Repeta cz. 4

Recenzja ukazała się wcześniej na łamach portalu MyApple.

NuForce NE-7M, słuchawki na każde uszy i każdą kieszeń

PROLOG
Długo przymierzałem się do tego tekstu, pewne rzeczy winno robić się „na gorąco” niestety zwykle przyziemne sprawy uniemożliwiają ubranie emocji w słowa wtedy kiedy powinno to nastąpić. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło – myślę, że dzięki temu, iż recenzja ta powstała później niż zakładałem – będzie ona bardziej obiektywna, wnikliwa i przemyślana. Zapraszam więc do lektury opisującej moje wrażenia z użytkowania słuchawek firmy NuForce NE-7M dedykowanych do przełomowego smartfona Apple – iPhone.

Można napisać wiele dobrego na temat iPhone, ale znajdzie się przynajmniej jedna rzecz, która nie przystaje do jakości jakiej oczekujemy od tego urządzenia – słuchawki! Jedną z dosyć popularnych opinii na temat iPhone była taka, że jest to iPod z funkcją telefonu :) Trudno się z tym nie zgodzić, zresztą dla mnie (i śmiem twierdzić, że nie tylko dla mnie) możliwość posiadania dobrego i wygodnego w obsłudze odtwarzacza muzyki oraz telefonu w jednym urządzeniu była elementem determinującym wybór następcy posiadanych gadżetów. Wracając do sedna sprawy, o ile możliwości dźwiękowe iPhone są całkiem zacne (oczywiście biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z grajkiem mającym nam umilać czas wtedy gdy jesteśmy w ruchu) o tyle jakość muzyki generowanej przez standardowo dołączane słuchawki wysokich lotów nie jest na pewno. Oczywiście mniej wybrednym użytkownikom niekoniecznie to przeszkadza, niektóre gatunki muzyczne nawet brzmią akceptowalnie, wielu wystarcza fakt, że „coś słychać” bo przecież jadąc autobusem, metrem, pociągiem czy innym środkiem transportu i tak nie mamy studyjnych warunków odsłuchu. „Punkt słyszenia zależy od punktu doświadczenia” rzekłbym :) Tzn. jeśli ktoś wcześniej słuchał muzyki z przysłowiowego „grundiga” albo grajka empetrójek zakupionego za kilkadziesiąt złotych na wyprzedaży w markecie – nawet nie pomyśli, że można za stosunkowo niewielkie pieniądze usłyszeć dużo więcej (niewielkie pieniądze poświęcone na zakup lepszych słuchawek, rzecz jasna – sam iPhone raczej drogi jest…). Spora część „ajfoniarzy” zapewne nie słucha muzyki z tego urządzenia, a słuchawki jeśli już są w użyciu służą wyłącznie do prowadzenia rozmów – i w tym zakresie standardowe „pchełki” sprawdzają się znakomicie.

[nggallery id=6]

Osobiście po zakupie iPhone i wrzuceniu nań kilku albumów swoich ulubionych wykonawców odczułem spory niedosyt, a nawet rozczarowanie. Nie mogłem uwierzyć, że „to coś” nie może grać lepiej! Oczywiście nie uśmiechało mi się ani rezygnować z iPhone’a (który urzekł mnie pod wieloma innymi względami) ani inwestować w dodatkowy odtwarzacz. Stwierdziłem więc, że musi być sposób by poczuć większą satysfakcję ze słuchania muzyki i tak jak w stacjonarnym sprzęcie Hi-Fi, „the last but not least” ogniwem są głośniki i to od nich w znacznej mierze zależy poziom zadowolenia, tak w odtwarzaczu przenośnym tym ogniwem są słuchawki. Zacząłem więc rozglądać się w ofercie producentów akcesoriów do iPhone. Aby usprawnić poszukiwania oraz uprościć dokonanie wyboru określiłem pewne kryteria, wg których się kierowałem:

  • słuchawki koniecznie muszą mieć mikrofon! – z wiadomego względu :)
  • słuchawki mają zmaksymalizować doznania audio, a więc dobrze izolować od dźwięków otoczenia
  • słuchawki mają być dyskretne i mobilne – nie zamierzam paradować w ortopedycznym hełmofonie na ulicy ani targać dodatkowej torby/etui kilkukrotnie większych od samego iPhone
  • koszt słuchawek nie może zmusić mnie do zaciągania kredytu ;)

