About Kuba Baran

http://www.applesauce.pl

Cześć, mam na imię Kuba. Trafiłeś na mój przywatny blog, na którym staram się dzielić poradami, recenzjami czy opiniami dotyczącymi technologii. Jestem również współprowadzącym podkastu MacPodcast oraz redaktorem miesięcznika Mój Mac Magazyn.

Posts by Kuba Baran:

„Today” oraz „Free” – krótko o Apple Keynote

„Free” oraz „Today”, te dwa słowa królowały w trakcie dzisiejszego Apple Keynote. Pamiętam jak po kilku ostatnich prezentacjach narzekałem z Markiem na brak elementów, które byłyby dostępne już, teraz, za chwileczkę. Tym razem nie będziemy mieli tego problemu. Dokładając do tego masę informacji o tym co dostaniemy za „free” ciężko mieć jakiekolwiek powody do marudzenia.

Na początku dostaliśmy małą powtórkę z rozrywki na temat Mavericks, który poprawia i dodaje nowe elementy do i tak już świetnego OS X. Wszystkie nowości są jak najbardziej trafione a mnie osobiście szczególnie cieszy poprawiona praca na dodatkowych monitorach. Sam tuning tego co pod maską najnowszego systemu operacyjnego z Cupertino oczywiście też powoduje na mojej twarzy wypieki. Dotychczasowa utylizacja zasobów sprzętowych była świetna, a z najnowszymi mechanizmami będzie więcej niż znakomita. Na finał otrzymaliśmy świetną wiadomość do potęgi drugiej, a mianowicie system jest dostępny od dziś oraz będzie całkowicie darmowy. Obejmie to wszystkich użytkowników, których maszyny są oznaczone jako kompatybilne z najnowszym OS X. Rewolucja, inaczej nie mogę tego nazwać. Dokładając do tego darmowe iLife i iWork mamy do czynienia z podobnym schematem jak przy urządzeniach z iOS. Otrzymujemy sprzęt, który ma pełen pakiet oprogramowania a dodatkowo nie musimy się martwić o jego aktualność. Wszystko mamy na bieżąco, bez wykładania dodatkowych złotówek. Teraz pozostają nam jedynie wydatki na oprogramowanie od developerów. How cool is that?

Jeżeli już mowa o iLife i iWork, to tak jak wersje aplikacji z tych pakietów dla iOS musiały zostać zaktualizowane i nie było co do tego najmniejszych wątpliwości. Co niektórzy stracili już nadzieję dla takowej aktualizacji przeznaczonej dla OS X. Dziś dostaliśmy kolejny prezent i oba pakiety zostały zaktualizowane dla obu platform. Dodatkowo stały się darmowe przy zakupie nowego sprzętu. Mnie osobiście totalnie zachwyciła opcja perkusisty w GarageBand. Totalny odlot i nie mogę się doczekać aż będę mógł pobawić się tą opcją. Jakby tego było mało wszystkie te aplikacje będę dostępne „today”. Jak tylko znajdziemy z Markiem chwilę to zapewne napiszemy coś więcej o tych świeżutkich kawałkach kodu.

Na koniec dostaliśmy informacje o nowych iPadach. Duży został przemianowany na iPad Air a mały dostał to na co wszyscy czekali z zapartym tchem. Tak moi mili Retina trafiła do wersji mini. Ja już teraz wiem, że absolutnie nie wytrzymam bez zamiany na wersję z matrycą w wysokiej rozdzielczości. Dokładając do tego – w obu przypadkach – procesor A7 i wsparcie dla 64 bit znane z iPhone 5S, mamy do czynienia z fantastycznymi produktami. Tutaj co prawda nie dostaliśmy informacji, że będzie „today”, ale nie martwcie się nie będziemy musieli za długo czekać. Na pocieszenie duży – aczkolwiek lekki – iPad Air będzie dostępny już 1 listopada!

Apple, firma uchodząca za drogą i wyciskającą z użytkowników każdą złotówkę w trakcie zakupu sprzętu pokazała nam dzisiaj, że sprzęt z jabłuszkiem na obudowie rzeczywiście jest wart każdej wydanej kwoty. Dodatkowo dała nam kolejny argument w dyskusjach typu „Dlaczego Apple?”. Tim Cook zaznaczył swoją obecność mocniej niż kiedykolwiek. Doskonały ekonom zrezygnował z milionowych zysków ze sprzedaży oprogramowania – kto by pomyślał o takim rozwoju spraw. Wszyscy jednak wiemy, że takie podejście będzie dodatkowych czynnikiem wzrostu słupków sprzedaży sprzętu. Ja mogę powiedzieć tylko jedno: Apple, bierz moje pieniądze!

