No dobra, ceny akcji Apple nieźle się mają (BRAWO!), marcowe Keynote za pasem, wszyscy wszystko wiedzą, każdy spekuluje ile wlezie, zatem i my, tu na applesauce trochę powróżymy – i bynajmniej nie będzie to wcale wróżenie z fusów! (więcej…)
…a dokładnie to AmiKit! :) Nie tak dawno pisałem o FS-UAE a tu okazało się, że byli (a może i przyszli) fani Amigi i jej systemu, posiadający komputery z Windowsem, OS X i Lnuksem, mogą na swoich maszynach uruchomić ponad 300 wybranych programów pod AmigaOS! Oczywiście z uwagi na legalne aspekty przedsięwzięcia, należy być w posiadaniu zarówno amigowego ROM (Kickstart) jak i systemu operacyjnego, najlepiej na płycie CD-ROM (np. dzięki zakupowi pakietu Amiga Forever). A same aplikacje wchodzące w skład AmiKita są w pełni legalne. (więcej…)
Jak pewnie zauważyliście na blogu nastąpiło małe ożywienie, z tego też względu staramy się promować applesauce na portalach społecznościowych. Z tego względu naturalną koleją rzeczy było nasze pojawienie się na Google+. Staramy się dotrzeć do jak największej grupy czytelników bo nic nie cieszy tak bardzo jak świadomość że informacje którymi chcemy się z wami dzielić docierają do możliwie najszerszego grona.
Zapraszamy do dodania applesauce do waszych kręgów, odpowiedni baner znajduję się w prawej belce!
Od razu uprzedzam, że tytuł jest mylący i prowokujący, a co! Niektórzy, by zwiększyć ilość wizyt i odsłon swojego bloga, rozdają w komentarzach kody do aplikacji (organizując w ten sposób swoisty wyścig szczurów), a ja wymyślam chwytliwe (czyżby?) tytuły wpisów ;) Niemniej jednak jubileusz w rzeczy samej jest – wpis, który czytacie ma numer s e t n y , tak to 100 publikacja na applesauce! No co, przetrwanie 14 miesięcy i opublikowanie setki artykułów to jakiś sukces, nieprawdaż? Ale tym razem nie będzie nudnych statystyk. Setny wpis na applesauce będzie bardzo luźny, poświęcony grze, której akcja rozgrywa się w „odmętach” kosmosu. Stąd – jak się domyślacie – ów przymiotnik w tytule. (więcej…)
Dawno w tej materii się nic nie działo, tzn. nie zupełnie nic, bo oczywiście niestrudzony Toni Wilen pracuje dzielnie nad kolejnymi wersjami WinUAE, ale dla nas – Makowców – to mało interesujący temat. Na szczęście pojawił się kolejny „gracz” na rynku ;) mianowicie FS-UAE – multiplatformowy emulator Amigi, a konkretnie modeli A500, A500+, A600, A1200, CD32 oraz CDTV autorstwa Frode Solheima. (więcej…)
Domyślny program pocztowy w Mac OS X w nieznany nikomu sposób potrafi wybrać sobie domyślny adres z którego wysyłane są wiadomości e-mail kiedy mamy w nim skonfigurowane więcej niż jedno konto. W przypadku kiedy mamy zaznaczoną odpowiednią skrzynkę pocztową wybór będzie właściwy, jednak w nowej wersji najczęściej jednak korzysta się z połączonego widoku i ukrywa boczną belkę w której tego wyboru się dokonuje. Oczywiście istnieje możliwość wyboru odpowiedniego adresu w trakcie redagowania wiadomości jednak myślę że lepszą opcją jest skonfigurowanie adresu domyślnego. Ja szczerze mówiąc szukałem tej opcji wśród ustawień skrzynek jednak znajduje się ona wśród opcji redagowania. Dla poszukujących w rozwinięciu wpisu zrzut ekranu z zaznaczonym miejscem, gdzie dokonujemy odpowiedniej zmiany.
Porada oczywiście jest banalna, jednak mam nadzieję że przyda się osobom które zastanawiały się jak ustrojstwo ujarzmić, a nie chciało im się szukać wspomnianej opcji.
