Wrażenia z WWDC 2014 – co nowego w OS X 10.10 i iOS 8

Tegoroczne WWDC było 25 edycją tego wydarzenia w historii. Zaangażowanie deweloperów zostało docenione w formie filmu jaki wprowadził nas w prezentację Apple. Pojawił się w nim również polski akcent w postaci Daniela Libeskinda, jednego z najbardziej znanych architektów polskiego pochodzenia. To jak produkty z Cupertino, a raczej oprogramowanie które możemy na tych urządzeniach instalować, wpływa na życie i pracę wielu osób jest nie do przecenienia. Myślę, że mało kto podejrzewał jeszcze kilka lat temu jak wielki wkład w naszą codzienność wniosą urządzenia przenośne i zaawansowanie symbiozy z komputerami spod znaku nadgryzionego jabłuszka.

wwdc14-home-branding

Osobiście miałem całkiem sporo oczekiwań wobec tego co będzie można zobaczyć w trakcie transmisji z tego wydarzenia i ku mojej radości okazało się, że poza spełnieniem kilku „widzi mi się” inżynierowie Apple mają w zanadrzu sporo nowości, których zupełnie się nie spodziewałem. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czego z Markiem oczekiwaliśmy jeszcze przed wydarzeniem, to zapraszam Was do wpisu na ten temat, który jakiś czas temu pojawił się na applesauce.

To co przyciągało do całego wystąpienia, to świetna atmosfera prezentacji. Tak jak po śmierci Jobsa napięcie wisiało w powietrzu, tak teraz czuć że Panowie uwierzyli w swoje możliwości i wiedzą jak poprowadzić świetne Keynote na miarę Steve’a. Rewelacyjne żarty już chyba na stałe wpisały się w ich wystąpienia, a dodatkowego smaku nadają dość uszczypliwe uwagi w stosunku do konkurencji. Oczywiście ich źródłem są sprecyzowane dane, nie ma tu mowy o zgryźliwości nie podpartej realiami rynku. Oczywiście gwoździem programu zostały dla mnie zdjęcie szalejącego Eddy’ego Cue oraz Johnego Ive z fryzurą Hair Force One. Przejdźmy jednak do konkretów i pozwólcie, że opowiem Wam co sądzę o tym, co zobaczyliśmy na wczorajszej konferencji.

OS X 10.10

W czasie kiedy rynek komputerów PC notuje ciągłe spadki (–5%) segment komputerów Mac rośnie (+12%). Dokładając do tego fakt, że propagacja nowego systemu – OS X Mavericks – osiągnęła już 50% sprzętów, które mogą ten system posiadać, w ciągu nie całego roku możemy śmiało powiedzieć, że dane te szokują. Dla porównania Windows 8 w znacznie dłuższym czasie trafił jedynie na 14% maszyn. W mojej opinii zbiór tych czynników ma realny wpływ na to jakie zasoby ludzkie Apple angażuje w rozwój OS X. Aktualnie trwa najbardziej kreatywny, w mojej opinii, okres dla tego systemu. Na pierwszy rzut oka widać nacisk jaki inżynierowie położyli na jego uaktualnienie, unowocześnienie wyglądu i integrację z iOS.

Yosemite, bo tak będzie nazywała się wersja OS X sygnowaną numerem 10.10, to w dalszym ciągu system znany nam z poprzednich odsłon, a jednak zupełnie inny pod względem wizualnym. Co nazwa oznacza wiedzą zapewne wszyscy zainteresowani, ja co do nazwy mam pewne przemyślenie. Ewidentnie będzie to jedna z najtrudniejszych z perspektywy języka polskiego nazw w historii systemu, odmieniane jej będzie dość zabawne. Dla przykładu: “Zainstalowałem nowe oprogramowanie na Yosemicie”. Wiem, że nie jest to forma do końca prawidłowa jednak ze względu na wygodę korzystania zapewne stanie się popularna i budzi ona we mnie rozbawienie.

Roundel_OSX_Yosemite

Strona wizualna to największa zmiana z jaką będziemy mieli do czynienia. Spłaszczenie interfejsu, wprowadzenie przeźroczystości czy nowe ikony systemowego docka to ewidentny ukłon w kierunku iOS 7. Osobiście oczekiwałem takiej zmiany od Apple, oba systemy są – i będą jeszcze bardziej – ze sobą powiązane, przez co rozbieżność graficzna w mojej ocenie psuła efekt przebywania w jednym solidnym ekosystemie.

