Rzeczy-wistość

Historia lubi zataczać koło. Co jakiś czas wracamy do wcześniej obowiązujących kanonów mody, tworzymy remake’i starych dzieł lub tworzymy „nowe” bazujące na sprawdzonych wzorcach. Nawet w muzyce chyba już każdą nutę zagrano i tak naprawdę ciężko usłyszeć coś zupełnie nowego, innowacyjnego. W technologiach jest podobnie, z tym że tu wracamy do wcześniejszych idei by spróbować nadać im nowy wymiar dzięki nieustannemu rozwojowi, który znosi ograniczenia hamujące pełnię ich potencjału. Bagatelizowanym wynikiem tych działań jest m.in. wzrost naszego uzależnienia od urządzeń i usług. Z jednej strony potrafimy ujarzmić zaawansowaną technologię a z drugiej stajemy się bez niej bezradni niczym tygodniowe oseski… Ale nie o tym chciałbym dziś prawić :)

Rzeczywistość wirtualna. Większość populacji utożsamia to pojęcie z trzema wymiarami. Zaawansowane graficznie gry komputerowe, czy niezwykle ostatnio popularne filmy tworzone w technikach 3D dają nam namiastkę bycia w innym świecie, doświadczenia niezwykłych wrażeń, odcięcia się od szarej, prawdziwej rzeczywistości. Tyle, że tak naprawdę w tym trzecim wymiarze jesteśmy wyłącznie obserwatorami, nie mamy znaczącego wpływu na to co się dzieje, niczego tu nie tworzymy, nie zmieniamy. Co najwyżej nieznacznie modyfikujemy jeden z dostępnych scenariuszy, co nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z liniowym procesem przyczynowo-skutkowym.

Czy to dlatego, że nie mamy pomysłów jak skorzystać z tej „nierzeczywistości”? Czy nie jesteśmy może jeszcze gotowi by żyć w Matriksie? Czy może to już zakrawa na zabawę „w Boga”?

Kultowe filmy takie jak Johnny Mnemonic czy Kosiarz umysłów mają już naście lat, a dla nas, zwykłych śmiertelników przedstawione tam gadżety i rozwiązania oraz ich wpływ na ludzką egzystencję, wciąż są czymś odległym… Możemy oczywiście kupić sobie wirtualne hełmy, okulary generujące przestrzenny obraz, rękawice dzięki którym kontrolujemy urządzenia czy sterujemy programy, symulatory, ale to wszystko nadal stanowi zaledwie element rozrywkowy, względnie edukacyjny, nic więcej. Nie zmieniamy losów świata, nie dokonujemy niemożliwego, przeciwnie – realizujemy to samo co w realnym świecie, tyle że komfortowo, bez obaw, że za błąd poniesiemy bolesne konsekwencje, że gdy przekroczymy granice, ktoś inny ucierpi.

Chociaż być może się mylę? Czy czasem nasza rzeczywistość nie jest mniej realna niż nam się wydaje? Szum informacyjny, manipulacje dokonywane przez rządy i media, wszechobecne reklamy, przedstawiające w większości wyidealizowane produkty i usługi jakże różne od ich faktycznego stanu, wszelakie reality show – to tylko przykłady, które można by mnożyć, a które dowodzą tego, jak na własne życzenie stajemy się posłusznymi marionetkami w globalnym teatrze, pozbawionymi naturalnej empatii ofiarami cywilizacji z wywróconą do góry nogami hierarchią wartości.

Tak się zastanawiam, czy za jakiś czas nie będziemy musieli prowadzić wirtualnego żywota po to by zaznać w nim normalności, której w naszym świecie coraz mniej…

0 0 vote
Article Rating