LogMeIn przestało być darmowe

Mówiąc szczerze, całkowicie nie spodziewałem się tego co zobaczyłem w mailu od właściciela tej usługi. Co prawda już jakiś czas temu pisałem na applesauce o końcu pewnej epoki w kwestii LogMeIn, co w skrócie polegało na ograniczeniu liczby komputerów podłączonych do naszego konta. Części z Was na pewno skomplikowało to codzienną pracę a okazuje się, że niecały rok po tamtej wiadomości spotkało nas coś jeszcze bardziej przykrego. LogMeIn przestało oferować darmową opcję korzystania z ich narzędzi.

Od 27 stycznia odcięty będzie dostęp do usługi typu Free. Co ciekawe wiadomość została rozesłana 7 dni przed wygaśnięciem tego rozwiązania, co uważam za kompletnie chamskie i pozbawione zdrowego podejścia do swoich użytkowników zagranie. Spore grono osób będzie musiało podjąć bardzo szybko decyzję co z tym fantem zrobić i pewnie w napływie paniki natychmiast wykupi oferowaną, oczywiście aktualnie w promocyjnej cenie, wersję Pro usługi. Ja osobiście nie potrzebuję poziomu Pro i zapewne przesiądę się na darmowego TeamViewera. Nie ukrywam, że będzie mi brakowało centralnej konsoli zarządzania klientami, jednak nie jest to dla mnie tak priorytetowe narzędzie abym płacił za nie roczny abonament. Dodatkowo warto zauważyć, że wersja darmowa była oczywiście pozbawiona pewnych możliwości, które otrzymywali abonenci wersji płatnej.

Wam również polecam rozejrzeć się za darmowymi alternatywami, sposób w jaki LogMein rozegrało tą sprawę – 7 dni na decyzję – stawia tą firmę w złym świetle. Dodatkowo uważam, że pozbycie się darmowego planu na zachętę dla użytkowników nie przyniesie wymiernych korzyśći. Ja tym czasem weryfikuję swoje dostępy zdalne i planuję szybką przesiadkę na konkurencyjne rozwiązania.

Console mio, czyli o grafice PlayStation 4 w porównaniu do PS3

Dziś sobota, więc krótki wpis weekendowy. Mimo, że sam nie posiadam dedykowanego urządzenia do grania (iPad i iPhone się nie liczą), to z ciekawością przyglądam się rynkowi konsol. Jednak brak czasu oraz niechęć do obsługi gier za pomocą gamepada (należę do pokolenia zdecydowanie preferującego joystick, mysz i klawiaturę), skutecznie mnie zniechęcają do takiej inwestycji.

W serwisie GEEK natrafiłem na ciekawy artykuł opisujący i prezentujący różnice wizualne w grach dostępnych na najnowsze oraz wcześniejsze wcielenie konsoli firmy Sony, na przykładzie gry Tomb Raider. Muszę przyznać, że faktycznie możłiwości sprzętu i moc obliczeniowa robią wrażenie. Pierwsze skojarzenie po obejrzeniu filmu, który załączam poniżej, przypomniało mi komputerowo stworzony film Final Fantasy: The Spirits Within z 2001 roku, którego wyrenderowanie wymagało 960 stacji graficznych oraz długie cztery lata!

Ewidentnie widać niesamowity postęp technologiczny, prawda? Mimo, iż wciąż film wygląda bardziej realistycznie, to przygody Lary Croft na PS4, generowane w pewnym sensie w czasie rzeczywistym, robią naprawdę piorunujące wrażenie.

Naprawdę, niewiele brakuje byśmy zaczęli żyć w Matriksie

Enjoy!

Wystroje wnętrz z popularnych seriali telewizyjnych

Kto z Was nie ogląda seriali? Nie sądzę, żeby ktoś się zgłosił. Wszyscy wciągamy się w te telewizyjne tasiemce zwłaszcza, że w ostatnich latach przybrały w większości tak świetną formę iż potrafią wyglądać i wciągać nas lepiej niż największe hity kinowe. Angażujemy się w te historie bez opamiętania i dosłownie zaprzyjaźniamy się z głównymi bohaterami. Wnikamy w ich świat – a raczej oni w nasz – aż do końca sezonu lub smutnego zakończenia emisji.

