Bystrzacha czy hardcorowy koksu? Czyli jak daleko pada Smart TV od jabłek.

W rzeczy samej nie należę do osób uzależnionych od telewizji, nie spędzam z pilotem długich godzin i nie jestem na bieżąco z tasiemcowymi serialami. Jednak zdarza mi się korzystać z odbiornika telewizyjnego, zwłaszcza po zakupie opisywanej tu wcześniej przystawki – Apple TV. Oczywiście jak to los ma w zwyczaju mieszać, gdy mam ochotę na zabawę telejabłkiem inny domownik akurat w tym czasie ma ochotę zawłaszczyć telewizor w innym celu… „Kto ma pilota ten ma władzę” – owszem, można sprawę rozwiązać siłowo, ale na dłuższą metę lepiej rozważyć pokojowe wyjście – zakup drugiego wyświetlacza. Tak też zrobiłem, a przy okazji sprawdziłem jak mój wybór wypada na tle współpracy z produktami Apple. O tym właśnie cała rozprawka poniżej. Zapraszam.

Uważni czytelnicy pamiętają zapewne, że posiadany przeze mnie TV to stary Philips LCD 32″ HD Ready. Sprzęt pięcioletni, ale – odpukać! – wciąż działa i daje radę. Z racji lenistwa (czyt. wygody) docelowym miejscem nowego TV miała być …sypialnia :) Po sprawdzeniu ilości miejsca na ścianie, odległości z jakiej będzie się podziwiać obrazy wyświetlane na ekranie, wymiarów zewnętrznych takowego oraz rozważeniu innych mniej/bardziej istotnych aspektów zawęziłem poszukiwania do telewizora z ekranem o przekątnej 26″ z podświetleniem LED, w przystępnej cenie (maks. 1200 zł).  Tym razem miał to być odbiornik wspierający rozdzielczość Full HD, ale… szybki rekonesans po internetowych sklepach dowiódł, że przed Euro 2012 klientela przetrzebiła ofertę i zakładana kwota może nie wystarczyć na realizację planu. Ponadto – i co ważniejsze – zauważyłem (jako kompletny laik, nie posiadający ani wiedzy ani doświadczenia w zakresie nowoczesnych telewizorów i technologii w nich stosowanych), że są odbiorniki wyposażone w bezprzewodowe interfejsy sieciowe WiFi! To zweryfikowało nieco moje pierwotne kryteria i priorytety.

Nie będę ukrywać, że podobnie jak w przypadku iPhone wykonywanie rozmów telefonicznych jest dla mnie dodatkiem, tak samo w przypadku telewizora oglądanie programu transmitowanego przez kablówkę stanowi dla mnie góra połowę czasu użytkowania odbiornika, reszta to wyświetlanie treści z dysku komputera bądź innego nośnika. Zarówno sygnał telewizyjny dostarczany przez kablówkę jak i większość odtwarzanych filmów (DivX, XviD, DVD, itp.) ma rozdzielczość zdecydowanie niższą niż 1920 x 1080 i nie zamierzam marnować czasu na liczenie pikseli w każdej klatce obrazu – doszedłem więc do wniosku, że mogę zrezygnować ze wsparcia dla Full HD. Za to z chęcią wykorzystam możliwość wyeliminowania pendrive, lub też dysku zewnętrznego na złączu USB  czy dodatkowego zewnętrznego odtwarzacza jako źródła treści i z przyjemnością „pogmeram” zdalnie na dyskach komputerów i wybiorę plik do odtworzenia używając pilota do TV.

Dalsze poszukiwania i wczytywanie się we wszelakie specyfikacje przyniosły rezultat: zwycięzcą został odbiornik UE26EH4500 największego chyba producenta telewizorów i nie tylko – firmy Samsung. Przekroczyłem nieco budżet (tym bardziej, że koniecznym było dokupienie regulowanego uchwytu na ścianę) ale wydaje mi się, że osiągnąłem przystępny kompromis. Nie zamierzam jednak wnikać w najdrobniejsze szczegóły tego produktu, gdyż wpis nie ma być recenzją odbiornika jako takiego, a przedstawić ew. problemy lub ich brak przy współpracy z Maczkiem i/lub iUrządzeniami.