Reasumując: padło na słuchawki dokanałowe, które w odróżnieniu od słuchawek dousznych są po pierwsze – wygodniejsze (standardowe pchełki Apple notorycznie wypadały mi z uszu, i wcale nie musiałem biec :)), po drugie – lepiej izolują od świata zewnętrznego (co ma ogromne znaczenie, nie tylko dlatego, że słyszymy więcej szczegółów w utworach ale dlatego, że nie musimy przesuwać do oporu suwaka głośności by zagłuszyć hałasy otoczenia – dzięki czemu oszczędzamy nasze cenne narządy słuchu, zwłaszcza gdy słuchamy muzyki dużo i długo). Po trzecie – w odróżnieniu od słuchawek nausznych są małe, można by rzec – intymne :) łatwo je schować do kieszeni a gdy słuchamy nie wyglądamy jak (seksowny skądinąd) robot Futura z filmu pt. „Metropolis” Fritza Langa. Wreszcie po czwarte – nikt w najbliższym sąsiedztwie nie jest zmuszony słuchać naszych ulubionych utworów!
Dość już tego przydługiego wstępu, czas na właściwą recenzję głównego bohatera.

[nggallery id=7]

GRA WSTĘPNA
Są produkty, które zniechęcają na samym początku, odrzucają swoją „aparycją”, z czasem jednak się do nich przekonujemy (albo i nie), są takie, które zrazu wzbudzają „ochy i achy” a potem rozczarowują, i takie, które nie wyróżniają się znacząco w tłumie ale obcowanie z nimi sprawia przyjemność, obdarzamy je zaufaniem i szybko się do nich przyzwyczajamy.
Słuchawki amerykańskiej firmy NuForce zdecydowanie zaliczam do tej ostatniej grupy. NE-7M zapakowane są w ciekawe, stonowane kolorystycznie pudełko z „okładką” której otwarcie ujawnia najważniejszy element – słuchawki. Resztę wyposażenia zobaczymy dopiero po otwarciu pudełka i wysunięciu wytłaczanki z przeźroczystego plastiku. Nie jest to opakowanie, które sugeruje, że zawartość jest dostępna tylko dla bogaczy, ale nie jest to również tandetny blister, w jaki sporo droższych produktów innych producentów jest pakowana. Zobaczcie zresztą sami na zdjęciach :)
Co więc znajdziemy jeszcze w środku? Poza słuchawkami z mikrofonem w komplecie będą:

  • silikonowe tipsy – 3 pary w rozmiarach S, M, L (jedna para „zainstalowana” na słuchawkach!) oraz 1 para tzw. biflange – charakterystyczne tipsy z podwójnym kołnierzem
  • sprytne etui z przypominającego fakturą skórę tworzywa (spryt tkwi w zamknięciu :))
  • skromna instrukcja

Niewiele? Może i tak, ale czego więcej potrzeba?

Same słuchawki są wykonane bardzo dobrze i prawie tak precyzyjnie jak produkty firmy z Cupertino :) NuForce ubrało swoje przetworniki w obudowę kształtem zbliżoną (jeśli nie identyczną) do produktu konkurencji – Soundmagic. Metalowy walec słuchawki w kolorze lśniącej miedzi zamknięty jest z jednej strony czarnym, plastikowym „noskiem”, z którego wychodzi kabelek, z drugiej zaś – dyszą wykonaną z tego samego czarnego plastiku, z wyżłobieniem gwarantującym pewne osadzenie silikonowego tipsa. Otwór, przez który wydobywa się dźwięk zakryty jest drobną srebrną siateczką.

Na kablu prawej słuchawki umieszczono mikrofon oraz przycisk umożliwiający te same funkcje, jakie posiadają słuchawki dołączane przez Apple do iPhone, czyli:

  • odbieranie oraz kończenie rozmowy
  • pauza, poprzedni utwór, następny utwór – gdy słuchamy muzyki (tę funkcjonalność uzyskujemy naciskając odpowiednią ilość razy ów przycisk).

