Piorun strzelił Apple – kolejny błysk geniuszu?

Light Peak zagościł w najnowszych MacBook’ach zgodnie z przewidywaniami, które pojawiły się po opublikowaniu przez Apple patentów zawierających wykorzystanie tej technologii. Thunderbolt – taką wdzięczną nazwę przybrało to nowe rozwiązanie. Postaram się je odrobinę przybliżyć korzystając z faktu, że czas kiedy można je było podziwiać wyłącznie na papierze lub filmikach w portalu YouTube mamy już za sobą ;)
Sam temat technologii Light Peak był poruszony jakiś czas temu na łamach applesauce. Wszyscy zainteresowani więdzą już czego się spodziewać w najnowszych sprzętach od Apple. Jednak co tak naprawdę oferuje nam nowy standard? Niczego innego jak złącze które umożliwi nam za pomocą jednego gniazda przesył danych, obrazu, dzwięku jak i zasilania. Dla mnie osobiście największą zaletą tego rozwiązania jest możliwość podłączenia do sześciu urządzeń do jednego portu. Będzie to możliwe dzięki połączeniom łancuchowym, kiedy to każdy kolejny sprzęt będzie można wpiąć do poprzedniego (już podłączonego do portu Thunderbolt) urządzenia. Logiczne jest, że dla takiego zastosowania będziemy musieli zapopatrzyć się w produkty posiadające dwa porty nowej generacji. Dodatkowym atutem jest brak wpływu poszczególnych urządzeń na prędkość działania nowej technologii, w praktyce oznacza to że nie występuje tutaj problem jaki pojawiał się dla przykładu po wpięciu do hub’a USB 2.0 urządzenia USB 1.0, kiedy to cała szyna zwalniała do prędkości najwolniejszego podłaczonego sprzętu. Ok, szybki wstęp dla niecierpliwych mamy za sobą można przejsć do bardziej technicznego bełkotu ;)
Light Peak umożliwia w swoim założeniu wykorzystanie połączeń zarówno elektrycznych jak i optycznych. W obecnej formie pod właściwą już marketingową nazwą Thunderbolt oferuje nam drugą opcję, która zdecydowanie bardziej pasuje dla urządzeń przenośnych. Daje ona większy komfort korzystania z nowej technologii, również ze względu na mniejszą wrażliwość na uszkodzenia. Jednak na korzyść wersji korzystającej ze starej dobrej elektryczności przemawia jeszcze jeden aspekt, a mianowicie możliwość zasilania urządzeń. Otrzymujemy tutaj źródło, które zapewnia nam 10 Watt dla wykorzystanych prądożerców.
Sama szybkość złącza, jak sama nazwa delikatnie nam sugeruje, spowoduje że transfer danych stanie się jedynie błyskiem w toku naszej pracy ;) To już wystarcza za główną zachęte bo po co nam nowe złącza jeżeli nie właśnie dla większych prędkości przesyłu. Teoretycznie dostajemy możliwość transferu danych z prędkością osiągającą do 10 Gigabitów na sekundę (Gbps). Mało tego otrzymujemy w tym przypadku dwa kanały, co powoduje, że prędkość gwarantowana jest w obydwu kierunkach przesyłu informacji nawet przy jednoczesnym pełnym obciążeniu. Teoria z reguły jest piękna, jednak co z praktyką? W praktyce jesteśmy w stanie „wyciągnąć” około 8 Gbps transferu, co zostawia daleko w tyle standardy FireWire 800 oraz USB 3.0. Mało tego nasz grom z jasnego nieba zawstydza również niczym Turbodynoman złącza eSata często spotykane w PC’tach ;) Pozostaje jednak pozostać realistami. Aktualnie mało które dostępne na rynku urządzenie pozwoli nam osiągnąć tak zawrotne prędkości. Dla przykładu dysk SATA uraczy nas maksymalnym transferem 3Gbps a cud techniki pod nazwą SATA 3.0 pozwoli nam rozpędzić się do 6Gbps. Pomijając aktualne ograniczenia rodzi się pytanie w jaki sposób udało się osiągnąć takie parametry mądrym Panom z Apple oraz Intel? PCI Express, ta kojarząca się wiekszości z kartami graficznymi architektura jest tutaj sprawcą zamieszania. Za pomoca tej właśnie technologii odbywa się w głównej mierze przesył danych pomiedzy komponentami naszego sprzetu takimi jak na przykład dysk twardy, karta graficzna, procesor itp.. Ten bezpośredni dostęp do wnętrzności naszych Maczków pozwala na osiągniecie tak miłych w użytkowaniu prędkości transferu i daje możliwość przesyłu tak różnorodnych form sygnału.
Niestety możliwości korzystania z nowego standardu na tą chwilę są niezwykle ograniczone. Wynika to ze względu na dość prozaiczny powód jakim jest brak kompatybilnych urządzeń w powszechnym obrocie, które pozwolą cieszyć się tą nowością. Obecnie zapowiedziane zostały macierz dyskowa firmy Promise oraz dyski przenośne firmy LaCie, produkty mają być dostępne wiosną. Ja osobiście nie widzę powodów dla których Thunderbolt miałby okazać się fiaskiem. Technologia sprawia wrażenie obiecującej i niezwykle praktycznej. Początki jak zawsze będą trudne, jednak mam nieodparte wrażenie że Apple znów zaprezentowało nam rozwiązanie, które mocno zmieni postrzeganie portów dostępnych w naszych komputerach. Mnie osobiście najbardziej zastanawia, kiedy w nowy standard złącza zostaną uzbrojone iPad oraz iPhone. W tym momencie rodzi się kolejne pytanie. Jak w takim przypadku Apple rozwiąże kwestie kompatybilności z komputerami PC? Czekam z niecierpliwością na odpowiedź.

Dzięki Apple napęd dyskietek poszedł do lamusa, złącze USB stało się popularne a bezprzewodowa technologia (WiFi) powszechna. Myślę, że i tym razem się uda, mimo, że takie rozwiązania jak np. ADC czy FireWire nie osiągnęły aż takiej popularności.
Co do TB w urządzeniach mobilnych to byłbym dość sceptyczny, wszak ta technologia bazuje na PCI Express, tego, póki co w iPhone czy iPadzie nie ma…
Miałem na myśli bardziej spopularyzowanie portu nawet nie wykorzystując w pełni jego możliwości. iPad i iPhone dały by użytkownikom świadomość że jednak jest to użyteczna nowość dla ich urządzeń.
Hmm, teoretycznie wystarczy odpowiedni kabel/adapter. Nie wiem dokładnie ile i jakie sygnały są przesyłane przez to 30-pinowe złącze docka, ale w końcu do komputera urządzenia te są podłączane w celu synchronizacji poprzez USB, więc nie powinno być problemu :) IMHO za jakiś czas wszystkie komputery i urządzenia Apple będą wyposażone w 2-3 porty TB i kilka kabelków ;) Przecież nawet Gigabit Ethernet winien śmigać po Thunderbolcie :)