Zastanawialiście się może kiedyś, jak wyglądają lub wyglądałyby mieszkania, domy lub apartamenty w których mają miejsce serialowe historie? Teraz macie okazję z zapoznać się z tym jak najprawdopodobniej zaprojektowane były lub są te wnętrza. Poniżej link do strony, na której możecie przejrzeć parę wnętrz z najbardziej popularnych seriali. Dobrej zabawy.

Wnętrza z najbardziej znanych seriali TV

Ciekaw jestem jak Wasze wrażenia i jak bardzo pokrywa się to z Tym jak wyobrażaliście sobie te wnętrza jako widzowie.

Źródło: http://www.home-designing.com
 

Szybkie komputery powodują naszą wolniejszą pracę!

Co ten gość plecie? Myślę, że była to w większości przypadków pierwsza myśl po natrafieniu na tytuł tego tekstu. Nie chodzi tutaj o rozdmuchany nagłówek mający przyciągnąć rzeszę czytelników rodem z Onetu a o stwierdzenie które wpadło mi dziś do głowy. Dlaczego doszedłem do takiego wniosku? Spieszę z wyjaśnieniem. Dotyczy to Was wszystkich. Każdego, kto używa komputera, tabletu czy smartfona.

Sprzęty, które nas otaczają przewyższają w większości przypadków potrzeby związane z mocą obliczeniową. Jednak nie zawsze tak było, a zadania które wykonujemy nie różnią się tak naprawdę od tego co robiliśmy jakiś czas temu. Zmieniły się narzędzia, platformy i możliwości, temu nie da się zaprzeczyć. A jak zmienił się nasz styl pracy? Wcześniej, wszystko wymagało od nas znacznie większej ilości czasu potrzebnego na wykonanie określonych operacji. Co w tym przypadku robili bardziej obeznani z technologią użytkownicy? Kombinowali na wszystkie możliwe sposoby. Pisali skrypty, przygotowywali kolejki zadań i tak dalej, i tym podobne. Nikt przecież nie chciał siedzieć przed komputerem obserwując pasek postępu. Istnieją lepsze sposoby na spożytkowanie tego czasu. Dodatkowo nie mieliśmy możliwości pracy w trybie wielozadaniowym. Walka trwała w najlepsze i każdy wyciskał ze swojej maszyny siódme poty aby zoptymalizować wykonanie konkretnego zadania.

Tymczasem postęp w swoim galopie zaopatrzył nas w niesamowicie szybkie sprzęty, które większość zadań wykonują praktycznie w momencie ich przydzielenia. Mało tego, możemy żonglować programami w trakcie ich pracy bez obawy o utratę zbawiennej wydajności. Tutaj pojawił się pierwszy problem – wielozadaniowość właśnie. Nasz komputer radzi sobie z tym trybem pracy znakomicie, ale my jako ludzie już gorzej. Rozproszenia jakie towarzyszą nam na co dzień, powodują wydłużenie czasu potrzebnego na wykonanie czynności na których powinniśmy się skupić i jest to niepodważalny fakt. Sam aktualnie walczę z rozproszeniami i przyznaję, że średnio mi to wychodzi. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego jak bardzo wzrasta moja produktywność kiedy nie jestem narażony na dodatkowe bodźce. Mało tego, długi czas myślałem że wielozadaniowość to dar niebios i potrafię w ten sposób opanować masę tematów jednocześnie. Jakość i efekty jednak pozostawiały wiele do życzenia. Tak oto mamy pierwszego winowajcę WIELOZADANIOWOŚĆ!

