WiFi 802.11ac – świetlana przyszłość sieci bezprzewodowych?

Zaryzykuję stwierdzenie, że WiFi gości w zdecydowanej większości gospodarstw domowych, które posiadają dostęp do Internetu, oraz komputer umożliwiający skorzystanie z tego dobrodziejstwa. Praktycznie każdy smartfon, tablet czy laptop, wyposażone są w interfejs bezprzewodowy, a zakup routera z wbudowaną obsługą sieci bezprzewodowej, lub tylko punktu dostępowego nie stanowią wydatku rujnującego budżet.

Zastosowanie WiFi pozwala na większą mobilność oraz wyeliminowanie kabli, przez które jesteśmy uwiązani niczym pies na łańcuchu. Oczywiście są również i cienie zastosowania tej technologii, jak choćby wprowadzenie do naszego otoczenia kolejnych fal radiowych, czy większe ryzyko „podsłuchania” naszej aktywności. Wpływ fal elektromagnetycznych oraz kwestia bezpieczeństwa, to jednak tematy na zupełnie inny artykuł.

Znaczenie sieci bezprzewodowej doceniło wiele lat temu Apple, wprowadzając karty AirPort do swoich iBooków (polecam obejrzeć Keynote z Macworld w 1999 roku), kolejny raz przed konkurencją.

Bez wgryzania się w szczegóły techniczne ustalmy tylko, że konsumenckie sieci bezprzewodowe pracują w dwóch pasmach częstotliwości: 2,4 GHz oraz 5 GHz. Najpopularniejsze dziś (głównie z uwagi na cenę) są oczywiście rozwiązania w paśmie 2,4 GHz. Podobnie jak sieci przewodowe, WiFi oferuje różne maksymalne prędkości transmisji danych. Szczegółowo opisują to dokumenty publikowane przez organizację IEEE, która tworzy, określa i zatwierdza różne standardy sieciowe.

Oczywiście WiFi, to nie tylko bezprzewodowy dostęp do Internetu w domu (nie mam na myśli sieci operatorów GSM), ale przede wszystkim komunikacja w sieci lokalnej, między komputerami, drukarkami, dyskami NAS, itp. Logicznym jest więc to, że im szybsza sieć, tym prędzej skopiujemy dane, wydrukujemy czy wykonamy inną operację między takimi urządzeniami.

Popularność zdobywa reklamowany ostatnio standard 802.11ac, pracujący w paśmie 5 GHz. Oznacza to, że użytkownicy starszych urządzeń, pracujących w paśmie 2,4 Ghz, w standardach 802.11b, 802.11g i 802.11n będą musieli je unowocześnić, jeśli chcą przesyłać dane szybciej. Jakie prędkości oferuje nowy standard? Otóż odpowiedź jest złożona, ponieważ standard ten wprowadzany na rynek jest wieloetapowo. Pierwsze urządzenia, jak np. nowe Apple AirPort Extreme czy Apple Time Capsule wspierają transfery do 1,3 Gbps! Jest to więc ponad 3x więcej niż dotychczas. Reasumując: przepustowość sieci bezprzewodowej nie tylko dogoniła ale i przegoniła starndardowo instalowane w komputerach łącza przewodowe Gigabit Ethernet. A to jeszcze nie wszystko, ponieważ założenia standardu przewidują transfery aż do ponad 6 Gbps! Przyszłość sieci radiowych zapowiada się więc świetliście.

Interesujące zestawienie cech wprowadzanego standardu sieci bezprzewodowych prezentuje infografika przygotowana przez jednego z producentów urządzeń, firmy Xirrus.