Phiaton PS 210 BTNC – Recenzja

Phiaton to wciąż egzotyczna nazwa na polskim rynku, która to jest ekskluzywną linią produktów firmy Cresyn. Swoją drogą obie marki dopiero wkraczają z impetem do Polski na szeroką skalę, więc jeżeli nie kojarzycie żadnej z nazw to jesteście usprawiedliwieni. Z mojej strony jest to drugie spotkanie z firmą Phiaton. Poprzednio miałem nieskrywaną przyjemność dokonać odsłuchu modelu Moderna MS 200. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z tamtym tekstem, zapraszam Was serdecznie do lektury na łamach applesauce, zrozumiecie wtedy mój entuzjazm przed testowaniem kolejnego sprzętu z tej stajni.

Tym razem w moje ręce trafił model PS 210 BTNC. Są to słuchawki douszne, z modułem Bluetooth oraz technologią eliminowania hałasu, które mają również możliwość połączenia bezpośredniego (kablowego) z ominięciem elektroniki odpowiedzialnej za połączenie bezprzewodowe. Koszt tego modelu oscyluje w granicach 600 złotych. Kwota nie należy do najniższych dlatego postaram się odpowiedzieć na pytanie czy warto zainwestować w ten sprzęt i kto powinien być nim w pierwszej kolejności zainteresowany.

Wygląd i opakowanie

Słuchawki są zapakowane w solidne pudło, którego projekt wizualny sprawia, że na pierwszy rzut oka mamy świadomość klasy produktu. Skrywa ono dość sporą liczbę akcesoriów:

  • Kabel USB do ładowania modułu Bluetooth
  • Instrukcja obsługi
  • Smycz na szyję do noszenie modułu
  • Kabel z wtykami mini jack 2,5->3,5, służącymi do przewodowego podłączenia słuchawek
  • Pokrowiec do przenoszenia sprzętu
  • Para pianek Comply Foam
  • 4 pary silikonowych końcówek w różnych rozmiarach

Niestety egzemplarz, który otrzymałem był już ogołocony z większości elementów tego zestawu. Szczególnie ciekaw jestem jakości etui na słuchawki, które często nawet w najdroższych modelach jest kiepskiej jakości. Jak jest w tym przypadku niestety nie było mi dane sprawdzić. Całość zapakowana jest solidnie i widać, że zagospodarowano każdą wolną przestrzeń pudełka.

Phiaton 1

Słuchawki prezentują się bardzo dobrze. Zostały zaprojektowane ze smakiem i zdecydowanie noszenie ich w swoich uszach nie przysporzy Wam wstydu. Srebrna stylistyka połączona ze wzorem umieszczonym na zewnętrznej stronie słuchawki komponuje się nad wyraz dobrze. Co prawda ich kształt budzi skojarzenia ze stetoskopem ale kto nie chciał chociaż przez krótki czas swojego życia zostać lekarzem. Co do jakości wykonania to nie można mieć im nic w tej kwestii do zarzucenia. Uwagi mam za to do użytych materiałów. Tak jak aluminium spełnia swoje zadanie wzorowo to jakość plastików a zwłaszcza okablowania powoduje słabe skojarzenia. Przewody są cienkie i nie robią najlepszego wrażenia. Jestem wręcz przekonany (a przynajmniej takie myśli krążą mi po głowie), że zastosowanie lepszych kabli mogło by podnieść jakość dźwięku jaką oferują te słuchawki. Tak moi drodzy, dobra jakość wykonania nie zawsze oznacza użycie dobrych komponentów. Reasumując w tej kategorii cenowej można by spodziewać się czegoś więcej chociaż wizualnie można je uznać za atrakcyjne.

