Phiaton Moderna MS 200 – Recenzja
Przyznaję bez bicia, z produktami marki Phiaton nie miałem dotychczas nawet najmniejszej styczności, mało tego nigdy nie słyszałem nawet o tej firmie. Po szybkim odnalezieniu strony internetowej producenta okazało się, że tworzą oni bardzo atrakcyjne wizualnie i dźwiękowo słuchawki. Przynajmniej tak zapewniają swoich potencjalnych klientów. Ideą działania tej firmy jest połączenie audiofilskiego zacięcia i najwyższej klasy stylistyki.
W moje ręce trafiła nowość w ich ofercie, a mianowicie model Moderna MS 200. Produkt jest zapakowany w solidne pudło, które już na starcie daje nam do zrozumienia, że nie są to zwykłe pchełki bez charakteru. Jeżeli to na Was nie podziała to jestem pewien że cena uświadomi Wam to zdecydowanie dobitniej. Aktualnie musimy zapłacić za nie około 450 złotych. W zestawie, poza samymi słuchawkami otrzymujemy:
- futerał
- cztery komplety standardowych gumowych tipsów dousznych (rozmiary XS, S, M, L)
- tipsy wykonane według autorskiego projektu firmy oznaczone jako RightFit™, które mają zagwarantować najbardziej stabilne usadowienie słuchawki w uchu, głównie w sytuacjach kiedy będziemy używali sprzętu w trakcie różniej maści aktywności fizycznej
- jeden komplet pianek Comply™
Mamy do czynienia z słuchawkami o konstrukcji „pół-dousznej” co ma istotny wpływ na to, że są one znacznie bardziej komfortowe w trakcie dłuższych odsłuchów. Ze względu na to nie należy się po nich spodziewać absolutnej izolacji od otoczenia, która jest dla wielu osób niezwykle istotnym aspektem w ocenie tego typu konstrukcji. Osobiście uważam, że izolacja jest na należytym poziomie jednak należę do osób, które lubią kiedy dociera do nich choć odrobina tego co dzieje się wokół w trakcie odsłuchów. Wracając do komfortu użytkowania, warto wspomnieć, że są one bardzo lekkie (5,6 g) i niezwykle wygodne. Leżą doskonale w małżowinie usznej i bez problemu można zapomnieć o tym, że istnieją co pozwala bez reszty oddać się muzyce.
Wizualnie kojarzą się one dobitnie z wysokiej klasy samochodem sportowym. Krwista czerwień przeplatana czernią w połączeniu z wykończeniami wykonanymi z carbonu powodują, że to czego możemy się po nich spodziewać nie wymaga większej analizy. Wszystko to razem daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia ze sprzętem stylowym, który zafunduje odbiorcy bezkompromisowy przejazd nawet po najbardziej krętych i zawiłych ścieżkach dźwiękowych. Czy tak rzeczywiście będzie, dowiecie się w dalszej części tekstu. Tymczasem wróćmy do ich budowy. Całość jest wykonana z należytą precyzją i wysokiej klasy materiałów, które mają nie tylko powodować pozytywne wrażenia estetyczne ale zadbać o zminimalizowanie niekontrolowanych drgań i zakłóceń dźwięku. Przewód jest dość gruby i da się odczuć jego solidność. Co ciekawe ma on owalny kształt, który to ma za zadanie zapobiegać splątaniom. Rzeczywiście, mimo kilku prób, pozostawał on po dłuższej wizycie w kieszeni nie splątany. Słuchawki posiadają również pilot pozwalający na kontrolę waszych odtwarzaczy i telefonów – bez możliwości sterowania głośnością, który osobiście uważam za najsłabsze ogniwo w całości. Jest on zbudowany z dwóch kawałków plastiku połączonych mikro stykiem. Z identycznym rozwiązaniem spotkałem się w słuchawkach NuForce NE-700M (nie wspominam tego za dobrze ze względu na to, że fabrycznie był on uszkodzony) mam jednak nadzieję, że konstruktorzy firmy Phiaton wiedzieli co robią.
Sama słuchawka na pierwszy rzut oka może zostać pomylona z konstrukcją armaturową, przed czym nie ustrzegł się mój redakcyjny kolega. Jest tutaj jednak zastosowany klasyczny przetwornik, który ma dość sporą jak na tego typu konstrukcję średnicę wynoszącą 14,3 mm. Tłumaczy to jego niebywałe możliwości o których za moment. Nietypowy kształt jest spowodowany obecnością dwóch komór akustycznych, które pozwoliły na osiągnięcie aż 5 punktów strojenia. Jak sami widzicie, konstruktorzy przyłożyli się do swojej pracy i wszystkie cechy ich najmłodszego dziecka są więcej niż obiecujące.