Infographic_ABCs_11ac

Na pewno adaptacja standardu 802.11ac w najszybszej odsłonie zajmie trochę czasu, z uwagi na okres opracowania, testowania i produkcji, i – co nie jest przecież bez znaczenia – cenę. Każdy liczy koszty, a nie każdy potrzebuje tak wydajnej sieci. Ja osobiście bardzo się cieszę na te nadchodzące zmiany, choć martwi mnie fakt, że przyspieszanie łącz rozpieszcza i treści przesyłane drogą radiową i kablową, są coraz bardziej „napompowane”. Kwestia braku optymalizacji to wg mnie plaga XXI wieku. Marnujemy zasoby, bo tak jest szybciej, prościej i taniej…

Ciekawi mnie również, jaka będzie odpowiedź na WiFi o przepustowości ponad 6 Gbps, w kwestii sieci przewodowych? Czy światłowody umożliwiające wielogigabitowe transfery wyprą poczciwą skrętkę? A może nowy standard pozwoli na wiekowym medium zaoferować przynajmniej 10-krotne przyspieszenie? Jest to o tyle istotne, że przecież już mamy w komputerach interfejsy szeregowe gwarantujące szybkości liczone w Gigabitach, jak np. Thunderbolt.

Jakie rozwiązania utylizuje standard 802.11ac? Poniżej krótka lista i pobieżna charakterystyka wybranych:

  • poszerzony kanał transmisyjny 80 MHz standardowo (w 802.11n jest to maksymalnie 40 Mhz), do 160 MHz jako opcja,
  • dwukrotnie większa ilość strumieni MIMO (8 vs 4 w 802.11n),
  • Multi-User MIMO – możliwość jednoczesnego, równoległego odbioru i wysyłania danych przez bezprzewodowe urządzenie sieciowe (STA),
  • modulacja 256-QAM (kontra 64-QAM w 802.11n),
  • beamforming, czyli technologia umożliwiająca kierunkową transmisję i odbiór sygnału.

Podsumowując: jeśli planujecie rozbudowę Waszej sieci bezprzewodowej, lub zamierzacie w ogóle taką wdrożyć pod swoim lub klienta dachem, rozważcie inwestycję w takie rozwiązania, które na pewno się dość szybko zamortyzują. Poza wspomnianymi wyżej rozwiązaniami Apple, możecie przyjrzeć się rozwiązaniom konkurencji, jak np. opisany tu niedawno przez Kubę router D-Link. Albo przeszukać ciągle aktualizowaną listę certyfikowanych urządzeń sieciowych.

Apple: symbole klawiszy – historia prawdziwa

Podstawowym sposobem naszej komunikacji, w wersji obrazkowej są symbole. Jakby nie patrzeć litery alfabetu, cyfry, operatory (jak „=”, „+”, „-” i podobne), znaki interpunkcyjne („.”, „;”, „?”, „!”, itp.) i pozostałe znaki specjalne (np. „@”), to nic innego jak symbole graficzne, wzbogacające nasze porozumiewanie się.

Twory złożone, jak słowa czy zdania, bazujące na wyżej wymienionych znakach mają pewne ograniczenia – są łatwe do zrozumienia dla osób posługujących się danym językiem.  Wiele wyrazów ma różne znaczenie w zależności od użytego kontekstu. Mogą też występować w podobnym zapisie w innych językach, co gwarantuje mniej lub bardziej zabawne nieporozumienia.

Bardziej uniwersalną formą przekazywania informacji są piktogramy. Znaki drogowe, symbole elektryczne, czy choćby emotikony, są praktycznie identyczne na całym świecie i czytelne nawet dla laików, prawda?

Klawiatura komputera musi pomieścić wiele różnych znaków i symboli pomocnicznych. Dlatego, każdy z klawiszy (alfanumerycznych, specjalnych, sterujących kursorem, funkcyjnych i numerycznych) posiada odpowiedni symbol (czasem więcej niż jeden). Gdy patrzycie na klawiatury swoich komputerów, zapewne większość z klawiszy używacie bezwiednie, intuicyjnie, bez specjalnego zastanawiania się nad tą graficzną reprezentacją ukrytej pod klawiszem funkcji. Ale są też i klawisze, które omijacie szerokim łukiem, pozostawiając znajdujące się na nich symbole w spokoju, owiane tajemnicą ;)

Apple nie jest w tym temacie przesadnie skryte, listę większości piktogramów znajdujących zarówno na klawiszach, jak i symbole wyświetlane w menu Findera i innych aplikacji zobaczycie tutaj. Jeszcze bardziej kompletny zestaw (wraz z kodami Unicode) przygotował Joe Weaks na swoim blogu. Oczywiście nie na każdej klawiaturze Maca występują wszystkie symbole i wyglądają tak samo.