Właściwości

Przejdźmy do parametrów technicznych jakimi może się pochwalić PS 210 BTNC. Według producenta wyglądają one następująco:

  • Konstrukcja dynamiczna
  • Czułość: 108 dB
  • Częstotliwości przenoszenia: 15Hz~25kHz
  • Impedacja: 32 ohm
  • Bluetooth ver. 3.0
  • Czas odtwarzania muzyki na baterii: 12 godzin
  • Czas rozmów telefonicznych na baterii: 10 godzin
  • Czas czuwania: 500 godzin

Phiaton 2

Do modułu Bluetooth możemy podłączyć przewodowo dowolne źródło dźwięku, sam wtyk znajdujący się w nim to mini jack o średnicy 2,5 mm. W zestawie znajduje się jednak przedłużacz ze standardowego gniazda 3,5 mm, jeżeli chcecie korzystać z innego standardu to musicie zaopatrzyć się w odpowiednią przejściówkę. Moduł ten działa również jako pilot sterownia i pozwala na regulację poziomu głośności, przełączanie utworów, odbieranie i zakończenie rozmów telefonicznych. Jedynym mankamentem jest to, że przy połączeniu z telefonem za pomocą kabla pilot nie działa i nie jesteśmy w stanie za jego pomocą sterować iPhonem. Troszkę szkoda, zwłaszcza w perspektywie, że często najtańsze modele słuchawek mają taką możliwość za pomocą prostego rozwiązania umieszczonego bezpośrednio na kablu. Najwyraźniej wprowadzenie obejścia elektroniki przy połączeniu przewodowym uniemożliwiło taką możliwość projektantom.

Odsłuch

W kwestii odsłuchu przedstawię Wam go w dwóch częściach. Pierwsza będzie dotyczyła podłączenia przy pomocy technologii Bluetooth, a druga  bezpośredniego połączenia przy użyciu kabla. Jednak zanim przejdę do właściwej części, chciałbym napisać odrobinę na temat wygody ich użytkowania. Moje uszy są dość standardowe i nie mam z reguły problemów z dopasowaniem słuchawek do usznych. W tym przypadku było podobnie. Same pchełki mimo, że do najmniejszych nie należą są dość lekkie i nie odczuwa się dyskomfortu z powodu ich wagi, jednak po dłuższym obcowaniu z PS 210 BTNC zacząłem czuć ucisk z powodu plastiku, którego zrobiona jest wewnętrzna część słuchawki. Ogólnie jest to element, którego rozmiar i kształt uważam za element do dopracowania przez producenta. Poza tym szczegółem jest całkiem przyjemnie. Pilot i jednocześnie odbiornik Bluetooth nie należy do najmniejszych, jednak jest dość lekki i dwie możliwości jego noszenia (klips i smycz na szyję) powodują, że nie ma większych kłopotów z wygospodarowaniem dla niego miejsca i nie odczuwa się zupełnie jego ciężaru.

Noise Blocker

Zanim przejdę do odsłuchów chciałbym napisać wam odrobinę na temat technologii eliminacji szumów. Producent chwali się, że jest w stanie odfiltrować 95% dźwięków generowanych przez otoczenie. Nie przedłużając działa to rewelacyjnie. Z reguły mam spore wątpliwości wobec tego typu technologii, zwłaszcza w kontekście zmian w brzmieniu odsłuchiwanej muzyki. Tutaj zostałem zaskoczony doskonałym działaniem tej funkcji, która kompletnie w moim odczuciu nie wpływa na odtwarzany dźwięk. Spodobało mi się tak bardzo, że chętnie bym sobie taki system włączył idąc ulicą, kiedy nie słucham muzyki. Eliminacja tego całego szumu otoczenia powoduje że nagle staje się wokół tak spokojnie… Panowie inżynierowie z firmy Phiaton… świetna robota! Przejdźmy do odsłuchów.

Bluetooth

Nigdy nie byłem zwolennikiem wykorzystania technologii Bluetooth do bezprzewodowego słuchania muzyki. Niestety mimo najnowszych standardów, kodeków i innych technologii nie zdołałem nigdy przy jej użyciu nasycić swoich zmysłów brzmieniem takim, jakiego oczekuje w trakcie sesji z muzyką. PS 210 BTNC wykorzystują kodek Aprix, który ma zapewnić bezstratny przesył audio, jednak tutaj też moje oczekiwania nie zostały do końca spełnione. Mimo to jak na słuchawki bezprzewodowe jakość odsłuchu jest całkiem dobra i nie powoduje grymasu na mojej twarzy.

