Repeta cz. 3
Poniższy artykuł ukazała się na blogu iPodzik.info w sierpniu 2010.
iKłopot 4 – tanio…
Ten wpis będzie (niestety) poświęcony naszym rodzimym rekinom finansjery, gazelom biznesu i łosiom-superktosiom zbijającym fortunę w popularnym serwisie aukcyjnym Allegro. Powstał ku przestrodze, sam na szczęście opanowałem zakupowe emocje, dzięki czemu nie poniosłem strat.
Człowiek to taka bestyjka, że ma zachcianki. Ja też. Zachciałem sobie zakupić iPhone 4, a jakże! Przygotowałem się do tego przedsięwzięcia duchowo oraz finansowo – co zaowocowało pożegnaniem się ze sporą częścią mojego gadżetowego inwentarza. „Coś za coś” jak mawia porzekadło. Moje zagraniczne kontakty okazały się zbyt słabe, więc zdany na pośredników zacząłem buszować po Allegro. Wow! Jest w czym przebierać, ucieszyłem się. Ceny… niestety dość zaporowe, ale myślę sobie – to tylko kasa, pieniądz musi być w ruchu. Określiłem więc kryteria wg, których zawęziłem zakres poszukiwań: iPhone 4, 32 GB pojemności, nowy, brak blokady na sieć operatora. No, teraz mniej do przeglądania… Ale, ale! Niby nie ma SIMlocka a jednak jest! Nasi rodowici kombinatorzy nie w ciemię bici, po co kupować za ciężką mamonę (599 funtów) słuchawkę fabrycznie bez blokady, skoro można kupić sporo taniej, ba! nawet dostać za darmo! z umową „na słupa”. Strona jailbreakme.com wciąż działa, a większość aparatów w sklepach ma iOS w wersji 4.0, w którym zdjęcie blokady za pomocą UltraSn0w to bułka z masłem, a nawet jeszcze prościej… Tylko dlaczego cena za te aparaty jest równa lub nierzadko wyższa od ceny urządzenia fabrycznie pozbawionego SIMlocka? Co więcej ci „uczciwi” sprzedawcy kłamią w żywe oczy pisząc że urządzenie jest oryginalnie zafoliowane. Znaczy się współpracują ze znanym skądinąd Davidem Copperfieldem, nie inaczej…
Na szczęście (normalnie tacy sprzedawcy powinni dostawać za swoje aukcje pozytywa obligatoryjnie) większość oferentów łaskawie informuje o tym, że „po aktualizacji systemu SIMlock może powrócić”. Ha! Zatem będziemy się bawić w kotka i myszkę? Czekać aż narzędzia do łamania iOS i ściągania blokady się pojawią? Ewentualnie pozostać z aparatem ograniczonym funkcjonalnością do iPoda?
OK, odsiałem aukcje gdzie sprzedawca ma przynajmniej cojones by przyznać się, że blokada jest. Tym bardziej, że w wielu z nich (aukcjach, nie sprzedawcach) była wolna amerykanka, jeśli chodzi o gwarancję: tu 12 miesięcy (i więcej nie będzie bo Apple tyle zapewnia, a nikt nie będzie się martwić i dopłacać do interesu po tym okresie), tam 3 miesiące a gdzie indziej… 24!
Allegro to naprawdę kraina mlekiem i miodem płynąca, trzeba uważać tylko by nie umoczyć, niekoniecznie siebie, ale kasę jak najbardziej.
Aukcji z telefonami fabrycznie bez blokady było już mniej, z jednej strony lepiej bo łatwiej wybrać z drugiej strony gorzej… bo drożej. Zdecydowałem się na aparacik z południa Polski, cena wyjątkowo atrakcyjna, z wysyłką 2 zł ponad 3 tysiące! Mniam, aż się podnieciłem. 5 szt. dostępne, czekam… pierwsza poszła. Myślę sobie, gość sam z innego konta, albo jego znajomy probują rozruszać aukcję, czekam dalej. Zajrzałem za jakiś czas – już tylko 2 aparaty zostały, no to chyba pewniak! Kliknąłem „Kup teraz!”, uff… szampana otwierać nie będę bo nie przepadam, a whyskey „wyszła”… Zdążyłem! Czytelnicy cieszą się razem z autorem, prawda?
Na koncie nie miałem wystarczających środków, więc zadecydowałem wyprawę do banku następnego dnia, w celu zasilenia swojego konta. Noc była długa i nieprzespana… Zacząłem mieć wątpliwości. Nie chodziło o to, że sprzedawca wyśle mi cegłę, ale że telefon będzie miał blokadę, ściągniętą programowo! W opisie aukcji można napisać przecież że to pierwszy egzemplarz, osobiście zapakowany przez Stefana, i zdalnie się tego zweryfikować nie da. Jak zatem się upewnić mam że nie kupuję aparatu z SIMlockiem? Skontaktowałem się z przyjacielem z konkurencyjnego bloga, podyskutowaliśmy. Po numerze seryjnym? Nie da się. Po numerze IMEI? Też się nie da… Więc po czym? Tylko po dowodzie zakupu. A dokładniej po cenie zawartej na tym dokumencie! Jeśli będzie niższa niż c.a. 350 funtów znaczyłoby to że został zakupiony z umową i ma blokadę. Poprosiłem więc grzecznie sprzedawcę by mi przesłał skan/zdjęcie dowodu zakupu (który notabene miał być dołączony fizycznie do zakupionego egzemplarza). Widoczne jest ono poniżej.