No dobra, mamy już więc jasność z jakimi symbolami możemy mieć do czynienia, ale czy zastanawialiście się nad pochodzeniem coponiektórych? Dlaczego akurat takie są, jaka jest ich historia?

Przyjrzyjmy się dwóm najbardziej charakterystycznym symbolom, które każdy Mac ma :)

Klawisz Command (zwany również klawiszem Apple, Jabłko) posiada zarówno skrót „cmd”, jak i dziwny symbol zwany przez różnych użytkowników: precelśmigło, kalafior, koniczynka, supeł, pętelka. W innych językach określeń jest jeszcze więcej! (Na niektórych klawiaturach znajdziecie cały wyraz „command” lub symbol nadgryzionego jabłuszka – w postaci konturu/obrysu (tzw. „open Apple key”), najczęściej zamiast trzyliterowego skrótu). Znaczenie klawisza jest nam wszystkim dobrze znane, więc nie ma sensu tego tu poruszać. Ciekawa jest za to kwestia, że gdy spojrzycie w menu, to ujrzycie tam wyłącznie tajemniczy symbol:

Symbol ten występuje pod wieloma różnymi nazwami i znaczeniami, m.in.: krzyż św. Jana, węzeł Bowena, a nawet supeł prawdziwych kochanków :) Dlaczego znalazł on swoje miejsce na makowej klawiaturze i w menu systemu Mac OS a obecnie OS X? Historia sięga 1983 roku. Otóż grupa programistów, w której znajdował się nieoceniony Andy Hertzfeld, doszła do wniosku, że użytkownik powiniem mieć możliwość wyboru pewnych komend menu prosto z poziomu klawiatury. Dodali więc kolejny klawisz na klawiaturze i nazwali go klawiszem Apple. Natomiast po prawej stronie każdej komendy w menu, która miała być dostępna pod skrótem klawiszowym, umieścili miniaturowe logo Apple. To ostanie nie spodobało się Stefanowi, który – słusznie zresztą – stwierdził, że na ekranie znajduje się zbyt wiele jabłuszek, trywalizując znaczenie tak istotnego dla firmy logo. Ekipa miała więc kilka dni na zaproponowanie symbolu alternatywnego, i tu wykazała się równie zasłużona co Andy, Susan Kare – prezentując symbol używany w Szwecji do oznaczenia interesujących miejsc i atrakcji na… kempingu, takie dawne oznakowanie POI.

Zauważyliście, że linia tworząca symbol nie ma początku ani końca? Jest, podobnie jak znak nieskończoności, nieskończoną pętlą. A czy pamiętacie pod jakim adresem mieści się głowna siedziba Apple?

Klawisz Option (znany nam bardziej jako klawisz Opcja, w pecetach zwany wyłącznie klawiszem Alt) posiada zwykle pełne oznaczenie „Option” lub skrót „alt” (czasem również „opt”) oraz specjalny symbol określany żartobliwie półwanną. Co ciekawe w latach 1980-1984, klawisz ten posiadał również symbol wypełnionego jabłuszka (tzw. „closed Apple key”) – w przeciwieństwie do konturu użytego na klawiszu Command.