Phiaton 3

Niestety nie ominął ich podstawowy w moim odczuciu problem rozwiązań opartych o Bluetooth, a mianowicie wszystkie odsłuchiwane utwory tracą swój studyjny szlif. Brzmienie jest dość podobne i mamy wrażenie, że słuchamy muzyki z jednego albumu, za którego produkcję odpowiadał ten sam zespół inżynierów dźwięku. Abstrahując od tego zarzutu słuchawki brzmią nad wyraz dobrze, reprodukcja jest na wysokim poziomie i nie można im zbyt wiele zarzucić. W trakcie odsłuchu moją uwagę przykuło pojawianie się sybilantów w brzmieniu talerzy perkusyjnych, dotyczy to dłużej wybrzmiewających uderzeń, dało się to szczególnie zauważyć w utworze Porcupine Tree | Hatesong, gdzie rozbudowane formy perkusyjne są szczególnie ważne dla odbioru całego utworu. Same wysokie tony są wycofane i zmiękczone co powoduje, że potrafią umknąć nam smaczki zawarte w wyższych częstotliwościach dźwięku. Dominująca jest tutaj średnica, która swoją moc pokazuje w odwzorowaniu partii wokalnych. Wokalizy niezależnie od rodzaju są szczegółowe i dobrze odwzorowane, zdarza im się jednak dominować nad instrumentami. Szczególnie wyraźne było to w utworze YES | Owner of a Lonely Heart gdzie miałem wrażenie, że Jon Anderson jest wysunięty przed zespół. W przypadku tonów niskich mam dwa zastrzeżenia, słuchawki nie potrafią zamruczeć w najniższych zakresach i ewidentnie brakuje im tchu. Niestety linia basu często traci wyraz i nie pozwala wychwycić specyfiki gry na gitarze basowej. W utworze Porcupine Tree | Hatesong gra Colina Edwina straciła swój charakter prowadzenie całego utworu i stała się jedynie elementem sekcji rytmicznej. Najsłabszym elementem tej układanki jest jednak scena. Słuchawki grają dość mocno do środka, nie budują dużej przestrzeni odsłuchu, co powoduje, że muzyka może stać się odrobinę przytłaczająca i wszelkie smaczki akustyczne zawieszone w przestrzeni potrafią zginąć przykryte podstawową warstwą dźwiękową.

Podsumowując PS 210 BTNC wykorzystując technologię Bluetooth grają całkiem poprawnie, mimo wskazanych mankamentów odsłuch jest przyjemny i nie psuje zabawy z obcowania z ulubioną muzyką. Oczywiście musimy znać specyfikę brzmienia w tej technologii i w przypadku produktu firmy Phiaton dostaniemy zdecydowanie więcej, w kwestii dźwięku, niż w przypadku innych bezprzewodowych słuchawek. Doskonale da się odczuć tutaj specyfikę tego modelu o czym za chwilę.

Połączenie przewodowe

Cały swój potencjał testowany model pokazał, co nie jest szczególnym zdziwieniem, dopiero po podpięciu kabla i klasycznego odsłuchu bez użycia technologii bezprzewodowej. Ominięcie całej dodatkowej elektroniki i kodowania pokazało co rzeczywiście mają one do pokazania i jaka jest specyfika ich brzmienia. Zupełnie znika tutaj mój zarzut na temat wyprania brzmienia ze specyficznego charakteru. Utwory znów nabrały wyrazu i znakomicie słychać szlif studia nagraniowego. Warto zauważyć, że słuchawki te nie narzucają swojego brzmienia, są doskonałymi reproduktorami dźwięku bez koloryzowania poszczególnych częstotliwości. PS 210 BTNC grają spokojnie i nie natarczywie pokazując w czystej postaci „co autor miał na myśli”. Bas nie występuje tutaj w nadmiernych ilościach więc nie liczcie na większe masaże bębenków. Oczywiście pojawia się w odpowiednim dawkowaniu nadając właściwą dynamikę utworom. Zacznijmy jednak od wysokich tonów. W przypadku połączenia przewodowego wysokie tony wracają na swoje miejsce i nie są wycofane względem średnicy. Ostro zrealizowany utwór YES | Owner of a Lonely Heart brzmi świetnie i zdecydowanie nie jest przesterowany, co wbrew pozoru w przypadku tego utworu nie jest oczywistą kwestią. Ich brzmienie jest tutaj zrównoważone i szczegółowe.