OS X 10.10 poza wizualnym szlifem otrzyma rewelacyjne rozwiązania, które powodują że już nie mogę się doczekać chwili kiedy wykorzystam je w codziennej pracy. Pierwszym z nich jest zupełnie nowy Spotlight, który upodobnił się całkowicie do tego co oferuje jedna z moich ulubionych i wykorzystywanych na co dzień aplikacji Alfred. W skrócie pasek wyszukiwania zostanie przeniesiony na środek ekranu i w sposób inteligentny będzie obsługiwał wpisane przez nas frazy. W zależności od treści rozpocznie wyszukiwanie słowa w internecie, w zasobach lokalnych lub pozwoli na uruchomienie odpowiedniej aplikacji. Ja osobiście pozostanę przy wspomnianym Alfredzie ze względu na możliwości stworzonych we własnym zakresie workflows. Cieszy mnie jednak, że Apple czerpie doskonałe wzorce i wszyscy użytkownicy Maców będą mogli doświadczyć znacznie polepszonego wyszukiwania.

Kolejna nowość to długo oczekiwane przez większość użytkowników rozwinięcie funkcji AirDrop. Nareszcie doczekaliśmy się wsparcia dla przenoszenia plików pomiędzy OS X i iOS. Ciężko nie docenić faktu jak wielkim ułatwieniem będzie ta funkcja w toku codziennej pracy. Dotychczas przenoszenie plików musiało być rozwiązywane przy pomocy dodatkowych narzędzi i workflows, które mimo swojej prostoty nie były opcjami optymalnymi. Zastanawiam się jedynie jakie ograniczenia zostaną nałożone względem formatów dopuszczonych do takiego transferu pomiędzy urządzeniami. W kwestii współdzielenia danych doczekaliśmy się również funkcji iCloud Drive. Tak proszę Państwa piekło zamarzło i możemy nareszcie bez zbędnych kombinacji zajrzeć do zawartości naszego dysku w chmurze jaki otrzymaliśmy od Apple. Stanie się on przez to prawdziwym zasobem, z którego będziemy mogli korzystać analogicznie do aplikacji typu Dropbox. Ciekaw jestem czy otrzymany odpowiedni panel tej usługi dostępny z poziomu przeglądarki WWW, co znacząco ułatwiłoby dostęp do naszych danych w trakcie wizyt u znajomych czy klientów. Co najważniejsze, pliki będziemy mogli przeglądać również z poziomu iOS, co zapewne części z nas wyeliminuje potrzebę korzystania z uaktualnionego AirDrop do współdzielenia się plikami. Apple udostępni również nowe paczki danych w przystępnych cenach, co wielu użytkownikom oszczędzi bólu głowy w kwestii pojemności ich iCloud Drive co dotychczas było dość problemowym tematem zwłaszcza w kwestii kopii zapasowych.

Przejdźmy jednak do absolutnego hitu wczorajszego Keynote – Continuity. Jest to w mojej opinii najlepsze możliwe połączenie potencjału OS X i mobilnego iOS. Kontynuacja pracy nigdy nie była tak prosta jak w przypadku tego rozwiązania. Już wkrótce będziemy mogli swobodnie skończyć pracę na naszym komputerze i przeciągając odpowiednią ikonę aplikacji na zablokowanym ekranie iOS, która sygnalizuje nam że korzystamy z tego programu na innym urządzeniu, kontynuować czy to pisanie dokumentu w Pages czy maila w natywnej aplikacji. Oczywiście rozwiązanie działa również w drugą stronę i w przypadku kiedy pracujemy na sprzęcie z systemem iOS, na naszym komputerze, na ikonie programu w systemowym docku pojawi się wizualna informacja o tym, że aktualnie korzystamy z tego oprogramowania na urządzeniu mobilnym. Jeżeli jesteśmy już przy ścisłej współpracy tych dwóch systemów to warto wspomnieć o tym, że nasze Maczki wkrótce będą mogły stać się swoistym zestawem głośnomówiącym dla naszego telefonu, a także pozwolą na komunikację za pomocą SMSów nie ograniczając nas do systemowego iMessages. Jeżeli dodamy do tego możliwość uruchomienia na telefonie opcji Hot Spot bez podchodzenia do niego, to myślę że ciężko jest wymarzyć sobie cokolwiek więcej.

Przyznaję bez bicia, kiedy trwała prezentacja Yosemite, z mojej twarzy nie schodził uśmiech i co chwilę można było usłyszeć wymruczane „wow”. Niesamowite rzeczy zmierzają na nasze komputery, ciężko w niektóre z nich uwierzyć. A opisałem jedynie co ciekawsze nowości z premedytacją pomijając niektóre.

iOS 8

Jeżeli chodzi o iOS 8 spełniły się moje przewidywania. System wizualnie nie ulegnie praktycznie żadnym zmianom. Wyjątkiem będą oczywiście elementy, które zostaną dodane dla obsługi nowych funkcji. Większość zmian i nowości to to, co możemy znaleźć „pod maską” nowego systemu. W tej kwestii Apple zaszalało i myślę, że deweloperzy mają całkiem sporo materiału do przetrawienia i wdrożenia w swoich aktualnych i przyszłych produktach. Liczba nowości przytłacza, dlatego poniżej kilka słów o tym co mnie osobiście najbardziej zaintrygowało i czego oczekuję w pierwszej kolejności.