Cóż w rzeczywistości może ten symbol oznaczać? Nie udało mi się znaleźć jednego, niepodważalnego i wiarygodnego wyjaśnienia, ale najbardziej prawdopodobne są dwa wytłumaczenia, co symbolizuje piktogram:

  • mikroprzełącznik pozwalający na przepływ prądu w obwodzie jedną lub drugą drogą,
  • zwrotnicę torową umożliwiającą zmianę trasy pojazdu szynowego.

W sumie oba wytłumaczenia są trafne – zastosowanie użytych w nich rozwiązań daje możliwość, opcję, alternatywę czyli to  czemu służy klawisz Opcji w naszych Maczkach…

We wpisie wykorzystałem zdjęcia z witryn Apple, Wikipedii oraz bloga Lori Emerson.

D-Link DIR-868L – Opinia

D-Link AC1750 DIR-868L to topowy model wśród produktów tej firmy przewidzianych do zastosowania w segmencie rozwiązań domowych. Producent gwarantuje doskonałe parametry, zarówno w kwestii zasięgu jak i transferów jakie może on zagwarantować. Faktycznie, według specyfikacji technicznej nie można spodziewać się niczego poniżej wysokich osiągów biorąc pod uwagę zastosowane w nim technologie, należące do topowych w kategorii urządzeń obsługujących sieci bezprzewodowe. Zacznijmy jednak od początku.

D-Link DIR-868L

Pierwszym skojarzeniem, które rodzi się po zobaczeniu D-Linka AC1750 jest najnowszy Mac Pro. Stylistycznie w pierwszej chwili rzeczywiście ciężko nie skojarzyć Tych dwóch produktów. Osobiście podoba mi się ta forma i dla urządzenia, które generuje sygnał sieci bezprzewodowej – rozchodzący się wokół anten – jest jak najbardziej zrozumiała i skojarzeniowa. Pozostając przy antenach, ukrycie ich wewnątrz obudowy dla mnie osobiście wpływa bardzo pozytywnie na wrażenia estetyczne i znacząco poprawia komfort oglądania tego urządzenia na biurku, lub gdziekolwiek indziej w pomieszczeniu. Na pewno nie ma potrzeby ukrywania go przed światem i nie będzie szpecił Waszej przestrzeni roboczej. Plastik, z którego zrobiony jest router, uznać można za materiał dobrej jakości. Obudowa wykonana jest na wysoki połysk, co dodatkowo potęguje wrażenie jakości tego sprzętu. Na froncie znajdziemy dwie kontrolki, z czego jedna informuje o stanie urządzenia i pozwala po naciśnięciu zrestartować urządzenie, druga z kolei informuje o dostępnym połączeniu z siecią Internet. Z tyłu znajdziemy odpowiednio:

  • Port USB 3.0 – pozwalający na podłączenie urządzenie pamięci masowej (z tego co udało mi się ustalić, po podpięciu aktywnego huba można podłączyć większą liczbę urządzeń i router bez problemu je obsłuży)
  • Przycisk WPS – służący do podłączania bezobsługowego nowych urządzeń do sieci
  • Cztery porty LAN – standardowe RJ-45 o szybkości gigabitowej
  • Port WAN – port RJ-45
  • Przycisk zasilania
  • Gniazdo zasilania

Warto zaznaczyć, że góra oraz część tyłu obudowy urządzenia służy do chłodzenia przy pomocy odpowiednich wywietrzników.

Router, jak przystało na topowy model, obsługuje dwa zakresy pracy (2,4 GHz oraz 5 GHz) a także najnowszy standard sieci bezprzewodowych AC. Według specyfikacji technicznej zapewnia to transfery o znakomitych, jak na warunki domowe prędkościach:

  • 450 Mbps dla 2,4 GHz
  • 1300 Mbps dla 5 GHz

Niestety w najbliższym czasie, możliwości najnowszego standardu pozostaną przez większość z Was niewykorzystane ze względu na znikomą liczbę urządzeń, które potrafią go obsłużyć. Można co najwyżej uzbroić komputery w nowe karty sieciowe podłączane za pomocą USB, jednak mało kto rezygnuje z komfortu korzystania ze zintegrowane układu WiFi zaszytego na płycie głównej. Mimo to uważam, że aktualnie zakup routera bez wsparcia dla standardu AC jest błędnym posunięciem.