Kabelki biegnące od obu słuchawek łączą się w drobnym trójniku, dodatkowo znajduje się na nich mała przesuwna plastikowa obejma, dzięki której oba kabelki można połączyć razem (do miejsca, w którym znajdziemy mikrofon) co ułatwia zwijanie słuchawek i myślę, że również odrobinę wydłuży ich żywot :) Od trójnika idzie dłuższy i „na oko” ciutek grubszy kabelek zakończony łamanym (w kształcie litery „L”), czterostykowym wtykiem mini-jack. Bardzo mi to rozwiązanie przypadło do gustu, gdyż miejscem szczególnie narażonym na uszkodzenie podczas używania słuchawek jest właśnie miejsce, w którym kabel „wchodzi” we wtyk. Na pewno osoby noszące grajki w kieszeniach wiedzą o czym piszę :) Moim zdaniem łamany wtyk znacząco minimalizuje prawdopodobieństwo popsucia się tego newralgicznego elementu. Kabel użyty przez producenta jest dobrej jakości, wystarczająco sztywny, że nie plącze się w taki sposób byśmy musieli tracić kwadrans na jego rozplątanie i wystarczająco elastyczny by mógł dość swobodnie zwisać pod własnym ciężarem. Nie jest to oczywiście kabel idealny, ale nie my przecież do czynienia z produktem kosztującym krocie ;) W przypadku słuchawek dokanałowych (ang. in-ear) czyli takich, które umieszczamy w kanale naszych uszu, napotykamy pewien nieprzyjemny efekt, zwany efektem mikrofonowym (ang. microphonics), który objawia się tym, że słyszymy trochę jak pod wodą, np. przełykanie śliny, czy też przeżuwanie :D oraz dźwięki gdy kabel ociera o nasze ubranie. Na początku sprawia to spory dyskomfort, ale z czasem nasz słuch się przyzwyczaja i po prostu te dodatkowe wrażenia ignorujemy. Aby jednak zminimalizować nieco dźwięki tarcia kabelków od nasze odzienie producent wyposażył NE-7M w klips, który pozwala przypiąć kabel, co dodatkowo poprawia swobodę ruchów naszej głowy, bez ryzyka, że dyndającym kabelkiem zahaczymy o coś :)
Wspomniane wcześniej tipsy są wykonane w trzech rozmiarach, tak by użytkownicy o różnej budowie uszu mogli znaleźć najwygodniejszy i najlepiej izolujący sposób osadzenia słuchawek w swoich organach. Ciekawym rozwiązaniem są tipsy biflange, które nieco zmieniają sygnaturę dźwięku ale gwarantują jeszcze pewniejsze umieszczenie słuchawek w kanałach a przy tym bardzo dobrą izolację. Są przy tym tak wyprofilowane, że nie mamy wrażenia iż jakiś intruz penetruje nasze uszy :)
Podsumowując: pierwsze (i drugie) wrażenie dokonane metodą organoleptyczną dowodzi, że mamy do czynienia z przemyślaną i dobrze wykonaną konstrukcją, miłą w odbiorze dla oka i w dotyku dla ucha.

[nggallery id=8]

