9 życzeń do Tima odnośnie OS X 10.10

WWDC zbliża się już nie krokami a wręcz susami, i chyba nie brak osoby ciekawej zmian, jakie zaserwują nam magicy z Cupertino w nowej odsłonie najlepszego systemu desktopowego na świecie! :)

Tendencja zmian znana jest już od dłuższego czasu, z każdym uaktualnieniem sprawdzone rozwiązania z iOS trafiają na Maczki. Kluczowa jest tu zgodność i pełna wymiana dokumentów oboma systemami, zrealizowana tak, by użytkownik przesiadając się z Maca na iPada, lub z iPhone na Maca, nie musiał zbytnio się trudzić i zmieniać nawyki. Mimo postępującej unifikacji, OS X zachowuje swoją tożsamość i odrębność, wynikającą nie tylko ze sposobu obsługi: myszka/gładzik versus ekran dotykowy, ale również mniejszych ograniczeń (praca z wieloma programami na raz, możliwość automatyzacji zdarzeń, itp.).

Prowadząc różne dyskusje zawsze powtarzałem, że dla mnie najważniejsze są zmiany pod maską: optymalizacja systemu, zwiększenie stabilności, bezpieczeństwa i pełnienie roli “szarej eminencji” – reasumując: system operacyjny powinien być jak dobry lokaj – cierpliwy, wytrwały, kulturalny, z dobrymi manierami, niesprawiający problemów, niekosztujący wiele i wiernie czuwający w tle na to, by w odpowiednim momencie w niezauważalny wręcz sposób zareagować. Wielu moich adwersarzy wolałoby jednak, aby zamiast lojalnego lokaja był to macho, dusza towarzystwa, modnie (choć niekoniecznie gustownie) ubrany wodzirej, łamacz serc, taki Mac-Ko… tzn. Mac-pozer :)

Stąd narzekania, że system od ponad dekady wygląda identycznie, że wieje nudą, że już nawet kafle w Win 8 są nowocześniejsze… Wydaje mi się jednak, że znakomita większość tych malkontentów (by zasłużyć na miano krytyka trzeba umieć logicznie uzasadnić swoje utyskiwania i zaproponować racjonalną alternatywę) to osoby, które komputer wykorzystują jako gadżet do zabicia czasu, a szczytem kreatywności jest zmiana tapety i wygaszacza ekranu, lub wstawienie wiadomości na facebooka. Znamienne jest bowiem to, że osoby chcące i potrafiące wykorzystywać komputer jako narzędzie do realizacji bardziej szczytnych celów, doceniają właśnie to, że przy zmianie numerka po kropce w kolejnej wersji systemu, nie muszą w innych miejscach szukać opcji, uczyć się od nowa obsługi, bo producentowi skończyły się pomysły i pozmieniał to i owo by po prostu było inaczej.

OS X od samego początku cechowała przejrzystość interfejsu, dbałość o detale i pod względem graficznym stojące na najwyższym poziomie wykonanie. Owszem, można wytykać brak spójności w wyglądzie niektórych programów oraz ich elementów. Skłamałbym, gdybym twierdził, że niczego takiego nie ma/nie było. Pozostaje żywić nadzieję, że nadchodząca wersja systemu będzie pozbawiona tego typu niedoróbek.

Pora zastanowić się, co faktycznie trafi na nasze komputery i czy faktycznie będzie można uznać OS X za strzał w dziesiątkę, a właściwie w dwie.

Poniżej moje życzenia, z chęcią poznam Wasze, więc śmiało korzystajcie z komentarzy!