D-Link DIR-868L

Urządzenie wyposażono w sześć anten (po trzy dla każdego z zakresów), które zasilane są wzmacniaczem wysokiej mocy. Wpływa to na bardzo dobre wyniki pokrycia zasięgiem obszaru ograniczonego zarówno ścianami jak i stropem pomiędzy piętrami. Warte uwagi jest również zastosowanie technologii SmartBeam, która zapewnia najlepszą możliwą siłę sygnału naszych urządzeń – niestety dotyczy to jedynie sprzętów, które pracują w standardzie AC. W skrócie funkcja ta polega na kierowaniu skupionej wiązki sygnału w stronę urządzenia lokalizując jego orientacyjne położenie w stosunku do routera. W moim przypadku D-Link AC1750 używany był w piętrowym domu jednorodzinnym. Zasięg jaki oferują wbudowane anteny nie budzi moich zastrzeżeń. Bez problemu udało się zapewnić wystarczającą jakość połączenia do komfortowego korzystania z sieci w całym budynku, dodatkowo pomiary wykazały że siła sygnału jest dość stabilna i nie zmienia się znacznie w zależności od oddalenia od urządzenia.

Urządzenie firmy D-Link zapewnia szeroki wachlarz ustawień sieciowych i możemy skonfigurować je dokładnie tak jak wyobrażamy sobie działanie naszej sieci. Niestety jest jeden wyjątek, który znacząco utrudnił mi życie. Mianowicie, nie udostępniono w panelu administracyjnym możliwości zmiany zakresu sieci dla sieci gościnnej Wi-Fi. Jest on sztywno ustawiony na zakres 192.168.7.1 /24 co może spowodować spore problemy w sytuacji, kiedy Wasz dostawca internetowy przydziela Wam statyczne IP z zakresu 192.168.1.1. Router w trakcie takiej konfiguracji interfejsu WAN wyrzuca błąd i nie pozwala na zapisanie ustawień. Rzecz niedorzeczna i niezwykle irytująca. Mam nadzieję, że możliwość zmiany adresacji sieci gościnnej zostanie dodana w kolejnych odsłonach firmware’u – chociaż dotychczasowe aktualizacje nie wniosły tej funkcji. Będąc przy samym panelu konfiguracyjnym urządzenia to mimo, że jest on dość przejrzysty i dobrze znany dotychczasowym użytkownikom urządzeń firmy D-Link, to nie da się ukryć że jest najzwyczajniej w świecie tworem okrutnie wręcz archaicznym. Konkurencja posiada nowoczesne i przejrzyste rozwiązania, które powodują, że interfejs jaki obserwujemy konfigurując DIR-868L wydaje się być totalnym reliktem minionej epoki. Oczywiście jak już wspomniałem zapewnia on wszystkie – poza jedną nieszczęsną – niezbędne opcje konfiguracji i spełnia swoje zadanie w 100%.

DIR_868L_wireless_ac_logo

Wszystkie te cechy powodują, że ciężko nie polecać tego routera jako wysoko-wydajnościowego rozwiązania sieciowego dla domu. Pozostaje jedynie zastanowić się, czy rzeczywiście mamy potrzebę inwestowania w rozwiązanie wyposażone w standard AC. Ja wyraziłem swoje zdanie już na początku, jeżeli mamy w tej chwili wydać ciężko zapracowane pieniądze na router z wysokiej półki to niech on posiada najnowsze technologie abyśmy za pół roku nie musieli pluć sobie w brodę za sprawą nowego sprzętu, który będzie potrafił skorzystać z dobrodziejstw standardu AC.