Co jednak najbardziej istotne i smutne jednocześnie, nie korzystamy z dobrodziejstw platform z których korzystamy. Dlaczego nie pozwalacie swoim komputerom wykonywać pewnych czynności za Was? Właśnie ich szybkość powoduje, że się nad tym nie zastanawiamy. Mamy wszystko praktycznie na zawołanie, co powoduje że nie odczuwamy faktu marnowania czasu. Spójrzcie jednak na to z innej strony, czy nie fajnie byłoby każdą czynność, która składa się z cyklu odpowiednich (powtarzalnych) operacji zastąpić jednym skrótem klawiaturowym? Czy pewne cykliczne czynności, które wykonujemy notorycznie nie mogłyby wykonywać się same we wskazanych przez nas warunkach lub po wystąpieniu jakiegoś wyznacznika, który sygnalizowałby potrzebę ich wykonania? Zastanówcie się dla przykładu ile razy dziennie podpisujecie się w mailu. Nie byłoby lepiej wpisać po prostu „pzdr” na końcu wiadomości i pozwolić komputerowi zamienić tego w pełny podpis? Oczywiście, że byłoby lepiej! Właśnie w ten sposób możecie oszczędzać cenne minuty, których każdy z nas we współczesnym świecie ma za mało. Szybkie komputery spowodowały, że nie zastanawiamy się nad tym jak optymalizować swój cykl pracy. Jeżeli mamy wszystko na zawołanie to przecież nie da się szybciej. Nic bardziej mylnego.

Sprzęt się rozwija, szybkość urządzeń idzie do przodu. Rozwijajmy się wraz z nimi i nie pozwólmy, żeby ich potencjał marnował się przez to, że nie zastanawiamy się jak korzystać danych nam możliwości. Niech to będzie swoisty wstęp do wszystkich artykułów na applesuace, które są poświęcone automatyzacji zadań i aplikacji temu służącym. Pozwólmy naszym urządzeniom wyręczać nas tam gdzie tylko mogą! Co najważniejsze, pracujmy coraz szybciej, na coraz szybszych maszynach!

Jak sprawdzić czy baterie są naładowane?

Zdarzyło Wam się kiedyś, że mieliście stos baterii i tak na prawdę nie wiedzieliście czy przypadkiem wśród tej zbieraniny nie zawieruszyły się wciąż sprawne sztuki? Ja złapałem się nawet kiedyś na tym, że po wyjęciu zużytych „paluszków” nie wiedziałem, które są zużyte a które sprawne. Testowanie ich przez ponowne umieszczenie w urządzeniu nie należy oczywiście do najszybszych rozwiązań. Poniższy trik dotyczy niestety jedynie baterii AA oraz AAA ze względu na ich formę, mimo to warto go znać.

Sprawa jest prosta, łapiecie baterie i z niedużej wysokości upuszczacie ją stroną oznaczoną znakiem „-” na twardą powierzchnię. Bateria rozładowana będzie się odbijała i przewróci się. Naładowana upadnie twardo niczym pierścień Saurona w pierwszej części filmowej adaptacji Władcy Pierścieni. Poniżej film w którym zobaczycie ten prosty test na własne oczy.

Mina znajomych z którymi możecie się założyć, że rozpoznacie rozładowane baterie bez jakiegokolwiek urządzenia będzie bezcenna. Sprawdzone.

Najlepsze z najlepszych w roku 2013

Witam Was w nowym roku. Troszkę zaniedbałem applesauce w okresie świąteczno-noworocznym ale zrobiłem to z pełną premedytacją dla higieny zdrowia psychicznego i złapania weny twórczej na świeżutki 2014 rok. Na szczęście Marek w tym czasie uzupełnił nasze łamy paroma świetnymi tekstami.

Ja chciałbym powrócić jeszcze na chwilę do roku 2013, który mimo pechowej liczby w swojej wartości, upłynął dla nas pod znakiem znaczącego wzrostu czytelników, za co kolejny już raz dziękujemy. Mam dla Was listę najbardziej popularnych wpisów, które czytaliście w poprzednim roku. Zachęcam Was do przypomnienia sobie ich zawartości, a nowych czytelników do nadrobienia zaległości. Poniżej lista zgodnie z popularnością:

1. Zdjęcie simlock z iPhone w Play – jak dokonać tego najszybciej.

Opis mojej przygody z roku 2012, kiedy to udało mi się dokonać zdjęcia blokady z mojego nowego iPhone 5 z pominięciem czasu oczekiwania na reakcję biura obsługi klienta.