Phiaton 4

Średnica trzymana jest w ryzach i nie wpływa na pozostałe częstotliwości. Zespół Stevena Wilsona, który w utworze Luminol zapełnił ten zakres instrumentarium do granic możliwości brzmi selektywnie i szczegółowo. Z łatwością możemy wsłuchać się w grę jednego z muzyków. Niskie tony mogą dla wielu potencjalnych użytkowników piętą achillesową tych słuchawek. Bas jest oszczędny i nie ma skłonności do niskich i masujących bębenki zejść. Nie oznacza to w żadnym przypadku, że jest kiepski. W swojej specyfice jest punktowy, kontrolowany i bardzo dobrze reprodukuje brzmienie instrumentów. Tak jak w przypadku połączenia Bluetooth utwór Porcupine Tree | Hatesong nie gwarantował odpowiednio szczegółowego brzmienia gitary basowej tak przy połączeniu kablem wróciła tutaj doskonała realizacja tego instrumentu i da się odczuć jego bezapelacyjne królowanie w tym utworze. Mi w zupełności wystarcza ilość najniższych tonów jakiej dostarczają PS 210 BTNC. Na co dzień słucham konstrukcji ceramicznych, więc często dynamiczne wersje są dla mnie „przebasowione”. Tutaj proporcja jest świetna. Jedynym elementem tej układanki, która w moim odczuciu jest słabsza to scena. Słuchawki grają do środka i nie generują zbyt rozbudowanej przestrzeni dla instrumentów, momentami możemy mieć wrażenie, że instrumenty nas atakują, kiedy powinny być zawieszone gdzieś dookoła naszej głowy. Ostatecznie jakiś mankament musi się znaleźć w każdym testowanym modelu.

Podsumowanie

Podsumowując Phiaton PS 210 BTNC to doskonałe słuchawki, które sprawdzą się w każdej sytuacji. Ich cena nie należy do najniższych, jednak w mojej opinii są one warte tej kwoty. Doskonała technologia wyciszania szumów, bardzo dobre brzmienie w trakcie połączenia bluetooth a wręcz świetne w trakcie odsłuchów po podłączeniu ich kabelkiem to bezapelacyjne atuty tego produktu. Jakość wykonania sprzętu również nie budzi większych zastrzeżeń. Phiaton po raz kolejny udowodnił mi, że do każdego z ich produktów można podchodzić ze sporą dozą zaufania. Liczę, że w kolejnych swoich produktach nie dadzą plamy i utrzymają naprawdę wysoki, aktualny poziom. Zdecydowanie polecam!

Duplikowanie kart w Safari

Być może mieliście kiedyś potrzebę zduplikowania aktualnie przeglądanej karty w przeglądarce Safari. Funkcja ta nie jest domyślnie dostępna. W tym celu musimy wspierać się rozszerzeniem, które jest dostępne w repozytorium Apple. W tym celu musicie wejść pod TEN adres, lub kliknąć w górnej belce menu Safari>Rozszerzenia Safari. Teraz pozostaje Wam odnalezienie wtyczki o nazwie Duplicate Tab Button  i kliknięcie przycisku Install Now. Po chwili wśród przycisków w okolicy paska adresu pojawi się wam ikona, której kliknięcie spowoduje duplikację aktualnie przeglądanej karty przeglądarki.

duplicate

 

Ja osobiście rzadko mam potrzebę duplikowania kart w Safari, jednak rozumiem taką potrzebę u innych użytkowników. Mam nadzieję, że się przyda!

iTunes – łączenie płyt w albumy

Jeżeli spotkaliście się kiedyś z albumami, które składają się z więcej niż jednej płyty CD, to mogliście natknąć się na problem w trakcie ich importu do biblioteki iTunes. Polega on na tym, że każdy z importowanych krążków pojawia się jako osobna pozycja w naszych zbiorach. Ja kolejny raz miałem ten kłopot w trakcie uzupełniania mojej cyfrowej kolekcji audio. Problem w tym, że zmiana informacji na bliźniacze, nie zawsze jest w stanie połączyć dwie pozycje iTunes w jeden album. Co zatem należy zrobić? Musicie uzupełnić dodatkową wartość w części opisowej tak jak na poniższym zrzucie ekranu.

iTunesInfo

Oczywiście reszta danych musi być spójna dla obu elementów, które zamierzacie scalić. Priorytetowe jest oznaczenie, że płyta jest jedną z wielu. Dla mnie osobiście nie było to oczywiste dlaczego iTunes nie identyfikuje tak samo dwóch elementów należących do jednej pozycji, które mają prawidłowe oznaczenia. Widać jednak, że właśnie element Wykonawca albumu jest w stanie odpowiednio zakomunikować to mechanizmom porządkowania biblioteki.