Zakupiony model Samsunga należy do „prominentnej” :D linii Smart TV. Brzmi nieźle i elitarnie, ale co faktycznie daje? W przypadku tego odbiornika, pozbawionego wbudowanej kamery i mikrofonu można oczywiście zapomnieć o sterowaniu za pomocą komend głosowych czy gestów, ale znakomita większość innych opcji – IMHO tych najważniejszych – działa. Dla mnie najistotniejszymi możliwościami są:

  • bezprzewodowy dostęp do sieci/internetu,
  • instalacja/uruchamianie programów ze „sklepu” SamsungApps,
  • odtwarzanie plików wideo w różnych formatach, z napisami, z dysków komputerów w tej samej sieci.

Uruchomienie funkcji Smart TV wiąże się z naciśnięciem rzucającego się w oczy dużego przycisku na pilocie. Po chwili zintegrowany w telewizorze komputer się uruchomi i wyświetli dość pstrokaty ekran z ikonami aplikacji i serwisów, tzw. Smart HUB. Zmiana tła niewiele pomaga, nadal całość prezentuje się odpustowo – być może jabłkowy minimalizm wypaczył nieodwracalnie moje poczucie estetyki…

No dobrze, w końcu to tylko „launch screen” więc nie ogląda się  go cały czas. Pominąłem wyżej kwestię konfiguracji sieci i innych ustawień oraz aktualizacji oprogramowania, które to czynności trzeba było wykonać przy pierwszym uruchomieniu TV. Ogólnie rzecz biorąc widać znaczny postęp, operacje te wykonuje się dość szybko i sprawnie, nie wymagają od użytkownika ani wiedzy tajemnej ani ponadprzeciętnego IQ. Pobawiłem się trochę zainstalowanymi już aplikacjami, zainstalowałem kilka nowych (warto zwrócić uwagę, że przynajmniej w tym modelu mamy do dyspozycji ponad 800 MB pamięci, starczy na wiele aplikacji :)), odinstalowałem też te kompletnie dla mnie bezużyteczne. Niestety nie każdy program da się wywalić, ikonę Facebooka będę musiał za każdym razem omijać wzrokiem. Przeglądanie Internetu to zdecydowany i ekstremalny masochizm a obsługę prymitywnej i brzydkiej wbudowanej przeglądarki dołączanym do TV pilotem mógłbym uznać za zadowalającą… jakąś dekadę temu. W 2012 roku to jest żart, i to nie najwyższych lotów.

AllShare Play – najważniejsza ikona na ekranie Smart TV. Pozwala przeglądać wszelakie zasoby medialne czyli wideo, muzykę i zdjęcia zawarte na nośnikach zainstalowanych w gniazdach USB, podłączonych aparatach cyfrowych, dyskach uruchomionych komputerów będących w tej samej sieci oraz w serwisach takich jak SugarSync, Picasa oraz Facebook. Dla mnie osobiście kluczową rzeczą jest odtwarzanie filmów z dysków moich komputerów. Pierwsze podejście spełzło na niczym. Mimo iż uruchomiony pecet pojawił się na liście urządzeń funkcji AppShare Play to już próba przeglądnięcia zawartości dysku zaowocowała wyświetleniem komunikatu błędu, którego streszczenie w wolnym tłumaczeniu wyglądało mniej więcej tak: „spadaj!”. Po raz pierwszy od momentu rozpakowania urządzenia sięgnąłem do drukowanej instrukcji zawierającej szczątkowe informacje za to w kilkudziesięciu językach. O AllShare Play kompletnie nic, nothing, zero, null… Co prawda wspomniano o dostępnej w TV elektronicznej wersji pomocy technicznej (e-manual) jednak doszedłem do wniosku, że szybciej zaspokoję swój głód wiedzy korzystając z usług wujka Google. Wpisanie frazy „AllShare Play Samsung” doprowadziło mnie do strony, na której zawarto informację (dostępną po zarejestrowaniu się na ww witrynie…), że aby móc skorzystać z zasobów dyskowych komputera trzeba na nim zainstalować najpierw dodatkowe oprogramowanie – serwer AllShare Play ;)