Czyszczenie cache’u DNS w OS X

W swojej pracy zdarza mi się modyfikować adresy na serwerach DNS. Mam wtedy potrzebę szybkiego sprawdzenia właściwej translacji nazw domenowych na zmodyfikowane adresy IP. Domyślnie należy odczekać odrobinę czasu aż nastąpi aktualizacja w usłudze obsługującej DNS w systemie opracyjnym. Jeżeli jednak macie potrzebę usunięcia zachowanych w pamięci podręcznej usługi DNS wpisów, to istnieje na to prosty sposób. Wystarczy użyć w tym celu Terminala i zastosować jedną z poniższych komend.

Dla systemów od wersji 10.7 (Lion) wzwyż:

sudo killall -HUP mDNSResponder

Dla systemów od wersji 10.6 (Snow Leopard) w dół:

sudo dscacheutil -flushcache

Po uruchomieniu polecenia musicie potwierdzić je swoim hasłem administratora i gotowe. Czyściutki cache dla wpisów tablicy DNS czeka na zaktualizowane wpisy.

Pro-tip dla nocnych Marków – Atari Breakout

Pora na pory w śmietanie? Nie! Pora na drobny easter egg, jeden z wielu, którymi raczy nas Wujek Google. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie „ścianka”, czyli Breakout, chyba jeszcze bardziej znany jako Arkanoid, to wspomnienie młodości, gra z którą spędziłem w różnych inkarnacjach nie jeden wieczór, czy to na Atari 65XE (kumpla, sam nie miałem niestety…), na PC (PopCorn) czy na Amidze (rewelacyjny MegaBall!). Okazuje się, że możemy pozbijać cegiełki w przeglądarce, korzystając z pomyslowości i poczucia humoru chłopaków pracujących w Mountain View.

Wystarczy uruchomić przeglądarkę, wczytać stronę wyszukiwarki Google, wpisać hasło: „atari breakout„, przełączyć na grafikę i jedziemy!

breakout

Miłego zbijania :)

Zasady życia według Arnolda Schwarzennegera

Motywacji nigdy dość! Dziś 6 zasad życia od Arnolda Arnold Schwarzenegger. Swoją drogą nie przypomina Wam ich treść słynnego wystąpienia Steve’a Jobsa na uniwersytecie Stanford?

Nie da się ukryć, że Arnie podaje tutaj na talerzu koncentrat do produktywności i sukcesu. Niestety wprowadzenie takiego podejścia do codziennych spraw nie należy do rzeczy najprostszych. Mam nadzieję, że odnajdziecie tutaj odrobinę motywacji na co dzień.

„Trust Yourself” = „Stay Hungry Stay Foolish”?

Wielki powrót płyt winylowych

Część z Was wie, a niektórzy właśnie teraz dowiadują się o tym jak wielkim fanem płyt winylowych jestem. Otóż jest to moje ukochane źródło dźwięku, do którego mam niesamowity sentyment oraz szacunek. Wynika to zarówno z tego jaką jakość brzmienia oferują czarne płyty oraz niesamowitej frajdy dla osoby, która najzwyczajniej w świecie kolekcjonuje wydawnictwa muzyczne.

Okazuje się, że kolejny rok z rzędu skazane niegdyś na porażkę winyle rosną w siłę i ich sprzedaż szybuje w górę z niesamowitym impetem. W roku 2013 sprzedaż tego nośnika wzrosła aż o 32%! W ciągu ostatniej dekady (2002-2012) mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 250%. Jeżeli cyferki nie robią na Was wrażenie to poniżej odrobina grafiki. Niesamowite prawda?