2. Prawie robi wielką różnicę, czyli niedzielne popołudnie ze Smart TV Toshiba

Perypetie Marka związane z konfiguracją usług Smart TV w telewizorze Toshiba oraz wykorzystania dedykowanych aplikacji związanych z tymi funkcjami na iOS.

3. Spotify: Dodawanie znajomych bez integracji z Facebook

Jeżeli Wasz znajomy założył konto bez integracji z Facebookiem, to jego odnalezienie w Spotify nie będzie wcale tak łatwe jak mogłoby się wydawać. Oto przepis jak sobie poradzić w tej sytuacji.

4. Do trzech razy sztuka czyli repeater w trzech aktach

W tym miejscu Marek opisuje swoje doświadczenia z zastosowaniem repeatera w swojej sieci WiFi. Testuje trzy popularne urządzenia i dzieli się swoimi spostrzeżeniami. Jeżeli macie problemy z zasięgiem swojej bezprzewodówki do koniecznie zapoznajcie się z tym tekstem.

5. Test głośników Edifier R2600

Recenzja głośników Edifier R2600, które cechuje znakomity współczynnik jakość/cena.

6. VirtualBox: Tworzenie maszyny wirtualnej

Okazuje się, że całkiem spore grono osób interesuje się lub potrzebuje wirtualizacji. Znajdziecie tutaj przepis na podstawową konfigurację swojej pierwszej prawdziwej Virtual Machine.

7. VirtualBox: przenoszenie, konwersja, zmiana wielkości dysków wirtualnych

Kolejny artykuł z cyklu o VirtualBox. W tym miejscu znajdziecie wszystkie niezbędne informacje dotyczące operacji na wirtualnych dyskach.

8. AirPlay bez Apple TV

Tekst o możliwościach korzystania z AirPlay w sytuacji kiedy nie posiadamy Apple TV.

9. Pobudka na odległość, czyli Wake On LAN w praktyce

Artykuł dotyczący funkcji Wake On LAN i jej zastosowania w codziennym życiu. Marek przedstawił tutaj problemy i możliwości zdalnego wybudzenia naszych komputerów znajdujących się w sieci.

10. Spotify: Jak dodać znajomego nie mając konta zintegrowanego z Facebook

Tutaj przedstawiamy sytuację, kiedy to sami nie posiadamy konta zintegrowanego z Facebookiem a chcemy dodać kogoś do swojej listy znajomych.

Zapraszamy do lektury i komentowania!

Otwieranie linków Spotify w dedykowanej aplikacji

Spotify używam od początku dostępności tej usługi w Polsce, głównie korzystając z appki dla iOS, zarówno na iPhone (częściej) jak i na iPadzie. Sporadycznie Kuba podsyła mi łącza do ciekawych utworów i albumów, a ja czasami też się rewanżuję :) Domyślną akcją po kliknięciu takiego linka (w postaci: http://open.spotify.com/album/costamcostam) jest rozpoczęcie odtwarzania w oknie przeglądarki www, dzięki tzw. web playerowi. Dzieje się tak na komputerze jak i na iUrządzeniach, co bardzo mnie irytowało.

Okazuje się, że rozwiązanie problemu jest trywialne, aczkolwiek możliwe do realizacji w tak prosty sposób dopiero od jakiegoś czasu. Mianowicie, gdy mamy już otwarte okno z odtwarzaczem internetowym Spotify (w przeglądarce na komputerze!), należy kliknąć ikonkę koła zębatego, zlokalizowaną w lewym dolnym rogu, dzięki czemu wejdziemy w ustawienia (Settings).

spo

Tutaj pozostaje nam uaktywnić opcję wymuszenia odtwarzania w dedykowanej aplikacji, czyli: „Play open.spotify.com URLs in desktop app„. To wszystko. A jako, że ustawienie to jest globalne i dotyczy konta, to zarówno na komputerze, jak i na urządzeniach mobilnych łącza utworów/albumów nie będą więcej odtwarzane bezpośrednio w przeglądarce. Zostanie wyświetlona tylko strona z okładką i listą utworów albumu, których kliknięcie spowoduje przełączenie do dedykowanej aplikacji i rozpoczęcie odtwarzania.