No pięknie, mam numer seryjny urządzenia, numer IMEI, wiem gdzie został zakupiony (o ile papier zawiera dane egzemplarza, który trafi do mnie), ale… gdzie cena? Wysłałem kolejnego maila z prośbą o resztę skanu – otrzymałem to, co widać.
Fajnie, ale jakoś obie części pasować do siebie nie chcą. Coś mi tu śmierdzi, myślę sobie. Uprzedzam od razu, że dbam o higienę i wonności te nie pochodziły ode mnie, ani z okolicy, gdyż zapobiegawczo okna przymknąłem (burza się rozszalała).
Wpadłem na chytry i zuchwały pomysł i napisałem do sprzedawcy, że wybieram się (służbowo! na statek!) w następnym tygodniu w jego okolice więc z przyjemnością odbiorę iPhona osobiście i w ten sam uroczysty sposób przekażę mu swoje z trudem uciułane pieniążki.
Odpowiedź:
„Witam,
Niestety nie jest to możliwe, ponieważ telefony przesyła mój znajomy prosto z UK.”
O!? A to ciekawostka! Mam więc chyba do czynienia z akcją charytatywną, ani chybi sama Ochojska za tym stoi… Telefon za prawie 600 funciaków razem z przesyłką kurierską kosztuje tylko 3002 zł! Ktoś musi na tym stracić. Na pewno nie ja!
Następny mail przyszedł kilka godzin później:
„Witam,
Kiedy mogę spodziewać się przelewu, bo nie mogę tak długo czekać.”
Cóż, postanowiłem zaczekać. Time is money, right? Długo nie musiałem, po godzinie przyszła kolejna wiadomość:
„Witam ponownie,
Proszę jednak nie przelewać pieniążków, ponieważ sprawa się trochę skomplikowała. Odnoszę wrażenie, że te iPhony to jednak niepewna sprawa, ponieważ znajomy zaczął teraz mocno kręcić dlatego wycofałem się z tego biznesu. Sam Pan rozumie, to za duże pieniądze żebym ryzykował ewentualne późniejsze problemy i dobrą opinię jako sprzedającego. Z góry przepraszam za kłopot, mam nadzieję, że zrozumie Pan sytuacje i obędzie się bez negatywa z Pana strony – nie chcę, żeby ucierpiała na tej farsie wiarygodność mojego konta.”
Nie da się ukryć, że odetchnąłem… i pogratulowałem sobie opieszałości i przezorności. Tak sobie myślę, że za tę wyżej okazaną przez sprzedawcę uczciwość nie wystawić mu pozytywa? (to żart, gdyby ktoś pytał). Zastanawiam się, czy pozostała czwórka kupujących miała tyle szczęścia (albo i rozsądku) co ja…
Drodzy czytelnicy, jeśli wytrwaliście to tego momentu, to gratuluję. Proszę Was również, o to byście zachowali ostrożność i podejrzliwość przy zakupach (nie tylko iPhone’a). Co tanie, to drogie, niestety. Zauważcie, że aparat kupiony z abonamentem, którego później nikt płacić nie będzie, prędzej czy później dostanie „bana”, inaczej mówiąc zostanie po numerze IMEI zdalnie zablokowany, podobnie jak ma to miejsce w przypadku kradzieży telefonu i zgłoszenia tego faktu u operatora. Póki co, może się wydawać, że korzystając za granicą jesteśmy bezpieczni, ale czy na pewno? Na jak długo…? Co w takiej sytuacji z gwarancją?
To sytuacja skrajna, a co z telefonami „fabrycznie” bez SIMlocka? Możemy żądać zwrotu zapłaconej kwoty i oddać towar? Oczywiście, ale… nawet płacąc za towar korzystając z opcji „płacę z Allegro” co zapewnia ochronę kupującego, nie mamy gwarancji, że odzyskamy pieniądze. Dlaczego? Dlatego, że kupujący rekompensatę może uzyskać wtedy gdy: „otrzymał towar, który znacznie różni się od opisanego w ofercie.”. W ofercie było napisane, że telefon nie miał SIMlocka? Było. Miał? Nie miał, był zdjęty programowo. Teraz ma blokadę? Ma. Sorry, nie trzeba było bezmyślnie aktualizować!
Ja podaruję sobie podobne okazje. Lekcję przyswoiłem. Czekam na oficjalną ofertę iPhone 4 u mojego operatora (abonament i tak płacić muszę, jeśli chcę dzwonić, surfować i wysyłać maile).
Aktualizacja.
Zdaję sobie sprawę, że obecnie podaż smartfonów firmy Apple w najnowszej wersji nie stanowi już takiego problemu, jednak powyższe doświadczenia można odnieść w znacznym zakresie do zakupów dowolnych towarów na aukcjach. Życzę wszystkim samych uczciwych transakcji!
iPhone 4 (wersja 32GB) zakupiłem kilka dni po polskiej premierze (31.08.2010) w salonie Orange w Bydgoszczy. Ot tak, wszedłem do salonu i po mniej więcej 2 godzinach wyszedłem z aparatem i – ba! – kartą microSIM :) Słuchawka kosztowała mnie poniżej 2400 zł przy abonamencie na kwotę 59 zł (umowa na 24 miesiące). Oczywiście wcześniej sobie przekalkulowałem w programie Numbers (a jakże! :D) różne opcje wysokości abonamentu, długości umowy oraz ceny samego aparatu.
Warto było „wstrzymać konie” i pozwolić by rozsądek zatriumfował nad emocjami. Pozdrawiam! :)