W części poświęconej OS X 10.10 wspominałem o iCloud Drive, które będzie solidną alternatywą dla Dropboxa. W najnowszej odsłonie iOS otrzymamy dostęp do plików, które przechowujemy na naszym dysku w chmurze. Podejrzewam, że fakt że jest to usługa natywna spowoduje, że jej używanie może stać się wyjątkowo sprawne i szybkie. Mam jednak wątpliwości w stosunku do tego, jak rozwiązanie to będzie zachowywało się w obliczu wykorzystania w workflows, które co bardziej sprawni użytkownicy tworzą w takich aplikacjach jak Drafts, czy Launch Center Pro. Odczuwam w tym rozwiązaniu solidny potencjał jednak mówiąc potocznie, to jak ta usługa będzie się sprawowała „wyjdzie w praniu”.

Skoro jesteśmy już przy iCloud to grzechem byłoby nie wspomnieć o świetnej nowości jaką będzie przechowywanie zdjęć w chmurze. Okazuje się, że otrzymamy przestrzeń w której zapisywane będą wszystkie nasze zdjęcia. Oczywiście z dostępem na każdym z naszych urządzeń, w oparciu o synchronizację – dla OS X dedykowane oprogramowanie pojawi się na początku przyszłego roku. Co najważniejsze nasze zbiory przechowywane będą w oryginalnej postaci bez stosowania kompresji, co miało miejsce w przypadku Strumienii Zdjęć. Podlegać będą one jedynie zmianom jakie wprowadzimy w toku edycji. Odpowiednią ilość miejsca na nasze zbiory zapewnią nowe plany na przestrzeń dyskową iCloud, o których pisałem wcześniej. Jeżeli zaś o samą edycję chodzi to iOS 8 wprowadza świetne narzędzia, które pozwolą nam na wygodną obróbkę fotografii w zależności od aspektu jaki chcemy poprawić. Spowoduje to, że zwykli wakacyjno-imprezowi pstrykacze fotek nie będą już skazani na wszechmocną różdżkę autonaprawy i sami podejmą decyzję, co chcą w danym zdjęciu poprawić. Wyniki działania nowych możliwości wyglądały obiecująco, czekam więc aby przetestować te funkcję we własnym zakresie.

iPhone5s-5Up_Features_iOS8

Przejdźmy jednak do najciekawszych w mojej opinii nowości. Pierwszą z nich jest Touch ID API, którego przyszłe wykorzystanie w 1Password już w tej chwili powoduje uśmiech na mojej twarzy. Podejrzewam, że kiedy inni deweloperzy umożliwią dodatkową autentykację za pomocą tej genialnej funkcji, to chętnie zabezpieczę tym sposobem dostęp do kilku przechowujących wrażliwe dane programów na moich iUrządzeniach. Kolejną funkcją będzie możliwość wykorzystania aplikacji jako wtyczek, co spowoduje że bez problemu deweloperzy będą mogli teraz wychodzić ze swoich “piaskownic” i zapewniać współpracę z iOS. Już sama prezentacja wykorzystania filtrów aplikacji VSCOCam w systemowym aparacie fotograficznym pobudziła moją wyobraźnię do granic możliwości. Co w takim razie musi dziać się w głowach deweloperów?! Doczekaliśmy się również momentu, kiedy to Apple da nam możliwość kustomizacji wyglądu Centrum Powiadomień i umieszczania w nim widgetów, które deweloperzy stworzą dla swoich aplikacji. Wszyscy na to liczyliśmy od czasu kiedy pojawiło się pierwsze Centrum Powiadomień. Mam nadzieję, że po premierze iOS 8 nie będę musiał długo czekać aż OmniGroup udostępni odpowiedni widget, który jako pierwszy wpisałem na moją listę życzeń w tej kategorii.