Aplikacja wygląda estetycznie, jednak już intuicyjność, przeznaczenie niektórych opcji czy wręcz brak ich konfiguracji potrafi zirytować. Generalnie jednak po zainstalowaniu tegoż, uruchomieniu, dodaniu folderów z plikami, do których chcemy mieć zdalny dostęp, możemy o programie zapomnieć. Wybranie komputera na liście urządzeń AllShare Play w telewizorze wreszcie umożliwia dostęp do plików oraz ich odtworzenie! Jest dobrze! Filmy chodzą jak marzenie, po wybraniu pliku wyświetlanie następuje praktycznie natychmiastowo, napisy również wyświetlają się poprawnie, włączając w to nasze narodowe „ogonki”. Czyżby więc sukces? Not so fast… Gdzie jest do cholery serwer AllShare Play na Maczka?!? :> Nie ma. Tak, Samsung potrafi wydać aplikację Easy Phone Sync w wersji dla OS X by przekonać użytkowników iPhone’ów do siebie i swoich smartfonów opartych na Androidzie a nie umie a raczej nie chce udostępnić oprogramowania pozwalającego na pełne wykorzystanie swojego telewizora, na platformę Apple. Chciało by się złorzeczyć: „kij im w pupę i kamieni kupę oraz paczkę gruzu, by nie było luzu”, ale czy ktoś w Korei zrozumie przesłanie? Lepiej więc poszukać alternatywy, o ile jest.

Owszem, jest – na szczęście AllShare Play bazuje na standardzie komunikacji zwanym DLNA. Wsparcie potwierdza odpowiedni certyfikat. Pozostało więc poszukać serwera DLNA dla OS X. Opcji nie ma aż tak wiele, ale udało mi się znaleźć komercyjne: Twonky for Mac i nullriver Software MediaLink. Jednak niespecjalnie uśmiechało mi się wydawać kolejne pieniążki (~20 $) za dodatkowy soft… Wreszcie namierzyłem darmowe i sprawnie działające rozwiązanie: TVMOBili! Aplikacja, która zagnieżdża się w folderze Programy tak naprawdę nie posiada GUI, dwuklik powoduje otworzenie okna przeglądarki Safari i wyświetlenie poniższej strony:

Wbrew pozorom TVMOBili oferuje kilka możliwości i ustawień, po za dodaniem lokacji na dysku z plikami audio/video można m.in. włączyć dostęp do udostępnianych zasobów z Internetu (External Access) czy konwersję plików z niezrozumiałego dla urządzenia odtwarzającego formatu na możliwy do wyświetlenia/odegrania (Transcoding). Najważniejsze że DZIAŁA! Po zainstalowaniu TVMOBili mogłem już bez problemu i niemiłych niespodzianek przeglądać z poziomu telewizora zawartość dysku w iMaczku oraz odtwarzać multimedia na nim zawarte.

[nggallery id=30]

Właściwie tu można by poprzestać, mamy Smart TV, które działa i z PC i z Maczkiem. Ale… czy można jakoś „zwąchać” iPhone lub iPada z produktem z wrogiego obozu, firmy która bezwstydnie czerpie garściami zarówno z rozwiązań jak i stylistyki Apple? Czy telewizor od Samsunga polubi się z mobilnymi gadżetami spod znaku nadgryzionego jabłka? Owszem, trochę tak :)

Na pierwszy ogień pójdzie znaleziona w App Store aplikacja zamieniająca iPhone, iPada oraz iPoda Touch w pilot zdalnego sterowania telewizorem – Samsung Remote. Wygląda dość ładnie, nawet z funkcjonalnością i ergonomią nie jest najgorzej. Praktycznie realizuje wszystkie funkcje standardowego pilota a miejscami (zależnie od uruchomionej aplikacji) wyświetla systemową klawiaturę dzięki której możemy szybciej wprowadzić łańcuch znaków. Niestety jak wcześniej zaznaczyłem, to czy po wybraniu pola tekstowego pojawi się na ekranie iUrządzenia wysuwana klawiatura czy będzie trzeba jednak nawigować klawiszami strzałek kursorów i wprowadzać litery na klawiaturze wyświetlanej na ekranie TV, zależy od programu. Np. w Skype się wyświetla, ale już np. w aplikacji YouTube on TV nie…