Urządzenia wspomagające w OS X Mavericks

W najnowszej odsłonie OS X Mavericks zmianie uległo umiejscowienie ustawień dotyczących urządzeń wspomagających. W poprzednich wersjach systemu opcje tą mogliśmy znaleźć w kategorii Dostępność.

urz_wspom_ml

Wraz z premierą nowego systemu funkcja została przeniesiona do kategorii Ochrona i prywatność, a dokładniej do zakładki Prywatność. W miejscu tym otrzymaliśmy okno z programami, które mogą sterować naszym komputerem i tutaj wybieramy dla którego z nich mamy ochotę udostępnić możliwość pełnienia roli urządzenia wspomagającego.

urz_wspom_maver

Zmiana zdecydowanie na plus, jednak trochę mi zajęło odnalezienie tej funkcji . Mam nadzieję, że zaoszczędziłem Wam odrobinę czasu.

Diablo 3 w wersji na konsole

Stało się, jedna z najważniejszych serii w historii gier komputerowych trafiła na konsole. Co prawda dopiero za sprawą trzeciej odsłony i ponad rok po premierze wersji komputerowej, ale jest! Kiedy Blizzard zapowiedział przeniesienie tego tytułu na platformy PlayStation 3 i Xbox 360 byłem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, wszystko w porządku ale co ze sterowaniem, po wielu latach namiętnego męczenia gryzonia i klawiatury w trakcie bezsennych nocy poświęconych zabijaniu piekielnych pomiotów nie mogłem sobie wyobrazić tego szlachetnego zajęcia przy użyciu pada. Uprzedzam, że nie jest to recenzja. Spędziłem na grze zaledwie dwie godziny i są to jedynie pierwsze spostrzeżenia. Czy zostałem pozytywnie zaskoczony? Zapraszam do lektury.

Diablo na ekranie telewizora to całkiem fajny widok, a rozgrywka z pozycji wygodnego fotela lub sofy to czysta przyjemność – nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Zacznijmy jednak od początku. Grafika prezentuje się całkiem przyzwoicie, niestety widać tutaj różnicę w stosunku do wersji komputerowej, czasu nie da się oszukać a konsole mają swoje lata. Co prawda zdarzają się tytuły, które cały czas zachwycają jednak tutaj na to nie liczcie, jest w porządku i nic poza tym. Całość ratuje oczywiście odległość z jakiej oglądamy rozgrywkę na ekranie swojego telewizora, która to powoduje że część szczegółów wizualnych najzwyczajniej nam umyka. Warstwa dźwiękowa to czysta rewelacja zwłaszcza w przypadku, kiedy macie w swoich pokojach porządne zestawy kina domowego. Dźwięk serwowany w formacie DTS pozwoli Wam, a przy wyższym poziomie głośności również sąsiadom, przenieść się w piekielne czeluście w pełnym tego słowa znaczeniu.

Rozgrywka zaskoczyła mnie nad wyraz pozytywnie, samo sterowanie zostało rozwiązane perfekcyjnie. Przemyślane umiejscowienie wszystkich rodzajów ataków i umiejętności na padzie pozwala na szybkie opanowanie kontrolera i komfortową rozgrywkę. Ważną rolę odgrywa tutaj również sama mechanika gry, która odblokowuje nowe umiejętności w miarę zdobywania poziomów przez co przyzwyczajamy się do użycia każdego z przycisków po kolei, zaczynając od operowania zaledwie dwoma z nich. Wśród nowości w stosunku do wersji komputerowej pojawiają się uniki, które są świetnym dodatkiem pomagającym przetrwać zwłaszcza w trakcie walki z bossami w świecie Sanktuarium. Zastanawiałem się jak rozwiązana zostanie kwestia ekwipunku i tutaj również spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Został on podzielony na kategorie w zależności od rodzaju przedmiotu, co szczególnie pomaga w operowaniu uzbrojeniem. Dodatkowo zaraz po zebraniu przedmiotu mamy możliwość szybkiego podglądu jego wpływu na atrybuty naszej postaci i ekspresowego ubrania go zamiast aktualnie noszonego. Ciężko to sensownie opisać, jednak wierzcie mi na słowo, rozwiązanie działa znakomicie. Jeżeli zaś chodzi o samo wypadanie przedmiotów to ich ilość została drastycznie zmniejszona i co za tym idzie podniesiono ich jakość. Operowanie ekwipunkiem to jeden z elementów, które wpłynęły na samą dynamikę rozgrywki. Diablo 3 na konsole jest grą szybką, wyeliminowano tutaj momenty przestoju typu zbieranie mikstur, identyfikacja przedmiotów, przewracanie zwłok i tym podobne. Bez głębszego zastanowienia wiemy na czym mamy się skupić. Masowa eksterminacja piekielnych stworów to nasze główne zadanie a wszystko pozostałe co z tym związane zostało maksymalnie uproszczone i dopasowane do specyfiki konsolowej rozgrywki.