iPhone i iPad jako klawiatura do Maca lub PC

Pierwszego stycznia Roku Pańskiego 2014, bard polskiego macuserlandu – MacKozer, opisał na łamach swojego bloga oprogramowanie zrecenzowane u nas już grubo ponad rok temu – 1Keyboard, pozwalające wykorzystać klawiaturę komputera jako narzędzie wprowadzania tekstu na iUrządzeniach. Te kilkanaście miesięcy temu program był w fazie beta, ale za to darmo. Mimo faktu, że aktualnie kosztuje, i to całkiem sporo, nadal uważam, że warto się nim zainteresować.

W tym wpisie, chciałbym odwrócić sytuację i wykorzystać iPhone lub iPada, jako bezprzewodową klawiaturę (i nie tylko) dla komputerów. Umożliwia to Air Keyboard. Program wystąpuje w postaci „braci bliźniaków”, tj. odbiornika/serwera instalowanego na komputerze z systemem OS X lub Microsoft Windows, oraz appki dla iOS: wersja dla iPhone / wersja dla iPada. O! jest również wersja dla Androida. Air Keyboard na smartfona jest prawie za darmo – tzn. jest w pełni funkcjonalne, jednak wyświetla reklamy, których możemy się pozbyć dzięki mechanizmowi In-app Purchase, za €0.89, natomiast Air Keyboard na tablety kosztuje już sporo, bo €2.69 ale też i więcej potrafi. Aby się przekonać czy warto dokonać takiej inwestycji, autor – Alexey Filatov – udostępnia również wersję Lite.

ak1

Czemu niby miałoby służyć takie rozwiązanie? Przecież to ekrany dotykowe są bardziej ułomne niż fizyczne klawisze… No tak, ale może się zdarzyć, że akurat klawiatura zawiedzie, popsuje się, wyczerpią się w niej baterie, przetrze przewód łączący, itp. Kolejna sprawa, to to, że póki co rozwiązania takie jak Optimus Keyboard, są zbyt drogie, aby trafić pod strzechy, a standardowa klawiatura ma jedną zasadniczą wadę – w porównaniu do np. klawiatury wirtualnej – nawet jeśli program korzysta tylko z kilku klawiszy, fizyczna ma ich kilkadziesiąt… W tym, konkretnym przypadku – zbędnych.

ak4

Zresztą, nie zamierzam tu nikogo przekonywać do zakupu Air Keyboard, ale każdy z Was może przekonać się sam czy taki mariaż iUrządzeń z komputerami, w jakimkolwiek sensie, okaże się praktyczny i przydatny.

Air Keyboard  zamienia iPhone w bezprzewodową mysz i klawiaturę, pozwala sterować prezentacjami a nawet zastąpić kontroler w grach na komputerze! Moim zdaniem jednak, to zwłaszcza rozwiązanie dla iPada, może okazać się wygodnym uzupełnieniem, poprawiającym interakcję użytkownika tabletu i komputera. Dzięki temu, że posiada kilka różnych wbudowanych layoutów, a co więcej – pozwala na generowanie własnych układów klawiszy. Wrodzone lenistwo i zabawa wersją Lite, skutecznie mnie od przetestowania możliwości kustomizacji klawiszologii odciągnęły, ale czuję w tym spory potencjał.

ak5

Testy na szybko są pozytywne. Połączenie działa bez opóźnień i jest tak zarówno między iPhone, iPadem, iMakiem i pecetem. Konfiguracja sprowadza się w zasadzie do ustalenia hasła w Air Keyboard Server i podania go w aplikacji na mobilnym urządzeniu.

ak2

Oczywiście, możecie wykorzystać też Air Keyboard do zrobienia komuś psikusa ;) Miłej zabawy!

AirTunes dla Windows. Czyli niepełny AirPlay za darmo.