chartoftheday_1465_Vinyl_LP_sales_in_the_US_n

Skąd ten spektakularny powrót? Wydaje mi się, że ludzie poczuli ponownie chęć obcowania z muzyką w formie swoistej celebracji. Płyta CD znacznie przyśpieszyła konsumpcję ulubionych albumów i ograniczyła nasz wysiłek związany z odsłuchem. Dystrybucja stricte cyfrowa w postaci plików i usług streamingowych praktycznie pozwoliła nam sięgać do światowych zasobów muzycznych za pomocą jednego kliknięcia lub dotknięcia ekranu – w przypadku urządzeń mobilnych. Tutaj z odsieczą przybyła nam czysta analogowa forma, która znów pozwala nam obcować z pięknymi wydawnictwami. Oczywiście nie zagraża ona cyfrowej dystrybucji, która będzie rosła i to nie podlega wątpliwości. Jednak ten potężny wzrost świadczy o tym, że kolekcjonerzy muzyki zachłysnęli się i wracają powoli do korzeni.

Mam nadzieję, że za rok znów będę mógł napisać o podobnym wzroście sprzedaży. Dla tych z Was, którzy nie do końca rozumieją fenomen czarnej płyty polecam mój wcześniejszy tekst o wdzięcznym tytule „Zobacz synku z takich płyt kiedyś słuchało się muzyki…”, do którego natchnęła mnie wizyta w jednym ze sklepów w 2011 roku.

Źródło: Statista.com
 

Lewitacja? Ależ owszem, wystarczą fale dźwiękowe.

Chodzenie po wodzie, latanie na magicznym dywanie czy po prostu unoszenie się w powietrzu – chyba każdy z nas o tym marzył, prawda? Mało komu się to jednak udało. Ale w niedalekiej przyszłości i takie, wydawałoby się utopijne, marzenie ma szanse realizacji.

Nie tak dawno wrzuciłem tu film pokazujący jak fale dźwiękowe wpływają na strumień wody. Okazuje się, że zjawisko rozchodzenia się fali akustycznej można wykorzystać nawet do pokonania grawitacji i utrzymywania przedmiotów w powietrzu, a nawet wprawiania ich w kontrolowany ruch. Młodzi naukowcy z tokijskiego uniwersytetu odkryli, jak wykorzystać fizykę do przemieszczania drobnych przedmiotów w trzech wymiarach. Myślę, że ten koncept będzie podwaliną czegoś większego, bardziej praktycznegi i przydatnego, a my to rozwiązanie zaakceptujemy, jakby było z nami od lat.

PS. Tak, wiem że od dawna wykorzystujemy inne fale – magnetyczne, do wprawiania w ruch np. rotorów silników elektrycznych, czy poruszania wagonów pociągów przemieszczających się na poduszce magnetycznej.

Ulepszanie YouTube

Serwis YouTube jest znany chyba każdemu mniej lub bardziej aktywnemu użytkownikowi Internetu. Powstał w lutym 2005 roku, a mamy wrażenie, że istniał od zawsze, prawda? Od końca 2006 roku YT należy do Google, ale mało kto wie, że życie serwisowi dali byli pracownicy firmy PayPal. A sam fakt zaistnienia takiej usługi, mógł być wynikiem zainteresowania udostępnionym w sieci filmem z prezentacji pierwszego (już dojrzalego, 30-letniego :)) Macintosha, który ocalał dzięki Scottowi Knasterowi oraz tajemniczemu niemieckiemu producentowi filmowemu o pseudonimie majo, który zajął się digitalizacją wiekowego materiału. Być może to tylko zbieg okoliczności, a może wcale nie…

Mimo, że wolę np. czytać recenzje niż oglądać wideorecejzje, to zaglądam czasami na YT i doceniam fakt egzystencji, popularności i przydatności tego serwisu. Jednak zauważyłem, zresztą nie tylko ja, że mimo coraz szybszych łącz dostępowych, czekanie na zbuforowanie materiału filmowego, bądź przerwy w odtwarzaniu wideo skutecznie zniechęcają, a przynajmniej zmniejszają przyjemność płynącą z korzystania z YouTube. Owszem, kiedyś nie było jakości HD, a z sieci korzystało mniej osób. Ale nie było też reklam, adnotacji i wielu innych zbędnych wg mnie dodatków, które tak naprawdę tylko „zaszumiają” przekaz , irytują i dodatkowo obciążają łącza. Podobno nawet niektórzy providerzy mają swoje za uszami, w temacie szybkości odtwarzania filmów z YouTube.