WTAJEMNICZENIE
Jak już rozpakujemy słuchawki, nacieszymy się ich wyglądem przychodzi czas na sprawdzenie na co nasz nowy nabytek stać. Od razu warto tu wziąć pod uwagę, że mamy do czynienia ze słuchawkami dynamicznymi, tzn. takimi, w których przetwornikami akustycznymi są miniaturowe głośniki, zbudowane tak jak ich duzi bracia, czyli w uproszczeniu mamy magnes, cewkę oraz membranę :) Ten tym słuchawek gra jak należy dopiero po pewnym czasie, określanym przez audiofilów mianem wygrzewania (ang. break-in, burn-in). Sam producent informuje o tym i sugeruje wstrzymanie się z oceną dźwięku do czasu gdy przesłuchamy NE-7M przynajmniej 24 godziny. Moim zdaniem warto wygrzać słuchawki przez 50-60 godzin, dopiero wtedy można uznać, że przetworniki się „dotarły”. Oczywiście proces ten nie musi odbywać się ani w sposób ciągły. Możemy po prostu słuchać muzyki i zauważać jak w czasie zmienia się sposób w jaki grają. Możemy również podłączyć słuchawki do odtwarzacza, ustawić głośność tak jak słuchamy normalnie, przykryć poduszką i zostawić na kilka dni i nocy ;) Są również dostępne specjalnie przygotowane utwory zawierające dźwięki o różnych częstotliwościach, tzw. white noise, pink noise itp. które mają pomóc w procesie wygrzewania słuchawek. Nie da się zaprzeczyć, że nowe słuchawki dynamiczne grają inaczej (i zwykle gorzej, mniej neutralnie i szczegółowo) niż słuchawki z kilkudziesięciogodzinnym „stażem”. Warto o tym pamiętać i nie skreślać od razu słuchawek po kilku minutach testów w sklepie.
NuForce po pierwszym podłączeniu mogą zszokować, rozczarować lub wywołać obojętność – zależnie od tego czego oczekiwaliśmy i jakich słuchawek słuchaliśmy wcześniej. Ja byłem zadowolony od początku, ale znam osoby, które były przytłoczone ilością basu, faktycznie w porównaniu do standardowych pchełek różnica jest ogromna! Wygrzanie słuchawek (ja po prostu przez kilkanaście dni, kilka godzin dziennie ich używałem) spowodowało, że niskie tony stały się lepiej kontrolowane, trzymane w ryzach, generalnie całe pasmo (niskie, średnie i wysokie) znacznie się poszerzyło, pojawiło się więcej detali, tony różnych pasm nie wkraczają na sąsiednie terytorium. Również scena, tzn. ulokowanie instrumentów w przestrzeni znacznie się poprawiło, a należy wspomnieć, że uzyskanie przestrzenności w słuchawkach dokanałowych nie jest takie łatwe, z racji bliskości przetworników i ucha środkowego, dźwięk zwykle słyszymy „w głowie”.
NE-7M mają ciekawą charakterystykę. Na pewno nie można nazwać ich słuchawkami neutralnymi :) ale większość użytkowników powinna być usatysfakcjonowana. Nie są to słuchawki analityczne, co to to nie. Nie są to również słuchawki dla typowego „bassheada”, choć na brak niskich tonów nie można narzekać. Przeciwnie! Mimo to niskie częstotliwości są reprodukowane poprawnie, nie zamulają muzyki, bas jest szybki i daje niesamowity „czad”! Średnica jest nieco wycofana (co osobiście lubię) ale nie tak bardzo by skrywać szczegóły ani by wokale brzmiały nienaturalnie. Tony wysokie są również dobrze odtwarzane, choć chwilami może drażnić nie do końca wystarczająca separacja instrumentów oraz zbyt krótki czas wybrzmiewania np. perkusji. Za to nie zauważyłem by ten model słuchawek miał dość powszechną przypadłość zwaną sybilizacją (ang. sybilance). Inaczej mówiąc, nie mają sztucznie podbitej góry, co objawia się zniekształceniem dźwięków w tonach wysokich. Słuchawki grają naprawdę czysto, dźwięki się nie zlewają a w przerwach między utworami nie grozi nam szum niewiadomego pochodzenia. Można z wielką przyjemnością zanurzyć się w ulubionej muzyce, a także odkryć w nagraniach – dzięki obcowaniu sam na sam z pełnią dźwięków – smaczki i szczegóły, których wcześniej nie słyszeliśmy! Nie będę się tu silić na kwieciste opisy znane Wam z audiofilskich pism, bo nie o to chodzi :) Poza tym nie posiadam aż tak rozbudowanego talentu poetyckiego :P
Jak już się zapewne czytelnicy domyślili słuchawki użytkuję głównie z iPhone’m. Sprawdziłem je również z iPodem shuffle 1 generacji oraz iPodem nano 4 generacji. W obu przypadkach wrażenia słuchowe były lepsze niż na oryginalnych słuchawkach, ale też dało się zauważyć, że te odtwarzacze posiadają nieco gorsze jakościowo układy dźwiękowe. Przetestowałem NE-7M również w połączeniu ze wzmacniaczami słuchawkowymi: FiiO E5 oraz Icon Mobile firmy NuForce. FiiO w przypadku NE-7M jest po prostu niepotrzebny. Jego główną zaletą jest przełącznik Bass Boost, zbędny w przypadku tego modelu słuchawek, które niskie tony mają w wystarczającym zapasie. Natomiast wzmacniacz tego samego producenta wpływa bardzo korzystnie na odbiór audio. Większość mankamentów słuchawek po prostu znika (mam tu na myśli pracę w paśmie wysokich częstotliwości oraz lepszą kontrolę nad basem), scena jest jeszcze szersza a dynamika większa. To naprawdę udany zestaw. Oba wzmacniacze podłączałem do iPhone zarówno do wyjścia słuchawkowego jak i do złącza docka, za pomocą adaptera LOD (LineOut Dock). W tym drugim przypadku dźwięk zdawał się być minimalnie bardziej naturalny i miękki. Ale nie dajcie się naciągnąć na drogie LODy (np. firmy ALO), kilkanaście cm kabelka i ominięcie wbudowanego wzmacniacza nie jest warte tej kasy, lepiej zainwestować w lepsze słuchawki (np. recenzowane tu przeze mnie :)). Warto wspomnieć, że głównym zadaniem wzmacniacza słuchawkowego jest wzmocnienie sygnału i najczęściej przydają się gdy mamy słabe źródło i wymagające słuchawki. NE-7M mają niewielką impedancję (12 Ohm) i większość odtwarzaczy spokojnie je napędzi bez dodatkowego „dopalacza”. Standardowe tipsy są wygodne, nie drażnią naszych małżowin usznych. Zakupiłem z ciekawości pianki Comply do tego modelu słuchawek i zdecydowanie odradzam – psują dźwięk NE-7M bardzo.
Oczywiście ważne jest również w jakiej jakości słuchamy naszej muzyki. Osobiście ripuję do formatu mp3 320 kbps lub aac 256 kbps, w trybie VBR (Variable Bit Rate) z najwyższą jakością kompresji i włączoną korekcją błędów. Tak więc nim zaczniecie krytykować dźwięk płynący z NE-7M sprawdźcie czy nie macie w odtwarzaczu ścieżek w 96 kbps :D

