Co dalej z Tweetbotem?

twitter-4096-black

Od pewnego czasu patrzę z niepokojem na to co dzieje się z Twitterem. Zmiany polityki działania, reklamy, ingerencja w wyświetlany timeline. Trudno, żeby nie rodziły się wątpliwości. Aktualnie na tapecie jest wyczerpany limit tokenów autoryzacji dla Tweetbota, co doprowadziło do wycofania aplikacji z MAS.

Zastanawiam się, jak potoczą się dalsze wydarzenia. Mam nieodparte wrażenie, że Twitter stopniowo będzie odcinał aplikacje będące niezależnymi klientami pozostawiając na polu bitwy jedynie swoje rozwiązanie. To akurat nie dziwi mnie ze względu na fakt, że dla przykładu Tweetbot nie wyświetla reklam, które serwowowane są użytkownikom w natywnym kliencie, a funkcja Mute pozwala skutecznie wyeliminować irytujące treści. Oczywiste jest, że ogranicza to przychody firmy. Wiadomo, w perspektywie zarobków nie ma sentymentów. Dodatkowe korzysci oferowania użytkownikom swojego rozwiązania są oczywiste. Kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola sytuacji.

To wszystko spowodowało, że zacząłem się zastanawiać nad brakiem aktualizacji dla Tweetbota. Wersja dla Mac nie otrzymała wyglądu nawiązującego do Yosemite, użytkownicy iPadów chyba całkowicie zatracili nadzieję na odświeżoną szatę graficzną. Jedynie w przypadku iPhone’a można uznać, że jesteśmy na bieżąco. Myślę, że wytłumaczeniem jest popularność aplikacji właśnie na telefony Apple. Co jeżeli Panowie przewidywali rychłe problemy, na jakie narazi ich Twitter i postanowili skupić się jedynie na jednym urządzeniu? Jest to dość logiczne. Po co angażować się w rozwój aplikacji na wszystkich platformach, mając w perspektywie ich rychłą bezużyteczność. Ostatni bastion pewnego i ewidentnie największego zarobku czyli iPhone jest najrozsądniejszym wyborem.

Mam nadzieję, że się mylę. Patrząc jednak na rozwój wypadków ciężko nie być pesymistą. Twitter jest moją ulubioną platformą, serdecznie nie znoszę Facebook’a, a Google+ jest żywym trupem. Mam nadzieję, że osoby odowiedzialne za dalszy jego rozwój nie obrzydzą mi go skutecznie. Alternatyw niestety brak. Liczę jednak na to, że sytuacja się unormuje i nie zostaniemy skazani na wyskakiwanie z tonącego statku, a przede wszystkim nikt nie zmusi nas do używania jedynego słusznego – w opinii twórców – klienta serwowanego przez Twitter.