Touch ID – moje wrażenia
Tak to już jest na tym świecie, że pewne technologie przyjmują się bez żadnego problemu. Część jednak znika tak szybko jak się pojawiła i raczej nikt nie chce o nich więcej słyszeć, a tym bardziej używać. Podobnie było z czytnikami linii papilarnych, które w pewnym momencie stały się wyznacznikiem linii pro w notebookach. Wszyscy chcieli, mało kto korzystał. Nic dziwnego, ostatecznie po kilku nieudanych próbach człowiek marnował tyle samo czasu – jeżeli nie więcej – co na wklepanie swojego hasła. Tą prostą drogą, większość użytkowników się pomysłem zakrztusiła i raczej zrezygnowała z tego rodzaju uwierzytelniania. Producenci co prawda jeszcze jakiś czas masowo instalowali to ustrojstwo, ale aktualnie chyba to już rzadkość w najnowszych modelach. Kto doświadczył ten wie, że te skanery paluchów nie mają kompletnie żadnej wartości, a jedynie mogą psuć wizualnie wygląd naszego nowego komputera. Oczywiście masochiści wciąż są wśród nas i korzystają z tego „wspaniałego inaczej” rozwiązania. Ja osobiście na samą myśl o uwierzytelnianiu się w ten zamierzchły sposób dostaję gęsiej skórki.
Czas jednak nieubłaganie płynie do przodu i to co miało zostać zapomniane wraca do nas w nowej formie. Apple wzięło temat na warsztat i zaaplikowało uwierzytelnianie przy użyciu linii papilarnych do nowego iPhone 5s pod nazwą Touch ID. Kiedy o tym usłyszałem pomyślałem, że fajnie byłoby odblokowywać zabezpieczony kodem telefon przy użyciu palca, jednak doświadczenia z tego typu rozwiązaniem miałem niezbyt przyjemne. Ostatecznie nie chciałbym się irytować przy każdym odblokowywaniu swojego telefonu myślą Uda się czy nie?.
Nie będę wchodził w szczegóły techniczne, bo te każdy zdążył już poznać, a jeżeli nie to może sobie odpowiednich informacji poszukać na stronach Apple. Panowie z Cuppertino rzadko mnie zawodzą i rzeczywiście to co pokazali na filmach promocyjnych wyglądało znakomicie. Jednak każdy ma w sobie odrobinę niewiernego Tomasza, tym bardziej twardo stwierdziłem Póki nie użyję, nie uwierzę!
No i stało się, w moje ręce trafił nowiutki iPhone 5s i pierwszą rzeczą jakiej musiałem spróbować było oczywiście Touch ID. Jak krótko i zwięźle opisać moje wrażenia? Wystarczy jedno słowo: Rewelacja!. Apple jak to ma w zwyczaju wzięło na warsztat coś co miało potencjał i dopracowało ten element do perfekcji. Do tej chwili odblokowywałem swój nowy telefon co najmniej kilkaset razy. Ile razy mi się nie udało? Może z trzykrotnie i muszę przyznać się bez bicia, że mój palec spoczywał na przycisku Home w tak dziwny sposób, że gdyby iPhone go rozpoznał to śmiało mógłbym zacząć podejrzewać to małe ustrojstwo o dar jasnowidzenia lub nadmierne zaufanie. Oczywiście ułożenie palca nie ma większego znaczenia, kiedy w miarę sensownie ułożycie go na czytniku, niezależnie od kąta pod jakim się on znajduje sensor poradzi sobie z rozpoznaniem. Próbowałem nawet odblokować telefon układając palec „do góry nogami” – dla wnikliwych nie, nie paznokciem do czytnika. Próba zakończyła się sukcesem. Inteligentne diabelstwo nie ma co. Nie da się ukryć, mamy do czynienia z pewnym przełomem i dostaliśmy nareszcie odpowiedź na to jak powinien działać czytnik linii papilarnych.
Touch ID to swoisty „killer feature” nowej odsłony iPhone. Wiedziałem, że będzie ok, że się nie zawiodę, jednak to co otrzymałem przerosło moje oczekiwania. Totalnie nie wyobrażam już sobie mojego telefonu bez tej funkcji. Wpisywanie kodu w celu odblokowania nagle stało się takie passé. Przywykłem do tego tak bardzo, że kiedy mój iPad nie odblokowuje się po naciśnięciu przeze mnie przycisku Home to wpisanie kodu całkiem poważnie mnie irytuje. Czekam na moment, kiedy mimo zabezpieczenia moich iUrządzeń kodem, ekran jego wpisywania pozostanie dla mnie wspomnieniem. Powiem wam Więcej, chciałbym, żeby mój MacBook dostał Touch ID. Nie wiem jak można by to zrobić aby nie skazić jego doskonałej minimalistycznej bryły, jednak to nie moje zmartwienia. Jonathan Ive coś wymyśli. Wiem o tym tak samo dobrze jak to, że Touch ID kiedyś na pewno trafi do komputerów ze znakiem jabłuszka.


Ja niestety nie miałem okazji nawet li tylko się tymże wynalazkiem pobawić… Ale mimo to jestem pewien jednego (o czym zresztą napisałeś wyżej): że implementacja czytnika linii papilarnych wg Apple zdecydowanie bije – pod względem sprawności działania czy wygody użytkowania – dotychczasowe rozwiązania. Czy jestem na tak? Owszem, jednak nie bez wątpliwości… Wyobraźmy sobie sytuacje, że jesteśmy na imprezce, urywa się film i nasz iPhone wpada w niepowołane ręce. Mimo, że znajomi okraść nas nie powinni to podchmieleni mogą z ciekawości naszym paluchem odblokować telefon i przejrzeć zawartość lub dokonać innych mniej lub bardziej zabawnych rzeczy. Hasła nawet na rauszu… Dowiedz się więcej »