Witajcie w 2014-tym! Coś mi się wydaje, że dla większości początki nowego roku związane się z poniższym problemem:

– Co jest lepsze na kaca?

– Po wieloletnich badaniach, który ze środków na kaca jest lepszy: alkaprim czy alka seltzer, ogłoszono wyniki: lepszy jest alka seltzer. Ciszej się rozpuszcza…

A ja proponuję Wam bliższe zapoznanie się z darmowym rozwiązaniem, umożliwiającym wysyłanie dźwięku z iPhone, iPoda Touch oraz iPada, do komputera z systemem Windows. Wcześniej opisywałem tu podobne, ale płatne rozwiązanie – AirServer. Shairport4w, bo o nim mowa, wspiera AirTunes, czyli wyłącznie przesyłanie dźwięku, podczas gdy technologia AirPlay pozwala na znacznie więcej (zdjęcia, wideo, gry). Niemniej, z uwagi na zerowy koszt – jest to ciekawa alternatywa.

Shairport4w to niewielka aplikacja, po której uruchomieniu mamy możliwość dokonania zmian ustawień konfiguracyjnych, jak m.in. uruchamianie przy starcie systemu.

sp4w

Oczywiście możemy transmisję zabezpieczyć hasłem, aby np. dowcipny sąsiad nie puszczał na głośnikach naszego peceta swojej muzyki.

sp4w2

Po wybraniu odbiornika w iUrządzeniu, na komputerze pojawia się estetyczna „chmurka” zawierająca informacje na temat odtwarzanego utworu. Proste i po prostu działa. Co więcej, możemy na komputerze zapauzować utwór, i wznowić go, bez sięgania do np. iPhone!

Polecam na rozbudzenie w styczniowy poranek :)

Jak sprawdzić czy iPhone ma blokadę?

Zapewne większość z Was lata po sklepach uzupełniając zapasy jadła, picia i wszelakich fajerwerków, by przygotować się na godne powitanie nadchodzącęgo Nowego Roku. Część, w ramach noworocznego postanowienia poprawy stosuje cyberdetoks – i odpoczywa w bezpiecznej odległości od komputera i Internetu. Dla pozostałych (również tych świeżych Mac/iPad/iPhone – userów) mam krótki wpis, na temat weryfikacji stanu naszej „bystrej słuchawki” (i nie tylko). Chodzi o sprawdzenie, czy iPhone, którego posiadamy lub zamierzamy nabyć, a nie jesteśmy w 100% pewni jego historii, jeste aktywowany, posiada blokadę SIMlock, kiedy został pierwszy raz wprowadzony do obrotu, gdzie, itp.

Na logikę, w celu sprawdzenia czy telefon zadziała w innej sieci, wystarczy kupić najtańszy starter (5 zł?) i ewentualnie dociąć kartę. Ale po co, skoro można to zrobić szybciej i za darmo?

Taki właśnie darmowym i skutecznym rozwiązaniem jest np. strona iPhone IMEI, dzięki której po wprowadzeniu numeru International Mobile Equipment Identity, otrzymamy zwrotnie większość pożądanych informacji.

imei1

Wyniki dla mojego aparatu, nabytego podczas polskiej premiery iPhone 5 w Play, w dniu 28 września 2012 roku.

imei2

Dla przypomnienia dodam, że również numer seryjny urządzenia zawiera wiele ciekawych informacji. Interesującą wyszukiwarkę informacji o nadgryzionych komputerach i gadżetach znajdziecie tutaj.

Apple prowadzi bardzo przydatną witrynę My Support Profile, na której możemy nasze iUrządzenia zarejestrować (korzystając z posiadanego Apple ID), i znaleźć nie tylko informacje na temat gwarancji, przebiegu ew. wsparcia technicznego, ale również ściągnąć instrukcje obsługi, dokumenty pomocne w konfiguracji, itp. Jeśli zakupiliśmy produkty w sklepie Apple Store (fizycznym oraz online), z wykorzystaniem Apple ID, to sprzęt ten już będzie zarejestrowany!