Co tu dużo pisać. Diablo 3 w wersji na konsole jest znakomite. Nie wierzyłem, że to się uda i myliłem się. Ostatecznie zajmowała się tym, w mojej opinii genialna w branży komputerowej rozrywki, firma Blizzard. Kolejny raz chylę przed nimi czoła i obiecuję lojalnie więcej nie wątpić. Osobiście nie kupię wersji na konsolę ponieważ mam od dnia premiery grę zainstalowaną na Macu, a sama konsolowa rozrywka ze względu na brak czasu zeszła w moim przypadku na drugi plan. Wam oczywiście polecam i gwarantuję tony świetnej rozrywki zwłaszcza wspólnie ze znajomymi przy odpowiedniej ilości piwa.

Metallica Pinball

Pinball, zdecydowanie jedna z najlepszych form rozrywki jakie znam. Uwielbiam klasyczne stoły, które masakrują ilością efektów dźwiękowych, zmian możliwych torów kulki oraz animacji na wyświetlaczu punktów. Zastanawialiście się kiedyś ile mechanizmów jest potrzebnych do tego aby wszystko to działało szybko i sprawnie? Dodajmy do tego jeszcze całą oprawę audio-wizualną i już zaczyna to być potężne przedsięwzięcie. Część moich domniemań rozwiał znaleziony ostatnio film prezentujący tworzenie stołu do pinballa sygnowanego przez zespół Metallica. Za wykonanie odpowiada amerykańska firma Stern. Jak dla mnie to dwie pieczenie na jednym ogniu. Sporo smaczków z procesu projektowania i do tego przeniesienie wielu lat historii ukochanego zespołu w detale wykończeniowe. Zachęcam do obejrzenia.

Gdybyście chcieli się skusić na taką zabawkę, to za najtańszą wersje trzeba wyłożyć 6600$. Ja już odkładam…

Szybki dostęp do komend Terminala OS X

Jakiś czas temu pisałem na łamach applesauce na temat wygodnego połączenia SHH przy pomocy aplikacji Shuttle. To świetne narzędzia na stałe wpisało się w zbiór moich codziennie używanych aplikacji. Skąd jednak taka skromność twórców, którzy reklamują swoje dzieło tylko jako pomocnika dla połączeń SSH? Nie wiem, ostatecznie ja postanowiłem wykorzystać je w szerszym aspekcie i użyć go jako szybkiego centrum wywoływania najczęściej używanych przeze mnie komend systemowego Terminala.

Jak już wspominałem w poprzednim tekście konfiguracja Shuttle odbywa się przy pomocy tekstowego pliku zawierającego strukturę menu dostępowego aplikacji. Tutaj określamy polecenia znajdujące się bezpośrednio w menu kontekstowym, oraz te które chcemy umieścić w odpowiednich kategoriach. Ja przyjąłem, że jako pojedynczą pozycję skonfiguruje wyświetlanie czasu pracy mojego komputera, a w kategoriach umieszczę komendy: ping, ssh, telnet oraz ifconfig.

W tym celu otwieramy plik konfiguracyjny Shuttle z menu kontekstowego za pomocą opcji Configure i edytujemy go zgodnie ze swoimi potrzebami. Poniżej możecie spojrzeć jak wygląda to w moim przypadku, który przygotowałem na potrzeby niniejszego tekstu. Użyjcie go jako wzorca do własnych modyfikacji.

conf_shuttle

W ten prosty sposób uzbroiliśmy menu kontekstowe aplikacji w Shuttle w najczęściej wykorzystywane przez nas komendy. Od tego momentu ich wywołanie sprowadza się do kliknięcia odpowiedniej pozycji. Proste, szybkie, sprawne a co najważniejsze uporządkowane.

shuttle menu

Osobiście jestem zachwycony usprawnieniem jakie wniosła do mojego stylu pracy ta niepozorna aplikacja. Zapewne lista komend będzie się rozrastała w miarę wyłapywania poleceń, których używam nagminnie. Można pomyśleć, że przygotowanie odpowiednich skrótów klawiaturowych jest lepszym pomysłem niż przygotowywanie menu kontekstowego, jednak liczba komend jakich możemy na co dzień używać korzystając z systemowego Terminala, potrafi rozrosnąć się do takiej ilości, że ciężko byłoby zapamiętać wszystkie skróty a co dopiero znaleźć odpowiednią liczbę kombinacji klawiszy. Dodatkowo, niektóre z nich wykorzystujemy rzadko, co często prowadzi do zapomnienia jakiegoś elementu składni polecenia. Po umieszczeniu go w Shuttle już nam to nie grozi a zmiana parametrów komendy staje się banalna.

