądać nie powinniśmy jednak zawsze nadarzy się dobra okazja, która kusi nas żeby w nich pogrzebać. W poprzednich wersjach Mac OS X folder bibliotek był ogólnie dostępny, jednak od wejścia Lwa niestety nie jest on widoczny. Mając coraz częściej potrzebę dostania się do tej lokalizacji wykorzystuję bardzo prostą metodę. Jedyne co musimy zrobić to kliknąć w górnym Menu Idź (Go) mając jednocześnie wciśnięty przycisk Alt na klawiaturze (możemy go również nacisnąć mając już rozwiniętą listę wyboru) i naszym oczom ukaże się upragniona Biblioteka. Rzecz przydatna, jednak wcale nie oczywista. Niech się przyda!
Większość aktualnych laptopów w ofercie Apple posiada wbudowane dwie karty graficzne. Wynika to z kwestii oszczędzania energii, więc nasz sprzęt w zależności od wymaganej wydajności odpowiednio przełącza nas pomiędzy GPU eliminując w ten sposób potrzebę ciągłej pracy na mocniejszym i co za tym idzie znacznie bardziej prądożernym GPU. Jednak czy rzeczywiście funkcjonalność ta działa tak jak byśmy tego oczekiwali? Zapewne są też sytuacje, kiedy sami chcielibyśmy zadecydować czy potrzebujemy więcej mocy graficznej. Nic prostszego, na ratunek przychodzi nam niezwykle proste jak i użyteczne oprogramowanie o wszystko mówiącej nazwie gfxCardStatus. (więcej…)
Wczoraj udostępniona została aktualizacja jednego z najczęściej używanego w moim przypadku programu a mianowicie Adium. Cieszy mnie to niezmiernie zwłaszcza, że w końcu doczekaliśmy się wersji 64-bit. Sama aplikacja zmieniła delikatnie swój wygląd co szczególnie widać w okienku rozmowy, a poza nim autorzy wprowadzili kilka szlifów w celu przybliżenia stylu do tego jaki prezentuje OS X Lion.
Update:
Jak zauważył jeden z czytelników nareszcie działa usuwanie kontaktów GG. Dodatkowo widać kiedy dany kontakt pisze do nas, chociaż sam znaczek jest wyjątkowo mały i znajduje się przy nazwie kontaktu z którym aktualnie rozmawiamy na dolnym pasku nawigacji między rozmówcami.
Przyznaję bez bicia, po premierze pierwszego iPad’a miałem co do niego mieszane uczucia i przez długi czas nie skusiłem się na zakup tego urządzenia ze względu na brak konkretnego pomysłu na jego wykorzystanie. Jak bardzo się myliłem ciężko w tej chwili przyznać się przed samym sobą. Aktualnie to zdecydowanie najbardziej eksploatowany sprzęt w moim domu, który w kwestii pożądania przegonił bez problemu nawet pilot od telewizora ;) Już po krótkim czasie okazało się że ilość iPad’ów w jednym domu powinna być wprost proporcjonalna do ilości mieszkańców.
Premiera nowego modelu zdecydowanie przyśpieszyła moje kroki w kierunku spełnienia tego równania. Śmieszą mnie nie miłosiernie wszelkie dyskusje na temat magii i innych nadprzyrodzonych właściwości nowego urządzenia Apple. Nie dlatego że uważam że one nie istnieją, ale dlatego, że magię nam już zaprezentowano kilka lat temu a teraz jedynie jest ona pielęgnowana i wprowadzana w coraz lepszej formie. Nowy iPad jak najbardziej spełnia moje oczekiwania. Wszystkie zmiany jakie wprowadzono uważam za trafione w 100%. W gruncie rzeczy sama Retina wystarczyła żeby mój portfel zadrżał przed datą premiery. Uwielbiam jakość ekranu w moim iPhone 4 i perspektywa konsumpcji treści z taką samą jakością na tablecie jest dla mnie wizją bajeczną. Będąc całkowicie szczerym reszta zmian dla mnie osobiście blednie w tej perspektywie i myślę, że nie jestem jedyną osobą, która ma podobne podejście do tematu. Jeszcze na chwilę wrócę do magii, utrzymanie cen poprzednika z tak rozległym upgrade sprzętowym to dla mnie hokus pokus wysokich lotów, zwłaszcza w obliczu informacji o tym na jakim poziomie utrzymuje marżę Apple.
Czekam niecierpliwie zwłaszcza na używanie mojego i tylko mojego iPad’a bez dyskusji „kto teraz” ;) Zwłaszcza, że w takiej sytuacji będę mógł go jeszcze sprawniej zaprzęgnąć do pracy bez obaw, że ktoś będzie mógł coś zmajstrować przy moich danych.