  • Odświeżony wygląd – oczywiście chodzi o upodobnienie OS X do iOS (kto wie, czy już nie do wersji iOS8, która zapewne jakieś zmiany widoczne gołym okiem będzie posiadała). Tak po prawdzie chyba tego boję się najbardziej… Mimo korzystania od dłuższego czasu z iOS7.x wciąż mam pewne zastrzeżenia do wizualnej strony tego systemu i o ile nie tęsknię za skeuomorfizmem, to co jak co ale ślicznych, szczegółowych ikonek, z których niektóre można by wręcz uznać – tak jak znaczki pocztowe – za małe dzieła sztuki, brakuje mi bardzo. Z drugiej strony spłaszczony a przy tym również – o dziwo – przestrzenny i dynamiczny interfejs obecnego ajoesa daje się polubić. Patrząc na niektóre wizualizacje nowego OS X’a moje obawy są nieco mniejsze. Chyba Apple nie zrobi tego gorzej niż domorośli “wizjonerzy”? Kuba oczekuje przede wszystkim spójności, jakiej brak na chwilę obecną w wielu miejscach, co stanowczo nie przystoi firmie, która przyzwyczaiła do wysokich standardów.
  • Siri dla OS X – a czemu nie? Nasze komputery też są w sieci raczej non-stop, skoro mamy wiele usług (iCloud, powiadomienia), których użyteczność offline jest zerowa, to – jak przystało na XXI wiek – zaczniemy wydawać polecenia naszym Maczkom? HAL 9000 komunikował się głosowo już w 1997 roku (czy nawet w 1992 – jeśli wierzyć panu Kubrickowi), a Speakable items, jak część oprogramowania do rozpoznawania mowy PlainTalk pojawiły się w systemie Mac OS 7.1.2 dla Macintosha Quadra AV w 1993 roku. Po ponad 20 latach czas na rewolucję, nieprawdaż? Swoją drogą, chcielibyście aby Siri miała tak seksowny głos i była tak zabawna i elokwentna jak Samantha z filmu Her? Bo ja tak! Pod warunkiem, że będzie do mnie mówić po polsku…
  • Obsługa “obcych” formatów i nośników – jedną z najczęściej wykorzystywanych przeze mnie opcji OS X jest QuickLook i mimo, że w sieci roi się od wtyczek umożliwiających podgląd dokumentów w przedziwnych formatach, to nie pogniewałbym się gdyby “na dzień dobry” w systemie było ich więcej. I by w sytuacji, gdy na dysku nie mamy aplikacji pozwalającej na edycję/utworzenie dokumentu w danym formacie użytkownik otrzymał wskazówkę jakiego programu potrzebuje i/lub został przekierowany do sklepu Mac App Store i zapoznany z listą odpowiednich narzędzi (o ile na naszą ulubioną platformę istnieją). Uważam również, że najwyższy czas aby OS X bez żadnych guseł i partyzantki potrafił zapisywać pliki na nośnikach sformatowanych w NTFS.
  • Bootcamp jako maszyna wirtualna – na chwilę obecną osoby chcące, lub wręcz zmuszone do korzystania z oprogramowania dostępnego wyłącznie na Windowsa albo wykorzystują w tym celu Bootcamp albo rozwiązania firm trzecich, takie Parallels Desktop, VMware Fusion, Oracle VirtualBox czy CrossOver. Co prawda rozwiązanie Apple ma swoje zalety, jak np. pełne wykorzystanie zasobów dla obcego systemu, ale również i wady – bo przecież konieczność restartu komputera związanego z wyborem platformy do pracy to drobna acz upierdliwa rzecz. Co więcej, czemu macuser na czas pracy z programem dla peceta ma oglądać windę zamiast OS X? Dlatego jako alternatywę widzę rozwiązanie podobne do Windows XP Mode. Ściągamy (znając pazerność M$ odpłatnie) paczkę z wrogim systemem z MAS i już. Mamy peceta na Maczku, z pełną zgodnością i możliwością instalacji i uruchamiania programów, których brak. Kuba popiera mnie w tym życzeniu pod warunkiem, że taki wirtualizator pozwoli w pełni wykorzystać moc kart graficznych.
  • Nowy, lepszy Inkwell – wielu z nas nie widzi dodatkowego panelu preferencji Ink, który pojawia się (rzekomo) po podłączeniu tabletu graficznego do komputera. Sam nie miałem okazji się pobawić tym, niestety. Jakiś czas temu pojawiło się oprogramowanie Inklet (TenOne Design) pozwalające wykorzystać gładzik w MacBooku jako namiastkę tabletu graficznego. Można się kłócić nad przydatnością rozwiązania, jednak ja doceniłbym na pewno integrację z iUrządzeniami i możliwość wykorzystania ekranu iPada jako tabletu graficznego w programie malarskim na Maczku, lub jako digitizer pisma odręcznego przetwarzanego następnie i rozpoznawanego przez inteligentny, samo-uczący się software dla OS X.
  • Doskonalszy Air Play – mam tu na myśli możliwość odbierania strumieni Air Play na Maczku, opcje wyboru wysyłania obrazu i dźwięku z konkretnej aplikacji, i to wszystko bez dodatkowych aplikacji jak np. AirServer czy AirFoil. Air Play jest według mnie jedną z najciekawszych technologii Apple-only i rozwinięcie jej zwiększy na pewno przewagę nad konkurencyjnymi rozwiązaniami.
  • Zdalnie na moim Macu – życzyłbym sobie dostęp do komputera i jego zasobów nie tylko z innego Maczka „legitymującego” się tym samym Apple ID, ale również z iPada/iPhone – dzięku czemu, zbędne byłoby korzystanie z rozwiązań i usług pokroju LogMeIn, TeamViewer czy Splashtop. Nawet już takie ograniczone użycie, jak to na jakie pozwala opisywany wcześniej Slingshot byłoby małym krokiem do przodu – pod warunkiem, że działać będzie nie tylko w sieci lokalnej ale również przez Internet.
  • Kompatybilny z iOS Air Drop – tu chyba nie potrzeba wyjaśnień… Długo czekam na to, by usługa stała się wreszcie użyteczna. Kuba sam nazywa ją w obecnej formie pieszczotliwie… kastratem ;) Wiadomo, że nie wszystkie formaty plików będą mogły być obsługiwane (edycja, podgląd), ale tak naprawdę możliwość transmisji dowolnego pliku zamieniłaby iPhone w pendrive’a, bez dodatkowego softu.
  • Optymalizacja, optymalizacja, optymalizacja – tego nigdy za wiele. Komputer nie może być zamulony przez system, powszechnie wykonywane operacje muszą działać żwawo, oprogramowanie – mimo niskich cen dysków twardych – nie powinno zajmować tylko niezbędną ilość miejsca, uruchamianie systemu i aplikacji winno być błyskawiczne a zasoby sprzętowe podczas obliczeń wykorzystywane maksymalnie. Miłym dodatkiem byłaby implementacja mechanizmu podobnego do AppTrap – usuwającego wraz z niechcianą aplikacją – jej preferencje i inne „śmieci”, które powstają już po pierwszym jej uruchomieniu.

A Wy co byście chcieli?