Przejdźmy do punktu, który prawdę nam powie – odsłuchu. Pierwsze co da się zauważyć, to fakt że MS 200 są wymagające wobec źródła. Cecha ta niewątpliwie jest domeną produktów, które poprzez staranność reprodukcji dźwięku obnażają wszelkie niedoskonałości. Ta właściwość pokazuje nam już na wstępie, że nie mamy do czynienia z pospolitymi pchełkami. Dokładniejszą analizę zacznijmy od wysokich tonów. Są one skrajnie wycofane, jednak wyraźnie zaznaczone i odczuwalnie podkoloryzowane przez akustyków dla sprawienia wrażenia wysokiego poziomu analitycznego odwzorowania. Brzmią one jednak przyjemnie, mimo że talerze perkusyjne potrafią być odrobinę zapiaszczone i nienaturalne w swoim brzmieniu wywierając wrażenie odrobinę przesterowanych. Efekt ten jednak nie jest na tyle irytujący aby popsuć ogólne bardzo dobrze wrażenie. W przypadku krótkich precyzyjnych uderzeń, zwłaszcza w stonowanych utworach praktycznie nie da się tego mankamentu odczuć. W kwestii tonów średnich można śmiało stwierdzić, że są one niewątpliwym atutem tego produktu. W całym zakresie mamy do czynienia z lekko wysuniętym do przodu szczegółowym i naturalnym brzmieniem. Nie udało mi się zmusić przetworników w tym paśmie do jakichkolwiek kompromisów. W naturalnej kolejności docieramy do tonów niskich, które wzorcowo współpracują ze średnicą w żaden sposób nie wpływając na brzmienie swoich najbliższych sąsiadów z odrobinę wyższych zakresów. Bas jest punktowy i niesamowicie dynamiczny, świetnie kontrolowany i dający bardzo przyjemny drive dla całych kompozycji. Zdecydowanie nie są to słuchawki dla „Bass Headów”, oczywiście niczego im nie brakuje żeby wymasować nasze bębenki jednak wszystko to odbywa się w zdrowych granicach dobrego dźwiekowego smaku.
Jak to wszystko prezentuje się jako całość w trakcie odsłuchów? Znakomicie! Mamy do czynienia z miękkim i przyjemnym brzmieniem, które nie powoduje szybkiego zmęczenia i zdecydowanie nie drażni nawet w przypadku ostrej metalowej muzyki. Nie narzucają nam one również swojej sygnatury, doskonale odwzorowując zamierzenia jakie przyświecały dźwiękowcom, którzy produkowali dla nas album. Można jest z powodzeniem nazwać analitycznymi, jednak nie rozbierają one utworu na części pierwsze a tworzą świetną całość, która jest na tyle przejrzysta, że może możemy bez problemu pozwolić sobie na śledzenie wybranego instrumentu. W kwestii produkowanej przez nie sceny, nie jest ona zbyt szeroka ale jak najbardziej zadowalająca i budująca odpowiednią przestrzeń. Wróćmy tutaj do mojego stwierdzenia o tym, że są one zgodnie ze swoim wyglądem niczym wysokiej klasy samochód sportowy. Po tym co napisałem powyżej można raczej stwierdzić, że bliżej im raczej do wygodnej limuzyny. Co to, to nie. Mimo tych wszystkich cech, grają one niezwykle dynamicznie i „do przodu”, nie tracą kontroli nad dźwiękiem i potrafią opanować nawet największy dźwiękowy bałagan. Mało tego podnoszenie poziomu głośności prędzej ograniczy granica wytrzymałości waszych uszu niż zniekształcenia i jakiekolwiek problemy z wydajnością Phiatonów. Możecie być pewni że wejdą w największy nawet muzyczny zakręt z piskiem opon ale bez utraty przyczepności.
Podsumowując, nie mogę pisać o zaskoczeniu bo nie miałem pojęcia ani o firmie Phiaton, ani o ich produktach. Wiem na pewno, że teraz poprawię ten błąd i nie spuszczę z nich oka. Zdecydowanie polecam Wam model Moderna MS 200. Są to rewelacyjne słuchawki warte swojej ceny, które sprawią wam olbrzymią dawkę przyjemności płynącą z obcowania z muzyką. Niech rekomendacją będzie to, że dawno tak bardzo nie zachwyciłem się sprzętem, który nie ma swojej konstrukcji opartej o przetworniki armaturowe. Mało tego, strasznie mnie kusi, żeby je zatrzymać…




Radzę sprawdzić jeszcze modele nauszne z Moderna Series, czyli MS300 (mniejsze i mnie basowe) i MS400.