MacBook Air 2013(4) BTO – wrażenia
Niestety ten mini test nie dotyczy mojego nowego nabytku… Szczęśliwym posiadaczem ślicznego nowego MBA jest kolejna „ofiara” mojej MacEwangelizacji, członek rodziny – Sławek. W sumie to sam nie wiem jak udało mi się w wieloletnim, zatwardziałym pecetowcu wykształcić nowego macusera ;) Wiem, że ten switch będzie wymagać ode mnie sporego zaangażowania, ale warto i wierzę, że Sławek też tak to oceni. Bez zbędnego przedłużania wystukam na klawiaturze już prawie 6-letniego iMaca, kilka słów wrażeń na gorąco.
Komputer został zamówiony 28 lutego i dotarł w dniu dzisiejszym (prezent w sam raz na… dzień chłopaka), mimo że Apple rozsądnie i z zapasem podawało termin dostawy na 12 marca. Jako, że MacBook Air to konstrukcja bardzo zamknięta, namówiłem Sławka do wyboru wersji z rozszerzoną do maksimum pamięcią RAM – 8 GB, oraz większym niż standardowy dyskiem twardym Flash – 256 GB. Wybór matrycy (13″) zdawał się oczywisty. Niestety, i tak już dość mocno nadwyrężony budżet nie pozwolił na zmianę procesora, ale standardowy dwurdzeniowy Intel Core i5 1,3 GHz z Turbo Boost do 2,6 GHz i tak robi świetną robotę, o czym niżej.
Po skonfigurowaniu konta użytkownika, oraz wszelakich usług (zajęło to trochę…) postanowiłem przeprowadzić pierwsze testy. O dziwo komputer przyjechał z OS X 10.9! Jako, że aktualizacje miały zająć trochę czasu, testy wykonałem na tej właśnie wersji systemu. Na pierwszy ogień poszło badanie dysku aplikacją znaną chyba większości z Was, czyli BlackMagic Disk Speed Test, oto wynik:
I co, robi wrażenie? Mało powiedziane! Moje iMadło może poszczycić się transferami na poziomie 60-70 MB/s… Co więcej, aby unaocznić przewagę zastosowanej pamięci masowej powieliłem na obu komputerach ten sam plik (film .avi o wielkości 1,47 GB). Czas duplikowania pliku wyglądał następująco:
- MacBook Air – 5 s
- iMac C2D – 56 s
Nic tylko siąść i zapłakać (nad dyskiem w iMadle).
Kolejnym krokiem było sprawdzenie wydajności obliczeniowej nowego notebooka. Oczywiście w tym celu użyłem programu Geekbench 3, którego jakiś czas temu zakupiłem w promocji, dzięki czemu mogę wykonywać również testy architektury 64-bitowej. Uzyskany wynik prezentuje poniższy screenshot:
Dla zainteresowanych, wyniki iMaca to 1616 dla jednego rdzenia oraz 2944 dla wszystkich rdzeni procesora…
Może i różnica nie jest taka jak w przypadku Maca Pro ale biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia ze sprzętem ultramobilnym, osiągi – nie tylko mierzalne ale przede wszystkim odczuwalne – są zdecydowanie zadowalające.
Nie wypowiem się w temacie baterii, ponieważ komputer nie był w pełni naładowany, jednak po około 3 godzinach intensywnej zabawy bateria wskazywała 80% i ponad 9 godzin gotowości, więc myślę że zadeklarowane przez producenta 12 h można osiągnąć spokojnie i bez kompromisów.
Bohater dzisiejszej mini recenzji to pierwszy komputer pod moim dachem, posiadający układ graficzny wspierający mirroring. Oczywiście sprawdziłem jak wygląda współpraca z Apple TV (3 gen). Muszę przyznać, że efekt jest bardzo dobry, spokojnie można wykorzystać ekran telewizora jako dodatkowy monitor. Owszem, są drobne opóźnienia, widoczne zwłaszcza gdy odtwarzamy film (tu zdecydowanie lepiej się sprawdza tandem: AirVideo + iPhone/iPad – za pomocą którego praktycznie co dzień odtwarzam na Apple TV filmy), ale być może wynika to z ograniczeń mojej sieci, która póki co bazuje na standardzie 802.11n (co prawda 5 GHz), a nie 802.11ac.
Sądzę, że gdyby MBA posiadał ekran Retina uznałbym go za komputer idealny, bez dwóch zdań.
Więcej napiszę, gdy aluminiowe cudeńko znów trafi w moje ręce, póki co właściciel ma większy priorytet.