[nggallery id=31]

Jak zauważyliście, program pozwala wyświetlić wirtualnego pada mającego na celu ułatwianie sterowania w grach dostępnych w SamsungApps. Nie podniecajcie się jednak, sprawdziłem póki co ze dwa tytuły gier i o ile darzę wielkim sentymentem stare, proste gry z czasów mojej młodości, gry z komputerów 8-bitowych, to te dostępne na telewizor d*py nie urywają i zniechęcają do wątpliwej skądinąd zabawy. Ale na bezrybiu i rak ryba a każda potwora znajdzie swego amatora ;)

Wersja dla iPada po pewnym czasie przestała jednak działać… Tzn. rozłącza się notorycznie uniemożliwiając korzystanie z bezprzewodowej kontroli. Ciekawe kiedy pojawi się uaktualnienie :]

Dalszym etapem było znalezienie programów umożliwiających wyświetlenie na Smart TV treści znajdujących się na iUrządzeniu. Byloby to zbędne gdyby telewizor Samsunga wspierał technologię AirPlay, ale jak wiemy nie robi tego z wiadomych względów. Szybkie przewertowanie App Store i na polu bitwy pozostały dwie appki: Samsung TV Media Player (wersja „zwykła” dla iPhone, wersja „HD” dla iPada) oraz iMediaShare Lite (priorytet miały rozwiązania darmowe). Oba programy przesyłają zawartość bibliotek zdjęć, utworów muzycznych oraz filmów z iPhone/iPada/iPoda Touch na ekran Smart TV. A ponadto pozwalają przekierować strumienie kanałów różnych telewizji internetowych, podcastów video oraz popularnych serwisów (których część obsługiwana jest przez TV bez dodatkowych aplikacji). Miast wyliczania tych opcji załączam zrzuty ekranowe z Samsung TV Media Player HD for iPad:

[nggallery id=32]

…oraz iMediaShare Lite:

[nggallery id=33]

Pełna wersja tego ostatniego programu za drobną opłatą (sic!) usuwa reklamy, które na szczęście nie wyświetlają się na ekranie TV oraz oferuje dodatkowe kanały internetowe. Wg mnie szkoda kasy, ale kto bogatemu zabroni :P

Niewątpliwą zaletą obu aplikacji jest to, że po uruchomieniu odtwarzania, można je „wrzucić w tło”, zablokować iUrządzenie a transmisja będzie działać nadal. Jednak w przypadku iMediaShare Lite brakuje czegoś takiego jak „Teraz odtwarzane”, inaczej mówiąc musimy albo zacząć odtwarzanie innego kanału/pliku albo pilotem od TV wymusić wyjście do ekranu głównego Smart HUB. Oba programy nie są ani do stabilne jak skała ani estetyczne i intuicyjne jak by się chciało. Jednak da się ich używać, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę zerowy koszt ich nabycia :)

Naturalnym podsumowaniem będzie tu próba porównania rozwiązania oferowanego przez Samsunga z tandemem: inny telewizor + Apple TV. Najmocniejsze strony koreańskiego produktu to: jedno urządzenie, jeden pilot do wszystkiego (np. pauza podczas odtwarzania filmu po sieci), możliwość instalacji aplikacji rozszerzających funkcjonalność odbiornika, umożliwiających dostęp do zasobów internetowych telewizji (ipla, TVN player, iplex, tuba.TV itp.). To czego nie ma Smart TV to przede wszystkim spójność interfejsu aplikacji oraz spójność interakcji z aplikacjami, wciąż widać i czuć sporą przepaść między prostotą, estetyką i intuicyjnością produktów Apple a rozwiązaniami konkurencji… Muszę jednak przyznać, że warto było zamienić Full HD na Smart TV i mimo „darcia kotów” przez obie korporacje, produkty obu firm mogą razem współpracować w zadowalającym zakresie.