Sam rozwiązuję problem z filmami na YT na różne sposoby. Jeśli film jest dla mnie ważny to go ściągam na dysk, korzystając z przepisu przedstawionego tu wcześniej. Natomiast oglądając zasoby YouTube na codzień, przez awersję do formatu Adobe Flash, włączam wersję serwisu wyświetlającą (o ile to możliwe) materiały wideo w HTML5 (H.264). Aby odtworzyć tylko film, korzystam ze stron takich jak YouTube Clean. Właściwie to w powyższych stwierdzeniach powinenem użyć czasu przeszłego, gdyż od kilku tygodni z zadowoleniem i satysfakcją używam rozwiązania, któremu poświęce dalszą część wpisu.

YouTube Options, czyli bohater artykułu, to rozszerzenie dostępne dla następujących przeglądarek WWW:

  • Google Chrome dla OSX, Windows oraz Linux
  • Opera dla OSX, Windows
  • Apple Safari (5.1 i nowsze) dla OSX, Windows

Jakie zalety daje zainstalowanie tej wtyczki? Bardzo wiele: blokowanie wyświetlania reklam, zarówo tych pojawiających się przed właściwym materiałem wideo, jak i reklamowych dopisków, ktore wyskakują w trakcie, wyłączenie automatycznego odtwarzania, włączenie odtwarzania w pętli, buforowanie wstępne (oraz możliwość całkowitego pominięcia buforowania), wybór domyślnej rozdzielczości wideo oraz wielkości okna z filmem, możliwość ukrycia wielu informacji na stronie (nagłówek, tytuł, opis, komentarze, polecane filmy/sugestie i inne), oraz oczywiście możliwość zapisania wideo w każdej dostępnej dla danego pliku rozdzielczości i formacie!

Rzecz jasna, dostępnych opcji jest znacznie więcej, np. obsługa YT z klawiatury. Ponadto, YouTube Options wspiera nie tylko serwis główny, ale również Dailymotion, Dump, The Escapist, FEARnet, Funny or Die, G4TV, Hulu, Metacafe, Twitter, Vimeo. Niestety nie wszystkie opcje są dostępne na wszystkich stronach.

U mnie, po zastosowaniu YTO, strona z wideo wygląda następująco:

yto

Czy YouTube Options ma jakieś wady? Owszem. Czasem nie do końca wszystko działa jak należy i wyświetlają się rzeczy, które nie powinny. Jednak rozszerzenie wciąż jest rozwijane, więc mój nieformalny związek z YTO będzie zapewne trwalszy niż przysłowiowa wakacyjna przygoda.

Cuda (i dziwy) miniaturowego świata – Miniatur Wunderland

Lubicie podróżować? Ja bardzo. Niestety brak czasu i ograniczone zasoby, nie pozwalają na spełnienie większości marzeń z tej kategorii. Do listy miejsc, które odwiedzę jak tylko będzie to możliwe dołączył Hamburg – dzięki rewelacyjnej makiecie wielu zakątków świata, zwanej Miniatur Wonderland. Myślę, że wielu z nas żyje z dnia na codzień, prowadząc żywot niczym Phil (Bill Muray) z Dnia świstaka. A przecież wystarczy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła, zobaczyć ile rzeczy dzieje się w każdej sekundzie, a które jakoś tak mimochodem uciekają nam sprzed oczu. Można też odwiedzić miniaturowy świat i ujrzeć jak bardzo jest on ciekawy i złożony.

Polecam obejrzeć oficjalne wideo i docenić wkład pracy oraz dbałość o szczególy, które cechują niemieckie dzieło. Ja jestem pod wielkim wrażeniem zarówno wyobraźni jak i sprawności projektantów Miniatur Wunderland.