Kolejną rewelacyjną nowiną jest fakt, że Apple rozwiąże w kolejnej wersji problem zakupów dotyczący całej masy iUserów. Dotychczas instalowanie zakupionych aplikacji na urządzeniu żony, dziecka lub innej bliskiej nam osoby wymagało kombinacji ze zmianą zalogowanego aktualnie do AppStore użytkownika. Remedium stanowi funkcja Family Sharing, która udostępni możliwość zdefiniowania grupy osób mogącej instalować zakupione przez nas aplikacje bez zbędnych dodatkowych czynności. Świetna funkcja, która zdecydowanie ułatwi nam życie. Ciekaw jestem czy będzie ona działała wyłącznie z aplikacjami czy Apple obejmie nią również iTunes Store.

Na koniec zostawiłem sobie dwie nowości, które otwierają drzwi zarówno deweloperom jak i producentom sprzętu. Pierwszą z nich jest HealthKit. Dodatek ten ma pozwolić na zintegrowanie masy elementów, które aktualnie wykorzystujemy do monitorowania naszego życia w jeden ekosystem wraz z centrum danych w postaci aplikacji Health. Jest to zdecydowanie świetne posunięcie biorąc pod uwagę wysyp akcesoriów tego typu. Każde z nich ma swoją aplikację, swój portal i swoje protokoły. Cieszy mnie zaproponowanie firmom standardu, który pozwoli wykorzystywać wzajemny potencjał produktów i agregować dane w jednej lokalizacji. Ograniczy to przełączanie się pomiędzy aplikacjami, co zdecydowanie potrafi irytować użytkownika. Oczywiście element ten odsuwa od nas wizję mitycznego iWatch. Jak już nie raz wspominałem, nie wierzę w tego typu sprzęt z Cupertino i dalej uważam, że to rozwój API będzie priorytetem. Analogicznie ma się sytuacja w kwestii drugiej nowości, a mianowicie HomeKit. Jeżeli przeczytacie powyższe zdania ponownie a wszystko co związane ze zdrowiem zamienicie na kwestie związane z inteligentnym domem to będziecie mieli pełen zarys tego elementu. Ja w tej chwili cieszę, że że nie zainwestowałem w żaden zintegrowany system tego typu. Z miłą chęcią poczekam aż producenci dostosują się do standardów i protokołów zaproponowanych przez Apple i wtedy zastanowię się nad ewentualnymi inwestycjami.

Wszystko to razem powoduje, że nowości pokazane w ciągu WWDC, dotyczące iOS 8 to niesamowita liczba nowych możliwości na rozwój systemu i aplikacji, które na niego trafiają. Dodatkowo Apple kolejny raz stara się wyznaczać kierunki i uporządkować pewne rynki aby kierowały się odpowiednim standardem w trakcie prac nad swoimi urządzeniami. Kompatybilność z HealthKit i HomeKit w krótkim czasie stanie się „must have” dla produktów co wyniknie z wymagań konsumentów. Uważam, że wszystkim wyjdzie to na dobre.

Podsumowując

Jeżeli dotrwałeś do tego miejsca to gratuluję wytrwałości. A jeżeli przewinąłeś to cieszę się, że ciekaw jesteś zakończenia. Podsumowując. Apple na tegorocznym WWDC zgodnie z nazwą i przeznaczeniem tego wydarzenia, nakarmiło wygłodniałe umysły deweloperów i myślę że spełniło sporo próśb i marzeń. Patrząc na premiery które czekają nas w ciągu najbliższych kilku miesięcy możemy być pewni niesamowitego rozwoju i wzrostu potencjału produktów z jabłuszkiem w logo. Ja sam już myślę o tym jak nowe rozwiązania wpiszą się w moje codzienne workflow.

Zdziwiło mnie, że nie dostaliśmy żadnych informacji na tematy związane z muzyką. Nie da się ukryć, że formuła sklepu z albumami musi przejść transformację i zapewnić usługi streamingowe aby nawiązać walkę z konkurencją. Sądzę, że zachowano te informacje na inne wydarzenie bardziej skierowane na konsumentów. Ważnym elementem całej układanki staje się również wprowadzenie języka programowania Swift. Apple znów nie boi się zrywać ze standardami i wprowadza własny ulepszony język. Nie mi oceniać czy to dobre posunięcie ale reakcje jakie można obserwować na forach i Twitterze są na tą chwilę pozytywne. Wiele osób oczekiwało prezentacji jakiegoś hardware, jednak trzeba pamiętać że nie temu poświęcone jest to wydarzenie. Ewidentnie postanowiono dopieścić tym razem rzeszę deweloperów i myślę, że cel został osiągnięty.

Teraz pozostaje nam odliczać dni do premiery iOS 8 i OS X Yosemite. Bardzo możliwe, że za jakiś czas skuszę się na zainstalowanie wersji beta któregoś z nich. Tymczasem z wielkim zainteresowaniem obserwuję rozwój wypadków. Ten rok będzie nad wyraz ciekawy!