ipconfig w OS X, czyli ifconfig z małym dodatkiem

Zdarza się, że chcemy sprawdzić ustawienia naszego interfejsu sieciowego za pomocą terminala systemowego. W systemach Windows można tego dokonać za pomocą polecenia ipconfig, na komputerach Mac służy do tego inna komenda, a mianowicie ifconfig. Niestety wynik jej wykonania nie będzie zawierał informacji o adresach serwerów DNS z jakich korzystamy oraz nazwy domeny w jakiej się znajdujemy. Nie martwcie się, jest na to sposób. Samo polecenie ifconfig to potężne narzędzie pozwalające nam na dowolną konfigurację naszych interfejsów sieciowych, jednak my skupimy się na jego informacyjnej roli.

Standardowa składnia polecenia to po prostu:

ifconfig

Spowoduje to wyświetlenie wszystkich interfejsów jakie działają w naszym komputerze. Najczęściej większość informacji nas nie interesuje i chcemy zweryfikować tylko jeden z nich. W OS X tym domyślnym z reguły jest interfejs o nazwie en0. Z tego względu nasza komenda będzie wyglądała następująco:

ifconfig en0

W ten sposób otrzymujemy tylko i wyłącznie informację o wskazanym interfejsie sieciowym, jednak myślę że Wam również do szczęścia brakuje jeszcze jednej bardzo ważnej informacji. Mianowicie z jakich serwerów DNS korzysta aktualnie mój komputer oraz w jakiej jest domenie. W celu ich wyświetlenia potrzebna nam będzie jeszcze jedna komenda, która ma następującą postać:

cat /etc/resolv.conf | grep 'nameserver\|domain’

Teraz pozostaje nam połączyć te dwie komendy aby w wyniku ich wykonania otrzymać pełen interesujący nas wynik. Aby wywołać dwa polecenia w ciągu jednej komendy należy użyć parametru łączącego, który ma postać &&. W takim układzie nasze pełne dwu składnikowe polecenie będzie miało następującą postać:

ifconfig en0 && cat /etc/resolv.conf | grep 'nameserver\|domain’

W ten sposób otrzymujemy pełną informację na temat wskazanego interfejsu sieciowe. Wiem, że jest to sporo tekstu do wpisania, jednak część z Was kopiuje już przygotowane, sprecyzowane składnie. Wkrótce na łamach applesauce pojawi się opis jeszcze wygodniejszego narzędzia do wykorzystania swoich ulubionych komend terminala.

Telnet w OS X

Telnet, jedna z najstarszych usług zdalnego dostępu i zarządzania z jakich korzystam na co dzień. Okazuje się jednak, że mimo upływu lat częstotliwość jej przydatności w moim przypadku nie spada. Postanowiłem przypomnieć Wam użycie polecenia telnet w OS X. Co prawda w archiwach applesauce znajdzie się kilka tekstów z praktycznym jej użyciem, jednak wiedzę trzeba odświeżać prawda?

Podstawowa składnia polecenia ma następującą treść:

telnet adres_hosta

Oczywiście tak jak w przypadku reszty poleceń mamy do dyspozycji masę parametrów, które pozwolą nam na sprecyzowanie naszego połączenia. Standardowo wybrałem dla Was te, których sam najczęściej używam:

-4 – użycie tego parametru wymusza użycia adresacji IPv4

-6 – użycie tego parametru wymusza użycia adresacji IPv6

-l – użycie tego parametru pozwala na zdefiniowanie nazwy użytkownika z jaką łączymy się poprzez sesję telnet, domyślnie bez użycia tego parametru jako poświadczenie zostanie wykorzystana nasza lokalna nazwa użytkownika

-definicja portu – niestandardowy numer portu określa się wpisując jego wartość na końcu polecenia, bez dodatkowych oznaczeń

Dla jasności przykład praktyczny. Przyjmijmy, że chcemy się połączyć z urządzeniem, którego adres IP ma wartość 192.168.123.101, za pomocą nazwy logowania USERID , przy użyciu niestandardowego portu 666. W takim przypadku komenda będzie miała następującą formę:

telnet -l USERID 192.168.123.101 666

Myślę, od tego momentu posiadacie wiedzę niezbędną do nawiązania 95% połączeń telnet. Ciekaw jest jak wielu z Was w dalszym ciągu ma do czynienia z tą usługą.