Doki na warsztacie, czyli bliższe spotkanie ze słuchawkami Cresyn C262S oraz SoundMagic EH11M

Bardzo lubię testować różne gadżety, bo nic lepiej nie pomaga, w wyrobieniu sobie własnego zdania na temat danego sprzętu, jak możliwość spędzenia z tymże, kilku dłuższych chwil, godzin, lub dni. Ostatnio „obrodziło” (w applesauce‚owej poczekalni) słuchawkami różnej maści, więc będę musiał sobie zrobić kilkutygodniową przerwę, by z nie mniejszym zainteresowaniem poświęcić uwagę produktom testowanym w przyszłości.

zdjęcie 0

A póki co, w kilkudziesięciu zdaniach podzielę się wrażeniami z użytkowania dwóch tytułowych zestawów słuchawkowych:

Cresyn C262S

Proste słuchawki dokanałowe z przetwornikami dynamicznymi i mikrofonem. Producent już mi znany, ale to pierwsza para IEMów tej firmy, którą mogę sprawdzić. Opakowanie typowo marketowe, przezroczysty blister, w środku białe słuchawki, trzy komplety mlecznych, silikonowych tipsów (rozmiary S, M i L), i… to wszystko. Skromnie. Wzornictwo Cresynów nie powala, jest poprawne, ale jakość wykonania i użyte materiały, nie powodują grymasu rozczarowania. Nie ma co się zastanawiać dłużej, sprawdzam jak leżą w uszach, zmieniam wkładki na większe, by zapewnić najlepszą izolację i rozpoczynam testy.

zdjęcie 1

Nim zabrzmiały pierwsze tony utworów poświęciłem jeszcze kilka chwil na analizę specyfikacji C262S. Pasmo przenoszenia – standard,  czułość 91 dB/mW. Jak wiadomo, wszyscy producenci „szpanują” cyferkami, a w rzeczywistości zwykle jest gorzej. Przygotowałem się na najgorsze.

Audiomagic_04

Szok! Te pchełki grają zaskakująco dobrze. Nie wygrzane, a potrafią poradzić sobie nawet z „Phantom Antichrist” Kreatora. Oczywiście nie ma co liczyć na wysmakowaną podróż dźwiękową, czy detale i niuanse, nad którymi długie godziny spędził  w studio fachowiec od masteringu. Ale jest dobrze, rzekłbym bardzo dobrze – przede wszystkim równo. Jest cykanie talerzy, jest wyraźny wokal, są energetyczne riffy gitarowe, jest też mięsisty bas, Dynamika i przestrzeń w takiej ilości, że naprawdę nie ma mowy o męczarniach. Nagrania koncertowe brzmią równie ciekawie i tzw. fun factor stoi na przyzwoitym poziomie.

zdjęcie 4

Uruchamiam przeglądarkę www, pytam Wujka Google o ten model doków, przeglądam wyniki, klikam link do porównywarki cen i… nie, to nie jest możliwe! Te słuchawki można kupić w cenie poniżej 60 zł. To jest niemoralne! Padły Wam stockowe słuchawki do iPhone, iPoda? Kupcie Cresyn C262S, to będą dobrze wydane pieniądze.

Rozochocony ;) „randką” z Cresynami z jeszcze większym apetytem rzuciłem się na pudełko z kolejnym zestawem słuchawek.

SoundMAGIC EH11M

To dynamiczne dokanałowce, wyposażone w pałąk, który umieszcza się za małżowiną i ma zapewne zagwarantować, że podczas joggingu słuchawki nie wypadną nam z uszu. Oczywiście pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy po wyciągnięciu EH11M z opakowania, to słuchawki, do których drzewiej wzdychałem, i na które z zazdrością patrzyłem – Bang & Olufsem EarSet 3i. Co prawda te ostatnie to słuchawki douszne a nie dokanałowe, ale stylistyka nie pozostawia złudzeń. Zawartość opakowania robi wrażenie, poza samymi słuchawkami (z mikrofonem) znajdziemy tam gustowny czarny mieszek, ze skóry ekologicznej, z wytłoczonym logo i sznureczkiem do ściągania, foliowy woreczek z tipsami o różnych rozmiarach oraz rozdzielacz (splitter), którego przeznaczenie pozostało dla mnie zagadką… A to dlatego, że nie pozwala on na przyłączenie dwóch par słuchawek do jednego źródła (np. gdybyśmy chcieli ze swoją wybranką posłuchać tej samej muzyki), a przeciwnie – na podłączenie słuchawek jednocześnie do dwóch źródeł. Dziwne.

zdjęcie 2

Design SoundMagiców jest poprawny, choć kolorystyka nie każdemu musi pasować, ale już tworzywo sztuczne użyte do obudów przetworników i kabel, nie są najwyższych lotów. Szczerze mówiąc są kiepskie, być może wytrzymają próbe czasu, ale nawet na pierwszy rzut oka, sprawiają wrażenie taniej tandety. Przekonałem się jednak, że często coś co słabo wygląda gra świetnie i odwrotnie. Więc przystępuję do testów. Oh wait, jeszcze popatrzmy na parametry – jest znacznie lepiej, niż w przypadku Cresynów, zakres częstotliwości: 15 Hz do 22kHz (powyżej 16-17 kHz sam nie słyszę wiele), czułość też lepsza – 107 dB/mW.

Pierwsze minuty upłynęły na walce z plączącym się okrutnie przewodem oraz… instalacją słuchawek na i w uszach. Kurcze, przydałoby się lustro! ;) I trening.

Nie chcę używać inwektyw. Mimo ogromnej popularności produktów SoundMAGIC, nie miałem wcześniej w uszach żadnego produktu tej firmy. Ale po tych wszystkich ochach i achach liczyłem na więcej, sporo więcej. A tu lipa, totalne rozczarowanie. Dźwięk tak zbasowany, przymulony i płaski, że przez dłuższą chwilę nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Przecież nie wlałem sobie wody w uszy, ani nie wepchnąłem tam waty. Kanały czyszczę regularnie, więc woskowiny brak. Sprawdziłem umieszczenie słuchawek, załączałem różne utwory, zmniejszałem poziom głośności, nawet majstrowałem presetami ubogiego pseudokorektora dźwięku w aplikacji Muzyka na iPhone.

zdjęcie 5

Porażka. Być może zrobiłem się wybredny, ale skoro słuchawki za sześć dych dały radę, to dlaczego ponad dwukrotnie droższe EH11M nie potrafią się obronić?

Co więcej, okazało się, że tu faktycznie ma miejsce „magia dźwięku” bo słuchawki same, bez mojej interakcji zwiększały poziom głośności! Być może, mam pecha i trafił mi się uszkodzony / wadliwy egzemplarz (choć obie pary słuchawek otrzymałem do testów nowe, w „dziewiczym” stanie), niemniej pierwszego spotkania z SoungMagicami do pozytywnych zaliczyć nie mogę. Odechciało mi się dłuższej zabawy z EH11M, więc schowałem je zniesmaczony do pudełka i wróciłem do Cresynów C262S. I wiecie co? W takiej konfrontacji, te ostatnie nie grają dobrze, grają wybitnie.