HOUSTON, CAN YOU HEAR ME NOW?
Skoro mamy „na tapecie” słuchawki z mikrofonem nie można tego małego, acz przydatnego dodatku zignorować. Będzie zatem krótko i rzeczowo :) Jakości mikrofonu nie można niczego zarzucić, działa bardzo dobrze, osoba, z którą rozmawiamy będzie zaskoczona czystością naszego głosu i niewielką ilością dźwięków otoczenia. Nie robiłem testów nagrywania swojego głosu na iPhone przez mikrofon w NE-7M oraz ten zintegrowany w oryginalnych słuchawkach, ale nie sądzę by różnice były na tyle duże, by móc napisać jakiekolwiek słowa krytyki :) Nie posiadam niestety żadnego nowego iPoda z funkcją VoiceOver (ani iPhone 3GS) więc nie mogę potwierdzić, jak ta funkcja działa (i czy działa) z mikrofonem w słuchawkach NuForce. Dodam jeszcze tylko, że dla wszystkich, którym ów dodatek nie jest niezbędny, firma NuForce ma w ofercie model NE-6, który poza brakiem mikrofonu, innym (granatowy) kolorem obudowy oraz niższą ceną – nie różni się niczym więcej od NE-7M.

SUMMA SUMMARUM
NuForce NE-7M to po prostu udany produkt, idealnie zgrywający się z iPhone’m. Czy dla każdego? Na to pytanie nie odpowiem, z wielu przyczyn. Po pierwsze: NE-7M to zdecydowanie słuchawki dedykowane do słuchania rocka we wszystkich jego odmianach, łącznie z metalem :) Nie będę ukrywać, że to moje preferowane rytmy, więc Metallica, Sepultura, Slayer, Megadeth, Dream Theater, Nighingale, Blue October, Alan Parsons Project, Coma, The Corrs, Dire Straits, Frank Zappa, Iron Maiden, i Mike Oldfield gościli w moich uszach najczęściej. Ale słuchałem również muzyki elektronicznej (np. J.M. Jarre), klasycznej (np. Wagner, Vivaldi), popu (np. Beyonce, Blue, Robbie Williams) i jazzu (np. Norah Jones, Amy Winehouse, Jazzkantine), a także musicali i nie znalazłem w słuchawkach żadnych braków, które mogłyby je dyskwalifikować w tych gatunkach (zarówno w przypadku nagrań studyjnych jak i koncertowych). Hip-hopu, rapu, disco polo i innego umpa-umpa nie słucham, zatem wstrzymam się tu z rekomendacją jak również dyskredytacją NE-7M. Z rzetelnych źródeł mam jednak informacje, że hiphopowcy i fani R’n’B bardzo sobie chwalą ten model słuchawek. Mogę z całym sercem napisać, że to jeden z moich najlepszych wyborów i zakupów. To co jeszcze mi się w nich podoba, to fakt, że grają w taki sposób, że nie odczuwam ani powodu ani pokusy by modyfikować dźwięk korektorem. Słuchawki używam codziennie, są wygodne, trwałe a jak już z racji „przebiegu”, starości lub innego powodu odmówią posłuszeństwa – kupuję takie same! W cenie poniżej 180 zł to bardzo dobra inwestycja, znacząco wzbogacająca doznania ze słuchania muzyki z iPhone’a. I nie słuchajcie tych, którzy wam obiecują, że za kilkadziesiąt złotych dostaniecie słuchawki, które grają tak samo albo i lepiej. Nie będą! :)

Audiomagic_01

Wszystkich wahających się z zakupem zachęcam to zaryzykowania, a tym którzy dotrwali do końca mojej recenzji, gratuluję wytrwałości :) Pozdrawiam!