Google Earth to narzędzie, którego przydatność stoi na niezwykle wysokim poziomie. Często przydaje się do pracy niezależnie od naszego zawodu. Z tego powodu warto mieć ten program zainstalowany na naszych stacjach roboczych. W domenie warto pokusić sie o odrobinę lenistwa i przeprowadzić jego dystrybucję poprzez zasady grup. Niestety Google nie udostępnia na swoich stronach gotowego pakietu .msi więc trzeba przeprowadzić kilka czynności w celu przygotowania właściwej paczki. No to czas na działania…
1. W pierwszej kolejności ściągamy najnowszą instalkę Google Earth ze strony pobierania. Tutaj wybieramy opcje konfiguracji zaawansowanej, które znajdziemy bezpośrednio pod oknem gdzie wyświetlają się warunki korzystania z usługi Mapy Google. Wybieramy opcje aby pobrana została najnowsza wersja, nie zezwalamy Google Earth na automatyczne instalowanie zalecanych aktualizacji oraz wybieramy opcję aby Google Earth został udostępniony profilom wszystkich użytkowników. Po wybraniu odpowiednich opcji pobieramy instalator.
2. Kolejnym krokiem jest rozpakowanie instalatora w celu dotarcia do jego zawartości i przygotowanie paczki pakietu .msi do wdrożenia. W tym celu przyda się program 7-Zip, za pomocą którego rozpakowujemy pakiet tak jak zrobilibyśmy z normalną skompresowaną paczką. Z wypakowanego katalogu kopiujemy jedynie następujące pliki i katalogi:
LocalAppData
program files
1045.mst
Google Earth.msi
Setup.ini
Kiedy już mamy dostęp do pakietu .msi musimy dokonać jego modyfikacji. W tym celu należy pobrać i zainstalować programOrca MSI Editor. Za pomocą tego narzędzia otwieramy paczkę i wybieramy View->Summary Information… . W tym miejscu w polu Languages pozostawiamy jedynie wpis 1045. Zamykamy okno i zapisujemy zmiany.
3. W tym momencie mamy gotową paczkę, którą możemy dystrybuować poprzez zasady grupy. Ważne jednak aby znajdowała się w tym samym katalogu co pliki które wcześniej wybraliśmy wśród wypakowanych.
W kwestii małego wyjaśnienia. Pakiet .msi edytujemy w celu sprecyzowania jednego języka, w którym zostanie zainstalowana aplikacja. Tak samo wygląda kwestia pozostawienia pliku z rozszerzeniem .mst, który najzwyczajniej zawiera nasz wybrany pakiet z lokalizacją. Opis przedstawia przygotowanie paczki w języku polskim, jednak nic nie szkodzi na przeszkodzie aby tą opcję wykorzystać w dowolny sposób. Dla ułatwienia w TYM miejscu znajdziecie poszczególne języki wraz z ich kodowymi odpowiednikami. Po znalezieniu odpowiedniego kodu poprostu pozostawcie plik .mst z tą wartością w nazwie i odpowiednio zmofyfikujcie pakiet .msi.
Więc stało się, mój MacBook Pro doczekał się nowego dysku twardego. Długo wahałem się ze względu na poświęcenie zapasu gigabajtów na rzecz czasu dostępu i prędkości przesyłu danych. Decyzja nie należała do najłatwiejszych jednak po przekalkulowaniu rzeczywiście potrzebnej pojemności dysku w moim sprzęcie stwierdziłem że dam radę i 120 GB to wcale nie tak mało jak się wydaje od czasu kiedy zostaliśmy rozpieszczeni przez pojemności w stylu jednego terabajta. Dlaczego tylko 120 GB? Na tą chwilę uważam że jest to jedyny rozsądny cenowo zakup dysku SSD, który pozwala na komfortową pracę (w przypadku jednego dysku w maszynie). Ja sam wybrałem model OCZ Vertex 3, który kosztował mnie 729 złotych. Najważniejszym jednak argumentem było wykorzystanie potencjału sprzętu dla którego fabryczny dysk o prędkości 5400 RPM staje się niestety wąskim gardłem. Artykuł ten kieruję do wszystkich niezdecydowanych, którzy szukają rozważania na temat tej technologii z perspektywy użytkownika, który nie do końca podnieca się osiągami w testach a bardziej stawia na rzeczywiste odczucia. Ok, wystarczy przydługiego wstępu, czas na konkrety.
Wielkie liczenie
Nie da się ukryć, że aktualnie coraz częściej nasze dyski wypełniamy muzyką filmami i zdjęciami w ilościach idących w setki gigabajtów. Muzyka i zdjęcia to rzeczywiście elementy które lubimy mieć zawsze pod ręką, jednak w przypadku filmów uważam że i tak musimy poświęcić im dość sporo czasu i absorbują nas one na tyle że chwila na podłączenie zewnętrznego magazynu danych nie sprawi nam większej różnicy. Wydaje mi się że w większości to właśnie filmy generują największą ilość zajętego miejsca na dysku. Dla zupełnych leni polecam sprawić sobie jakiegoś NAS’a który zawsze będzie dostępny poprzez sieć bezprzewodową i zapewne pozwoli również na oszczędność miejsca na dysku. Pozostają jeszcze kwestie gier, zapisanych projektów i tym podobnych plików, gdzie myślę że przenośny dysk twardy też doskonale sprawdzi się w swojej roli, zwłaszcza jeżeli będzie wyposażony w interfejs FireWire. Drugą możliwą jest pozbycie się napędu DVD i wstawienie w jego miejsce odpowiedniego adaptera, który umożliwi nam wpięcie drugiego dysku wewnątrz komputera. Tą wersję zdarzeń na tą chwilę pomijam przyjmując że większość z was jednak woli mieć czytnik na swoim miejscu. Sam Lion po czystej instalacji w wersji 10.7.3 zajmował w moim przypadku 12 GB, biblioteki zdjęć i muzyki zajęły około 30 GB (1500 utworów i 5000 zdjęć). Po doinstalowaniu pakietu iLife, Office for Mac i kilku innych potrzebnych mi do codziennej pracy programów zatrzymałem się na 55 GB zajętego miejsca. Z mojej perspektywy nie ma tragedii jako że tak naprawdę osiągnąłem dopiero połowę pojemności dysku. Myślę że z odpowiednim podejściem, które jednak będzie wymagało odrobiny większego szacunku do wolnej przestrzeni bez problemu przestrzeń ta wystarczy mi do komfortowej pracy. A uwierzcie mi że zupełnie nowy komfort pracy z waszym Macintoshem zupełnie wynagrodzi wam tą ostrożność.
Wydajność
Zauważenie wzrostu wydajności w przypadku dysku SSD nie wymaga wykresów słupków i procentów. Wystarczy chwila korzystania z komputera wyposażonego w ten sprzęt i już wiemy że mamy do czynienia z czymś niezwykle szybkim. Zdecydowane przyśpieszenie daje się odczuć w każdym aspekcie pracy, począwszy od odpaleniu systemu operacyjnego, przez uruchamianie aplikacji, po zamknięcie systemu. Jednak w celu ułatwienia zorientowania się jak bardzo przyśpieszona zostanie Wasza praca potrzebny będzie stoper i odrobina dobrych chęci w celu pomierzenia czasów osiąganych na waszych maszynach. Poniżej przedstawiam orientacyjne czasy potrzebne na uruchomienie poszczególnych elementów systemu na dwóch wersjach dysków i zapraszam do porównywania ich ze swoimi pomiarami.
Dla bardziej wnikliwych i zorientowanych zapraszam również do zapoznania się z wynikami XBench, w którym znajdziecie porównanie wyników bardziej złożonych testów fabrycznego dysku 5400 RPM oraz OCZ Vertex 3.
Jak widać na wykresach graficznych w każdej kategorii mamy do czynienia z miażdżącą przewagę technologii SSD. Jednak największe wrażenie i tak robi rzeczywista praca na tego typu dysku do czego namawiam.
Werdykt
Knock Out! Tak w krótkiej formie można podsumować wyższość SSD nad HDD. Jeżeli chcesz poczuć przyśpieszenie swojego komputera to osobiście uważam, że wśród elementów jakie można poddać upgrade’owi zdecydowanie wymiana dysku zagwarantuje wam najbardziej odczuwalną różnicę w codziennej pracy. Jeżeli masz wątpliwości i wciąż się wahasz, to myślę że powinieneś/aś przestać i jeżeli masz w śwince skarbonce już nie tak wygórowaną kwotę w okolicach 700 złotych i 120 GB (które wbrew pozorom nie jest ilością małą) wystarczy Ci do codziennej pracy to zaszalej, a nie pożałujesz. A jeżeli nie masz ograniczeń finansowych to hulaj duszo piekła nie ma, duże pojemności stoją przed Tobą otworem!
Artykuł miał pojawić się w piątek, na weekend, ale aplikacja będąca tematem artykułu tak skutecznie mi czas zajęła, że dopiero teraz możecie poczytać co nieco :) Temat na koniec tygodnia powinien być lekki, łatwy i przyjemny, i nie da się ukryć, że takim tematem jest rozrywka – a dokładniej rzecz nazywając – gry! Tym razem konsolą do grania nie będzie żadne iUrządzenie a Mac. Zaś oprogramowaniem, które tę przemianę ułatwia jest program o wdzięcznej nazwie: Boxer. (więcej…)